03.04.2024, 17:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2024, 17:34 przez Brenna Longbottom.)
– Zapamiętam i będę wtedy uciekać, choćby oknem. A jeżeli ktoś mnie spyta potem, dlaczego to zrobiłam, obiecuję nie zdradzać, że to ty powierzyłeś mi tę wielką tajemnicę, gdzie uzdrowiciele w Mungu mają swoją sekretną broń… Ale skąd będę wiedziała, w którym miejscu taki trzyma ten eliksir, który dano mu do domu? – zapytała, wciąż z poważną miną. Wciąganie innych w absurdalne rozmowy stanowiło najwyraźniej jej specjalny talent, darowany od Pani Księżyca – jedna trzecia ludzi uciekała, jedna druga pozostawała z wrażeniem ogólnego zdumienia, ale jedna trzecia się do nich przyłączała, często jakoś tak odruchowo, nie mając pojęcia, jak do tego doszło… Nawet jeżeli sami by się tego po sobie nie spodziewali. – To mi przypomina, jak przekonywałam kiedyś pewnego Krukona, że najlepszym bukietem, jaki może dać dziewczynie, jest taki z marchewką i sałatą. Bo wiesz, nie dość, że bukiet, to jeszcze da się go zjeść. I dalej zdanie podtrzymuję, ale o ile marchewka zamiast bukietu róż wydaje mi się świetnym pomysłem, to już niekoniecznie zamiast palców… – wyznała, spoglądając odruchowo na własne palce. – Ciężkie? To żaden problem. Bardziej bym się martwiła, że mogłabym się zapomnieć i potem odruchowo taką marchewkę ugryźć. I cyk, zostaję bez palca. Bo sama go zjadłam. Nawet nie mogłabym kogoś winić – oświadczyła, snując tę absurdalną wizję, ale hej, żyli w świecie, w którym klątwy potrafiły zamieniać czyjeś stopy w kalarepę, więc takie opowieści dziwnej treści nie były wcale najdziwniejszym, z czym się spotykali. Zwłaszcza w Brygadzie Uderzeniowej i, najwyraźniej, w klinice magicznych chorób i urazów.
Chłodny profesjonalizm przy niej zachować było trudno. Aby to zrobić, trzeba byłoby ukrócić jej głupiutkie gatki, a z kolei na zrobienie tego Basilius zdawał się Brennie trochę za uprzejmy. (Albo przynajmniej za uprzejmego starającego się uchodzić.)
– Jeżeli nie zejdzie, na pewno to przemyślę. Tylko są trochę mało symetryczne. Może niektóre będę musiała przerobić na gwiazdy – dodała zaraz, po czym obrzuciła nieco krytycznym spojrzeniem plamy, pobłyskujące złotem na ręce. Ale przynajmniej nie było już mazi, nic nie krwawiło, nic nie bolało, można więc było mówić o swego rodzaju sukcesie. – Będę musiała też sobie takie sprawić na drugiej ręce, bo tylko na jednej będą wyglądały głupio, prawda? Szkoda, że nie jestem pewna, jakie dokładnie zaklęcia na mnie rzucono… – westchnęła, niby to z żalem, że nie mogła odtworzyć przebiegu wydarzeń, żeby w razie czego zafundować sobie podobne, złociste ślady także na drugiej kończynie.
– Czekaj, czy ty podchodzisz do tej Gabloty Grozy? Czy to ten moment, gdy powinnam wyskakiwać przez okno? – zapytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, kiedy zobaczyła, w którą stronę Prewett się kieruje. – Wie pan, panie Prewett, ja już chyba czuję się doskonale, kuracja podziałała, czyni pan prawdziwe cuda a te plamy bardzo mi się podobają, możemy skończyć leczenie w tym momencie, wolę mieć skórę złotą niż nie mieć jej wcale…
Chłodny profesjonalizm przy niej zachować było trudno. Aby to zrobić, trzeba byłoby ukrócić jej głupiutkie gatki, a z kolei na zrobienie tego Basilius zdawał się Brennie trochę za uprzejmy. (Albo przynajmniej za uprzejmego starającego się uchodzić.)
– Jeżeli nie zejdzie, na pewno to przemyślę. Tylko są trochę mało symetryczne. Może niektóre będę musiała przerobić na gwiazdy – dodała zaraz, po czym obrzuciła nieco krytycznym spojrzeniem plamy, pobłyskujące złotem na ręce. Ale przynajmniej nie było już mazi, nic nie krwawiło, nic nie bolało, można więc było mówić o swego rodzaju sukcesie. – Będę musiała też sobie takie sprawić na drugiej ręce, bo tylko na jednej będą wyglądały głupio, prawda? Szkoda, że nie jestem pewna, jakie dokładnie zaklęcia na mnie rzucono… – westchnęła, niby to z żalem, że nie mogła odtworzyć przebiegu wydarzeń, żeby w razie czego zafundować sobie podobne, złociste ślady także na drugiej kończynie.
– Czekaj, czy ty podchodzisz do tej Gabloty Grozy? Czy to ten moment, gdy powinnam wyskakiwać przez okno? – zapytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko, kiedy zobaczyła, w którą stronę Prewett się kieruje. – Wie pan, panie Prewett, ja już chyba czuję się doskonale, kuracja podziałała, czyni pan prawdziwe cuda a te plamy bardzo mi się podobają, możemy skończyć leczenie w tym momencie, wolę mieć skórę złotą niż nie mieć jej wcale…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.