• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
marzec 1964, Fergus i Norka zagubili się w Hogwarcie

marzec 1964, Fergus i Norka zagubili się w Hogwarcie
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
12.12.2022, 16:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2022, 16:19 przez Nora Figg.)  

03.1964 Hogwart



Nora była zirytowana. Mieli zdążyć na zajęcia, przecież mieli tyle czasu, dlaczego posłuchała Fergusa? Nie miała zielonego pojęcia, jakoś tak nigdy nie potrafiła mu odmówić, a teraz wylądowali na jakimś dziwnym piętrze. Niby uczęszczała do tej szkoły już szósty rok, jak widać nadal nie do końca potrafiła się odnaleźć. Była prefektem... powinna świecić przykładem. - Fergus, powinniśmy już być na eliksirach, zdajesz sobie z tego sprawę?- Chyba już straciła nadzieję, że zdążą się tam pojawić. O swoje oceny się nie martwiła, bo akurat ona z eliksirami nie miała nigdy problemów, ten tutaj obok jednak... jego sytuacja wyglądała trochę gorzej.

- Nie jesteśmy pierwszoroczni, czy Ty wiesz, gdzie my w ogóle jesteśmy? Nienawidzę tych schodów!!!- Norka powoli zaczynała tracić nad sobą panowanie, a zdarzało się to naprawdę rzadko, jak widać nieobecność na lekcjach wywoływała w niej zwierzę. - Jak się z tego wytłumaczymy, myślisz, że nam uwierzą, jak powiemy, że się zgubiliśmy?- Jak to w ogóle brzmiało, wolałaby nie mówić tego żadnemu profesorowi, bo czuła, że ich wyśmieją. Pozostawało pogodzić się z konsekwencjami, chociaż średnio jej się to podobało.

