• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [08.08.72] Szaleństwo Windermere. There's a bluebird in my heart | Laurent x Perseus

[08.08.72] Szaleństwo Windermere. There's a bluebird in my heart | Laurent x Perseus
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
07.04.2024, 01:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 02:39 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Perseus Black - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Jedną z głównych wad małżeństwa z lekarzem - zwłaszcza tak zaangażowanym w swą pracę jak Perseus - jest to, że może on w każdej chwili zniknąć, by nieść pomoc swym pacjentom. Przekonać miała się o tym Vespera niespełna dwie doby po ślubie, gdy na parapecie ich salonu zawitał czarny kruk z listem. Trudno właściwie nazwać tę kreśloną na kolanie (zupełnie tak, jakby nadawca był w ogromnym pośpiechu lub rozedrganiu emocjonalnym, albo też jednym i drugim, jak zauważył Black), nieco enigmatyczną notatkę, listem. Rozpoznał jednak charakter pisma matki chłopca, który niedawno opuścił mury Lecznicy Dusz.
To sprawa życia i śmierci, wyjaśniał w przerwie pomiędzy przeprosinami. Nie mógł powiedzieć wiele więcej niż to, że młodzieniec jest w naprawdę kiepskim stanie psychicznym i może zrobić krzywdę sobie lub komuś w swoim otoczeniu. Jakaś część Perseusa chciała dodać, że wpadł w delirium po tym, jak jego siostra została zamordowana na jego oczach podczas ataku na Beltane. Byłoby to jednak zbyt ogromnym i przede wszystkim zbędnym okrucieństwem wobec Vespery - nosiła na przedramieniu Mroczny Znak, ale tamtą noc spędziła w jego mieszkaniu.
Windermere. Odwiedził to miejsce przed laty; sam gorąco polecał je tej czarownicy, kiedy wypisywano jej syna. Chłopak się tam wyciszy, bliskość natury dobrze mu zrobi. Teraz przeklinał to jezioro całym sercem. Choć być może nie samo jezioro, a to, jak daleko było ono położone! Podróż z Londynu do Kumbrii nie należała do łatwych i przyjemnych, a dodatkowym czynnikiem pogłębiającym dyskomfort był fakt, że naglił go czas. Kiedy wreszcie dotarł nad Windermere, słońce zdążyło już schować swą tarczę za horyzontem. Zapadał wieczór, jeden z tych sierpniowych wieczorów, które wciąż mają w sobie słodycz lata, lecz można w nich już wyczuć pierwsze tchnienia jesieni.
Nie miał problemów ze znalezieniem domku, który wynajmowała rodzina jego pacjenta - w końcu niewiele zmieniło się w tym miejscu od ostatniej wizyty - co przyjął z ogromną ulgą. W tym ferworze zapomniał o eliksirze na jego dolegliwości i teraz ostry ból przeszywał jego stopę, ilekroć stawiał krok. Liczył zatem, że w chatce nad jeziorem znajdzie odpoczynek.
Ale w środku nikogo nie było. Zastał uchylone drzwi i kolejny list pozostawiony na stole. Był zaadresowany do pracowników ośrodka, choć nie mógł się powstrzymać przed pobieżnym zerknięciem - w końcu to sprawa życia i śmierci. Matka chłopaka napisała, że z tym miejscem jest coś nie tak, dlatego wyjeżdżają natychmiast i nie mają czasu na wymeldowanie. Bezradny wobec tych informacji Black wyszedł z domku i usiadł na szczycie prowadzących do niego drewnianych schodów, zastanawiając się, co powinien zrobić. Skontaktować się z kimś z obsługi i wypytać o kobietę z synem? Tak, na pewno to zrobi. Powiadomić Brygadę Uderzeniową? Może najpierw wyśle kogoś z Lecznicy do domu chłopaka w Dolinie?
I wtedy go zauważył. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć, że to właśnie jego sylwetka wyłoniła się z mlecznej mgły unoszącej się nad jeziorem. Zamrugał kilkukrotnie, jakby chciał pozbyć się tej sennej istoty, ale ona nie tylko nie zniknęła, lecz także podążała w jego kierunku. Serce zatrzepotało gwałtownie, jakby było ptakiem, który desperacko chciał wyrwać się z więżącej go klatki piersiowej. Na chwilę zapomniał, jak się oddycha - na Merlina, Perseus zawsze zapominał jak się oddycha w jego towarzystwie.
— Laurent? — wyszeptał niemalże bezgłośnie i - och, jakże to żałosne - pomyślał, że chciałby złożyć głowę na jego ramieniu, zamknąć oczy i pozwolić sobie na chwilę bezsilności

!szaleństwoWindermere


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
07.04.2024, 01:16  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: to ideał. Prawdziwy ideał. Jak można było tego nie zobaczyć wcześniej?
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz jak gwałtownie bije twoje serce a w żołądku tańczą ci motyle. To miłość. Całe morze miłości.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
07.04.2024, 08:57  ✶  

Nie miał dobrych miesięcy, ale miewał dobre chwile. Czasami nawet dobre dni. Jak 31 lipca, kiedy dostał bukiet słoneczników. BUKIET SŁONECZNIKÓW! Prawie się nad nimi popłakał - ale ze szczęścia. Prawie się nad nimi popłakał - z nieszczęścia. Ile znaczyło otrzymanie kwiatów od człowieka, który i tak się zaraz ożeni, będzie miał szczęśliwą rodzinę i wszystko w jego życiu będzie wyglądało inaczej. Rodzina zmieniała wiele. Pojawi się pewnie dziecko, pojawi się konieczność spędzania z tą rodziną większej ilości czasu, wszystko stanie się jeszcze bardziej drażliwe i konieczne do utrzymania w wielkim sekrecie. Wszystko, czyli..? Czyli te emocje przepływające między nimi, które całkowicie mieszały w umyśle, a Laurent czasami za dużo wysiłku musiał wkładać w to, żeby się kontrolować i nie próbować przełamać granicy między nimi. Głównie dlatego, że Perseus sam ją nakreślił, a Prewett bardzo nie chciał... jak on sam napisał w liscie: nie chciał go zawieść. Nie chciał być w tych pięknych oczach skradzionych chyba samej Muerte kochanką do ukrywania pod pościelą. I co najważniejsze - nie chciał być powodem, dla którego życie tego człowieka i to małżeństwo (w którym powinien być szczęśliwy?) się rozpadło. Było mnóstwo rzeczy, których nie wiedział o Perseusie, ale mimo posiadania całego szeregu własnych wad i niepewności, to w swojej próżności był pewien tego, że kiedy byli razem to ta pustka, o której mówił, chociaż trochę się wypełniała.

Dzień odwiedzenia Ośrodka Windermere nie był jednym z lepszych dni. Piękny kiedyś resort, o którym słyszał, a którego nie odwiedził. W którym znalazł się teraz przez ciekawość z jednej strony, z drugiej - nie mógłby postąpić inaczej. Zgłaszano ostatnio problemy ze stworzeniami w tej okolicy, w tym pojawienie się tych magicznych nieco za blisko miejsca, gdzie mogły wejść w styczność z mugolami. Jasne, że Ministerstwo Magii miało od tego ludzi. Jasne, że nie musiał. Ale jak często bywało w takich przypadkach - po prostu chciał. I utwierdził się w przekonaniu, że dobrze zrobił, kiedy zobaczył, jak dziwna jest woda, nad którą stanął. Kiedy ta mleczna mgła otulała wszystko i wydawała się taka... nienaturalna. Nienaturalne wydawało mu się też to, kogo zobaczył w mgle, gdy wracał do pokoju.

- Myślałem, że mam omamy. - Uśmiechnął się do Perseusa, ale to był dość smętny, bo zmęczony uśmiech. Nieosiągalne piękno - oto, przed kim właśnie stanął, wyciągając dłoń na powitanie, chociaż miał ochotę go przytulić. - Czyżby podróż poślubna?


