Rozliczono osiągnięcie - Piszę więc jestem - Astaroth Yaxley
—11/08/1972—
Mieszkanie Gerry, Londyn
Astaroth Yaxley & Geraldine Yaxley
Poranki bywały różne. W ostatnim czasie w życiu Geraldine większość z nich łączyła się z kacem, i raczej średnim samopoczuciem. Starała się z tym coś zrobić, bo w jej zawodzie nie mogła sobie pozwalać na zbyt dużą niedyzpozycję, każde, nawet krótkie zawahanie mogło się wiązać ze śmiercią. Szło jej to jednak średnio. Nie był to najlepszy okres w jej życiu, miała wrażenie, że dawno nie była na takim dnie, jak teraz. Nie umiała sobie wytłumaczyć swojego postępowania, tych chwilowych uniesień i alkoholu, który na stałe zagościł w jej życiu. Na całe szczęście, nie miała na dzisiaj żadnych zleceń, więc mogła zająć się rozmyślaniem nad sensem swojej egzystencji, który chyba do końca nie istniał.
Wzięła zimny prysznic, poszła z psami na spacer, były to rzeczy, które robiła codziennie. Na całe szczęście miała te zwierzaki, bo dzięki nim przynajmniej musiała ruszyć się z domu.
Po dosyć długim spacerze wróciła do domu. Był to czas na śniadanie. Udała się więc do kuchni, zrobiła sobie kawę, nadal miała wrażenie, że brakuje jej tutaj Mellvyna, w końcu zupełnie niedawno przejął to pomieszczenie, ba ugotował jej nawet zupę, nikt nigdy nie zrobił dla niej czegoś takiego. Zniknął z jej życia i mieszkania, tak szybko jak się pojawił, nadal jej go trochę brakowało, to dziwne, że się tak przyzwyczaiła do jego obecności, chociaż gościł w jej życiu tak krótko.
Nie mogła narzekać na samotność, bo wprowadził się do niej Ast z dziewczyną, koleżanką, mniejsza o to, kim dla niego była, jednak nie do końca chyba było to, to czego potrzebowała. Parzyła tę kawę zastanawiając się nad swoimi ostatnimi poczynaniami, czuła, że jest na dnie. Jak inaczej mogłaby wytłumaczyć to, co dwa dni temu robił Jonathan w jej sypialni? Znali się od lat, miała wrażenie, że wykorzystała to, że przyznał jej się do swoich uczuć, no i również jego wykorzystała, bo potrzebowała zainteresowania i poczucia, że komuś na niej zależy. Westchnęła głośno, woda się zagotowała. Mogła zaparzyć kawę. Odczekała chwilę, a później dolała do niej whisky, idealny początek dnia.
Usiadła sobie na parapecie, przy otwartym oknie, wsadziła peta do ust i odpaliła go mugolską zapalniczką. Tylko tego jej brakowało do szczęścia.