• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[9 czerwca 1972] Pro­mie­ni gra ró­ża­na top­nie­je w si­nej mgle || Stanley & Stella

[9 czerwca 1972] Pro­mie­ni gra ró­ża­na top­nie­je w si­nej mgle || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
13.03.2024, 18:04  ✶  

Najgorsze w tym wszystko było to, że Stanley nie wiedział. Nie miał pojęcia, czy to co mówi ma sens. Nie orientował się, czy tak się postępuje. Fakt - obserwował innych i widział jakie oni mieli relacje na linii ojciec-dziecko, ale każdy podchodził na swój sposób do tego typu zachowań.

Problem był też taki, że Borgin za bardzo ufał. Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, że łykał wszystko jak pelikan. Pragnął wiedzieć więcej, a nawet odrobinę domagał się tej atencji od niego - nie ważne w jakiej formie, wszak ta nie miała już znaczenia. Teraz liczyło się to, że jego najskrytsze marzenie ma prawo się spełnić, a on nie chciał tego zaprzepaścić.

Stella mogła poczuć chwilowe napięcie mięśni kiedy to ona wypowiedziała imię jego matki. Nadal było to dla niego dziwne, słysząc formę przeszłą, która odnosiła się do jego rodzicielki. Każde wypowiedziane Anne było ryzykiem dochodzenia o szczegóły z końcówki jej życia, a to nie była rzecz, którą miał zamiar się dzielić. Trochę w imię zasady - po mojej śmierci. Nie skomentował jej słów i udał, że nic takiego nie powiedziała. Wyparcie zawsze przynosiło zamierzone skutki.

Obserwując drogę przed sobą oraz nie zdając sobie sprawy z pewnych faktów, nie widział zmian w zachowaniu Avery. W życiu by nie połączył tych kropek, gdyby nie jej kolejne słowa. Co było w tym takiego dziwnego? Skoro miał na imię Robert, a na nazwisko Mulciber, musiało to się składać w jedną, klarowną formę - Robert Mulciber.

- No tak. Jest to całkiem logiczne chyba? - zapytał, a następnie poczuł, że już nie tak łatwo idzie mu pokonywanie kolejnych metrów - coś musiało się wydarzyć. Nie pozostało mu nic innego jak zatrzymanie się i poświęcenie pełni uwagi Stelli. Jak pomyślał, tak też zrobił.

- Robert Mulciber to mój ojciec - powtórzył na zgodę, dając do zrozumienia, że był to fakt. Po chwili uniósł zdziwioną brew, widząc jej dziwne zachowanie. Nie nazwałby go podejrzanym, wszak nie była żadnym przestępcom, ani nikim w tym stylu. Jedyna rzecz o którą mógłby ją oskarżyć to kradzież, ale w tym wypadku i tak nie mógłby jej skazać, wszak ten typ przestępstwa, nie podlegał karom.

Wolną dłoń przeniósł zaraz na jej ramię, chcąc dodać jej odrobinę otuchy oraz aby upewnić się, że wszystko w porządku - Coś nie tak Stello? - dopytywał - Coś się stało? Może poczułaś się gorzej? - proponował, snując domysły na taki obrót spraw. To było przecież bardzo miłe popołudnie i jeżeli poczuła się gorzej, mógł ją odprowadzić do domu czy się nią zaopiekować. W końcu zależało mu na jej zdrowiu i szczęściu.

Stanley Borgin jeszcze nie wiedział ale Stella Avery już wiedziała. Znaleźli się trochę w kropce i musieli to jakoś rozwiązać.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
14.03.2024, 08:21  ✶  

Mało kto by chyba wiedział jak postąpić w takiej sytuacji, więc Stanley nie miał się za bardzo czym przejmować. Znaczy, na pewno przejmowanie się sprawą było dość ważną częścią tego wszystkiego, ale nikt go nie oceniał, bo nie była to codzienna sytuacja. Metodą prób i błędów musiał wypracować swoje działania, tak po prostu, jak w większości nietypowych wydarzeń, może go to trochę zaboleć, ale najlepiej wychodzić człowiekowi uczenie się na własnych błędach.

Avery nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, w jaki sposób Anne zakończyła swój żywot, wiedziała, że była to dla Borgina ogromna tragedia, gdyby dowiedziała się o tym, że to on zabił ją przypadkiem - pewnie by mu współczuła, była w niego zapatrzona jak obrazek, więc wszelkie powinięcia nogi traktowała jako nic złego, nawet jeśli chodzi o niespecjalne zabicie matki. Każdemu mogło się zdarzyć, prawda? Najważniejsze, że nie postąpił w ten sposób celowo, bo Stanley na pewno nie mógł nikogo zabić specjalnie, taki był z niego przecież dobry chłopak.

- Tak, tak, całkiem logiczne. - Powtórzyła za nim, a jej twarz przybrała ten dziwny wyraz, który nie jawił się na niej zbyt często. Myślała, była bardzo skupiona, jakby wcale nie było to takie logiczne.

Zaczęła analizować swoje drzewo genealogiczne kilka pokoleń wstecz, trochę przy tym zbladła, chociaż miała świadomość, że rodziny czystokrwistych się dosyć mocno ze sobą krzyżują.

Nie wiedziała właściwie od czego zacząć. To, że złapał ją za ramię wcale nie pomogło. Będzie musiała mu to jakoś powiedzieć, tylko jak? Dlaczego los zawsze rzucał im kłody pod nogi? Tego nie mogła pojąć.

- Robert Mulciber, to mój wuj. - Twój ojciec, mój wuj. Wyrzuciła to z siebie, bo nie chciała przemilczeć tego tematu.

- Znaczy nie jest to brat mojego ojca, nie wiem, jakiś daleki kuzyn, nie mam pojęcia, jak mocno jesteśmy spokrewnieni. - Patrzyła na niego uważnie, żeby wyczytać jego reakcję. Widać po niej było, że jest nieco zmieszana, bo takiego obrotu sytuacji się nie spodziewała. - Spotkałam go w swoim życiu kilka razy. - Kontynuowała swoje wytłumaczenie, chociaż nie wiedziała, czy to pomoże, bo to było dziwne, kurewsko posrana sytuacja.

- Nie wiem Stanley, czy to jest dziwne, bardzo dziwne? - Potrzebowała zapewnienia, że wcale nie, że nic się między nimi nie zmieni. Teraz to wydawało jej się, że bardzo źle się stało, że się tego dowiedział, bo przyniosło to niepotrzebne komplikacje, ale czy były, aż tak wielkie? To się dopiero okaże.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
17.03.2024, 02:29  ✶  

Coś poważnego musiało być na rzeczy, ponieważ Stanley nie przypominał sobie dnia, w którym Stella mogłaby się zachowywać podobnie dziwnie. Nie był w stanie odnaleźć jakiegoś dnia od 1969, które pasowałby do powyższej definicji. Dni podczas których był całkowicie nieznośny czy maksymalnie jechał po bandzie, nie sprawiały, że Avery miała taki wyraz twarzy.

Tylko jak to powinien dokładniej interpretować? Strach? Zaskoczenie? Niepewność? Nie miał pojęcia. Ten moment był jedyną chwilą w życiu, kiedy żałował tego, że nie potrafi wróżyć, ani czytać w myślach. Te całe czytanie z kart czy wróżenie z fusów było teraz tak potrzebne jak nigdy... niestety musiał przeżyć zderzenie z rzeczywistością.

Świat zadrżał, a Stanley poczuł sierpowego na swojej twarzy. Oczywiście był to tylko przysłowiowy sierpowy, ponieważ nie było nikogo, kto mógłby go sprzedać dosłownie, a może właśnie był on potrzebny? Miał pustkę w głowie, a słowa Stelli tylko odbijały się od ścianek, szukając adresata. Borgin ciągle słyszał jedną frazę - Robert Mulciber to mój wuj i tak w kółko. Mina mu zaraz zrzedła. Nie potrafił wykrztusić z siebie niczego, co było zaskakujące - on zawsze wiedział jak mógłby odpowiedzieć, a teraz? Nic. Czysta bezradność.

Jeden z najszczęśliwszych momentów w życiu, zamienił się w katorgę. Może zderzenie z rzeczywistością? To był taki przyjemny dzień. Udany, pełen sukcesów, a na deser ten spacer. Czego człowiek potrzebował więcej od życia? Bo na pewno nie tego, co właśnie usłyszał.

Kolejna kłoda pod nogi. Kolejny raz kiedy zostali wystawieni na próbę... ostatni raz? Skoro mieli być kuzynostwem, a zwłaszcza takim z pierwszej ręki, to nie bardzo widział przyszłość dla tego, co budowali tyle lat. To jakiś kurwa żart... Zaśmiał się nerwowo, czując jak zaczyna brakować mu tlenu. Nie widząc innej opcji, poluzował krawat pod szyją i rozpiął ostatni guzik - brakowało kilku sekund, a zapewne leżałby tutaj jak długi.