!szaleństwoWindermere


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#4
07.04.2024, 08:57  ✶  
Ta natrętna myśl wdarła się do twojej głowy całkiem niepostrzeżenie: Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdrajca. Zdradzi cię. Nie ufaj. Nie ufaj. Nie ufaj!
Ilekroć przebywasz w pobliżu swojego towarzysza czujesz, że ten zamierza cię zdradzić.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#5
07.04.2024, 22:07  ✶  
Był jak złocisty płomień słońca przebijający się przez popielate obłoki po letniej burzy. Jutrzenką wschodzącą nad wrzosowiskami za Lecznicą, gdy schodził z nocnych dyżurów. Jego uśmiech był niczym pierwsze tchnienie wiosny, a ciepły baryton przywodził na myśl czerwcowe deszcze. Zadrżał, gdy ten piękny mężczyzna z alabastru i marmuru zwrócił się do niego; głos na moment uwiązł mu w gardle i wyglądał idiotycznie, gdy wpatrywał się w niego z rozchylonymi ustami. Gdy patrzył na niego z uwielbieniem i miłością nadającym ciemnym tęczówkom blasku (a być może było to tylko pomarańczowe światło latarni, które właśnie zapalały się na terenie resortu).
Wstał ze schodów i miał wrażenie, że w jego prawą stopę wbija się tysiące igieł; uczucie było tak silne, że nie zdołał ukryć przepełnionego bólu grymasu, jaki przemknął przez jego twarz. Uścisnął jego dłoń, tę piękną gładką dłoń i w tej chwili zdawało mu się, że wszystkie jego dolegliwości ustąpiły. W wyobraźni przyciągał go do siebie, siadał znów na stopniach i sadzał na swoim kolanie, a potem całował zapamiętale jak kochankowie z rzeźby Rodina (chciałbym zabrać cię do Paryża i przekazać ci swoje uczucia przez dłuta i pędzle mistrzów).
— Nie, ja... W pewnym sensie jestem tu służbowo... — odparł zdawkowo, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Zdawało mu się, że krew w jego żyłach wrze — Czyżby podróż rekreacyjna?
Och, jakże pragnął poznać smak tych warg! Jak rozpaczliwie wbijał paznokcie we własną skórę, powstrzymując dłonie przed porwaniem go w swoje ramiona. Cóż za nieszczęście! Cóż za podła, nieludzka tortura - zrozumiał bowiem, za czym tęsknił przez wszystkie lata, kogo brakowało mu przez całe życie, o kim myślał podczas bezsennych nocy.
Zrozumiał, że kocha Laurenta Prewetta. Ogarnęła go wielka radość z tego, że oto znalazł to, czego szukał. Zaraz po niej przyszedł jeszcze większy smutek - przecież nigdy nie będzie dane im być razem...
— Dlaczego Lukrecja? — Nie pytał, czy to on wysłał mu wiersz. Wiedział to przecież całym sobą; roztrzaskane dusze lgnęły do siebie niczym ćmy do światła. Wypełniały swoje luki.

walentynkowy prompt


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
07.04.2024, 23:45  ✶  

Mgła musiała być płaszczem Perseusa, która postanowiła go schronić przed bólem, który nosił w środku. Woalem Temidy, który mógł zakryć jego oczy na świat, żeby sprawiedliwość została przyćmiona dla uśmierzenia myśli. Ukrywasz się już przed żoną? Obecność tego człowieka musiała sprawiać ból, skoro jedynym, co pozostawało, to walka z samym sobą, żeby nie wyciągnąć do niego rąk, nie objąć jego chorej nogi i nie przylgnąć do niej, by chłodem swojego ciała przynieść jej ukojenie tylko na chwilę. Potem wędrowałby swoimi wargami wyżej... Tyle ile wyobrażeń wirowało w jego głowie, tyle było też prostego, banalnego stwierdzenia: zdrajca. Coś tak intensywnego zrodzonego w tak krótkim czasie musiało być szalone, a kiedy coś płonęło tak silnym ogniem musiało szybko zgasnąć. Perseus się znudzi, albo w końcu odtrąci go, odepchnie z pola tych obsydianowych ocząt i poszuka szczęścia gdzie indziej. W ramionach kogoś, kto nie będzie pochłaniał tyle energii, albo dla jego dobra nie będzie próbował trzymać swoich rąk z dala od niego.

Mógł mu nie ufać, ale nadal nie mógł spoglądać, jak pieczęć tego bólu, przed którym chował się w tych mgłach na niego wpływał. Zrobił szybszy krok i nawet wyciągnął ręce tak, jakby chciał go podeprzeć, lecz się powstrzymał widząc też opamiętanie czarnowłosego, żeby może jednak mieć na uwadze to, że nie był najzdrowszym człowiekiem. Nie miał też zdrowego blasku w tych oczach rozjaśnionych... tak, na pewno po prostu blaskiem zapalonych właśnie latarenek na tych uliczkach. Właściwie to... mógł wyglądać pięknie, ale jednocześnie jego Czarny Anioł wyglądał tak, jak powinien - upiornie. Biały koń, tak. Brakowało mu tylko białego rumaka, by uwierzył w Apokalipsę.

- W pewnym sensie. - Oczywiście. Jakbyś mógł mnie zerżnąć bez wiedzy żony wtedy byłbyś w PEŁNYM sensie służbowo? Perseus był po prostu kolejnym z wielu, czyż nie? Mógł to romantyzować, chociaż teraz nie był pewien, czemu to robił, ale koniec końców wychodziło na to samo. Wyrwanie mu kilku piór, nacieszenie się nimi, zabraniem ich i zostawieniem go na ziemi. Czasem tylko wracali po kilka kolejnych lotek, jeśli było im za mało boskości. - Niee, rekreacyjna na mnie czeka dopiero za tydzień. Stworzenia w tej okolicy zaczęły się dziwnie zachowywać, a ponieważ to ośrodek mugolski postanowiłem się tym zainteresować. - Niewiele wiedział o tym, jakie ponure historie o tym miejscu krążyły, bo zupełnie nie był zorientowany w świecie mugoli. Wyciągnął do niego rękę, tak zachęcająco, żeby pomóc mu iść... dokądkolwiek. Może w kierunku domków?

- Podobno smakuję jak czarna lukrecja. - Uśmiechnął się enigmatycznie, spoglądając na niego. - Wielka słodycz, a potem tylko gorycz. - I rozczarowanie. Ale lukrecja również leczyła, a jej korzeń był słodki jak miód. - Lubisz lukrecję?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#7
08.04.2024, 00:59  ✶  
Laurent był istotą doskonałą. Zrodzoną ze światła, utkaną z babiego lata, odzianą w szaty porannych mgieł. Tak efemeryczny, tak oniryczny, że niemalże przezroczysty - marzenie senne, gwieździsty firmament, ciało niebieskie wlane do formy ludzkiego. Oczywiście, że był dla Perseusa nieosiągalny; szybujący pośród obłoków Anioł nie powinien zwracać uwagi na pokrakę pełzającą pośród skał. Pozostać miał ukrytym pragnieniem, fantazją ukrytą za woalem tęsknych spojrzeń z drugiego końca bankietowej sali.
Ból był sojusznikiem. Ból informował go, kiedy powinien odpuścić, złożyć broń, poddać się. Perseus jednak nauczył się nie tylko tolerować ból, lecz także go lubić; odnajdywać przyjemność we własnej niemożności. Kiedy jesteś na coś skazany, możesz to znienawidzić lub nauczyć się kochać. A on krztusił się nienawiścią.
Chciał go wielbić. Czcić. Upaść przed nim na kolana i szeptać słowa swego oddania; rozgorączkowanie i niecierpliwie składając pocałunki na bladej skórze rozpinającej się na miednicy. Pragnął go - nie tylko swoim ciałem, lecz i całą duszą - chciał należeć do niego i mieć go na własność. Z drugiej strony, uważał swe uczucia za profanację, coś straszliwego i obmierzłego; Laurent był zbyt czysty, by splamić go lepką czernią swojego smolistego sumienia.
Dlaczego tak na mnie patrzysz, najdroższy? Czyżbym wyrządził ci jakąś krzywdę? Powiedz mi, a wszystko naprawię. Powiedz mi, a będę się kajał. Nie każ mnie tym spojrzeniem, nie zbywaj milczeniem; serce mi pęka na pół.
— Och, kobieta, na której wezwanie tu przybyłem, również zostawiła notatkę, że dzieje się tutaj coś dziwnego — odparł pośpiesznie, oglądając się po raz ostatni zerkając w stronę domku letniskowego — Jej syn... On poczuł się gorzej. Chciałem mu pomóc, ale wyjechali zanim zdążyłem tu dotrzeć. Myślisz, że te dwie sprawy mogą mieć ze sobą coś wspólnego?
Ujął jego dłoń z pewną dozą wahania, jakby nie dowierzał, że on - Perseus Black, żałosna pokraka - może dotykać kogoś tak niemalże boskiego jak Laurent Prewett. Zachłanność jednak zwyciężyła (ona zawsze zwyciężała), zatem ostatecznie ujął jego ramię i pozwolił mu być swoim wsparciem, choć sposób, w jaki przygryzał wargę i zaciskał dłoń na lasce świadczył o tym, że wyobrażał sobie odwrotny scenariusz.
Krok zwolnił, jednak serce przyśpieszyło.
— Kocham czarną lukrecję — odpowiedział zduszonym, jakby obcym głosem. Eros i Afrodyta okrutnie z nim pogrywali, stawiając na jego drodze tego człowieka...

walentynkowy prompt


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
08.04.2024, 10:33  ✶  

Niedopisaniem było rzec, że obecność Perseusa okupowana była intensywnością. Był splotem złotych ogniw, które Laurent tak lubił zawieszać na szyi w postaci naszyjników i dotykiem lapis lazuli wetkniętego w kolczyk ucha. Stawał się świadom swego ciała tak mocno, że wyczuwał każdą nitkę szwu na swoim ubraniu, nagle musiał pędzić do krawca, żeby poprawił to ogromne niedopatrzenie źle dzierganego materiału. Nie mógł być jednak najbardziej intensywną w doznania wiosną - był jesienią, kiedy wszystko usychało, gdy kurczyły się liście po przybraniu tych najpiękniejszych, złoto-czerwonych barw. Dniem, w którym spadał deszcz, a potem znowu kwitły łzy, bo przecież słoneczniki nie miały już szansy urosnąć o tej porze roku. Wszystko wtedy pachniało mocniej, dreszcze przebiegały częściej, a on był jednym z tych hebanów, na które spoglądało się z ciekawością oczekując, jak się zmieni, gdy przejdziesz pod koroną jego drzew. Na zewnątrz więc dobrze - ale w środku wszystko drży. Gałęzie tworzyły nagle upiorne palce i ramiona, które chciały cię wciągnąć w swoje podwoje. Szczególnie, kiedy spoglądałeś na to drzewo nocą.

Perseus Black był jednak gorszy, niż Laurent kiedykolwiek mógł sądzić. Miał myśli pajęczej sieci, a sam był czarną wdową siedzącą na niej. Toksyczny. Niszczył to, co kochał i pozwalał temu, co pokochał, zniszczyć samego siebie. Emocje eksplozją znaczyły jego kroki i pokrywały ziemię niby ziarenka Jasia i Małgosi, które miały pomóc wrócić do celu. Nigdy nie pomogły - rozdziobały je kruki i wrony. Ktoś patrzył na mnie już tak intensywnie. Dante. To skojarzenie było druzgocące i napędzało karuzelę wątpliwości i myśli, ale przecież nie w stylu Laurenta byłoby skazywać człowieka od razu na stratę, nawet jeśli niepewność była ziarnem już posianym na tej łące stokrotek i kaczeńców.

Dlaczego tak na mnie patrzysz, Aniele? Przestań. Nie rób tak. Przestańprzestańprzestańprzes...

- Wezwali cię i wyjechali, zanim tutaj dotarłeś? - To brzmiało... absurdalnie? Już szukasz wymówek na ucieczkę od żony? Nie, przecież Perseus kochał swoją żonę. Kochał i mówił, że czuł pustkę, której nie potrafił zatkać. Tańczył z nim przy gobelinie, zamiast zanurzyć się w miłosnych przygotowaniach do ślubu. Chciał odpowiedzieć na jego pytanie, ale coś innego zajęło jego głowę. - Zaraz... pomagasz mugolom? - Przecież mógł tutaj przyjechać jakikolwiek czarodziej, jak on czy ty, przestań wariować...

- Którą jej część? Słodycz? To, że pozwala na nowo oddychać? Czy może gorycz? - Sposób, w jaki Perseus to powiedział, brzmienie jego głosu, wstrząsnęło nim do szpiku kości. Aż zadrżał, aż nieco mocniej zacisnął palce na moment na ręce mężczyzny i odwrócił na moment wzrok od niego. Ciepły rumieniec pojawił się na jego policzkach. Mów do mnie w ten sposób. - Za bardzo romantyzujesz ból, Perseusie. Powinieneś bardziej o siebie dbać i uważać. - A skąd taka myśl przy temacie lukrecji? Och, cóż...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#9
08.04.2024, 12:01  ✶  
Bliskość Laurenta go onieśmielała. Ciepło bijące od jego ciała czyniło go bezbronnym, żałośnie słabym, kruchym. Ale jakże przyjemne było to uczucie, to poddanie się jego urokowi, chłonięcie jego boskości; błogosławieństwo istoty, która była zbyt delikatna, by stąpać po tej brudnej ziemi. Jego zapach wdzierał się w zmysły Perseusa, sprawiając, że jego głowa stawała się rozkosznie lekka, nogi żałośnie wiotkie, a usta jeszcze bardziej tęskne za dotykiem jego warg.
Amortencja pachnie jak ty.
Zacisnął mocniej dłoń na jego ramieniu, jakby obawiał się, że zaraz upadnie (a przecież to nie czas i miejsce, by padać przed tobą, najmilszy); z łapczywą desperacją wbił paznokcie w jego skórę. Zdawszy sobie sprawę z tego, czy czyni, natychmiast rozluźnił swój uchwyt i przygryzł wargę tak mocno, że smoliste krople jego krwi - jadu krążącego w jego żyłach - wypłynęły na powierzchnię.
— Tak — odparł, a po jego plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Zdawało mu się, że pomiędzy nim i Laurentem pojawiła się niewidzialna ściana. Z jednej strony Prewett użyczał mu swojego ramienia, z drugiej jednak czuł rosnący między nimi dystans.
Był za niego wdzięczny. Był z jego powodu zrozpaczony.
— Nie miałem jeszcze okazji — pokręcił łagodnie głową — To mugolaczka.
Zaraz potem zmartwienie objawiło się głęboką bruzdą na jego czole. Przyszło im żyć w ciężkich czasach dla czarodziejów pozbawionych silnych magicznych korzeni. Powinien jak najszybciej posłać wiadomość do Doliny Godryka; musiał najpierw znaleźć miejsce, w którym nie natrafią przypadkiem na mugolskie oczy. Dyskretnie więc pociągnął Laurenta w stronę zagajnika nad jeziorem - dyskretnym miejscem schadzek wczasowiczów, ale myśli Perseusa (choć niewątpliwie skupione głównie wokół sylwetki Prewetta), w ogóle o to nie zahaczyły.
— Każdą jej część. Zarówno słodycz, jak i gorycz — zniżył głos, jakby właśnie zwierzał mu się z czegoś intymnego; w pewnym sensie tak właśnie było — Łatwo jest kochać to, co jasne i przyjemne. Prawdziwie - również to, co pod powierzchnią. Nawet jeśli jest gorzkie.
Osjaniczny uśmiech wpełznął na jego wargi. Odwrócił od niego wzrok.
— To nie takie proste, Laurencie. Nie wiem jak o siebie zadbać. Zawsze stawiałem innych na pierwszym miejscu.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
08.04.2024, 13:17  ✶  

W skrajności odczuć chciał tak rozwijać swój pawi ogon, żeby jeszcze bardziej zachwycać, żeby lśnić dla Perseusa, żeby być jak mara spleciona z wiotkich supłów mgły. Chciał się zatrzymać, złapać do za drugą dłoń i patrzeć na niego. Odsunąć się potem, okręcać wokół własnej osi, rozkładać ramiona. Złapałby każdego z jego spojrzeń, każdą z jego myśli i każde, nawet najdrobniejsze uderzenie tego serduszka, które biło pod tą słabą klatką piersiową. W swej niezmierzonej próżności budowałby własną pewność siebie w wieży złożonej z cegieł uwielbienia Perseusa Blacka. Nawet teraz jego kroki stawały się bardziej gładkie, on się uśmiechał delikatnie w ten sposób z adoracji do tego człowieka i poczucia bycia adorowanym. Z drugiej strony nie chciał na niego patrzeć i nie chciał, żeby Perseus patrzył tak na niego. To było mylne. Zgubne. Na pewno tego nie udawał, ale to były tylko emocje chwili, na pewno tylko pożądanie, przed którym powstrzymywało go małżeństwo, a cała reszta była nabudowaną próbą zdobycia jego zaufania, które i tak zbyt łatwo powierzył w dłonie tego człowieka naiwnie sądząc, że trafił do terapeuty, który mu pomoże. Z jednej strony pomógł - przynajmniej uważał na kawę, jaką pije. Oszalał ze szczęścia trzymając bukiet słoneczników, o którym tak marzył. Z drugiej strony - wszystko tylko bardziej pogłębił. Wskoczył pieerwszemu mężczyźnie, który na niego spojrzał, do łóżka, upijając się wcześniej. Płakał nad słonecznikami, bo co z tego, że je w końcu dostał, skoro Perseus nigdy nie wręczyłby mu ich w kawiarni, mówiąc do niego z takim samym zaangażowaniem, z jakim mówił na tym pustkowiu.

To pewnie ta amortencja. Ten zapach Perseusa mieszał w myślach, a on sam na pewno był świetnym manipulantem.

- Podczas tamtych ognisk - na którym cię spostrzegłem - spotkałem mugola, który napisał dla mnie pierwszy wiersz. Nie potrafiłem sobie odpuścić odwiedzenia go później. Między nami a nimi różnicą jest tylko magia. - Czyli nic nas nie różni. Laurent nie znał świata mugoli, nawet jeśli czasami się o niego ocierał to w niebezpośredni raczej sposób. Mimo to człowiek był nadal człowiekiem. Z magią, bez magii, mugolak czy czystej krwi. Nie bał się tego mówić wprost. Wystraszył się dopiero, kiedy Perseus pociągnął go w kierunku drzew. Aż mu gula stanęła w gardle. Strach przyprawiony został podnieceniem od kolejnych słów. To nie była wcale dobra mieszanka. Myśl, że ktoś może cię skrzywdzić, ale jednocześnie masz ochotę, żeby przyparł cię do drzewa i wziął bez baczenia na to, co będzie za następne piętnaście minut. Przymknął powieki, bo membrana tego głębokiego głosu wzburzyła fale w jego ciele. bo teraz ta bliskość nie była chłodna - była gorąca. Perseus był jak czarny ogień, który buzował pod powierzchnią skóry i chciał pożreć każdą komórkę ciała, która do niego przylegała. Nie przylegała żadna? Nie szkodzi! Parę słów i już pożera cię od środka.

- Jestem łatwy do kochania? - Oczywiście, że tak. Spojrzał na jego charakterystyczny uśmiech, twarz, której nie dało się zapomnieć, wykutą dłutem Donatella w marmurze i muśniętą pędzlem Rembrandta. - Nie byłoby nam lepiej, gdybyś mnie tu po prostu przeleciał i zaspokoił pragnienie? - Ból na pewno by ustąpił. Przynajmniej na chwilę. - Co cię przed tym powstrzymuje? - To było nieczyste i niedobre zagranie z jego strony, ale rozsadzało go już od środka. Bo zadając to pytanie spodziewał się odpowiedzi. Był pewien, że usłyszy o Vesperze.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4332), Pan Losu (78), Perseus Black (4116)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa