Wśród zawrotów tego, co się powinno, a czego się nie powinno, znalazło się to małe okienko na przecież jest czas. Nie mogli dojść do historyka, ale za to ona mogła dojść - to takie proste. To byłoby dziwne doznanie, bardzo dziwne, z jej zimnem, z atmosferą tego miejsca, z tym, że pragnienie jej dotyku wezbrało tak nagle, a on stanął na prostej drodze prawdy objawionej, że przecież jedyną możliwością, żeby wygrać z pokusą to jej ulec. To wszystko nie było odstręczające - to było nakręcające i podniecające.
Mimo to jego dotyk zwolnił, zwolniła też wędrówka jego ust. Każde dotknięcie jej zimnego ciała przeszywało chłodem podobnemu do tego, którego doznajesz przyciskając kawałek lodu przez ściereczkę do obitego miejsca. Chcesz, żeby zmniejszył się siniak, albo nie wyszedł ci guz na głowie. Cain teraz nie chciał, żeby noszenie spodni stało się mniej komfortowe niż powinno, chociaż ta sytuacja prowadziła do sytuacji proporcjonalnie odwrotnej. Mimo to trochę się odsunął. Przestał muskać jej skórę ustami. Zaciskać (zbyt mocno) dłonie na jej biodrach. Rozluźnił mięśnie, nie pozwalając im na gwałtowność i dalsze ruchy. Uczucie jak uczucie - przecież było bardzo wiele rozsądnych myśli, które powinny pokusę zwalczyć. Victoria pierwsza po to sięgnęła.
- Szukać zaginionego w środku lasu ciemną nocą? - Albo może po ośrodku? Użył w zdaniu określenia miejsca lasu, bo brzmiał on o wiele mniej zachęcająco do podjęcia prób poszukiwania niż wędrowanie między domkami. Człowiek, który zgłaszał taki eksces, że z jakiegoś powodu poderwano aurorów i brygadzistów musiał jednak mieć jakiś posłuch. Jakikolwiek. Albo to już Ministerstwo reagowało z przewrażliwieniem na każdą oznakę trupów i czarnej magii. Co wcale nie było złe, dopóki nie pojawiały się głupie wezwania czy żarty - a tych niestety nie brakowało. - Tylko z tobą. - Odsunął się od Victorii, oddając jej cenną przestrzeń z tym specyficznym uśmiechem, który tak często gościł mu na ustach wyrażającym sympatię. Teraz nawet głębszą sympatię. I niezwykle prawdziwą. Odsunął się kolejne dwa kroki i rozluźnił nieco krawat koszuli. Przesunął wzrokiem dookoła, bardziej po to, aby oderwać oczy od niej - niezwykle pięknej kobiety, która tak gładko poddawała się jego dłoniom. Rozejrzał się za Nox, która powinna krążyć gdzieś w okolicy, ale chwilowo jej nie widział nigdzie. Może przysiadła na jakimś dachu - nieszczególnie się o nią martwił. W razie czego wiedziała, jak trafić do domu. - To w którą stronę, pani śledzcza?