Wejście ozdobione było kolorowymi kwiatami i płożącymi się roślinami, które okalały drzwi. Przeszklona witryna również tonęła w roślinności, ale jednocześnie nie zasłaniała widoku tym, którzy siedzieli w środku.
Do nozdrzy Reginy dotarła woń kawy i ciastek, która wywołała ciche burczenie w brzuchu. Myśląc o pączkach lub drożdżówkach i kawie, chwyciła klamkę i odruchowo schylając głowę, przeszła przez próg kawiarni.
Wnętrze lokalu nie odbiegało od tego, jak urządzono wejście do niego. Za szkłem kryły się najróżniejsze wypieki, ciasta, torty, ciasteczka i miejscowe przysmaki. Po kawiarni rozchodził się ciepły, nęcący zapach świeżych wypieków, przez który Rowle musiała kilka razy przełknąć ślinę.
Powolnym krokiem, tak by nie zahaczyć o nic, ani nikogo, podeszła do kontuaru i stanęła w kolejce. Cymbał już jakiś czas temu wychynął zza jej kołnierza i rozglądał się z ciekawością równą swojej opiekunki.
— Dzień dobry. — przywitała się, gdy przyszła jej kolej. — Kawę, czarną i z miodem, jeżeli jest. Do tego... Co pani poleca?
Oderwała miodowe oczy od ciasteczek na wystawie i spojrzała na drobną kobietę o jasnych włosach, zielonych oczach i uśmiechu, który sprawiał, że klienci mimowolnie go naśladowali. To samo zrobiła Regina, uśmiechnęła się i czekała na odpowiedź.