Mina Stelli sugerowała jednak, że to nie jest żaden żart. Kolejne słowa sprawiły, że z odrobiną odetchnął. Jakiś daleki kuzyn, jak to określiła, napawał jakąś nadzieją. Sugerował, że tak naprawdę jest z nich taka rodzina, jak ze Stanleya wróżbita, czyli żadna. Nadal jednak miał odrobinę paniczną minę, powieka lewego oka mu drżała, a on sam wpatrywał się pustym wzrokiem w Avery.

- Daleki kuzyn... - odezwał się w końcu, przerywając milczenie ze swojej strony. Natłok myśli w niczym nie pomagał. Borgin analizował drzewko rodziny od strony matki. Nie przypominał sobie, aby ktokolwiek z nich, łączył się więzią małżeńską z kimkolwiek z rodziny Avery. Na pewno nie było nikogo takiego do czterech czy pięciu pokoleń wstecz.

- Rozumiem - odparł, wzdychając. Stanley zastanawiał się nad jednym - czy tylko oni mieli takie problemy? Był święcie przekonany o tym, że inny mieli życie usłane różami albo żyli w krainach mlekiem i miodem płynącymi. Oni? Ciągle było coś. Nie było chwili spokoju jakoś od przełomu października i listopada 1970 roku. Czyżby to Anne miała się mścić za wszystko?

- Stella... Jest dziwne. Bardzo dziwne. Jakby... Ja nawet nie wiem co mam powiedzieć - wzruszył ramionami z bezradności - Usiądźmy. Proszę. Zaraz z tego wszystkiego się przekręcę chyba na drugi świat - wskazał dłonią na ławkę, która znajdowała się kilka metrów od nich. Ruszył w kierunku miejsca, które zaproponował.

Usiadł, a następnie uniósł głowę do góry. Miał wrażenie jakby wokół nich znalazła się jakaś blada mgła, a róże, które współgrały z ostatnimi słonecznymi promieniami, odeszły w zapomnienie. Zupełnie jakby nigdy ich tu nie było, a za nimi ciągnęła się jakaś szarość.

Wpatrywał się w niebo przez kilka, może kilkanaście sekund - Stella - zwrócił się do Avery, przenosząc swój wzrok w jej kierunku. Pozwolił sobie również złapać ją za dłoń - Jeżeli mój ojciec... - mówił powoli, dobierając odpowiednie słowa - Jest jakimś dalekim kuzynem Twojego ojca. Kimś, kto nie jest rodziną z pierwszej ręki... To nadal nie widzę problemu - stwierdził - To nie pierwszy raz, kiedy zostaliśmy postawieni przed próbą. Na pewno też nie ostatni - dodał z pewnym ciężarem w głosie, kiedy to wypowiedział - Zawsze jednak dawaliśmy radę. Damy więc i tym razem, tak? - zacisnął odrobinę mocniej dłoń - Wszystko będzie w porządku - zapewnił. Starał się wypowiedzieć to na tyle pewnie na ile tylko potrafił. Widział stan Stelli i nie chciał pozwolić, aby udzieliła jej się jego panika - bardzo dobrze wiedział jak to się kończyło, a on nie miał takich umiejętności jak ona.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
18.03.2024, 21:35  ✶  

Tak, bo nigdy chyba jeszcze tak bardzo nie wysilała swoich pojedynczych komórek odpowiedzialnych za myślenie, nie musiała. Ta sytuacja jednak ją do tego zmusiła. Kalkulowała w głowie wszystko bardzo dokładnie, rozkładała sobie tę sytuację na części pierwsze, liczyła niczym jakąś skomplikowaną całkę, czy coś. Chyba udało jej się dotrzeć do tych informacji, które potrzebowała, chociaż zajęło to dłuższą chwilę.

Nie było co zwlekać, podzieliła się z nim tą informacją dosyć szybko, bo co jej pozostawało? Miała udawać, że nie zna jego ojca, później spotkają się nie daj Merlinie gdzieś zupełnie przypadkiem i się tej znajomości nie wyprze. Lekka kraksa.

Nie żartowałaby sobie z takich rzeczy. Ogólnie jej poczucie humoru raczej kulało, nigdy w życiu nie wpadłaby na podobny żart. To była prawda, bolesna prawda, chociaż może nie było, aż tak źle. W końcu nie był to brat jej ojca, ani siostra, tylko jakiś tam kuzyn. Kuzyn, nie wiadomo po kim, to przecież prawie nie rodzina, prawda? Mieli tylko gdzieś tam to samo nazwisko, ale już teraz nie. To nie powinno się liczyć, prawda?

Twarz jej zbladła, widać po niej było, że mocno się przejęła tą sytuacją, musiała pamiętać o tym, żeby oddychać, nie mogła zapomnieć o tej podstawowej czynności, bo jeszcze dołączy do swojej martwej siostry, tak właściwie to problem przynajmniej sam by się rozwiązał... Żarcik.

- Tak, usiądźmy, bo zaraz się przewrócę. - Na całe szczęście nieopodal znajdowała się ławeczka, na której mogli sobie przysiąść i to wszystko przedyskutować. Piękne róże za nią rosły, tyle, że nie był to odpowiedni moment na zachwycanie się przyrodą. Pojawił się problem, przynajmniej na początku wyglądało to na problem, czy faktycznie okaże się problemem, to dopiero wyjdzie za chwilę.

Avery wpatrywała się w swoje buty, wydawały się jej one teraz nad wyraz interesujące, próbowała zebrać myśli. To chyba nie był dramat, zresztą wychodziło jakby na to, że Borgin był całkiem niezłą partią, z racji na znajomość ich rodziców, ciekawe, czy ktokolwiek poza jego ojcem wiedział, że Stanley to jego syn. Nie sądziła, żeby ta informacja miała szybko trafić do kogokolwiek.

Uniosła wzrok, gdy Borgin się odezwał. Chyba [i[ich[/i] nie przekreślał. Kamień z serca. W zasadzie nie było nic dziwnego w tym, że czarodzieje dosyć często wiązali się ze swoimi krewnymi, szczególnie kiedy w grę wchodziła czysta krew, która była dla nich bardzo istotna. To wcale nie był taki duży problem, jak mogło się wydawać. - Naprawdę tak myślisz? - Wolała się upewnić. - Nie jesteśmy blisko spokrewnieni, to chyba nie jest problem, jakiś duży. - Jeden drobny kamień na ich wyboistej drodze. Miała wrażenie, że jakaś siła wyższa bardzo chce im utrudnić egzystencję na tym świecie. Kiedy choć przez chwilę wydawało się, że są szczęśliwi zawsze działo się coś. Może miała to być ostatnia kłoda rzucona im pod nogi? Oby tak było, bo ile jeszcze w stanie będą razem znieść? Każdy miał jakieś granice. - Skoro tak mówisz, to może faktycznie wszystko będzie w porządku, chociaż trochę mnie to przeraziło, na samym początku. - Podzieliła się jeszcze swoimi obawami.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
20.03.2024, 00:00  ✶  

Naprawdę tak myślał czy skorzystał z kłamstwa, które tak dobrze mu w ostatnim czasie wychodziło? Pewnie po odrobinie z każdego. Na pewno chciał ją uspokoić, wszak bardzo dobrze wiedział jak kończą się ataki paniki w wykonaniu Stelli. Dodać to tego miejsce w którym się znaleźli - to mogło się skończyć tragicznie.

- To prawda. To nie jest duży problem - zgodził się - Zwłaszcza, że to jakaś tam... Piąta woda po kisielu - zauważył - Gdyby to była jakaś bliska rodzina, to lata temu byśmy się spotkali na jakieś imprezie rodzinnej. Jakimś ślubie, urodzinach czy czymś innym - wzruszył odrobinę ramionami. To wszystko wynikało samo z siebie. Było całkiem logiczne i tworzyło spójną całość. To po prostu miało sens.

- Będzie dobrze Stella. Naprawdę - powtórzył, aby ją w tym upewnić. Stanley bardzo zależy, by to zrozumiała. To wszystko siedziało w głowie. Większość problemów miało swoje podstawy właśnie w myślach. To zawsze zaczynało się w tamtym miejscu - Aby mieć stuprocentową pewność, prześledzę wszystkie możliwe drzewka genealogiczne, jakie tylko są w domu u dziadka - zapewnił. Borgin jednak chciał mieć pewność, że to co powiedział Avery, ma przełożenie na rzeczywistość. To, że w tym momencie nie przychodziła mu żadna rodzinna korelacja do głowy, nie znaczyło, że tak rzeczywiście było. Chciał działać trochę w imię zasady - przezorny zawsze ubezpieczony.

- Chodź. Wracajmy - rzekł, podnosząc głowę w kierunku nieba - Zbierają się chmury, a należymy nam się odrobina odpoczynku. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się dobrze bawiłaś... Bo... - westchnął, przejeżdżając językiem po spierzchniętych ustach - Nie chciałem, aby tak wyszło. Gdybym wiedział jak się sprawy mają, to wybrałbym inny termin, aby o tym porozmawiać... Ale była to dla mnie bardzo radosna nowina... Cóż. Przepraszam - dodał, czując się odrobinę odpowiedzialnym za to, co tutaj się wydarzyło. Był taki przyjemny wieczór. Taka ładna okolicza i jeszcze lepsza atmosfera. Zawsze jednak było "coś", co im przeszkadzało.

Wstał z ławki, podając Stelli swoje ramię, tak aby mogła się pod nie złapać. Jeżeli to zrobiła, powolnym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z parku. Zdawało się, że mgła zniknęła, a jakieś nieśmiałe promyki słońca, dalej przebijały się przez nadchodzące chmury. To jednak nie był już ich problem - wracali do domu. Wracali odpocząć i to wszystko przemyśleć.

- W ramach rekompensaty za poniesione szkody, oferuję lampkę dobrego wina u siebie - zaproponował, chcąc jej to odrobinę wynagrodzić. W zasadzie to wynagrodzić wszystko, ponieważ nie miała z nim prostego życia.

Czy istniało lepsze możliwie zakończenie dnia, niż odpoczynek w domowym zaciszu, w doborowym towarzystwie i w akompaniamencie zacnego trunku? Pewnie tak, chociaż tyle im wystarczało w spokoju.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#16
22.03.2024, 09:38  ✶  

Nie da się ukryć, że Stella zawsze reagowała bardzo emocjonalnie. Gdyby Stanley pokazał swoje zdenerwowanie tą sytuacją, cóż wtedy pewnie zupełnie straciłaby nad sobą panowanie. Szkoda tych wszystkich ludzi wokół, więc w sumie dobrze się stało, że zaczął ją uspokajać, bo to pomagało, nawet jeśli nie było do końca szczere.

- Przypominam ci tylko, że nie znałeś ojca jeszcze niedawno, to raczej dlatego nie spotkaliśmy się nigdzie wcześniej. - Jego tłumaczenie wydawało się być jej nie do końca logiczne. Skąd wiedział, że gdyby nie poznał go na odpowiednim etapie to ich drogi nie przecięłyby się wcześniej. Mogli sobie gdybać na ten temat. Najważniejsze jednak, że nie okazało się, że jest synem jej ojca, albo kogoś z jego rodzeństwa, wtedy wyglądałoby to zdecydowanie gorzej.

- Mam nadzieję, bo powoli zaczynają mnie męczyć te ciągłe kłody rzucane pod nogi. - Jakby los nie mógł dać im spokoju chociaż na krótką chwilę. Miała wrażenie, że ledwo gasili jeden pożar to pojawiał się następny, jeszcze większy. Nie wiedzieć czemu, jakby coś chciało im dać znać, że nie są dla siebie stworzeni. - Jak już je przestudiujesz, to proszę opisz mi wszystko dokładnie w liście, wtedy będę spokojniejsza. - Wolałaby zobaczyć na własne oczy, jak wygląda sytuacja, mimo, że wierzyła Stanleyowi.

Uniosła głowę w stronę chmur, faktycznie wyglądało na to, że niedługo zacznie lać. To był dobry moment, żeby się stąd ulotnić. - Oczywiście, było wspaniale. - Dodała jeszcze, bo wcale nie przekreśliła tego spotkania. Te informacje, które jej przekazał nie były przecież, aż tak tragiczne. Musieli to po prostu przetrawić.

- Cieszę się twoim szczęściem, naprawdę. - Wysiliła się nawet na uśmiech. Skorzystała z ramienia, które jej podsunął. Mogli wyruszyć w stronę magicznego Londynu i jeszcze przez chwilę nacieszyć się widokiem tych pięknych róż, które znajdowały się wokół.

- Wiesz, że dobrego wina nigdy nie odmówię. - Stanley wiedział, jak ją przekonać do wizyty w jego mieszkaniu, zresztą nie chciała jeszcze się ulotnić, noc była młoda, mogli nacieszyć się wspólnym czasem, póki w ogóle go dla siebie znaleźli, trzeba było korzystać z okazji.

Oddalili się więc w stronę mieszkania Borgina, udało im się uciec przed zbliżającym się deszczem.



Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (4513), Stella Avery (3780)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa