• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[09.08.72] Wszystko będzie dobrze

[09.08.72] Wszystko będzie dobrze
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
05.04.2024, 18:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:17 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Odkryj wiadomość pozafabularną
Dziewczyny "używają" fal na sesji, mimo braku przewagi, bo to sesja mająca być podstawką do jej wykupienia po lecie - po nauce teorii próbują z praktyką, w bardzo ograniczonym zakresie.

- Nie jestem pewna, czy ludzie są gotowi na mnie gadającą w ich głowach - powiedziała Brenna samokrytycznie. Wiele osób miało w końcu dość jej gadania, gdy ograniczało ją to, ile mogła powiedzieć na jednym wdechu, a co jeżeli będzie mogła “mówić” z prędkością myśli?

Na wpół siedziała, na wpół leżała na kanapie w salonie Longbottomów i z niezbyt zadowoloną miną oglądała swoją lewą dłoń, sprawdzając, jakie rezultaty przyniósł wywar ze szczuroszczeta. Tak po prawdzie, to wraz z zastosowaniem eliksiru wigginowego, całkiem zadowalające – zaczerwienienia z nadgarstków znikły, poparzenia na dłoniach zamieniły się w zaczerwienienia, a rany na palcach w lekkie poparzenie. Na sińce na szyi, straszne jeszcze kilka godzin temu, ale teraz powoli blednące, już nawet nie zwracała uwagi: wcześniej cała szyja była sino - czerwona, obecnie pozostały na niej ciemne odciski palców. Prawa ręka już właściwie była sprawna. Istniała całkiem spora szansa, że najpóźniej do jutra wszystko będzie w porządku. (Przynajmniej na ciele. Z psychiką było trochę gorzej, ale to była jedna z wielu rzeczy, o których Brenna po prostu nie chciała myśleć, wychodząc ze zdradliwego niekiedy założenia, że „jakoś to przecież będzie”.)
Tyle że "jutro" to było dla Brenny "za późno".
Traciła czas. Nie chciała tracić czasu.
Między innymi dlatego, skoro już i tak tkwiła w domu i nie mogła jeszcze w pełni sprawnie posługiwać się różdżką, chciała poćwiczyć fale. Odkąd Patrick zdecydował, że powinni opanować tę umiejętność wszyscy, Brenna ćwiczyła wprawdzie z zaangażowaniem, ale niestety o wiele za rzadko. I ze średnimi rezultatami, bo po prostu miała pewien problem z samą ideą cudzych myśli we własnej głowie – między innymi dotąd tej zdolności nie opanowała. W efekcie jakiś czas temu nauczyła się niektóre komunikaty odbierać, za to ich nadawanie… to już było gorsze. Wszak aby to wyszło, musiałeś skupić się na przekazaniu własnej myśli innym, a Brenna tak jak wypowiadała za wiele słów na minutę, tak w tej minucie miała też o wiele za dużo myśli. I to był kolejny powód, dla których nie była najlepszym materiałem na telepatę i nauka szła dość mozolnie, mimo dużego uporu ze strony Longbottom. Bo czy tego chciała, czy nie, to Patrick miał rację. Ta umiejętność była im cholernie potrzebna w Zakonie Feniksa.

Wszystko dobrze?, spróbowała nadać do siedzącej w pobliżu Heather. Nie było na razie mowy o nadawaniu z jakiejś wielkiej odległości, ale teraz znajdowały się tuż koło siebie i Brenna sięgała po bardzo proste komunikaty... Zerknęła przy tym na Wood: starając się nie okazać przy tym zaniepokojenia. Bo właściwie to ich spotkanie nie wynikało tylko z tego, że Brenna chciała poćwiczyć, skoro i tak na parę godzin utknęła.
Martwiła się po prostu.
O wszystkich, którzy byli na tej wyspie i zobaczyli paskudne rzeczy.
O wszystkich, których omal nie pochłonęła ciemność.
Wszyst… dobrz? - rozbrzmiało lekko urwane w głowie Wood.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
05.04.2024, 18:38  ✶  

Sam pomysł wydawał jej się być bardzo interesujący, tyle, że opanowanie tej umiejętności, cóż, nie wyglądało na specjalnie proste. Nie, żeby ją to zniechęciło, wręcz przeciwnie, Wood lubiła wyzwania, uwielbiała mierzyć się z rzeczami, które wydawały się być dla niej nie do opanowania. - Myślę, że to może być całkiem zabawne, a czy są gotowi? Kogo to obchodzi. - Ona z zasady zupełnie nie przejmowała się zdaniem innych i uważała, że Longbottom także nie powinna się nad tym zastanawiać.

Ruda siedziała naprzeciw kanapy, na ziemi z nogami ułożonymi po turecku. Ona w przeciwieństwie do swojej mentorki wyszła z wyspy bez praktycznie żadnego śladu na ciele. Tym razem to Brenna oberwała mocniej, ale nie na tyle mocno, żeby ją położyli w Mungu, na całe szczęście. Heath nie życzyła tego najgorszemu wrogowi, wiedziała jakie bycie uziemionym może być irytujące. Szczególnie długotrwałe.

Przyszła tutaj zobaczyć, czy przyjaciółka ma się dobrze. Może i nie powinna, może nie wypadało, ale skoro miała wolne, to mogła sobie pozwolić na wizytę w Warowni. Zresztą ostatnio pojawiała się tu coraz częściej, miała wrażenie, że nikt nawet nie zwraca uwagi na jej obecność w tym miejscu, bo ciągle kręcił się tutaj tłum osób. Jedni przychodzili, inni wychodzili. Heather nie do końca nawet potrafiłaby stwierdzić kto tak naprawdę mieszkał w tym miejscu.

Dopiero zaczynała swoją przygodę z nauką fal. Przygotowała się teoretycznie, przeczytała te wszystkie nudne księgi, zawsze okropnie ją to męczyło. Zdecydowanie była osobą, która wolała uczyć się wszystkiego w praktyce, no ale od czegoś trzeba było zacząć.

Spoglądała na Brennę mrużąc przy tym oczy. Jakby zastanawiała się, czy to już? Czy próbowała coś do niej powiedzieć. Nic nie słyszała, nie miała pojęcia na jakiej zasadzie będzie to działało. Patrzyła więc na nią jak wół na malowane wrota i czekała. Na jej twarzy pojawił się grymas, bo doszły do niej jakieś strzępki słów. Próbowała połączyć to w sensowne zdanie. - WSZYSTKO DOBRZE - Krzyknęła po chwili w głos i klasnęła przy tym głośno w dłonie, zadowolona, że udało jej się rozszyfrować to, co do niej powiedziała, znaczy przekazała telepatycznie.

Poprawiła swój siad, jakby to miało w jakiś sposób pomóc jej z komunikacją. Położyła dłonie na swoich kolanach. Przymknęła oczy. Musiała się skupić, aby spróbować dotrzeć do umysłu Brenny. Najważniejsze - musiała używać krótkich komunikatów, nie sądziła, żeby była w stanie jej przekazać więcej niż kilka słów. - Tak.. Skupiła się na tym jednym słowie, nie powinno to być problematyczne, prawda? Oczyściła swój umysł i myślała tylko o tym jednym słowie, aż wreszcie, po kilku minutach Brenna mogła usłyszeć w swojej głowie - TAK.

Heather niesamowicie się przy tym spociła, widać było, że sporo ją to kosztowało.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
05.04.2024, 21:37  ✶  
Nie było mowy, aby Brenna poszła do Munga i nie tylko dlatego, że zatrzymano by ją tam na o wiele za długo, na co nie mogła sobie pozwolić. Po prostu padłyby niewygodne pytania, dotyczące tego, co się stało, a informacje mogłyby dotrzeć do Biura. I o ile poparzenia dało się uzasadnić stosunkowo łatwo, o tyle już fakt, że Brenna nosiła ślady duszenia – i to takiego, które omal nie skończyło się śmiercią – byłby trudniejszy do wytłumaczenia. Zadowoliła się więc pomocą znajomego medyka, porcją wigginowego, maścią na gardło, okładami na kolana i wywarem na dłonie. I taka kuracja przyniosła równie dobre efekty, jak pobyt w szpitalu, a może i lepsze: bo tam Brenna na pewno by się wkurzała.
Uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy Heather odpowiedziała – i to tak głośno – bo to znaczyło, że coś do niej „doleciało”. Brenna ćwiczyła już od dawna, z Mavelle głównie, ale nie poświęciła na to na razie dość czasu, by wychodziło jej za każdym razem. W gruncie rzeczy wychodziło rzadziej niż nie wychodziło. Z odbieraniem wiadomości natomiast na dwoje babka wróżyła: czasem nie była w stanie odebrać komunikatu, a czasem z jakichś powodów miała problem z jego zablokowaniem.
„Tak”.
Tylko czy „tak” naprawdę oznaczało tutaj potwierdzenie?

– Usłyszałam – odpowiedziała, odruchowo na głos, a potem westchnęła i opuściła dłonie, starając się ułożyć ręce tak, by ich nie urażać. Pieczenie było już niewielkie i znośne, ale i tak rozpraszało nieco i utrudniało wysyłanie wiadomości. – Ta wyspa… – zaczęła, po czym urwała, i spróbowała przesłać kolejne słowa wprost do głowy Heather, raz, drugi i trzeci, bo nie była pewna, czy najpierw nie powiodło się, bo ona nie zdołała zrobić czegoś poprawnie, czy też Heather zrozumieć odpowiedzi.
…była paskudna, rozbrzmiało po kilku próbach w umyśle Wood.

– Gdybyś chciała o tym pogadać, to wiesz, żaden problem. Ale nie to, że zmuszam, rozumiem, że… możesz woleć po prostu o tym nie myśleć – dokończyła Brenna już na głos, uznając, że nie ma szans przekazać samymi falami tak skomplikowanego komunikatu. Paskudna to było przecież wielkie niedomówienie. W głowie Brenny wciąż tkwiło wspomnienie ciemności z tamtego miejsca. Żarłocznej, wszechogarniającej. I sama nie chciała o tym z nikim rozmawiać, nie chciała o tym myśleć i nie zamierzała zmuszać do rozmowy innych, ale jednocześnie przeczuwała, że może właśnie tego potrzebują. Gdzieś w niej zaś mieszały się teraz wyrzuty sumienia, że ich w ten mrok poprowadziła, że musieli przez to wszystko przejść – i być może nieco niewłaściwe poczucie triumfu, że wyszli z tego cało i zdążyli. Nóż nie dostanie się już w niepowołane ręce.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#4
06.04.2024, 08:43  ✶  

Cóż, działanie w Zakonie nie było wcale takie łatwe, bo faktycznie mogły paść niewygodne pytania. Może i pracowały w BUMie, ale o tym, co robiły po pracy wiedział praktycznie nikt, i tak musiało pozostać, przecież jedną z ważniejszych spraw było to, aby organizacja pozostawała tajna, aby ci źli nie wiedzieli, kto w niej działa, bo mogliby ich wybić wszystkich jak kaczki, a tego przecież zdecydowanie nie chcieli. Musieli uważać, bo nie wiadomo, gdzie czai się wróg. Mógł przecież znajdować się i w Mungu.

Brenna zawsze imponowała Wood, dlatego też chętnie siedziała tutaj z nią i testowała tę śmieszną umiejętność, która mogła im się przydać w przyszłości. Nie oszukujmy się, telepatia brzmiała zajebiście, przesyłanie sobie informacji w głowie, tak, żeby nikt inny ich nie słyszał? To było coś, miała więc nadzieję, że jakimś cudem, prędzej, czy później faktycznie uda jej się to opanować. Mogłaby na przykład w biurze narzekać Brennie jak wkurzają ją współpracownicy i nikt by o tym nie wiedział, mega fajna sprawa!

- NAPRAWDĘ? - Niemalże poderwała się z miejsca. Udało jej się pierwszy raz przesłać wiadomość w ten sposób, nie była to może jakaś super długa informacja, no ale przecież każdy od czegoś zaczynał, czyż nie? Jedno krótkie TAK mogło być wspaniałym początkiem nowej drogi.

Longbottom zaczęła mówić o wyspie. Cóż, nie było to nic przyjemnego, ale Ruda wyszła stamtąd bez szwanku, zdecydowanie bardziej boleśnie wspominała Beltane, tutaj czuła się naprawdę nieźle mimo tego, że ktoś próbował ją oszukać, a ona na początku to kłamstwo łyknęła, na całe szczęście w miarę szybko dotarło do niej, że to była bujda, nie traciła jednak nadziei, wierzyła w to, że kiedyś znajdzie kogoś, kto pomoże jej się pozbyć tej okropnej klątwy.

Końcówka wypowiedzi dotarła do jej głowy. - Była paskudna, to prawda, ale coraz więcej takich rzeczy będzie nam się przytrafiać. - Najwyraźniej się z tym pogodziła i przywykła do tego, że nie będzie kolorowo. Mimo wszystko w Wood było widać jeszcze ten dziecięcy entuzjazm, nie poddawała się tak łatwo, nie traciła wiary i nadziei w zwycięstwo, miała wrażenie, że ostatnio w jej życiu działo się bardzo dobrze, mimo tego, że szalała wojna.

Spoglądała na Brennę, zmrużyła oczy, bo chciała spróbować po raz kolejny przesłać jej wiadomość. Musiało to być coś prostego, bo inaczej by sobie z tym nie poradziła. A u ciebie? Powtarzała te słowa w głowie, żeby w końcu dotarły do Longbottom, trwało to kilka minut, ale przecież po to się tutaj pojawiła, żeby ćwiczyć i odwiedzić partnerkę. Po dłużej chwili do Bren dotarła jej wiadomość. A u ciebie?

- Ty bardziej oberwałaś, tak właściwie, to co się tam wydarzyło? - Nie była pewna, zostali rozdzieleni, a chciała dowiedzieć się, jak wyglądały historie innych.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
06.04.2024, 11:57  ✶  
Uczyła się fal głównie po to, by móc szybciej przesyłać informacje, zwłaszcza podczas akcji. Ale też prawdą było, że zapewne po nauczeniu się ich będzie bardzo chętnie „nadawała” do innych członków Zakonu różne głupoty, dręcząc ich przy tym niemożebnie. Wprawdzie pewnie lepiej zrobiłaby skupiając się na magii bezróżdżkowej choćby, ale polecenie Patricka utkwiło jej w głowie, a poza tym miała wyrzuty sumienia, że tej zdolności nie posiadała – a powinna przecież, jeśli chciała skutecznie zarządzać ich bojówkami…
– Naprawdę. Chyba że nie próbowałaś przesłać „tak” i tylko to sobie wyobraziłam? – spytała Brenna, uśmiechając się do Heather. Jej entuzjazm był na swój sposób zaraźliwy: dobrze, bo Brennie zwykle własnego nie brakowało, ale jednak teraz był trochę przytłumiony. Nawet nie tym, że lewa ręka dopiero przestawała boleć, a wspomnieniami z wyspy i przede wszystkim zmartwieniem, spotęgowanym rozmową z Erikiem.
– Mam jednak nadzieję, że to był odosobniony przypadek i mroczne amulety sprzed setek lat nie będą objawiały się nam każdego miesiąca – powiedziała, wzdrygając się lekko na sam pomysł. – To byłoby odrobinę problematyczne i Erik mógłby się zbuntować. Ten wiersz Salta… on naprawdę opowiadał o wyspie. Pragnienia, strachy, ciemność, utraceni ukochani…
Kilka różnych dróg do schwytania w sidła snu. Utrzymania w nim człowieka tak długo, aż ten ulegnie lub się złamie – a jego ciało umrze po prostu z odwodnienia…
Wszystko dobrze – szept rozbrzmiał gdzieś w głowie Heather chwilę po tym, jak sama nadała swój komunikat. Brennie udało się tym razem po trzeciej próbie. Skupienie się na jednej myśli, tę, którą chciało się komuś przekazać, wciąż nastręczało jej wielu problemów, a przecież teraz nic jej jakoś strasznie nie rozpraszało, wokół panowała cisza i nawet siedziały tak blisko siebie… Omal nie westchnęła na myśl o tym, jak sobie poradzi w trudniejszych warunkach.
– Miałam po prostu pecha – stwierdziła, unosząc odruchowo rękę do szyi. Miała wrażenie, że ona i wuj obudzili się chwilę wcześniej, ponieważ, paradoksalnie, to ich ta ciemność chciała dopaść bardziej: może z powodu trzeciego oka. I ich sny były trochę inne. – Ocknęłam się, chwilę po Morpheusie. Kiedy dotknął tego sztyletu, rozwiał magię snów, która trzymała was, a przynajmniej tak mi się wydaje, ale to obudziło inferiusy… nie zauważyłam jednego z nich, rzucił się na mnie i zaczął dusić. To właściwie wszystko. Na całe szczęście, wy wszyscy też się obudziliście – wyjaśniła. Odruchowo ściszyła głos, bo o pewnych rzeczach mówiło się tylko szeptem: nawet w Warowni, od której bezpieczniejszymi miejscami były chyba tylko Strażnica oraz Hogwart. Ostatecznie, tutaj też bywały osoby, które nie powinny wiedzieć wszystkiego…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#6
09.04.2024, 22:05  ✶  

Tymczasem Heather uczyła się fal, bo Brenna to robiła, a skoro Brenna to robiła, to musiało być i fajne i przydatne, dwie pieczenie na jednym ogniu. Zresztą po prostu chciała spróbować, zobaczyć, czy sobie poradzi, potwierdzić swoje śmiałe założenie, że większość rzeczy jej lekko przychodzi, w końcu tak jej powtarzali w Hogwarcie, że jest zdolna, ale leniwa, ciekawe ile z tego nadal w niej zostało. Zresztą lubiła uczyć się nowych magicznych umiejętności, bo były to akurat rzeczy bardzo mocno przydatne podczas trwającego aktualnie konfliktu czarodziejów, kto wie, kiedy fale będą mogły okazać się przydatne, a jeśli nigdy, to na pewno mogłaby je wykorzystać do tego, żeby gadać ludziom w głowach. Wtedy to dopiero mieliby jej dość.

- Próbowałam, swoją drogą, trudne te fale, bo skąd możesz wiedzieć, że umysł nie robi ci figli i właśnie sobie nie zwizualizowałaś czyjegoś głosu w głowie? - To było dla niej zastanawiające, znaczy, jasne mogła się skonsultować z tą drugą osoba, ale co jeśli nie było jej obok? Wtedy wyglądało to nieco gorzej.

- Tak, to było niezbyt przyjemne doświadczenie, ale skoro mamy już wprawę, myślę, że jakby pojawił się kolejny przypadek, to poszłoby nam zdecydowanie lepiej. - W końcu uczyli się na tym, czego doświadczyli, Wood zdecydowanie nie brakowało entuzjazmu do walki z niebezpiecznymi amuletami, ale też nie oberwała jakoś specjalnie podczas tej misji. - Tak, ten wiersz miał drugie dno. - Śniła przecież o swoim uwolnieniu od klątwy żywiołów, największym marzeniu, jakie miała na tę chwilę. Zresztą nie tylko ona miała te dziwne sny, większość z osób, które znalazły się na tej przeklętej wyspie ich doświadczyła.

Magia, która na nich oddziaływała musiała być bardzo silna, w końcu oddziaływała na kilka osób i trzymała ich zaklętych w snach. Potężny czarodziej musiał rzucić to zaklęcie.

Głos Brenny rozbrzmiał jej w głowie. Najważniejsze, że mówiła, że wszystko jest dobrze, nie wiedziała na ile powinna jej wierzyć, bo przecież oberwała dosyć mocno, ale nie chciała też podważać tego co mówiła partnerka. Skupiła się na tym, aby przesłać jej wiadomość. Zajęło jej to dłuższą chwilę, jakieś pięć, może nawet sześć prób, jeśli nie więcej. Nie poddawała się jednak, próbowała do skutku. Wreszcie Longbottom mogła usłyszeć głos Rudej Cieszę się. Znowu niezbyt długa wiadomość, ale na nic więcej nie było jej stać w tej chwili.

- Tak, te sny, były okropnie prawdziwe, wiesz, że śniłam o swoim ślubie? - Nie pamiętała, czy wspominała o tym wcześniej Brennie, pewnie nie, byli zajęci tym, żeby odstawić ją do medyków. Nie spotkała się jeszcze z tak bardzo realistycznym snem. - Na całe szczęście tylko cię drasnął, to mogło się skończyć dużo gorzej. - Nie pierwszy raz, przecież ciągle pakowali się w jakieś kłopoty, nie przywykła do tego jeszcze, aż tak bardzo, chociaż powoli stawało się to codziennością.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
11.04.2024, 15:28  ✶  
- Hm... może jeśli nabiera się wprawy, to da się odróżnić? - zastanowiła się Brenna. - Mav i Patrick nigdy nie mówili, że mają z tym jakiś problem. To znaczy... z jakimiś urojonymi wiadomościami.
Biorąc pod uwagę, że sama wciąż miała pewien problem z odbieraniem wiadomości i raz wychodziło a drugi raz nie, a z wysyłaniem miała problem jeszcze większy, nie była w stanie w tej chwili orzec, na ile mogłoby być kłopotem wyobrażanie sobie jakiejś wiadomości. W tej chwili próbowała nauczyć się wyfiltrowywać z własnych, nieuporządkowanych myśli, z chaosu, jaki panował w jej głowie, tylko tę jedną, którą miała wysłać dalej, i nad innymi aspektami w ogóle się nie zastanawiała.
- Raczej się martwię, że nie odbiorę cudzych wiadomości, bo ktoś będzie do mnie nadawał, ale nie dotrze, gdy ja będę myślała o niebieskich migdałach... albo odwrotnie, ktoś będzie nadawał, kiedy akurat będziemy na przykład w środku akcji? - przyznała Brenna. - Nawet nie mów. Chyba łatwiej przyszła mi nauka animagii niż tego - parsknęła, tylko po części na serio, bo jednak nauka animagii zajęła jej nieco więcej czasu. Inna sprawa, że wtedy Brenna działała nielegalnie, pozbawiona możliwości skorzystania ze wskazówek od kogoś, kto dysponował taką umiejętnością i nawet ze źródłami w ograniczonym zakresie. Książki instruujące praktycznie, jak zostać animagiem, były w dziale Zakazanym. I Brenna musiała przyznać, że było to mądre posunięcie. Bo takiej pokusie ciężko było się oprzeć, a przemiana była niebezpieczna, jeśli nie miałeś talentu do transmutacji.
- Z drugiej strony, wtedy przez miesiąc musiałam trzymać w ustach cholerny liść i go nie połknąć przy mówieniu i jedzeniu. Teraz przynajmniej coś takiego nie będzie konieczne... - westchnęła, po czym przymknęła oczy, i skupiła się na przesłaniu do umysłu Heather kolejnej wiadomości.
Oby nie musiało iść lep..., rozbrzmiało w końcu w głowie Wood: ostatnie słowo rozmyło się nieco, a Brenna skrzywiła się lekko, trochę sfrustrowana. Niby wiedziała, że uczą się tego od stosunkowo krótkiego czasu, i że nie należy spodziewać się natychmiastowych rezultatów, ale była jedną z tych osób, które chciały, aby rzeczy działy się szybko. Zwłaszcza, gdy zależało im na tym, aby coś osiągnąć.
– Ślub?
Chyba podświadomie spodziewała się strachów albo ciemności: zwłaszcza po rozmowie z Erikiem i po tym, co sama zobaczyła. Ale Salt wspominał przecież też i o pragnieniach i wołaniu dawnej miłości.
Czy pragnienia były bardziej czy mniej traumatyczne od strachów? Brenna przygryzła na moment wargę, ale rozchmurzyła się zaraz. Jej pewnie byłoby ciężej się otrząsnąć z wizji wypełnionej tymi dobrymi snami, jeżeli jednak Heather śniła o własnym ślubie, to… nie było to nic, czego nie mogła osiągnąć.
– Jeśli goście nie zamienili się nagle w stado zombie, które pożarło pana młodego, zakładam, że śniłaś o pragnieniach. Ciekawe, co decydowało o tym, co kto dostanie. To, co bardziej tkwiło w jego głowie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#8
11.04.2024, 21:23  ✶  

- Tak tylko pytam, bo się nie znam i w sumie nikt z moich bliskich też tego nie umie, a to całkiem ciekawe. - Wzruszyła jedynie ramionami. Może pytanie było głupie, ale w momencie, w którym nie do końca wiedziała, jak w pełni działa to umiejętność postanowiła je zadać. Zresztą nie sądziła, że Brenna uznałaby ją za głupią, bo miała naprawdę dużo cierpliwości do jej wszystkich pytań, nawet jeśli nie do końca były na miejscu.

- To też jest ciekawe, czy jak masz za dużo myśli, to wiadomości odbijają się, jak od ściany. W akcji chyba to mniejszy problem, bo jesteś skupiona na jednej czynności, tylko o niej myślisz. - Przynajmniej tak się jej wydawało, ale po raz kolejny było to jedynie gdybanie, bo Heather póki co nie miała do końca pojęcia, jak to wszystko działało. W sumie naprawdę mogłoby się im to przydać podczas tych wszystkich niebezpiecznych akcji, które jeszcze na nie czekały. - Ty to w ogóle jesteś zdolna, animaga, zaraz fale, dar od bogów w postaci trzeciego oka, mało jest takich uzdolnionych czarodziejów. - Spoglądała na Brennę z podziwem, bo naprawdę uważała ją za jedną z wybitniejszych czarownic, jakie przyszło jej znać. Przy niej czuła się trochę jak jedna z wielu, szarych osób.

- Serio? Przez miesiąc musiałaś trzymać liść w paszczy? Jak ci się udało go nie połknąć? - Nie potrafiła sobie wyobrazić, jakie to musiało być trudne. Przecież nawet podczas snu, zupełnie przypadkowo mogła to zrobić. Wymagało to zdecydowanie dużej determinacji i trochę szczęścia.

Musiały wrócić do ćwiczenia, zauważyła, że Longbottom się skupiła, ona zrobiła to samo. Przymknęła oczy, oczyściła umysł, żeby mogła dotrzeć do jej głowy. Czekała na wiadomość. Tym razem jednak nie otrzymała całej wiadomości, próbowała ją w głowie rozszyfrować, dopowiedzieć sobie brakujące słowo. Na jej twarzy partnerka mogła dostrzec rzadko spotykany wyraz - intensywnego myślenia. Na szczęście Brenna przerwała myślenie i mogła przejść do kolejnego tematu, nie musiała wysyłać wiadomości, co za szczęście, na pewno by sobie nie poradziła z opowiedzeniem o tym śnie poprzez takie krótkie informacje, które jak do tej pory udało jej się przesyłać.

- Ślub z Cameronem. - Właściwie ślub był tylko tłem tych wydarzeń, jednym z jej marzeń, które już niedługo miało się spełnić, tego była pewna, w końcu już jej się oświadczył, niedługo na pewno staną na ślubnym kobiercu.

- Jednym z prezentów ślubnych miał być klejnot, który zabrałby to, czego w sobie nienawidzę, klątwę żywiołów. - Nie bała się mówić w głos jaki miała stosunek do tej przypadłości, mimo, że nauczyła się ją nawet jako tako kontrolować, to nadal pozostawało rzeczą, której najbardziej w sobie nie znosiła.

- Nie mam pojęcia, pewnie nie było przypadkowe, pięknie sobie z nas zadrwili. - Mogły się tego spodziewać, w końcu Salt o tym wspominał, może nie dosłownie, ale wiedziały, że w wędrówka po jaskini może się zakończyć różnie.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
13.04.2024, 13:20  ✶  
Brenna nie uznała pytania za głupie – nie uznałaby go za głupie nawet gdyby wiedziała więcej o falach, sama po prostu tak skupiała się na opanowaniu sztuki przesyłania wiadomości, że póki co nie myślała o ewentualnych dodatkowych problemach. Heather też zresztą nie miała za głupią, a na pewno nie za głupszą od samej siebie. Była jeszcze po prostu bardzo młoda i trochę grzeszyła tym, czym sama Brenna, gdy też była w jej wieku: porywczością i przekonaniem o własnej nieśmiertelności.
– Mam wrażenie, że wtedy nie zdołasz nadać ani odebrać… ale może to zależy od wprawy? Ktoś, kto posługuje się tym często i ma wprawę, poradzi sobie niezależnie od okoliczności? – westchnęła Brenna, przesuwając palcami obandażowanej ręki po skroni, bo zaczynała ją boleć od tego wszystkiego głowa: tak od całokształtu. Wysyłania fal, rozmyślań i masy innych spraw. – Czy ja wiem? Widmowidzenie to nie moja zasługa, Heath. To po prostu płynie we krwi. Babka miała trzecie oko, i po niej odziedziczyli je i moja ciotka, i wuj, i ja, i moja kuzynka… – wyliczyła Brenna. Genetyka i magia, nic więcej: sobie mogła przypisać jako osiągnięcie tylko to, że wytrzymywała używanie tego w służbie Brygady.
Większość widmowidzów w ich Departamencie bardzo szybko się wypalała, bo nigdy nie oglądali miłych rzeczy.
– Nie udało się. Nie za pierwszym i nie za drugim razem. Raz łyknęłam go mówiąc, a drugi raz obudziłam się bez niego… Dopiero za trzecim i byłam wtedy szalenie nieszczęśliwa, uważaj jak mówisz, uważaj, jak jesz, uważaj jak pijesz… To było gorsze niż animagia sama w sobie. Wiedziałaś, że w Afryce ponoć uczą tego normalnie w szkole? Tam animagia jest bardzo powszechna.
Ogólnie zresztą okazywało się, że jeżeli ktoś miał talent do transmutacji i dość uporu, to mógł ją opanować… Brenna przecież ćwiczyła to z Thomasem i Mavelle, a Charlie też okazał się nielegalnym animagiem.
– Salt też o tym wspominał – mruknęła, poważniejąc. Klejnot, który miał uwolnić Heather od klątwy… rzeczywiście wizja kusiła, by w niej pozostać: ślub z ukochanym, koniec przekleństwa, a być może także inne rzeczy, jak koniec wojny, sława zawodniczki quidditcha? Taki sen był może mniej traumatyczny, ale bardziej zdradliwy. – Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy cali, względnie zdrowi, a ta broń… zniknie.
Kolejne słowa po chwili rozbrzmiały w głowie Heather: tym razem Brennie udało się przesłać całe zdanie i to nawet nie było urwane.
Skoro o Cameronie… Nie powinnaś już zbierać się do niego?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#10
15.04.2024, 15:59  ✶  

Heath czasem, ale tylko czasem było głupio za jej ciekawość, bo dla niektórych rzeczy o które pytała mogły wydawać się za oczywiste, jednak nie ograniczało jej to, nie miała oporu przed tym, żeby ktoś uznał ją za głupią, no trudno, wiedziała też, że Brenna nie należy raczej do takich osób. Mogła ją zapytać o najbardziej oczywistą, oczywistość, a ta zawsze dawała jej odpowiedź. Taka mentorka to skarb.

- Pewnie tak jest, jak ze wszystkim, im częściej coś stosujesz, tym lepiej ci idzie i mniej czynników cię ogranicza. - W sumie odpowiedź była banalna, no ale trudno, jakoś to przeżyje.

- Może nie twoja zasługa, ale zobacz, ty dostałaś widmowidzenie w tej całej loterii genetycznej, a ja dostałam klątwę żywiołów, nie da się ukryć, co jest bardziej przydatne. - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, nie miała zamiaru płakać nad swoim losem, przywykła do tego, że musiała żyć z przekleństwem i powoli zaczęła tracić nadzieję, że się go kiedyś pozbędzie. Musiała oswoić się z myślą, że taka już będzie, do końca. Szczególnie po tym, co przydarzyło się im na wyspie. Nie mogła tak mocno pragnąć bycia normalną, bo powodowało to niepotrzebne problemy. Docierało do niej to coraz bardziej.

- No, ale za trzecim już tak, to spore osiągnięcie. - Brenna mogła zauważyć, że Heath nadal patrzy na nią, jak na jakąś bohaterkę, była naprawdę zafascynowana jej osobą, nadal jednym z jej marzeń było to, żeby być taka jak ona, gdy faktycznie dorośnie. Chciałaby zostać prawdziwą bohaterką.

- Tak, Salt najwyraźniej mówił prawdę. - Pozostawało się z tym pogodzić, nie dziwiło jej też teraz, że tak bardzo bał się tego, co było na wyspie, to, co tam przeżyli wyjaśniło jego nastawienie.

- Tak, kolejny sukces, oby tak dalej. - Uśmiech nie schodził z twarzy Rudej, bo naprawdę cieszyła się z takiego obrotu spraw. Na całe szczęście nie doszło do żadnej tragedii.

Otrzymała kolejną wiadomość, tym razem dłuższą, nawet nie próbowała na nią odpowiadać w myślach, bo wiedziała, że polegałby próbując. - Tak, masz rację! Cameron mnie zabije, jak się spóźnię. - Zerwała się szybko z miejsca. - Znaczy nie zabije, ma do mnie tyle cierpliwości, że na pewno by zrozumiał, że musiałam cię odwiedzić, ale nic będę lecieć. Dzięki za wszystko Brenn i trzymaj się! - Wybiegła z pokoju w podskokach, żeby złapać swoją miotłę i odfrunąć do Camerona.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2208), Heather Wood (2193)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa