• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[20.08.1968] Świt w Kniei | Samuel, Roselyn

[20.08.1968] Świt w Kniei | Samuel, Roselyn
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#11
24.03.2024, 08:59  ✶  
Roselyn zmarszczyła brwi. Mężczyzna, który siedział przed nią, wydawał się nieco... Zagubiony? Może przygłupi? Nie, to drugie nie. Pasowało do niego raczej określenie "wykluczony". Wykluczony z pewnych ram, co zapewne było spowodowane tym, co mówił - że mieszkał tu od zawsze.
- Bo to nasza ziemia - powiedziała w końcu, odrobinę przekrzywiając głowę. Nie było sensu, by dalej udawała, zwłaszcza że zdradziła się już na samym początku z tym, kim jest. I może tego nie zarejestrował wtedy, ale nie widziała w zasadzie powodu, dla którego miałaby to ukrywać. - Zarówno w formie prawnej, jak i magicznej. Knieja to nasza część, a my to część Kniei.
Nie chciała, żeby zabrzmiało to tak, że mają coś podpisane na papierze i teraz się czepiają każdego, kto tylko postawi stopę między drzewami. Bo to nie tak działało. Greengrassowie byli związani z Knieją w zupełnie inny sposób, chociaż oczywiście papierologia również tutaj wchodziła w grę. Skoro jednak mówił, że mieszkał tu jego dziadek, a potem matka... Roselyn zmarszczyła brwi, próbując sięgnąć pamięcią do rozmów z ojcem, ale bezskutecznie. Być może za bardzo się skupiła na badaniach i po prostu życiu, że nie zarejestrowała tego, co mówił do niej ojciec? To też była jedno z tych prawdopodobieństw, które rozważała wcześniej.
- Drzewa w Kniei to nasi przodkowie - powiedziała w końcu cicho, chowając różdżkę. Doszła do wniosku, że Samuel nie stanowi dla niej zagrożenia. Ostrożnie podeszła do mężczyzny i usiadła naprzeciwko - zachowywała jednak odpowiedni dystans, w razie gdyby jednak okazało się, że dokonała błędnego osądu. - Jeżeli mieszkał tu twój dziadek a potem matka i ty, to by tłumaczyło, czemu miałam się nie zapuszczać w te rejony. Kim jesteś?
Dodała po chwili zastanowienia, ogniskując na nim błękitne spojrzenie. Wcześniej myślała, że miała uważać tak po prostu - ot, kwestie bezpieczeństwa. Ale najwyraźniej miała unikać tej części lasu żeby może ich nie niepokoić? Będzie musiała o to zapytać ojca, bo nawet po jej minie widać było, że nie odpuści tematu.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#12
25.03.2024, 21:01  ✶  
W końcu jej słowa do niego dotarły. Zauważyła bardzo dosadnie ten moment, kiedy przestał się ruszać, a nierozumiejąca twarz, spokojna twarz zdobiona nie tylko przez kilkudniowy zarost, ale też przez miękki, życzliwy drugiej osobie uśmiech zastygł w obliczu tych właśnie informacji.

Mimo wieku, który dla wielu byłby już czasem pierwszych zawodowych awansów, czasem prowadzenia własnego biznesu, podróży, lub pierwszych niepowodzeń, Samuel był jak dziecko. Nie domagał się zweryfikowania tych danych, przyjmując wszystko co mówiła za fakt. Rodzice uczyli go bronić się przed agresorem, unikać ludzi, unikać Systemu. Nie nauczyli go jednak bronić się przed bardziej miękkimi sposobami podważania jego upartości i niezachwianego charakteru. Teraz miał szczęście, teraz osoba z którą rozmawiał nie kłamała.

– Czy to znaczy... czy to znaczy, że chcesz, żebym zostawił las? – pytanie może i by brzmiało niewinnie na papierze, ciche, zadane spokojnie, z rozwagą. Ale brzmiał tak, jakby struchlała matka właśnie dopytywała w absolutnym przerażeniu strażników więziennych, czy musi pozostawić swoje ukochane dzieci. Liście zaszumiały nad jego głową, ale nie przyniosły spodziewanego ukojenia. Mężczyzna oddychał bardzo spokojnie, wyciągając dłonie przed siebie i dotykając poszycia, szukając w nim oparcia i pociechy, jak szuka się dotykając ramienia ukochanej osoby. Jego oczy zeszkliły się, zupełnie jakby przyniosła mu wyrok śmierci, choć wcale tego nie powiedziała, a Sam zwyczajnie był zbyt rychły w wyciąganiu – często mylnych – wniosków. Nie pierwszy raz. Nie ostatni niestety.

Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#13
26.03.2024, 16:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:01 przez Roselyn Greengrass.)  
Rose skrzywiła się nieco, gdy nie uzyskała odpowiedzi na swoje pytanie. Zacisnęła usta w cienką kreskę, obserwując uważnie Samuela. Brakowało mu ogłady - to na pewno. Nie odpowiadał na pytania, zdawał się je po prostu ignorować, jakby były niewygodne i po prostu nie wiedział, co z nimi ma zrobić. Albo zbyt miałkie, bo przecież sam w odpowiedzi zadał własne. Takie, na które odpowiedzi chyba nie chciał usłyszeć, a jednak ono padło. Tak, miał szczęście że trafił na osobę, która w tej chwili była z nim szczera i - co więcej - nie wymagała, żeby teraz zaraz się zbierał z "ich" lasu i wypieprzał w podskokach jak zajączek.
- Nie - odpowiedziała krótko, kręcąc głową jakby na potwierdzenie swoich słów. Trochę zrobiło się jej go żal, bo wyglądał jakby się miał zaraz rozpłakać. Akurat nie miała ambicji, by doprowadzać innych do płaczu, przynajmniej nie dzisiaj. Owszem, potrafiła być złośliwą jędzą, jeśli taka była konieczność, ale przecież w głębi duszy była dobrą istotą, a przynajmniej za taką się postrzegała. Może nie zawsze była grzeczna, ale kto był? - Chcę po prostu wiedzieć, kim jesteś. Nie przypominasz sobie, by matka lub jej rodzice mówili ci cokolwiek o tym, jak się tu znaleźliście?
Bo ona wciąż uważała, że to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Była niemal pewna, że nikt nie byłby w stanie mieszkać tu tyle lat - o ile oczywiście mówił prawdę, bo przecież świat był pełen kłamczuchów - bez wiedzy jej rodziców. Po prostu pewnie nie uznali za stosowne, by jeszcze wprowadzać ją te zawiłości. Co nie znaczyło, że przy najbliższej okazji ich o to nie zapyta. Tak na wszelki wypadek.

Jej ojciec był mężczyzną, który raczej nie zataiłby przed nią faktu, że ktoś kręci się po Kniei i nie mogą go wypędzić. Była tego pewna - lecz im dłużej patrzyła na Samuela, tym większe miała wątpliwości. Może zapomniał, a może coś było nie tak? Może coś z tym mężczyzną było nie tak? Może powinna się go obawiać? Mimowolnie przekrzywiła głowę i wlepiła ślepia w Samuela. Był... dziwny. Pachniało od niego lasem, a nie perfumami, do których była przyzwyczajona. Był też inny, inaczej się nosił, inaczej wyglądał, inaczej się zachowywał. Ale w tym wszystkim nie wyczuwała grozy czy ukrytych intencji. I to też było dziwne.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#14
26.03.2024, 21:23  ✶  
Kiedy zaprzeczyła, wyraźnie odetchnął z ulgą. Och, jakże to były doskonałe wieści, dłoń zatopiła się w poszyciu, jak we włosach kochanki, jakby chciał samemu zapuścić korzenie, głęboko, głęboko w ziemie, połączyć się z mikoryzową siecią i nie być już tylko gościem, a częścią lasu. Zwłaszcza teraz, kiedy okazało się, że jest ktoś, kto może powiedzieć – proszę stąd wyjść.

– Ja... emm... Moja rodzina mieszkała tu od zawsze. Wcześniej, tam gdzie chciałem żebyśmy poszli, gdzie mógłbym naparzyć nam ciepłej herbaty, mój dziadek wcześniej prowadził tam badania do swojej książki Florya i Faunya Wielkyej Kniey Godyrykowey – cóż jeden egzemplarz, podpisany przez Roberta McGonagalla Juniora z pewnością stał na półce u Greengrassów. Tymczasem jego być może spadkobierca mówił dalej, odtwarzając kolejne losy swojej rodziny. –Potem jak się urodziłem, to zamieszkaliśmy tu razem z matką, jego córką. – o obecności ojca w leśniczówce nie wspominał, ponieważ była to Wielka Tajemnica i tyle razy ile miał wkładane do głowy, żeby o tym nie mówić, to nie mógł tego zliczyć. Jego ojciec od czterech lat połączony był z lasem, jego drzewo rosło piękne i Samuel liczył, że kiedyś, kiedy i jego życie jako człowiek się skończy, ktoś pochowa go niedaleko i też będzie mógł wzrosnąć...

– Ale tak się złożyło, że przed czterema laty moja matka poddała się klątwie maledictusa i em... jest tu pewnie gdzieś, kto wie, może nawet na nas patrzy z drzewa i ocenia jak sobie radzę. – było to upiorne przypuszczenie, ale zdawało się, że przynosi chłopakowi ukojenie, pomaga oswoić się ze stratą. – Od tego czasu... tylko kozy. Ja... nie wiem czy mam jakieś dokumenty, m... możemy się przejść, mogę poszukać, ale... Białka raz poszła w szkodę i zjadła dwie książki, jeśli papier był tam... to już go niestety nie ma. – uśmiechnął się przepraszająco.

Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#15
05.04.2024, 14:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 22:04 przez Roselyn Greengrass.)  
Rose przekrzywiła głowę nieznacznie, gdy Samuel wspomniał o swoim dziadku. Sięgnęła pamięcią w głąb swojego umysłu, ale nie musiała zbyt długo myśleć. Pamiętała tę pozycję, sama czytała ją nie raz i nie dwa. Odetchnęła z ulgą, bo to znaczyło, że ten nieznajomy mężczyzna raczej nie kłamał. Po co miałby? Raczej mało kto wymyśla aż taką skomplikowaną historyjkę. Rozluźniła się więc i nawet odważyła się posłać mu lekki uśmiech.
- Znam tę książkę, czytałam ją kilka razy - powiedziała, ściągając plecak z ramienia. Wyciągnęła paczkę papierosów - tych z rodzaju bezwonnych. Paliła okazyjnie i rzadko, nie powiedziałaby o sobie nawet, że była uzależniona, ale lubiła od czasu do czasu zapalić. Pozwalało jej to zebrać myśli i się zrelaksować. Z pytającym wyrazem twarzy uniosła paczkę, oferując jednego Samuelowi. - Przykro mi z powodu twojej mamy.
Powiedziała i wydawało się, że mówi szczerze. Uniosła też wzrok w górę, jakby w poszukiwaniu zwierząt, które mogłyby im się przyglądać. Nie słyszała dużo o tej klątwie - wiedziała tylko tyle, że ludzie na stałe zmieniali się w zwierzęta i... to tyle. Nie miała pojęcia w jaki sposób dochodzi do przemiany i czy klątwa wiąże się także z innymi dolegliwościami w formie ludzkiej. Nie wiedziała też, że przenosi się tylko z kobiety na kobietę, więc odrobinę łagodniej spojrzała na Samuela, tak jakby on sam był dotknięty klątwą.
- Nie, nie trzeba. Wydajesz się być dobrym człowiekiem, a skoro twój dziadek napisał książkę, która stoi w naszej biblioteczce i ojciec czytał mi ją do poduszki, to chyba naprawdę nie ma potrzeby - co nie zmieniało faktu, że i tak go o to zapyta. Tak dla pewności. Sama jednak nie chciała wchodzić do chaty obcego mężczyzny, nawet jeśli wydawał jej się łagodny jak baranek. Pozory mogły przecież mylić.

Rose zaciągnęła się papierosem, na chwilę ogniskując wzrok na Samuelu. Jedna rzecz ją zastanawiała.
- W jaki sposób sobie tu radzisz? Odwiedzasz w ogóle miasteczko? Bywasz w Dolinie Godryka? - niby można było być całkowicie samowystarczalnym, ale to było naprawdę trudne. A wyglądało na to, że mieszkał tutaj sam - więc jak sobie radził? Co robił, gdy był chory? Skąd brał eliksiry? A może ich nie potrzebował bo nie chorował? Żył jak pustelnik, a ona o pustelnikach nie wiedziała nic. Czy chciała się dowiedzieć? Nie miała pojęcia. Kusiło ją odkrywanie tego, co było zakryte. Na chwilkę przeniosła wzrok na dym, leniwie unoszący się ku niebu. Było piękne, słońce malowniczo przebijało się przez listowie, rzucając na nich promyki i jasne światło. Jednocześnie drzewa rzucały przyjemny cień, a wiatr chłodził rozgrzaną skórę. To było zadziwiające, że w lesie potrafiła panować zupełnie inna temperatura, niż poza nim. Drzewa dawały cień, ale zdawały się także chronić przed nadmiernym ciepłem, które pewnie zaczęłoby jej doskwierać, gdyby była w betonowym, kamiennym Londynie. Właśnie dlatego lubiła Knieję i w ogóle Dolinę Godryka - bo mogła się tu skryć. Nie tylko przed słońcem, ale i ludźmi, a przynajmniej tak myślała do tej pory, dopóki nie spotkała Samuela, który zdawał się naruszyć świętość spokoju tego miejsca. Jej niebieskie spojrzenie ponownie spoczęło na mężczyźnie. Kim był? Kusiło ją, by dowiedzieć się o nim jak najwięcej.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#16
08.04.2024, 19:29  ✶  
Przyjął papierosa z cieniem wątpliwości na twarz, mgliście pamiętając, że ojciec czasami palił właśnie takie słomki wypełnione tytoniem, zwłaszcza po sążnistej kłótni z mamą. Gdzieś jeszcze miał niedokończoną paczkę tych papierosów, ale nigdy nie ośmielił się ich spróbować.

Teraz jednak wydawało się to właściwe, trochę jak napicie się naparu, tylko na warunkach rozmawiającej, która z jakiś powodów nie chciała iść usiąść w chacie. Może lubiła drzewa.

– Ja też czytałem ją wielokrotnie, jest... jest w mojej rodzinie od zawsze, z niej uczyłem się o otaczającym świecie. – Matka preferowała niemowlakowi czytanie encyklopedii, ojciec tęsknych, sentymentalnych wierszy. Co mogło pójść nie tak?

Na słowa, że jest jej przykro wzruszył ramionami, choć oczywiście nie po to by jakkolwiek negować jej słowa. Sam odruchowo się rozejrzał, ale nigdzie nie ujrzał charakterystycznej krzywizny dzioba.
– Ona gdzieś jest, czuwa nade mną. – odpowiedział z przekonaniem, zaskakującym optymizmem i nadzieją, które przykrywały w pełni jego żałobę i traumę, którą zafundowali mu zbuntowani rodzice. – Kiedyś wróci. – dodał, przekonując ją, bo przecież sam był przekonany. Nawet jeśli w głębi serca wiedział, że to pewnie nie prawda, że po trzech latach już powinna chociaż w ptasiej formie stanąć w oknie leśniczówki, przecież mogła nadal być zwierzęciem i być obok. Pokazać mu...

Potrząsnął głową strzepując nadwyżkę niepotrzebnych myśli i uśmiechnął się ciepło. błękitne oczy śledziły ruchy Roselyn, nawet sam odpalił różdżką papierosa, wiedząc przecież jak rozpala się ognisko. Ciągnął dym, ale nie zaciągał się. Mrużył za to oczy i w pewnym momencie jedno zaczęło mu łzawić.

– Chodziliśmy kiedyś z mamą regularnie, dwa razy do roku, czasem trzy. Bywały też takie lata, kiedy spędzaliśmy tydzień dwa na jarmarku. – Bywały też takie lata, jak ostatnie lato kiedy był w Dolinie, że przebywał w niej cały czas, byle bliżej pewnej dziewczyny, której złamał serce pozostając tam gdzie było jego miejsce, kiedy ona musiała wyjechać do Londynu. – A potem... no... em... to nie wiem, będą już trzy zimy od tego czasu? Dwie? – zamyślił się.

– W sumie chyba jesteś pierwszą osobą z którą rozmawiam od jej odejścia. Normalnie nie gadam z obcymi, ale jak powiedziałaś, że Greengrassowie mogą mnie wyrzucić stąd... Och, przeraziło mnie to bardzo. Znasz ich w ogóle? Myślisz, że powinienem... Nie wiem... Napisać do nich list? Albo podejść i poprosić, żeby mnie nie wyrzucali? Em zaraz... – nagle połączył kropki i mimo łzawienia uniósł wysoko obie brwi w zaskoczeniu: – Ty jesteś Greengrassem prawda? Drzewa to Twoi przodkowie! Czy... czy też kiedyś będziesz drzewem? – ożywił się zafascynowany podchodząc bliżej i przypatrując się jej uważnie, jakby szukając kory i ewentualnych zielonych liści wystających spomiędzy włosów.

Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#17
11.04.2024, 09:17  ✶  
Od razu można było zauważyć, że Samuel nie palił. Ona sama nie była jakoś specjalnie uzależniona, ale wiedziała doskonale, w jaki sposób się zaciągać. A on... Dostrzegła te załzawione oczy i niemożność wciągnięcia dymu w płuca. Nie przeszkadzało jej to jednak, każdy przecież zaczynał, prawda? Oby tylko nie stało się to nawykiem.
- To podobnie, jak u mnie - powiedziała, na chwilę zapatrując się na drzewa. Wyciągnęła rękę i przesunęła palcami po miękkich, zielonych źdźbłach trawy, na której siedzieli. - Mówią, że drzewa to nasi przodkowie.
Powiedziała, marszcząc nieco brwi. Czy w to wierzyła? Nie miała powodów, by w to nie wierzyć. Sama doświadczała czegoś magicznego, gdy wchodziła do Kniei. Jakieś przeczucie, że będzie dobrze, że w razie potrzeby ją ochronią i że właśnie tutaj jest bezpieczna. Również uważała, że nie bez powodu spotkała Samuela. W jej opinii nic co działo się w Kniei, nie było przypadkowe.
- Czy znam... - Rose się uśmiechnęła, a gdy Samuel połączył kropki, skinęła głową, zaciągając się powoli papierosem. - Tak, jestem Roselyn Greengrass. Córka Thomasa Greengrassa i wnuczka Eliasa Greengrassa, który niestety odszedł od nas kilka lat temu.
Widząc, że jej się przygląda jakby szukał dowodów na to, że jej skóra zmienia się w korę, a kończyny w gałęzie, roześmiała się.
- Nie zamieniamy się w drzewa. To... Trochę skomplikowane, ale można powiedzieć, że gdy umiera ktoś z rodziny w Kniei rośnie nowe drzewo. Nie porastamy korą i liśćmi, ale nasze dusze wnikają w Knieję i stajemy się z nią jednością. Ojciec mówił mi, że w razie zagrożenia możemy się komunikować z Knieją, a Knieja stanie w naszej obronie.
Starała się to wytłumaczyć najlepiej, jak umiała, ale sama nie do końca była pewna, jak to działa. Owszem, miewała przeczucia i interpretowała je właśnie w taki sposób: jako podszepty przodków, lecz skłamałaby, gdyby powiedziała że tak po prostu rozmawia z drzewami a one jej odpowiadają.
- Nie, nikt cię nie wyrzuci. Myślę, że po prostu ojciec nie powiedział mi, że tu ktoś mieszka. Dziadek na pewno ma stosowne dokumenty czy coś w tym rodzaju. Skoro mówisz, że mieszkasz tu od zawsze, to pewnie wszystko jest w porządku. Po prostu nikt mnie nie ostrzegł. Poza, oczywiście, zabronieniem odwiedzania tej części lasu - a zakaz ten złamała. Nie wyglądała jednak jakby jej było przykro z tego powodu. Co prawda Rose ze swoją aparycją wyglądała raczej na dobrą dziewczynę, ale fakt że złamała zakaz i tutaj przyszła mógł sugerować, że jednak była zwyczajną dziewczyną, nie do końca i nie zawsze posłuszną.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#18
15.04.2024, 21:08  ✶  
Słuchał jej z uwagą, kiwając głową i notując w pamięci. Jego twarz była jak otwarta księga, widać w niej było absolutnie wszystko – ufność, fascynację i przede wszystkim absolutne zauroczenie jej osobą, za to kim była, jaka krew płynęła w jej żyłach.

Gdy skończyła mówić westchnął z nieukrywanym zachwytem
– Ja... ja wierzę, ja mam głęboką nadzieję, chociaż moja krew nie jest taka sama jak Twoja, ale mam nadzieję, że Knieja przyjmie też moją duszę kiedyś. – ktoś mógłby uznać go za wariata, ale przemawiała przez niego głęboka wiara, ukorzeniana i kształtowana latami. Jego rodzice oddali życie Kniei, każdego dnia Sam czuł się opiekowany przez Puszczę, czuł się chciany i kochany w zielonym sercu swojego raju.

Raju, który płynął w jej żyłach.

– Bardzo chciałbym móc kiedyś rozmawiać z drzewami. Jestem mmm... jestem całkiem niezły w transmutowaniu w zwierzę i wydaje mi się, że transmutowanie w drzewo nie powinno być aż takie trudne. Do komunikacji wydaje mi się, że wystarczyłby system korzeniowy, tak aby móc połączyć się z siecią mykoryzową, ale tu potrzeba dobrej znajomości gatunku. Animagia jednak jest o tyle prostsza, że już kiedyś ktoś to zrobił i może Cię nauczyć jak budzić w sobie bestie. Drzewna tkanka jest inna, fotosynteza nie leży w naszej naturze ale... – nagle oczy mu się zaświeciły – A jakby tak spróbować nie drzewo, ale właśnie grzybnia? W ogóle... jak sądzisz, czy grzybom jest bliżej do zwierząt czy roślin? – był zaintrygowany, jego umysł iskrzył możliwościami rozmowy z kimś kto znał, kto czuł, kto wiedział, kto tak jak on czytał do poduszki dzieło Roberta McGonagalla Juniora. – Zobacz nawet umiem swoje włosy już transmutować w wysuszoną trawę, ale to cały czas nie to – nie czekając na to co mu odpowie zademonstrował i przez chwilę wyglądał jak jeden z towarzyszy Dorotki w krainie Oz.

Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#19
17.04.2024, 18:44  ✶  
Twarz niczym otwarta księga... Roselyn spotkała na swej drodze kilka takich osób. Wszystkie okazały się okropnymi naiwniakami, część z nich już nie żyła. Odrobinę się zrobiło jej żal Samuela, bo przecież wydawał się, tak jak inni, dobrym człowiekiem, którego jeszcze świat nie zdążył skrzywdzić. Czy to dlatego, że przed tym światem chroniła go najpierw rodzina, a potem Knieja? Greengrassówna westchnęła. Co by się stało, gdyby nagle postanowił stąd wyjść i zacząć żyć w społeczeństwie? Czy w ogóle by się w nim odnalazł? W tym zakłamanym, okrutnym świecie? Na Merlina, ona sama była kłamczuchą, chociaż nie w tej chwili.
- Pewnie tak będzie, chociaż nie w tym samym sensie, co w naszym - powiedziała miękko, sięgając po różdżkę. Kilka kropel zmoczyło niedopałek papierosa, który Rose następnie dokładnie obejrzała i schowała do plecaka. Nie śmieciło się w lesie. A potem z jej gardła wydobyło się ciche "hm". Sam rzucił jej kilka tematów, nad którymi musiała się głębiej zastanowić. - Umiesz się przemieniać w zwierzę?
Zapytała najpierw, a w jej oczach błysnęła ciekawość. Zaraz jednak zgasła, gdy wspomniał o przemianie w drzewo, a potem pokręciła przecząco głową.
- To nie to samo. Zajmuję się krzyżowaniem roślin i ich hodowaniem. Rosną silniejsze, ładniejsze i mocniejsze. Bardziej skuteczne, o lepszych właściwościach. Różnica pomiędzy zwierzętami a roślinami jest ogromna, to jak przepaść, której nie jesteś w stanie przeskoczyć. Być może przejść po moście, ale trzeba by go najpierw stworzyć - powiedziała, pocierając skronie palcami. Sam zresztą zaczął mówić o tym, że to zupełnie co innego. Już chciała odpowiedzieć, ale zmienił włosy w słomę. Parsknęła śmiechem. - Włosy są martwe prócz cebulek, więc to nic dziwnego, że to potrafisz. Drzewa oddychają w inny sposób, na dodatek oddając nam to, co cenne, czyli tlen. Zabawa bez odpowiedniej wiedzy na ten temat mogłaby się dla ciebie skończyć tragicznie, wiesz? Bardzo boleśnie, o ile nie umrzesz.
Powiedziała w końcu, kręcąc głową. Mężczyzna wydawał się być bardzo ambitny, ale to co chciał zrobić, nie udało się do tej pory nikomu z wielu prostych różnic, występujących pomiędzy roślinami a zwierzętami.
- Grzybom bliżej do zwierząt niż roślin, ale nie oznacza to, że można je tak zakwalifikować - powiedziała, rozpromieniając się. - Nie mają zdolności fotosyntezy, ale jednocześnie przejawiają brak reakcji na bodźce czy brak zdolności do aktywnego ruchu. Jeżeli się przemienisz w grzyba, to obawiam się, że zostaniesz grzybem na zawsze.
Był naiwny, wydawał się dobry, ale chyba jednak był szalony. Tak - szaleństwo w tej materii chyba najlepiej opisywało Samuela, ale skłamałaby, jeżeli nie przyznałaby przed samą sobą, że sama nie raz i nie dwa o tym myślała. Może nie o przemianie w muchomora, ale nad tym w jaki sposób Knieja się komunikuje z Greengrassami. I innymi drzewami. Jak to działa? Czy są w stanie zmienić się w coś takiego?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#20
18.04.2024, 19:23  ✶  
– Tak umiem, a Ty nie? – zapytał jakby to było takie super oczywiste, że każdy kto kocha naturę chce się jakkolwiek z nią połączyć w ten czy inny sposób. A nie było lepszego sposobu do poczucia natury, niż przywdzianie skóry jakiegoś zwierzęcia. Samuel miał w ogóle tą łatwość, że posiadał dwie formy a nie jedną, choć nie wiedział od czego to zależy. Jego matka w ogóle posiadała trzy, to już szaleństwo, ojciec natomiast tylko jedną, o której nie można było mówić podobnie, jak nie można było mówić o ojcu w całokształcie.

Kiwał głową na jej słowa, przejęty tym, że może z kimś podzielić się swoimi długimi, bardzo długimi rozmyślaniami w temacie:
– No tak, bo one się nie ruszają tylko... rozmnażają! To jest niesamowite, bo grzyby właśnie w taki sposób mogą się przemieszczać, są... społecznością, a ich zdolności porozumiewania się. Na bogów! Toć to doskonali kurierzy, tworzą całą sieć neuronów tu, na naszych oczach w sensie nie dosłownie na naszych, ale pod spodem w ziemi. Wiesz też nie chodzi o to, że chce się zmienić w całości, tylko ręce, albo nogi, tak żeby włączyć się w sieć, żeby poczuć las, usłyszeć o czym mówi, jak on myśli, no bo przecież nie tak jak my! Czytałem kiedyś w baśniach o zaklętych drzewach i strasznie mnie denerwowało coś takiego, że one niby myślą jak ludzie. Przecież gdyby ludzie tak stali w bezruchu i patrzyli w jedno miejsce... cały... czas... ja wiem, bo sam raz próbowałem. Więc o czym może myśleć takie drzewo? Jak działa dusza w drzewie? Jak odbiera rzeczywistość? Czy pozostaje na przykład troska o potomstwo, albo w ogóle o rodzinie? Drzewa dają sobie wzajem soki, ich korzenie splatają się i czasem nawet jak stary dąb pośrodku polany umiera, to jego dzieci poświęcają się dla niego, pomagają mu przeżyć zwalczyć chorobę. I z wzajemnością i w ogóle och, to wszystko dzięki grzybom dlatego myślałem o grzybach, ale boję się, że jak nawet częśc mojej dłoni stała by sięgrzybem, to nagle zacząłbym się po grzybiemu rozmnażać i plenić, znaczy też zależy jakiego grzyba wiadomo. – umilkł. Zdał sobie sprawę, ze nie dopuszczał jej do głosu i mówił za dużo. Stanowczo za dużo.

– Wiesz co? Ale pokaże Ci jak zmieniam się w niedźwiedzia, to na prawdę bardzo łatwe jak już ogarniesz podstawy. – To nie była prawda, ale Sam o tym nie wiedział. Jego matka zapomniała mu o tym powiedzieć.

I tak siedział na trawie podekscytowany dziwak, zarośnięty chudzielec o lśniących, iskrzących wiedzą oczach zapaleńca mykologa. A potem... a potem siedział niedźwiadek. Niedźwiedź. Wielka bestia. Jedno ucho asymetrycznie załopotało więc się w nie podrapał. jego oczy były teraz bardzo ciemno-brązowe, a on poruszył mokrym nosem by poczuć zapach Rose, by nauczyć się go na ewentualną przyszłość.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Roselyn Greengrass (5005), Samuel McGonagall (3533)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa