Ludzie. Dużo ludzi. Dużo ludzi i jeszcze więcej ludzi. I gdzie nie spojrzeć, tam ludzie. Kobiety, mężczyźni, dzieci, dorośli, starcy... Wszyscy gadający, wrzeszczący do kolejnych ludzi, oddalonych o kilkanaście kroków. Nikolai poczuł się trochę stłamszony, trochę przyduszony, gdy tak chodził między tymi ludźmi, starał się o nich nie obijać i po prostu znaleźć się w miejscu, gdzie nie było tylu ludzi.
Głosów było tak dużo i wszystko się mieszało. Blyad, myślał za każdym razem, gdy przypadkowo na kogoś wpadł i ta osoba odwróciła się do niego, by go zbesztać, nawet jeśli owe delikatne zderzenie nie było wcale winą chłopaka. Ale cóż zrobić? Pochylił głowę, wydukał łamane "Przepraszam" i szedł dalej, wygrażając w myślach każdemu, kto zerknął w jego kierunku.
Zatrzymał się przy jednym ze stoisk (może dlatego, że akurat tam nie było tak wielu ludzi?). Kobieta po trzydziestce, paląca papierosa, patrzyła na niego spod ciężkich rzęs, gdy chłopak przyglądał się wystawionym przez nią rzeczom. A tych rzeczy było mnóstwo. Cały stół zastawiony różnymi rzeczami, tworzącymi jakąś niespójną kolekcję. Były zdobione talerze i porcelanowe filiżanki. Były niewielkie laleczki, fantazyjnie ukształtowane lusterka, figurki z różnych zakątków świata. I wiele, wiele innych rzeczy.
-To rzeczy mojej krewnej - powiedziała beznamiętnie kobieta, gdy Nikolai spytał ją o pochodzenie owych przedmiotów. - Zmarło się, bidulce, i nie mamy co z tym zrobić, a szkoda wyrzucić, gdy można zarobić parę knutów i sykli, a może galeonów, czyż nie?
Ceny nie były wygórowane, a same ozdoby niebrzydkie. Nikolai zadał jeszcze kilka pytań, kobieta odpowiadała tym samym, beznamiętnym głosem, od którego można by zasnąć, i w końcu dobili targu, który nie usatysfakcjonował żadnego z nich.
Nikolai odszedł od stoiska już trochę spokojniejszy, jakby właśnie zapalił swojego pierwszego tego dnia papierosa, i oddalał się powoli od zgromadzenia, ściskając między palcami małą, porcelanową laleczkę.
Laleczka nie była ani ładna, ani brzydka. Ot, porcelanowa dziewczynka o rumianych policzkach, różowych usta, długich włosach w kolorze czerni i zamkniętych oczach. Ubrana w starą, biało-błękitną sukieneczkę, trzymała nad głową fantazyjny, równie błękitny parasol. W jakiś sposób przypominała Nikolaiowi matryoshkę.
I co ja mam z tobą zrobić, myślał, wpatrując się w namalowaną na porcelanie twarz.
I wtedy laleczka otworzyła oczy. Dwa szmaragdy zalśniły krótko, odbijając na chwilę swój blask w równie zielonych oczach chłopaka, jej usta wygięły się w nieprzyjemny uśmiech i Nikolai zauważył, jak jego opuszki zaczęły nabierać wpierw zgniłozielonej, a z każdą kolejną sekundą coraz intensywniejszej barwy zieleni.
Co do..., nie dokończył myśli.
Zieleń pięła się po jego ramionach coraz wyżej i wyżej.