19.03.2024, 01:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2024, 01:21 przez Sebastian Macmillan.)
Zamrugał parokrotnie, gdy Steward nie tylko się z nim nie zgodził, ale jeszcze zaczął wygłaszać dosyć rozbudowaną krytykę na temat jego światopoglądu. Z każdym kolejnym zdaniem, pochylał się coraz bardziej ku niemu, garbiąc się przy tym minimalnie. Nie do końca rozumiał, skąd wysnuł takie wnioski. Czyżby Patrick wlał w siebie jednak więcej niż te trzy drinki, a może to Sebastian gdzieś na trasie stodoła - ławka zatracił umiejętność poprawnego wypowiadania się? A może był to sprzeciw dla samego sprzeciwu, aby podtrzymać rozmowę, której temat najwyraźniej był dla mężczyzny ważny?
— Chyba zostałem źle zrozumiany — rzucił w przestrzeń miałkim głosem, a jego policzki się zaróżowiły.
Uniósł do ust szklaneczkę z alkoholem, jednak nie nabrał go do ust, zamiast tego pozwalając, aby szkło schłodziło jego wargi. Właśnie dlatego wolał się wypowiadać oszczędnie; im mniej gadał, tym trudniej było go łapać za słówka i wysnuwać niepotwierdzone wnioski. Poznał się jednak z Patrickiem nieco lepiej, więc i mówił więcej, a alkohol najwyraźniej tylko zachęcał go do tego, aby stawać się jeszcze bardziej otwartym. W tym przypadku zdecydowanie nie zadziałało to na jego korzyść.
— Miałem na myśli właśnie to, że na takie wydarzenia idzie się właśnie dla innych ludzi — tłumaczył powoli i cicho, podirytowany niejako tym, że musi przeprowadzać innych przez swój tok myślenia. Jakby poczucie inności nie towarzyszyło mu wystarczająco często. — Chodzi mi o to, że... Jeśli człowiek jest zapraszany na imprezę, na której wie, że będą ludzie, których lubi czy na których mu zależy, to większym priorytetem jest sam fakt spotkania z nimi niż to, że będą się bawić w konkretnym klubie do konkretnej muzyki. Bo chce spędzić z nimi czas, a warunki spotkania stają się drugorzędne.
Neil nie musiał lubić takich zbiegowisk, ale najwyraźniej czuł potrzebę czy chęć spotkania się z kimś, kto się w stodole obecnie bawił. Wyszedł ze swojej strefy komfortu dlatego, że zależało mu na tym, aby spędzić z kimś czas. Kapłan, który nie potrafi się wysłowić, pomyślał, obracając szklaneczkę z alkoholem tuż przy swoich ustach. Czysta komedia. Może faktycznie powinien rzucić tę robotę w Ministerstwie Magii i ponownie przywdziać szaty kowenu. Parę spotkań z kapłankami i ''braciszkami'', a na pewno szybko wypełniłby wszelkie luki w swej erudycji.
— Mhmm — wymamrotał na przeprosiny Patricka, chociaż te nawet nie były skierowane do niego.
Trochę ubodło go to, że jego słowa zostały tak brutalnie zinterpretowane. Zaczynał mieć też lekki mętlik w głowie, nie potrafiąc rozeznać się, czy faktycznie został na początku źle zrozumiany, czy po prostu Steward wychwycił między jego słowami coś, czego sam nie dostrzegał lub nie chciał dostrzec. Zamoczył usta w whiskey, jednak nie wziął zbyt dużego łyczka.
— Cóż, wolę mieć jednego Patricka, którego znam bardzo dobrze niż dwudziestu, których znam z widzenia — rzucił pod nosem, odwracając się zaraz w kierunku Neila. Niewiedza chłopaka wywołała uprzejmy uśmiech na jego twarzy. Tak, praca była zdecydowanie łatwiejszym tematem do rozmowy. — Wypędzam duchy z opętanych ludzi, zdarza się, że pozbywam się poltergeistów... Oczyszczam też przedmioty, w których zostały zamknięte dusze, które postanowiły nie odejść na drugą stronę. A kiedy trzeba, otwieram drzwi do zaświatów i odsyłam tam te duchy z nadzieją, że znajdą w końcu ukojenie.
Czy te kilka zdań mogło w pełni uświadomić Enferowi, z czym tak naprawdę Sebastian mierzył się na co dzień w pracy? Zapewne nie do końca, ale był to jakiś początek. Bo zacząć trzeba było od rzeczy lekkich, zwłaszcza jeśli chłopak nie był ekspertem w tej dziedzinie, a duchy kojarzył co najwyżej z murów Hogwartu.
— Chyba zostałem źle zrozumiany — rzucił w przestrzeń miałkim głosem, a jego policzki się zaróżowiły.
Uniósł do ust szklaneczkę z alkoholem, jednak nie nabrał go do ust, zamiast tego pozwalając, aby szkło schłodziło jego wargi. Właśnie dlatego wolał się wypowiadać oszczędnie; im mniej gadał, tym trudniej było go łapać za słówka i wysnuwać niepotwierdzone wnioski. Poznał się jednak z Patrickiem nieco lepiej, więc i mówił więcej, a alkohol najwyraźniej tylko zachęcał go do tego, aby stawać się jeszcze bardziej otwartym. W tym przypadku zdecydowanie nie zadziałało to na jego korzyść.
— Miałem na myśli właśnie to, że na takie wydarzenia idzie się właśnie dla innych ludzi — tłumaczył powoli i cicho, podirytowany niejako tym, że musi przeprowadzać innych przez swój tok myślenia. Jakby poczucie inności nie towarzyszyło mu wystarczająco często. — Chodzi mi o to, że... Jeśli człowiek jest zapraszany na imprezę, na której wie, że będą ludzie, których lubi czy na których mu zależy, to większym priorytetem jest sam fakt spotkania z nimi niż to, że będą się bawić w konkretnym klubie do konkretnej muzyki. Bo chce spędzić z nimi czas, a warunki spotkania stają się drugorzędne.
Neil nie musiał lubić takich zbiegowisk, ale najwyraźniej czuł potrzebę czy chęć spotkania się z kimś, kto się w stodole obecnie bawił. Wyszedł ze swojej strefy komfortu dlatego, że zależało mu na tym, aby spędzić z kimś czas. Kapłan, który nie potrafi się wysłowić, pomyślał, obracając szklaneczkę z alkoholem tuż przy swoich ustach. Czysta komedia. Może faktycznie powinien rzucić tę robotę w Ministerstwie Magii i ponownie przywdziać szaty kowenu. Parę spotkań z kapłankami i ''braciszkami'', a na pewno szybko wypełniłby wszelkie luki w swej erudycji.
— Mhmm — wymamrotał na przeprosiny Patricka, chociaż te nawet nie były skierowane do niego.
Trochę ubodło go to, że jego słowa zostały tak brutalnie zinterpretowane. Zaczynał mieć też lekki mętlik w głowie, nie potrafiąc rozeznać się, czy faktycznie został na początku źle zrozumiany, czy po prostu Steward wychwycił między jego słowami coś, czego sam nie dostrzegał lub nie chciał dostrzec. Zamoczył usta w whiskey, jednak nie wziął zbyt dużego łyczka.
— Cóż, wolę mieć jednego Patricka, którego znam bardzo dobrze niż dwudziestu, których znam z widzenia — rzucił pod nosem, odwracając się zaraz w kierunku Neila. Niewiedza chłopaka wywołała uprzejmy uśmiech na jego twarzy. Tak, praca była zdecydowanie łatwiejszym tematem do rozmowy. — Wypędzam duchy z opętanych ludzi, zdarza się, że pozbywam się poltergeistów... Oczyszczam też przedmioty, w których zostały zamknięte dusze, które postanowiły nie odejść na drugą stronę. A kiedy trzeba, otwieram drzwi do zaświatów i odsyłam tam te duchy z nadzieją, że znajdą w końcu ukojenie.
Czy te kilka zdań mogło w pełni uświadomić Enferowi, z czym tak naprawdę Sebastian mierzył się na co dzień w pracy? Zapewne nie do końca, ale był to jakiś początek. Bo zacząć trzeba było od rzeczy lekkich, zwłaszcza jeśli chłopak nie był ekspertem w tej dziedzinie, a duchy kojarzył co najwyżej z murów Hogwartu.