- Chyba nie pójdziemy tam i nie powiemy przy nich wszystkich, że schody nas poniosły nie wiadomo gdzie.- Zaczęła uważnie rozglądać się po piętrze na którym się znaleźli i miała wrażenie, że nie była tu nigdy wcześniej, a może zaczęła popadać w paranoję? Przyglądała się obrazom, nie widziała na nich jednak nikogo znajomego, jeszcze chwila i się rozpłacze, nie znosiła takich sytuacji. Dla większości osób zapewne wydawałoby się to błahe, jednak nie dla panny Figg, poluzowała krawat w puchońskich barwach, który miała mocno zaciśnięty, czuła, że zaraz zacznie panikować i może jej zabraknąć powietrza. - Nie chce już iść na te eliksiry, ale jak ktoś nas zobaczy, to mamy przesrane.- Jako prefekt wolałaby uniknąć konfrontacji z jakimkolwiek nauczycielem.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#2
14.12.2022, 01:29  ✶  
Oczywiście, że zdawał sobie z tego sprawę. Nie bez powodu przecież się ociągał, nie mając najmniejszej ochoty oglądać dzisiaj profesora i po raz kolejny bawić się w zgadywanki, co za eliksiry poukrywał w kotłach. Biorąc pod uwagę, że przy tej okazji kazałby im odtworzyć któryś z nich z pamięci, wolał się bardziej nie ośmieszać. Już i tak miał traumę po walentynkowej Amortencji z ubiegłego miesiąca.
- Ja tam wciąż nie wierzę, że dałem ci się przekonać do kontynuowania eliksirów - mruknął i wcisnął do torby książkę, którą nie wiedzieć czemu przez większość czasu niósł w ręku, całkowicie o niej zapominając. Tak, jakby była stałym elementem jego dłoni.
- Przez chwilę wiedziałem - przyznał, rozglądając się wokół za jakimś znajomym punktem. Kilka zbroi, jakieś zaciekawione nimi portrety, ale nic, co by wcześniej widział i zapamiętał. - Nie sądziłem, że to w ogóle możliwe, żeby znaleźć w tym zamku coś nowego po tylu latach - dodał jeszcze podekscytowany, po czym zbliżył się do jednego z portretów, by przeczytać nazwisko na przymocowanej do ramy tabliczce: Maud Montague. Ciemnowłosa czarownica miała złowrogie spojrzenie, które kierowała jednak nie na uczniów, a na postać kobiety przepychającą się w jej ramach, by dotrzeć gdzieś w głąb korytarza. Portrety bywały naprawdę dziwne i Fergus nadal nie do końca ogarniał ich działanie. Zignorował to ostatecznie, ruszając dalej, by wydostać się z tego miejsca.
- Możemy powiedzieć, że ja się zgubiłem, a ty poszłaś mnie szukać - myślał na głos. - Albo że poszedłem łamać regulamin, więc postanowiłaś mnie powstrzymać. W sumie bardziej prawdopodobne. Myślisz, że nauczyciel wróżbiarstwa przewidzi, że zechcę poszukać pytań do testu i je zmieni?
Tego, że Nora przekonała go do wróżbiarstwa też nie potrafił pojąć, zwłaszcza że niespecjalnie interesował go wpływ koniunkcji gwiazd na idealne posiedzenie w kiblu czy dobór śniadania według wizji ze szklanej kuli. Bo właśnie tym była dla niego sztuka przepowiadania przyszłości.
- Bo jeśli dowali nam karty tarota, będę musiał wymyślić coś lepszego, niż sen o utopieniu się w szklance dyniowego soku - ciągnął dalej, nieco poirytowany paniką w głosie przyjaciółki. Nie rozumiał, czemu aż tak bardzo przejmowała się lekcjami, przynajmniej do momentu, jak na nią spojrzał i olśnił go widok odznaki prefekta. Ciągle o tym zapominał, przyzwyczajony do częstego wciągania jej w kłopoty. I praktycznie zawsze brał winę na siebie, żeby jej reputacja dobrej uczennicy na tym nie ucierpiała. Nie żeby sam celowo wplątywał się w głupie sytuacje, to one lgnęły do niego jak niuchacza do złota.
- Tak jakby kogokolwiek mogło to zdziwić. Abbott ostatnio utknął w niewidzialnym stopniu, mimo że zrobiliśmy sobie rozpiskę, gdzie one są już na pierwszym roku - opowiedział na pocieszenie i poczochrał jej włosy, żeby jeszcze bardziej ją podburzyć. To, dla zabawy. - Szczerze, to ja w ogóle nie chciałem iść na eliksiry - dodał jeszcze, wzruszając przy tym ramionami o nie spuszczając jej z oka w celu sprawdzenia jej reakcji. - Uznajmy, że ty też - powiedział jeszcze i mrugnął do niej jednym okiem. Co było błędem, bo nie znał przecież tego korytarza, a co za tym idzie, nie mógł kierować się z pamięci. Karą za złe zachowanie miało być najwyraźniej łupnięcie w zbroję. Głośny huk i ból rozlewający się w barku towarzyszyły przekleństwami, które wydobyło się z ust Fergusa.
- To tu stało cały czas? - zapytał w końcu, pocierając drugą dłonią obolałe ramię.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
14.12.2022, 15:59  ✶  

Nie zamierzała jeszcze komentować tego, że widziała, że Ollivander nie spieszył się zbytnio podczas drogi na te zajęcia. Znała jego stosunek do tego przedmiotu, sama często zastanawiała się, jak właściwie doszło do tego, że zgodził się chodzić z nią dalej na te lekcje, najwyraźniej po prostu nie umiał jej odmówić, zresztą mało kto potrafił się jej oprzeć, kiedy o coś prosiła. Wystarczyło, że zrobiła smutną minę, a wszystkim wokół robiło się jej szkoda, czy to wykorzystywała? Być może, ale tylko trochę... Z drugiej strony zapewniła przyjaciela, że mu pomoże - mógł być pewien, że nie zostawi go na lodzie tylko razem, całkiem zgrabnie przebrną przez ten rok. - Mało kto potrafi mi odmówić.- Nie zamierzała również udawać, że nie zdaje sobie z tego sprawy.

- Czyli już nie wiesz?- Westchnęła głośno. - Wspaniale.- Można się było tego po nich spodziewać, jedno i drugie było baardzo ogarnięte. - Tak szczerze, to ja wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że zamek ma jeszcze wiele do zaoferowania, nie wiem, czy sam Dumbeldore wie o nim wszystko.- W końcu został zbudowany wiele lat temu, przez to miejsce przewinęło się tyle pokoleń czarodziejów... że czuła, że mogliby eksplorować zamek przez wiele lat i nadal trafiać na jakieś niespodzianki.

Obserwowała Fergusa, gdy zbliżał się do portretu, sama zaś jak na razie nie ruszyła się do przodu. Próbowała wymyślić jakieś rozwiązanie, szło jej to jednak nie najlepiej. Po chwili zaczęła rozglądać się po okolicy, nic jednak nie wydawało się jej znajome, bardzo dobrze wiedziała, że nie trafią już na te eliksiry, czego żałowała, bo naprawdę przepadała za tymi zajęciami.

- Dlaczego zawsze bierzesz winę na siebie?- Spoglądała na niego z niedowierzaniem, przecież w ich dzisiejszym zagubieniu i ona brała udział. We dwójkę nie mieli szczęścia, nie lubiła kiedy ktoś ponosił odpowiedzialność również za jej czyny. - Myślę, że przewidzi, a poza tym, że zmieni pytania, to dostaniesz szlaban przez to, że zobaczy Cię w swojej kryształowej kuli, nie szkoda Ci czasu na szlabany.- Widać było, które z ich dwójki jest bardziej odpowiedzialne i zdecydowanie nie był to Ollivander.

- Nie da tarota, myślę, że będzie coś prostszego, na tarocie wszyscy by się wysypali, nikogo to nie interesuje.- Norka właściwie to nawet lubiła wróżbiarstwo, fascynowało ją jak to możliwe, że niektórzy potrafią tak trafnie przewidywać przyszłość, trochę się nawet bała tych osób, co bowiem, jeśli ktoś przewidzi jej coś nieprzyjemnego? Pozostanie jedynie czekać na to zło.

- Abbott nigdy nie był zbyt bystry... po nas spodziewałam się czegoś więcej, wiesz?- No i wtedy Fergus poczochrał jej włosy, nie komentowała tego zachowania, a jedynie przewróciła oczami. Jak tak mógł, bez oporów, wykorzystywać swoją przewagę wzrostową? Nie było w tym ani krzty sprawiedliwości, bo choćby chciała nie doskoczyłaby do jego głowy. - Nie chciałeś iść na eliksiry?- Oparła sobie ręce na biodrach, spoglądała na niego uważnie. - Czy Ty to zaplanowałeś? Czy to takie zbieg okoliczności?- Coraz bardziej w to powątpiewała.

Norka szła powoli ruszyła za przyjacielem, kiedy tego postanowiła zaatakować zbroja, no miał przynajmniej małą nauczkę. - Złośliwość rzeczy martwych, co?- Uśmiechnęła się do siebie zadowolona, że go zabolało.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#4
16.12.2022, 12:32  ✶  
Nora miała rację. Kiedy tak patrzyła na ciebie z założonymi rękami, wzrokiem sugerującym, że nie przyjmie odmowy, ciężko było powiedzieć jej: nie. Z drugiej strony gdyby nie ona, Fergus pewnie wybrałby góra dwa przedmioty, żeby skupić się wyłącznie na tym, co go interesowało. A gdzie wszechstronność? Chociaż po SUMach uważał, że nijak mu się to w życiu nie przyda, w przyszłości prawdopodobnie będzie mógł jej podziękować. To ona była racjonalniejsza w tej relacji, istnym głosem rozsądku.
- Gdybym wiedział, pewnie bylibyśmy już dawno w lochach – odpowiedział, bo nawet jeśli się ociągał, prędzej czy później Nora i tak zaciągnęłaby go na dół. – Dumbledore ostatnio non stop przesiaduje w gabinecie, więc nic dziwnego, że niewiele odkrył. Zauważyłaś? – zagaił, nawiązując do tego, że dyrektor coraz rzadziej pojawiał się podczas posiłków, co zazwyczaj zwiastowało jakieś kłopoty w ministerstwie. Inni nauczyciele jednak zbywali pytania uczniów, mówiąc, że Dumbledore to zajęty człowiek. Może mieli rację i niepotrzebnie nadinterpretował? I może Nora rzeczywiście miała rację? Zamek nadal posiadał wiele do odkrycia, a Fergusowi tylko się wydawało, że wiedział już wszystko? Wystarczyło spojrzeć na bibliotekę, w której co chwila odnajdował jakąś nową tematykę.
- A dlaczego nie? – zapytał, unosząc brwi, bo rzeczywiście był zdziwiony, jak bardzo Nora się tym przejęła. – Nie potrzebujesz kłopotów, zwłaszcza że jesteś prefektem. A mi wszystko jedno, czy dostanę kolejny szlaban – przyznał jeszcze. Ciekawe, czy mógłby wpisać sobie w życiorys umiejętność szybkiego sprzątania bez użycia magii? Środki czystości w kanciapie woźnego wymieniłby obudzony o północy. I to w kolejności alfabetycznej od tyłu.
- Ej, jeśli miałbym taki zamiar i byłbym w drodze do jego gabinetu, ale zrezygnowałbym w trakcie, żeby go zmylić – zaczął, zastanawiając się na głos, bo wzięło go na zbytnie kombinowanie – to on by to wszystko zobaczył, czy wróżba zmieniłaby się w trakcie? Albo okazałoby się, że to zupełnie bez sensu? Chyba sam się już pogubiłem.
Westchnął, dochodząc do wniosku, że chyba bardziej powinien się skupić na drodze, niż na zbytnim rozmyślaniu nad wróżbiarstwem. Nie lubił tej dziedziny magii, ale czasem go bawiła. Zwłaszcza, kiedy Nora czytała horoskopy z tych kolorowych czasopism dla czarownic. Za każdym razem zastanawiało go, czy kopiowali je ze starych numerów, czy rzeczywiście zatrudniali jakiegoś jasnowidza, bo dziwnym trafem zawsze brzmiały dość podobnie, zwłaszcza te skierowane do niego.
Parsknął śmiechem na uwagę o Abbocie. Miała rację, że niekoniecznie wykazywał się intelektem. Jako jedyny dał się ugryźć żądlibąkowi na opiece nad magicznymi stworzeniami i przynajmniej dwa razy w miesiącu wysadzał swój kociołek podczas zajęć. Jakim cudem dopuścili go do kolejnej klasy? I przede wszystkim, jakim cudem trafił do tego samego domu, co Fergus? Mniejsza o Abbotta.
- Może jedno i drugie? – zaśmiał się, ale zaraz zrzedła mu mina, kiedy dostrzegł pozę przyjaciółki. Wróżyło reprymendę. – No weź, mam traumę po ostatniej zgadywance, co Slughorn ma w kociołku. Ja przynajmniej obstawiałem kawę. Ta ruda z twojego domu, jak jej tam było… powiedziała, że to szampon Longbottoma.
Prychnął, niezadowolony z tego, że mu się oberwało od zbroi, która wyglądała na dosyć ciężką. I przede wszystkim twardą, o czym zdołał się przekonać. Ruszył za Figg, wciąż przeklinając pod nosem i pocierając obolałe ramię.
- Żebym ja zaraz nie był złośliwy – mruknął, chociaż na to było już chyba za późno. – Myślisz, że nam pomogą? – Wskazał na mijane portrety, które słysząc jego słowa, zaczęły przyglądać się z uwagą. Chociaż kilka postaci natychmiast zniknęło za ramami, jak gdyby chciały uniknąć kontaktu z zagubionymi uczniami.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
19.12.2022, 22:31  ✶  

Figg miała świadomość o tych swoich ukrytych zdolnościach, podobnie działała na Erika. Wiedziała, że jeśli o coś go poprosi, to prędzej, czy później jej pomoże, bez względu co by to nie było. Czuła od Fergusa podobne wibracje, zresztą w jej przypadku nigdy nie chodziło o jakieś niegodziwe przysługi. Na zajęcia nie chciała chodzić sama, a lubiła towarzystwo Ollivandera, obiecała mu przy tym pomoc, eliksiry były dość przydatną dziedziną magii, a nuż mu się do czegoś przydadzą? Skąd już teraz mógł wiedzieć, że nie będzie potrzebował w przyszłości stworzyć czegoś dla siebie. Pewnie jeśli pojawi się potrzeba, to przyjdzie do niej... ale mniejsza o to, dzięki temu mógł być bardziej samodzielny, gdy jej nie będzie obok. Kto wie, może jak wyjedzie na staż do Francji to właśnie tam zostanie? Może ułoży sobie życie w tym pięknym kraju. Gdyby tylko na wróżbiarstwie udało jej się odnaleźć odpowiedzi na te pytania... właśnie dlatego na nie uczęszczała, liczyła, że prędzej, czy później dowie się wszystkiego.

- Trochę Ci nie wierzę Fergus, znam Twój stosunek do eliksirów. Kiedy zauważyłeś się zaczynasz tracić orientację?- Nie do końca wiedziała, czy powinna mu ufać. Czuła, że definitywnie chciał się zgubić i najwyraźniej mu się to udało. Wydawał się być nawet zaskoczony, może więc trochę przesadził z tym gubieniem się. - Fakt, coraz mniej go, może ma coś ciekawszego do roboty. Kto wie, czym on się zajmuje w swoim wolnym czasie.- Wzruszyła ramionami, żeby potwierdzić, że ona zdecydowanie nie wie. Faktem było, że Dumbeldore wydawał się być zawsze mocno zapracowanym czarodziejem.

- Nie lubię tak, wiesz. W końcu jestem tu z Tobą, też się zgubiłam, może to prawda, że mnie trochę zmyliłeś...- Spoglądała na niego spod jasnej grzywki. Tak naprawdę to złość zaczęła już jej przechodzić, nie umiała się na niego gniewać. - Z drugiej strony nie chciałabym zostać pierwszym prefektem zrzuconym ze swojego stanowiska, właściwie pewnie już jakichś zrzucili, jak myślisz?- Może powinna trochę poczytać na ten temat, teraz to się wydawało całkiem interesujące.

- To chyba zależy, myślisz, że takie trzecie oko działa cały czas, na zawołanie, czy kiedy samo chce? To pewnie zależy od tego, jak umiejętności są rozwinięte, co nie?- Nie do końca wiedziała, w jaki sposób działa wróżbiarstwo. Uczyła się niby znaczenia symboli i całej reszty, ale nie rozumiała samego daru, może powinna podpytać kogoś, kto takowy posiadał?

Westchnęła ciężko słysząc kolejne słowa Ollivandera. - Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności, tak myślałam, że to wszystko, to było celowe działanie.- Pokiwała głową. - Nie zaskoczyłeś mnie mój drogi, mam nadzieję, że to ostatni raz...- Co bowiem zmieniała ta informacja? No nic. Nie dotarli na zajęcia, mieli nieobecność. Teraz powinni się schować, żeby nikt ich nie zobaczył, bo to tylko może ściągnąć na nich kłopoty. - Ruda? To nie była któraś Prewettówna? Chyba tak. One też nie są zbyt bystre, przywiązują raczej wagę do swojego wyglądu.- O ile dobrze kojarzyła, to chodziło o Dolores.

- Już Cię biją? Nie zapowiada się dobrze.- Norka szła przed siebie pewnym krokiem, chociaż wcale nie wiedziała gdzie jest. Wcale jej to jednak nie przeszkadzało, w tym momencie przynajmniej, bo chwile temu było inaczej. - Pomogą, albo zgubią, możemy ryzykować, chyba, że zdamy się na naszą intuicję.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#6
20.12.2022, 17:26  ✶  
Szczerze powiedziawszy, do Fergusa jakoś nie docierało, że Nory zaraz nie będzie tuż obok niego. Tak bardzo przywykł do jej towarzystwa przez te wszystkie lata. Może zabrałaby go ze sobą do Francji, gdyby nie udało mu się dostać na staż? Zawsze mógł spróbować w innym kraju. Co z tego, że nie znał języka? Nauczyłby się, był bystry i raczej szybko łapał teorię. Na dodatek miał dobrą pamięć do słów, zwłaszcza tych dziwnych. Znając jego szczęście, nie potrafiłby się przywitać i przedstawić, ale wygłaszałby dziewiętnastowieczne poematy po francusku. Wzdrygnął się na samą myśl, jak daleko zapędzał się jego umysł.
- Ciężko stwierdzić. Myślałem, że idziemy w dobrym kierunku, więc przestałem uważać na drogę.
Próbował jakoś ukryć fakt, że był zadowolony z siebie. Nie dość, że uniknął lekcji, to jeszcze rzeczywiście stracił rachubę, gdzie się znajdowali, więc stwierdzenie, że się zgubili, nie byłoby w tym wypadku kłamstwem. W tej szkole łatwo było zabłądzić, zwłaszcza gdy nie znało się schematu poruszania się schodów. Nie raz i nie dwa utknął na nich na pierwszym roku, aż w końcu ruszały w kierunku, który wydawał mu się znajomy. Droga z kolacji do sypialni potrafiła trwać długo. Nie wspominając o tym, że w przeciwieństwie do reszty, kiedy już docierał pod dormitorium, nie mógł się do niego dostać przy pomocy banalnego hasła. Czy to już podchodziło pod znęcanie się nad uczniami? Kołatka doprowadzała najmłodszych uczniów do płaczu, gdy przemęczeni spędzali godziny na chłodnym kamieniu, czekając, aż ktoś się nad nimi zlituje.
- Może robi na drutach – zażartował, choć kiedy ta myśl narodziła się w jego głowie, zaczynała mieć jakiś sens. To chyba ta siwa broda i błyszczące okulary nadawały mu vibe podobny do dobrej babci, kiwającej się w bujanym fotelu i myślącej o gromadce wnuków i kotów.
- Zmyliłem, czyli moja wina – odparował, uśmiechając się triumfalnie, chociaż sam nie wiedział, czemu właściwie z nią o tym dyskutował. Każde z nich miało swoją rację, ale wiedział, że to ta jego była jedyną słuszną. Nie wypowiadał jednak tej myśli na głos, żeby nie wywołać w Norze chęci do dalszych prób przekonywania go, kto tu był mądrzejszy. – Pewnie jakiś był, ale wątpię, żeby w Hufflepuffie. Byłabyś pierwsza!
Żałował, że nie kupił jej dla żartu tej książki o słynnych prefektach i ich dokonaniach, kiedy otrzymała półtora roku wcześniej swoją odznakę. Raczej nie opisywali tam tych, którym ją odebrano, ale może znalazłyby się jakieś postaci z kijem w dupie, z których mogliby się pośmiać. Gorzej, jeśli znalazłaby wśród nich inspirację, bo wolał Norę taką, jaką była. Zbyt mocno dbającą o innych, ale przy tym zabawną i inteligentną. Musiał ją tylko nauczyć, jak odmawiać innym. Tylko jak tego dokonać, skoro sam nie zawsze potrafił powiedzieć jej: „nie”?
- Myślę, że prędzej ty znajdziesz na to odpowiedź, niż ja – przyznał po tym, jak przez chwilę się zastanawiał. – Ja mam tylko wizję nauczyciela wróżbiarstwa, któremu otwiera się powieka na czole, a gałka oczna z niej wypada, dostaje nóżek i ucieka, krzycząc o tym, że pragnie rozwoju kariery. To raczej nie działa w ten sposób, co nie?
Patrząc na to, jak sam kombinował na tych lekcjach, nie wiedziałby, w jaki sposób miałby się objawiać taki talent. W snach? Nagłym zamroczeniu umysłu i zamarciu w miejscu? A może w skrywanej w sercu świadomości, że się coś wydarzy? Jeśli miał to być wyjątkowy dar, po co uczyli tych, którzy go nie mieli? Jakiś sposób eliminacji osób, które nijak nie nadawały się do jasnowidzenia? W takim razie powinien wylecieć z tych zajęć w momencie, gdy napisał egzamin na SUMach. Albo sam nie wiedział, że miał w sobie jakieś przeczucie co do tego, co się wydarzy. Czarnowidztwo zazwyczaj się sprawdzało. 
- Oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, że to nie jest ostatni raz, biorąc pod uwagę, że spędzimy tu jeszcze ponad rok – mruknął, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, jak pochłonie go nauka na siódmym roku. Nawet jeśli wciąż będzie lekceważył eliksiry i wróżbiarstwo. Gdyby tylko wiedział, że rzeczywiście mogły mu się na starość przydać, może poświęcałby im więcej uwagi, niż był w stanie teraz.
- Czyli raczej nie będą potrzebować Amortencji – skwitował, próbując sobie przypomnieć twarz którejkolwiek z sióstr Prewett. Raczej nie przykuły jego uwagi, ale skoro Nora twierdziła, że dbały wyłącznie o wygląd, wierzył jej. Pewnie kwestia tego, że niespecjalnie zwracał uwagę na którąkolwiek z głośnych, przemądrzałych koleżanek.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. – Wzruszył ramionami, miażdżąc spojrzeniem niczego winną zbroję, w którą sam wlazł. Zaraz jednak skupił się na obrazach, szukając jakiejś wskazówki, ale mijane postaci nic mu nie mówiły. Jeśli w złoconych ramach pojawiała się jakaś znajoma twarz, to tylko dlatego, że tamtędy przechodziła.
- Może wywróżymy sobie drogę? – zaproponował bezczelnie. – Uruchomimy ci wewnętrzne oko, bo moje uciekło razem z gałką profesora – dodał jeszcze i obrócił się do niej przodem, wciąż jednak idąc i trzymając się w miarę możliwości środka korytarza, żeby nie wpaść po raz kolejny na jakąś rzeźbę. Założył ręce za plecy tak, by Nora ich nie widziała. – Jak myślisz, ile pokazuję palców? – zapytał z uśmiechem przywodzącym na myśl chochlika kornwalijskiego. - I ile pokażę w momencie, kiedy mi odpowiesz, żeby cię zmylić?
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
22.12.2022, 13:09  ✶  

Nora miała swoje plany, które zamierzała zrealizować po tym, jak skończy naukę w Hogwarcie. Była pewna tego, co chciała robić w swoim życiu, rodzice obiecali jej, że wesprą ją finansowo, żeby mogła uczyć się od najbardziej znanych, francuskich cukierników. Wszystko zapowiadało się naprawdę wspaniale. Na pewno będzie tęsknić za przyjaciółmi, w końcu z Fergusem spędzała wiele czasu każdego dnia, jednak trochę też nie mogła się doczekać, aż rozpocznie swoją przygodę we Francji. Będzie musiała pisać listy, codziennie. Taki miała plan, w końcu nie chciała stracić takiego dobrego przyjaciela.

Przewróciła oczami z dezaprobatą. - Nie powinnam Ci aż tak ufać mój drogi, następnym razem będę czujniejsza.- Uważała, że trochę było w tym wszystkim i jej winy, w końcu też miała oczy, szła za Ollivanderem zupełnie ignorując to, co ich otaczało. Nie powinno tak być, no ale sobie to zapamięta na przyszłość, żeby nie powtórzyć tego błędu.

Miała wrażenie, że jej towarzysz jest zadowolony z siebie. Cóż, udało mu się ich zgubić, nie trafili na eliksiry, czyli wszystko poszło po jego myśli, nie ma się więc co dziwić, że humor zaczął mu dopisywać. Nie zamierzała tego komentować, nie chciała wyjść na zrzędzącą. Czuła trochę rozczarowania, wszak należała do tych pilnych uczennic, szczególnie, gdy chodziło o eliksiry, ale nic się przecież nie powinno stać, jeśli raz się nie pojawi na zajęciach. Slughorn powinien jej to wybaczyć, szczególnie, że miała świadomość, iż była jedną z jego ulubienic. Może więc nie poniesie żadnych konsekwencji?

- Dumbeldore, na drutach? Co Ty, on wygląda, jakby miał wiele ciekawszych rzeczy do zrobienia...- Przynajmniej tak się Norce wydawało. Był ciągle zabiegany, na pewno zajmował się wieloma rzeczami poza szkołą, był w końcu jednym z najwspanialszych czarodziejów!

- Dobra, wygrałeś, Twoja wina, jakby ktoś pytał.- Postanowiła się pogodzić z tym, że Fergus chce wziąć to na siebie, wystarczająco długo oponowała, teraz to ją namówił. - Nie chciałabym być pierwsza, przecież to taki wstyd!- Naprawdę byłaby załamana, gdyby coś takiego się wydarzyło, czuła, że mogłoby się to za nią ciągnąć przez całe życie, a zdecydowanie tego nie chciała.

- Oj Fergus, Ty i te Twoje wizje, zdecydowanie nie tak to działa, będę musiała zapytać kogoś, kto zna się na rzeczy, bo to, co Ty opowiadasz... Nie wiem, jakim cudem jeszcze nie wyrzucili Cię z tych lekcji.- Zapewne dzięki niej, ale tego już nie dodawała. Była zadowolona, że mimo swojego podejścia postanowił jej towarzyszyć w tych lekcjach.

- Mogłeś chociaż udać, że jest inaczej. Teraz będę bardziej uważna, jeśli będziesz chciał to powtórzyć będziesz musiał się postarać.- Nie zamierzała dać się po raz kolejny wyprowadzić maliny, szczególnie, że był przed nimi jeszcze cały jeden rok nauki w Hogwarcie, więc Ollivander będzie miał sporo okazji, aby ponownie to zrobić.

- Ciekawe, jak chcesz je uruchomić, wydaje mi się, że ja nie mam tego wewnętrznego oka...- Szkoda, bo może mogłaby nim zobaczyć jak będzie wyglądało jej życie w przyszłości, czasem naprawdę była tego ciekawa, pozostawało jej jedynie dowiadywać się wszystkiego na bieżąco. Mogłaby się przygotować na to rozczarowanie, które mało ją spotkać tuż po nauce w Hogwarcie. Tak to będzie musiała wziąć wszystko na klatę. - Dwa palce!- Rzuciła bez zastanowienia. - Nie denerwuj mnie Fergus, bo naprawdę jestem bliska wybuchnięcia.- Wolała go ostrzec, żeby wiedział, czego się może spodziewać.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#8
23.12.2022, 13:35  ✶  
Triumfalny uśmiech po tym, jak wygrał z nią dyskusję, nie znikał z jego twarzy. Lubił mieć rację, nawet jeśli czasami wypadało odpuścić. Zwłaszcza przy Norze, która – choć musiał to przyznać niechętnie – rzadko kiedy się myliła. Przynajmniej w kwestiach związanych z Fergusem i tym, że powinien bardziej się skoncentrować. A przede wszystkim nie podpadać nauczycielom.
- Bo jestem jedną z niewielu osób, które kiedykolwiek przeczytały lektury dodatkowe – wyjaśnił, wzruszając ramionami. W przeciwieństwie do bredni z podręcznika, te skupiały się na historii jasnowidzenia, zwłaszcza postaciach wybitnych czarodziejów, którzy mieli też na swoim koncie inne wybitne osiągnięcia za wyjątkiem odgadnięcia znaczenia kształtu z fusów. Nic nie mógł poradzić na to, że się wciągnął. – Wiedziałaś, że Eglantine Quinet, ta francuska jasnowidza z okresu wojny z Grindelwaldem odkryła Rozetę z Lyon? Podobno po jej dotknięciu miała wizję kolejnej wojny. W to akurat nie wierzę, bo okazało się, że Rozeta miała na sobie klątwę snu na jawie, ale sam fakt, że znalazłem to w książce o wróżbiarstwie…
Znów odpalił mu się słowotok na temat książek. Może gdyby odpowiednio pomanewrował słowami, Nora dałaby się przekonać do pójścia do biblioteki i poszperania między regałami? Pozwoliłby jej nawet wykorzystać się do nadrobienia eliksirów. Dla książek wszystko! Tylko wątpił, że będąc prefektem, byłaby tak przychylna do włamania się do składziku Slughorna w celu zdobycia potrzebnych eliksirów, a pieniędzy na własne nie miał. Przewalił w Hogsmeade i musiał czekać do kolejnego miesiąca na kieszonkowe, albo sępić od rodzeństwa.
Słowa Nory na temat wewnętrznego oka sprawiły, że coś w jego głowie kliknęło. Nie do końca docierała do niego jej odpowiedź o zdenerwowaniu na niego w powodu głupich tekstów o pokazywaniu palców. Stał przez moment, zaciskając dłonie w pięści, tym samym sprawiając, że dziewczyna i tak odpowiedziała błędnie.
- Ej, wiesz co, nieważne z tymi palcami – powiedział, zrzucając torbę z ramienia, tak że gruchnęła o podłogę. – Mam pomysł, ale daj mi sekundę – mówiąc to, usiadł na podłodze, opierając się plecami o ścianę i zaczął za czymś grzebać, wyrzucając przy okazji na podłogę resztki połamanych piór i podręczniki. Między nimi znalazła się nawet paczka fasolek wszystkich smaków, leżąca tam chyba od wieków i stara mapka, którą prefekci dawali pierwszorocznym podczas śniadania, żeby potrafili znaleźć drogę do dormitorium. I tak była bezsensowna, bo nie pokazywała wszystkich korytarzy, a on sam nawet nie wiedział, skąd ją miał. Raczej nie należała do niego, pewnie zgarnął ją sobie ze stolika w pokoju wspólnym. Zresztą, nieważne.
- Mam to – powiedział w końcu, wyciągając i pokazując Norze niezbyt grubą książkę o tytule zajmującym pół okładki: Pamiętnik z Francji. Przebudzenie wewnętrznego oka Eglantiny Quinet i jej wizje względem wojny z Grindelwaldem. Wydanie pochodziło z 1946, czyli roku ich urodzenia. Przypadek? – Słuchaj, ktoś pewnie sobie robił jakieś jaja, nawet nie wiem, czy to zadziała i skąd pochodzi – zaczął, kartkując książkę stronami w dół, aż spomiędzy nich wypadł złożony kawałek pergaminu – ale ktoś opisał tutaj, jak otworzyć wewnętrzne oko. I uznał, że ważną kwestią jest, żeby w ogóle w nie wierzyć. Na mnie to nie podziała, ale może tobie się uda. Będziesz mi mogła udowodnić, że to prawda – ciągnął dalej, uśmiechając się do niej z podłogi.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (2499), Nora Figg (1870)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa