• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [noc 9-10.08.1972] Szaleństwo Windermere. Gdzie jest Owen Bagshot? | Cain & Victoria

[noc 9-10.08.1972] Szaleństwo Windermere. Gdzie jest Owen Bagshot? | Cain & Victoria
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#11
08.04.2024, 12:35  ✶  

Wśród zawrotów tego, co się powinno, a czego się nie powinno, znalazło się to małe okienko na przecież jest czas. Nie mogli dojść do historyka, ale za to ona mogła dojść - to takie proste. To byłoby dziwne doznanie, bardzo dziwne, z jej zimnem, z atmosferą tego miejsca, z tym, że pragnienie jej dotyku wezbrało tak nagle, a on stanął na prostej drodze prawdy objawionej, że przecież jedyną możliwością, żeby wygrać z pokusą to jej ulec. To wszystko nie było odstręczające - to było nakręcające i podniecające.

Mimo to jego dotyk zwolnił, zwolniła też wędrówka jego ust. Każde dotknięcie jej zimnego ciała przeszywało chłodem podobnemu do tego, którego doznajesz przyciskając kawałek lodu przez ściereczkę do obitego miejsca. Chcesz, żeby zmniejszył się siniak, albo nie wyszedł ci guz na głowie. Cain teraz nie chciał, żeby noszenie spodni stało się mniej komfortowe niż powinno, chociaż ta sytuacja prowadziła do sytuacji proporcjonalnie odwrotnej. Mimo to trochę się odsunął. Przestał muskać jej skórę ustami. Zaciskać (zbyt mocno) dłonie na jej biodrach. Rozluźnił mięśnie, nie pozwalając im na gwałtowność i dalsze ruchy. Uczucie jak uczucie - przecież było bardzo wiele rozsądnych myśli, które powinny pokusę zwalczyć. Victoria pierwsza po to sięgnęła.

- Szukać zaginionego w środku lasu ciemną nocą? - Albo może po ośrodku? Użył w zdaniu określenia miejsca lasu, bo brzmiał on o wiele mniej zachęcająco do podjęcia prób poszukiwania niż wędrowanie między domkami. Człowiek, który zgłaszał taki eksces, że z jakiegoś powodu poderwano aurorów i brygadzistów musiał jednak mieć jakiś posłuch. Jakikolwiek. Albo to już Ministerstwo reagowało z przewrażliwieniem na każdą oznakę trupów i czarnej magii. Co wcale nie było złe, dopóki nie pojawiały się głupie wezwania czy żarty - a tych niestety nie brakowało. - Tylko z tobą. - Odsunął się od Victorii, oddając jej cenną przestrzeń z tym specyficznym uśmiechem, który tak często gościł mu na ustach wyrażającym sympatię. Teraz nawet głębszą sympatię. I niezwykle prawdziwą. Odsunął się kolejne dwa kroki i rozluźnił nieco krawat koszuli. Przesunął wzrokiem dookoła, bardziej po to, aby oderwać oczy od niej - niezwykle pięknej kobiety, która tak gładko poddawała się jego dłoniom. Rozejrzał się za Nox, która powinna krążyć gdzieś w okolicy, ale chwilowo jej nie widział nigdzie. Może przysiadła na jakimś dachu - nieszczególnie się o nią martwił. W razie czego wiedziała, jak trafić do domu. - To w którą stronę, pani śledzcza?



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
08.04.2024, 22:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 22:08 przez Victoria Lestrange.)  

Zapytana nie potrafiłaby racjonalnie wyjaśnić co się stało, ani skąd te wszystkie nagłe uczucia i pragnienia. A przecież wiedziała, że nie była taka, nie oddałaby się żadnemu mężczyźnie w takich warunkach i to jeszcze podczas pracy, poza tym do tej pory ją i Caina łączyła jedynie relacja związana z pracą, nigdy nie pomyślała o nim, jako o kimś więcej. Aż do teraz. Nie dostrzegała tego wcześniej, ale okazał się być tak cenny i ważny… ale to nie oni byli w tym momencie najważniejsi, czyż nie? Przybyli tutaj, bo mieli tu coś do zrobienia. I może całe szczęście, że się tu zjawili, bo inaczej nie zdałaby sobie sprawy jak obecność Bletchleya była dla niej ważna, wręcz niezbędna do życia… ale nie byli wszak zwierzętami, które nie mogły nad sobą zapanować. Po wszystkim – kiedy już wyjaśni się co się tutaj działo, czy to głupi żart (a jeśli tak, to Victoria mogłaby się nie powstrzymać i cholernego Bagshota opierdolić) – mogliby do tego wrócić, całkowicie na spokojnie. Bez tej przeszkadzającej i kołaczącej w głowie myśli, że ciągle jest tu coś do zrobienia, że może nie być bezpiecznie i że… ktoś może potrzebować pomocy.

Widmo dotyku Caina na jej ciele, nawet jeśli nie przekroczyli bariery aurorskiego munduru zanadto, jego ciepłych ust na skórze… Tak dawno tego nie czuła, niemalże zapomniała jak to jest i och – oczywiście że jej tego brakowało na pewien sposób. Tym bardziej, że jego ruchy zdawały się być tak niecierpliwe, łapczywe, jakby tonął, albo jakby spragniony usiłował napić się tej życiodajnej wody. Jej dotyk był bardziej wyważony, a jednak zdecydowany i była w nim pewna delikatność, jakby bała się mu zrobić krzywdę.

Ale się zatrzymali. Może na jej nieśmiałe pytanie, może rozum wrócił im do głowy… Wstali tak, blisko siebie, bardzo blisko – jej dłonie, które jeszcze chwilę temu trzymała mu na karku zsunęły się niżej, tak, że teraz go obejmowała, gdy on nadal zaciskał ręce na jej biodrach (och, a było gdzie się złapać…); nawet nie odczuła tego, że jego palce wręcz wbijały się w jej skórę, niemalże boleśnie, tak była pochłonięta tym, co ją opętało… tą obsesją. Nie zrozumcie mnie źle – nadal chciała go mieć przy sobie, nie chciała go spuścić z oka, trzymać, rozmawiać z nim, przekazywać te wszystkie skołatane myśli, ale czuła w głębi siebie, że to nie jest dobry moment. Nie chciała go tak prędko puścić, nawet jeśli się zatrzymali i oderwali od siebie, dając sobie i jemu czas na wyrównanie oddechów. Tak, była zimna jak trup, ale w przeciwieństwie do nieumarłych – nadal oddychała.

– Jeśli to faktycznie trupy, to trzeba go znaleźć jak najszybciej – odpowiedziała, opierając głowę na ramieniu Caina. Wpatrywała się w ciemną linię lasu, lecz bez źródła światła nie widziała niczego. Mogli tylko polegać na słuchu, ale nic nie wskazywało na to, że ktoś albo coś usiłował się do nich zakraść. Odetchnęła głębiej, gdy poczuła, że Bletchley zwalnia swój uścisk i wypuścił ją, jak odsunął się na krok, potem drugi i jej dłoń w lekkim zakłopotaniu powędrowała  do włosów z tyłu głowy, które rozczesała palcami. – Nigdzie bez ciebie nie idę – niemal wymruczała na wydechu, a później spróbowała poprawić swoją własną koszulę, by nie wyglądała, jakby ktoś właśnie próbował ją rozpiąć, albo wydostać spod paska spodni. – Chyba musimy iść w ten cholerny las. W zawiadomieniu było, że widział trupy na skraju lasu – westchnęła, bo to brzmiało jak dużo szukania.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#13
09.04.2024, 18:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 22:11 przez Cain Bletchley.)  

Windermere okazało się sprostać oczekiwaniom, jakie rysował wobec niego według tego, co przeczytał. I nie chodziło tutaj o zaginięcia czy morderstwa (potencjalne). Chodziło o to, jaką popularnością cieszył się ośrodek. Nigdy wcześniej tego nie docenił, że światło księżyca mogło nadawać takiego romantycznego wymiaru spędzonym wspólnie chwilom, że gwiazdy mogły tak lśnić i migotać właśnie dlatego, że odbijały się w oczach Victorii. Nie sądził, że drzewa nocą, które w jego głowie zlewały się w jedną lepką breję, mogą być tak tajemniczo ujmujące, by dodawać wspólnie spędzonemu czasu nie charakteru strachu, a właśnie intymności. Natura nie była teraz obojętna, bo zazwyczaj jej nie dostrzegał i ją pomijał. Teraz była wypełnieniem piękne chwili, która rozlewała się namiętnością pod jego głową, ale zatrzymywała się jeszcze w punkcie, w którym był rzeczywiście w stanie nad sobą zapanować i krew nie uderzyła mu do głowy zupełnie. Czy raczej - w inną część ciała.

- Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłem z doboru partnera. Popatrz, a sądziłem, że będę nie lubił każdego. - Nie, to nie tak, że każdego nie lubił - po prostu trzymał się na większy dystans, sporo młodych przychodzących do biura chciało szukać swojego spełnienia w pościgach, w wybuchach. Cain chętnie by pomógł każdemu, naprawdę. Ludzkie życie przecież było najcenniejszą rzeczą, jaką posiadaliśmy i jaką mogliśmy zaoferować, więc chronienie go było naturalne. Jego pragnienie, żeby coś zmienić na tym świecie, droga, którą przebył, drążyła skałę do tego celu - żeby móc naprawdę pomóc. Tylko niekoniecznie wysuwając się na front. Przekładał więc swoje zdolności tam, gdzie mógł. A ten cel, to miejsce, tu i teraz, w Windermere, przy Victorii - jasne, miejsce mogło być lepsze. Ale osoba..? Nie, z nikim innym nie chciałby tutaj teraz być bardziej niż z nią.

- Yhym. - Odetchnął i przesunął kciukiem po dolnej wardze, rozgrzanej nawet mimo tego, jak skóra Victorii była zimna. Jeśli rzeczywiście miał myśleć czyimś więcej niż przyrodzeniem to zwyczajnie potrzebował tej chwili dystansu, żeby pożądanie spłynęło po jego ciele i niekoniecznie rosło w górę od przypadkowych dotyków i muśnięć. W przypadku mężczyzn to nie było aż tak proste jak u kobiet poradzenie sobie z tym tematem. - Wziąłem Nox, żeby posłać list w razie czego, ale lepiej będzie, jak sam na moment wrócę, żeby ich powiadomić. - Rozejrzał się za tym paskudnym ptakiem, który często go słuchał. I często go też nie słuchał, czego wielokrotnie Victoria mogła być świadkiem. Cain po prostu nie miał ręki do zwierząt. Na szczęście miał całe morze cierpliwości... które wcale nie pokazywało się przed chwilą, kiedy miał ochotę sprawdzić, jak dobrze ich ciała by do siebie pasowały.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
09.04.2024, 22:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 22:14 przez Victoria Lestrange.)  

Lubiła noc. Świat wydawał się wtedy cichszy, spokojniejszy, mniej osób zawracało dupę, bo jednak większość prowadziła dzienny tryb życia. Przywykła już też do tego, że z Saurielem spotykała się głównie wieczorami albo właśnie nocą – i może dlatego też tę noc tym bardziej lubiła? W świetle księżyca wiele rzeczy wyglądało inaczej; cienie układały się w inny sposób, kształty, światło, będąc słabszym, też inne rzeczy uwypuklało – jak ten błysk w ciemnych oczach Victorii. Albo w szarych, spokojnych Caina. Może to światło księżyca i gwiazd rozproszone na tafli jeziora… Wiatr delikatnie poruszał taflą wody, było tak… przyjemnie. Nie gorąco (choć nie mogła tego docenić), nie zimno. A może przyjemnie było dlatego, że on był obok? Victoria na ułamek sekundy zastanowiła się co się stanie, jeśli go zabraknie? Jeśli spuści go z oka choć na chwilę? Nie mogła go przecież stracić. Był jej, musiał być tu obok, musiał…

– A dużo ich miałeś? – zapytała niemal zaczepnie, rzucając mu dłuższe spojrzenie. Po prostu nie chciała… nie umiała oderwać od niego wzroku. Przynajmniej ręce i usta od siebie odkleili, to o tyle łatwiej było złapać myśli… O tyle łatwiej. Ona też potrzebowała tę chwilę dystansu, by nie zrobić czegoś głupiego. A może to była najmądrzejsza rzecz pod księżycem…? Może. Ale nie w tej sekundzie. Odetchnęła i przygryzła dolną wargę, tak pełną i kuszącą, ale to dlatego, że ciągle czuła widmo jego dotyku. – To może nie być dobry pomysł. Może i wygląda, jakby nic się tu nie działo, ale Bagshot faktycznie gdzieś zniknął. I ludzie znikali – czy się bała, że coś się stanie jeśli zostanie tutaj sama? Może trochę… Może coś się działo, gdy ludzie zostawali sami? Bagshot był sam, tamta kobieta utonęła sama, nastolatkę po Hogwarcie znaleziono samą… I to zawsze znajdywano ciała kobiet (aż dwa…). I były to jedyne ciała, jakie w ogóle mieli, zaś reszta ludzi po prostu zniknęła. Victoria trochę się jednak obawiała… – Myślałam, żeby zostawić im wiadomość w jego domku, gdzie będziemy szukać – aż taki był chętny do ewakuowania się stąd? Czy nie spodobało mu się to, że go zatrzymała przed czymś więcej niż pocałunkami?

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#15
11.04.2024, 17:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 22:15 przez Cain Bletchley.)  

- Nie. Na szczęście nie tak wielu. - Drgnęły mu kąciki ust w uśmiechu, bo myśli same dokończyły, że nawet jakby miał wielu, to przecież tylko jedną taką jak ona. Drugiej takiej mógł szukać tak samo jak historyka w tym lesie ze świecą. Nie miał ani dużo partnerów w pracy, a w życiu miłosnym? Jeden to i tak było za dużo. Kiedyś, bardziej za czasów Hogwartu, próbował swoich sił w romansach, ale poległ. Teraz już nic nie kusiło go do tego, żeby za miłostkami gonić, szczególnie, że jego uzależnienie emocjonalne było już utkwione. Nie kusiło do dziś. Do punktu, w którym światło księżycowe prześlizgnęło się między ciemnymi kosmykami włosów Victorii Lestrange, a jej usta wygięły do ułożenia pierwszych słów, jakie miodem spłynęły na jego ciało. Głos tak słodki, że mógł go tylko porównać do miodu. Tego, który nakładasz na spierzchnięte usta, żeby je uleczył w ułamku chwili. Uleczyłby je nawet bardziej, gdybyś nie miał ochoty ciągle go zlizywać, podskubywać, kosztować.

- Co ma nie być dobrym pomysłem? Powiadomienie aurorów? - Spojrzał na nią na moment, ale zaraz przeniósł wzrok na okolicę, poprawiając swój mundur do końca. - Sowy za długo lecą. - Biorąc pod uwagę, co się tutaj działo, to długi lot nie był tutaj pożądany. Na razie jednak nie było nawet czego zgłaszać i nad czym panikować, bo nawet jeśli ludzie znikali - znikali na przestrzeni lat i nie brzmiało to tak, jakby znikali tutaj zdolni czarodzieje, którzy poradziliby sobie z każdym niebezpieczeństwem. A takim czarodziejem właśnie była Victoria. - Boisz się? - Nie zapytał o to z żartem na ustach, tylko całkiem poważnie, łagodnie, kiedy wyciągnął do niej zapraszająco dłoń, żeby ją ująć. - To wrócimy razem. I potem wrócimy tutaj, jeśli będzie taka potrzeba. Co ty na to? - A przy okazji zbiorą, chociażby, więcej informacji na temat tych zaginięć, morderstw, można przepytać mugoli, którzy w tym czasie byli obecni, albo poszukać ich zeznań w miejscowej policji. Możliwości było naprawdę dużo. Błąkanie się po nocy za historykiem? Tak, mogli kawałek wejść w las, ale przy takim oświetleniu i tak niczego nie było widać, więc wędrowanie po nim przez resztę nocy nie było zbyt bezpieczne.

Przytulił Victorię i ucałował ją w czoło, żeby dodać jej otuchy i pewności siebie, bo przecież nie było się czego obawiać, prawda? Przynajmniej na razie nie było.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
11.04.2024, 22:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 22:17 przez Victoria Lestrange.)  

Właściwie, to jej pytanie można było i należało rozumieć dwuznacznie – bo też trochę z taką intencją je zadała, jak tak taka kokietka, która właśnie bajerowała upatrzonego mężczyznę. Nie był jednak upatrzony – był jej objawieniem. Jakieś łuski musiały jej spaść z powiek, że dzisiaj, tutaj, nad jeziorem Windermere, w końcu dostrzegła to, co jawiło się oczywistością: że Cain był kimś, kto powinien dopełniać jej życie, jej obecność. Nie było istotne ilu miał partnerów w pracy, ani… poza pracą – bo byli tu i teraz, i nic więcej oprócz nich razem się nie liczyło. Nie – ale Victoria chciała, by to wszystko miało znaczenie, dlatego chciała tę pracę, zadanie, jakie otrzymali, doprowadzić do końca, albo przynajmniej do takiego miejsca, w którym sprawa się wyjaśnia. Ale widmo jego dotyku na szyi, na biodrach, na ustach – och, to było coś niesamowitego; nie było w tym delikatności, tylko jakaś dzikość, o którą by wcześniej spokojnego Bletchleya nie podejrzewała. Ale to było dobre, idealne – tak jak on był idealny. I chciało się więcej, była pewna, że mógłby uleczyć jej instynkt samozachowawczy z braków, ale też i ciało z zimna oraz serce ze zrywów do kogoś innego. Tak, Cain Bletchley był jej lekarstwem na całe zło jej własnego świata – bo on nie był złem, a dzisiaj stał się światem; wszystkim.

– Stracimy czas na teleportację – może już stracili czas… ale nie potrafiła tak pomyśleć. Bo co, bo byli tutaj razem i badali nowe odkrycie? Cain był dla niej jakimś nienazwanym zjawiskiem i za nic świecie nie mogła znieść myśli, że miałaby go stracić choć na minutę, albo na pięć. Kilka sekund to było już za długo. – Wysłali nas tutaj do Bagshota i żeby poradzić sobie z żywymi trupami, zająć się sprawą. Powrót teraz do biura to strata czasu, bo nawet nic nie mamy – tak dosłownie nic. Mieli tyle, że Owen owszem zatrzymał się w ośrodku i… gdzieś przepadł. To było wszystko. Nie sprawdzili nawet żadnych tropów, śladów – niczego. A praca nocą… Cóż. Victoria do takiej już przywykła. Kiedy wraz z Brenną czaiły się na czaroksieżnika na dachu, też była noc… – Jedyne osoby, które znaleziono martwe, to kobiety, nie mężczyźni – była pewna, że Cain sam to już zauważył i rozpracował – jeśli nie tablicą z niteczkami, to w głowie, bo przecież miał taki piękny umysł… Niezdolny do zapominania, przytłaczający go, ale wiedziała doskonale, że to miało również swoje plusy i błyszczał właśnie w takich momentach. Victoria nie obawiała się inferiusów, nie tego, co mogła widzieć przed oczami i wypalić w to różdżką. Bała się chyba tego, co było… nieznane. – Jeśli Bagshot zobaczył tu żywe trupy, to dlaczego było tak mało zaginięć? Ktoś je dopiero… stworzył? Jeśli tak, to tak czy siak mamy do czynienia z czarnoksiężnikiem i czas gra na naszą niekorzyść – zaczęła wymieniać, kiedy już wyciągnęła dłoń do Caina, nie mogła się wszak powstrzymać, gdy tak ją zachęcał swoim gestem. Objęła jego palce swoimi, chłodnymi, bardzo chłodnymi… – Jeśli żywe trupy są tu od dawna to ktoś i tak musi je kontrolować. Ale zniknięć i wypadków przy ich obecności i tak było wyjątkowo mało… Coś tutaj… Coś tutaj śmierdzi – i nie była to ani ona, ani Cain. To ta sytuacja jej się nie kalkulowała.

Uśmiechnęła się pod nosem, przygarnięta i ucałowana; sama na moment przytuliła się do Caina. Jego obecność i dotyk dodawały otuchy, tak. Odwagi – również.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#17
12.04.2024, 23:59  ✶  

Podejście do niej, przytulenie, pogładzenie po głowie i zapewnienie, że wszystko będzie dobrze - tylko tak mógł zachować trzeźwość umysłu w tej chwili, prawda? Tak jak chętnie by z nią trochę pożartował, trochę się podrażnił, tak nie chciał jej martwić, a widział, że się przejęła. Nie była do tego potrzebna magia i nie potrzebował do tego zaglądania do koloru aury. Nie szkodzi, że dobrze jej nie znał - poznał ją wystarczająco, żeby niektóre mankamenty (zdecydowanie nie wszystkie!) wyłapywać. Bardziej było to zaklęte w sposobie, w jaki mówiła i uwagach, jakie robiła niż w samej mimice twarzy. Victoria była naprawdę dobra w nie ujawnianiu swoich emocji. Świetnie sobie radziła również z zadaniem, jakim było zwracanie uwagi na samo ich kontrolowanie. Nie poddawała się w swoich akcjach emocjom. Dlatego podszedł do niej, przytulił, pogładził - znów. Mógłby to robić cały czas. Mógłby ją mieć przy sobie, bo posiadanie kogoś takiego blisko, mając jego dotyk za kotwicę świata, było dobre, prawidłowe, wyczekiwane. Tylko że naprawdę musieli się tutaj zająć czekającym śledztwem czy im się podobało czy nie. Chodzenie ciągle z kimś za rękę wcale tego nie ułatwiało - tego śledztwa, to się znaczy. Bo na pewno poprawiłoby jej samopoczucie, był tego więcej, niż pewien. Zasługiwała na to, żeby zobaczyć w sobie samej prawdziwą kobietę, żeby być wypełnioną pożądaniem, ciepłem. Nie wiedział, co dokładnie stało się między nią a jej narzeczonym, ale takie sprawy rzadko kiedy bywały proste, nawet jeśli zerwanie zaręczyn czasem było dla niektórych nagrodą, a nie karą. Dla niej się takowym nie wydawało.

- Nie martw się. Myślałem o teleportacji wyłącznie w chwili, jeśli czegoś się dowiemy. - Wiedział, gdzie to krążyło i dlaczego, niepotrzebnie właściwie to pociągnął, jego odpowiedzi były trochę głupkowate. Miał nadzieję, że nie miała mu tego za złe i że jej niepotrzebnie tym bardziej nie zdenerwował, bo tak patrząc na nią... chyba tak. Nie dziwił się. Przecież też byłby zdenerwowany myślą, że miałby ją stracić i narazić przy tym na jakąś jedną wielką niewiadomą tutaj. - Gwarantuję, że się myłem. - Pogładził ją uspakajająco po plecach, z uśmiechem - mówił ciepłym głosem, spokojnym, pogodnym wręcz. Takim jak zwykle, kiedy nawet gawędzili sobie w biurze. Tak jakby naprawdę nic się nie stało, a oni tutaj nie byli w potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. - Poradzimy sobie, jesteś w końcu parą idealną. Warunkiem wygranej będzie co najwyżej kubek kawy. - Chciał ją trochę rozbawić, żeby ją nieco rozluźnić, żeby się tak nie denerwowała. Dopiero mieli rozejrzeć się w poszukiwaniu, co się tutaj dzieje. Więc tak, żartował. Szczególnie, że natręctwo w postaci konieczności regularnego mycia chociażby dłoni nie pozostawiało wątpliwości, że mógł, hehe, zapomnieć o wielu rzeczach, ale na pewno nie o kąpieli. Klepnął Victorię w pośladek, tak lekko. - No dawaj, Tori. Proszę się popisać przed nowym partnerem zdolnościami śledczymi.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
13.04.2024, 22:26  ✶  

Do tej pory, do tego dnia, Cain trzymał dystans, nie spoufalał się zanadto, chociaż zdarzało mu się ją dotknąć. Dotyk ten nigdy nie był jednak dlugi, ani tym bardziej czuły – w przeciwieństwie do dzisiaj. Cain miał rację, że to pomagało. Uspokajało ją, bo te myśli, że miałby zniknąć, nawet jeśli tylko na kilka minut, wyciszały się pod jego dotykiem, będącym jak zapewnienie, że jest tutaj i donikąd się nie wybiera. Nie chciałaby tu być z nikim innym, tylko z nim. Odetchnęła cicho, z ulgą. Tak, na pewno poprawiłoby jej samopoczucie, gdyby byli tu nierozłączni, gdyby ciągle mogła go dotykać i czuć dzięki temu, że jest obok – ale byli w pracy i utrudniałoby to zadanie. Do dzisiaj nie sądziła, że Caina w ogóle obchodziła jakoś bardzo, że zauważył ile rzeczy zwaliło się na jej głowę w jednym czasie i jak bardzo musiała być tym przygnieciona; że pakowała się w jakieś ryzykowne akcje, jakby nic więcej nie miało już większego znaczenia, bo nie miała już nic do stracenia. Ale Cain przecież to wszystko dostrzegał. Był doskonałym obserwatorem, któremu nic nie umykało, nawet te drobne sygnały, małe przekazy, tiki… Był idealny, bo mógł się cofnąć do wspomnienia i przeanalizować je z każdej strony gdy tylko chciał – pamięć absolutna w takich przypadkach była nieodzownym atutem, bo nawet jeśli cos ci umknęło w danej chwili, to mogłeś zwrócić na to uwagę za moment. Bletchley nigdy by jednak nie użył tego wszystkiego przeciwko niej, prawda? Wiedziała, że może mu ufać swym życiem, tak jak on mógł ufać jej. Nic innego nie miało teraz znaczenia, bo on był obok. Żadne smutki, żadne żale, żaden ból czy strach – on był teraz całym jej światem, idealnym dopełnieniem. Razem ze wszystkim sobie na pewno poradzą.

– Och. Dobrze, dobrze – mruknęła i kiwnęła głową. Głupia – sądziła, że on już teraz chciał się stąd ewakuować, gdy absolutnie nic nie mieli. Jak mogła w niego wątpić? Przecież te oczy, ten uśmiech – nie zwiódłby jej. Nigdy by jej nie zostawił. – Wiem, czuję – wiedziała, że się mył. Na ich biurkach panował chyba największy porządek w biurze aurorów, Cain nie przychodził uflejony do pracy, ręce mył często – przez te trzy miesiące zdążyła takie rzeczy zauważyć. Tak jak on zauważał takie względem niej. I tak,  wiedziała, że powiedział to dla rozładowania napięcia i że to był tylko żarcik, ale ona postanowiła na tę figurę retoryczną odpowiedzieć w swoim stylu. – Muffinka – burknęła do tego, dorzucając warunki wygranej. Co prawda nie wiedziała o wygraną w czym właściwie chodzi, ale nie miało to większego znaczenia. – Nowym partnerem? Z przyjemnością znoszę cię od trzech miesięcy – lubiła te leciutkie pogaduszki przy poważnej pracy, tak jak teraz, gdy Cain ewidentnie próbował poprawić jej humor, skoro już trafili w środku nocy i grubo ponad swoją zmianę, na jakieś wypizdowo górne. Gdy ten klepnął ją w tyłek, ona wyciągnęła ręce do tyłu, chcąc go pochwycić i tym razem to ona go pociągnęła za sobą, samej się nie zatrzymując. Jak dzieci, naprawdę… Może powinna się na to oburzyć, ale nie, bo to był on. – Proponuję… Cofnąć się do jego domku i popatrzeć który kawałek lasu stamtąd widać. I zacząć szukać właśnie tam. Skoro widział trupy na skraju lasu… Znaczy nie wiem, czy widział je ze swojego domku, ale jakiś punkt wyjścia musimy mieć – tak prędko go puścić jednak nie zamierzała.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#19
14.04.2024, 13:48  ✶  

Miał obowiązek o nią zadbać, dlatego nie zamierzał się nigdzie wybierać, jeśli nie było potrzeby. Mógł nie odczuwać presji zagrożenia tego miejsca, ale jednocześnie nie zamierzał ryzykować. Harper nie miała się już najlepiej, na głowę jej siadało od czasu tego Beltane. Nie tylko jej. Za to ona dowodziła tym całym grajdołkiem i była odpowiedzialna za zbyt ważne rzeczy, żeby machnąć na to zupełnie ręką. W czyjej gestii było dbanie o Harper i troszczenie się o to, żeby jej psychika była na odpowiednim miejscu?

- Oooj... będę musiał sprawdzić Gringotta, nie wiem, czy mi wystarczy drobnych. - Uśmiechnął się pod nosem, zerkając na Victorię, która pociągnęła go z powrotem do domu, który był wynajmowany przez poszukiwanego. Zdaje się, że naprawdę już poszukiwanego. Czemu aż tak nie potrafił się przejąć tym wszystkim? Idąc drogą, pod którą chrzęściły kamyki i czując zimno dłoni Victorii odnajdywał w tym ukojenie, tak, ale też niepoprawność. Kiedy się tutaj pojawili poczuł na swojej skórze pustkę tego miejsca, która została nagle wypełniona czymś innym. Kimś innym. Na czystą logikę powinien od razu przyjąć, że coś z tym było nie tak - oczywiście nie z Victorią, bo ideały jednak istniały na tym świecie - z tym odbiorem otoczenia. Biorąc pod uwagę, że była oklumentką, której ściany nie chciał zadrapywać i przed którą niekoniecznie chciał... chociaż moment, dlaczego nie? Przecież pracował z nią tyle miesięcy, mógł na nią liczyć w każdym momencie, to czemu nigdy dotąd jej tego nie powiedział? - Tylko tak mówisz, żeby było mi miło. Albo nie chcesz stracić złotej karty klienta na te muffinki. - Uśmiechnął się szerzej, obniżając swoją różdżkę, żeby wsunąć ją z powrotem do kieszeni. Chciałoby się rzucić parę zaklęć takich czy innych, jak chociażby możliwość większego rozjaśnienia terenu, ale to nie był dobry pomysł. Wydawało się, że ośrodek śpi, ale chociaż wykasowanie pamięci jednego czy drugiego człowieka nie stanowiło problemu to już przypadkowy świadek, który akurat by przechodził z sypialni do kibla? Tak, to się niestety zdarza. Wystarczy, że Victoria im oświetlała drogę, nie było potrzeby na razie na większe czary. - Jeśli uciekł z domku, bo zobaczył żywe trupy to pobiegł za nimi, ponieważ się oddalały i nie chciał ich stracić z oczu czy wystraszył się tak bardzo, że zaczął biec w przeciwnym kierunku? - Albo stało się jeszcze coś innego. Na przykład ktoś złapał go zaklęciem albo wahadałkiem. Cain czasami tak robił, więc czemu ktoś miałby inaczej?

Zatrzymali się już przy domku, albo raczej niedaleko niego. Tak, żeby nie zadeptać śladów, bo jeśli ludzie kręciliby się w tę i z powrotem... LUDZIE. Oczywiście, jeśli wysyłali tutaj brygadzistów to oczywiście, że tak, bo większość z nich to była debile, którzy latali za źle zaparkowanymi miotłami czy abraksanami. Rozejrzał się po ziemi, a zaraz po tym podniósł wzrok na las na dłuższy moment, przypatrując się, czy żaden fałszywy blask nie przeplata się między mrokiem drzew.

- Wiem, że jesteś oklumentką i nie chcę naruszać twojej przestrzeni osobistej, ale czy zrobiłabyś coś dla mnie? - Odwrócił się w stronę Victorii. - Zdejmiesz na chwilę tarczę? Jestem aurowidzem. Chciałbym się upewnić, że żadna magia na nas tutaj nie wpływa. - Hm, cos było nie tak z samym faktem, że z jednej strony nie chciał tego mówić, a z drugiej nie rozumiał, dlaczego. Tak jak coś bardzo nie tak było w samej nagłej zmianie, kiedy tu przybyli. To były ICH myśli? ICH gesty? Tak, musiały być, po prostu nie rozumiał dotąd tego tak dobrze, jak zrozumiał tu.


Rzut na aurowidzenie (na Victorię też, jeśli się zgodzi)
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#20
14.04.2024, 14:48  ✶  
Sekunda, może jeszcze dwie, gdy Cain widział świat takim, jakim widzieli go inni a potem jego talent rozbłysnął. Zniknęła spokojna noc. Czarne kontury drzew ustąpiły pod naporem pulsującej energii. Domek Letniskowy, który wynajął Owen Bagshot również nim pulsował.
Wszystko w najbliższym otoczeniu Bletchleya było pochłonięte tą jedną, bezpieczną barwą. Fiolet drgał lekko, niemal jakby oddychał, otulał jak kołdrą, owijał się miękko wokół trawy, drzew, domków letniskowych. Victoria też była nim owinięta i gdy Cain spojrzał na swoją rękę odkrył, że fiolet i jego sięgnął. Byli bezpieczni.
Ale fiolet nie był jedyną barwą, którą auror dostrzegł. Nieco wyżej, unosiły się smugi czerni. Były cienkie, wyglądały na słabe i marne. Przypominały trochę gałązki młodych, ale już uschniętych z braku wody drzew. Czerń sprawiała wrażenie bezładnej, niemal poddającej się fioletowi, jakby udawała niegroźną i łatwą do pokonania, albo jakby kapitulowała po niedawnej porażce.
Obie barwy pulsowały w tym samym leniwym tempie, niby się nie stykały, ale ciągle toczyły niewidzialną walkę. Tu, gdzie stali Cain i Victoria, zwyciężył fiolet, ale być może, były miejsca, gdzie panowała czerń.
Dźwięk łamanej gałązki przywrócił Caina do rzeczywistości.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (5583), Norvel Twonk (180), Pan Losu (124), Victoria Lestrange (5321)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa