• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [noc 9-10.08.1972] Szaleństwo Windermere. Gdzie jest Owen Bagshot? | Cain & Victoria

[noc 9-10.08.1972] Szaleństwo Windermere. Gdzie jest Owen Bagshot? | Cain & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#21
14.04.2024, 15:19  ✶  

Czy rzeczywiście miał taki obowiązek? Victoria nigdy nie czuła, by ktokolwiek miał obowiązek o nią dbać (może prócz rodziców do któregoś momentu, ale… lepiej zostawmy ten temat na boku). Już dawno nie była małą dziewczynką, potrafiła i przede wszystkim mogła o sobie decydować. Jasne, byli partnerami, mieli pilnować swoich pleców – ale tak jak on pilnował ją, tak ona pilnowała jego… zazwyczaj. Zazwyczaj to jest: gdy mogli, a nie jak te kilka tygodni temu, gdy zostali przydzieleni do dwóch różnych spraw, a dla Caina skończyło się to tak źle… Ale mogła zadbać o niego już wtedy, gdy leżał w szpitalu, bo go przecież odwiedzała, zajmując mu czas swoją osobą. Przyniosła mu aktualne gazety do poczytania, jakieś książki… A jeśli tylko pieniądze były jakąś przeszkodą, to ta mogła sobie magicznie zniknąć.

– Chyba nie jestem aż tak droga w obsłudze – słodkości i kawa, względnie herbata – więcej jej do szczęścia nie było potrzebne… Może prócz kocich łaputek, ale tych nie miała jak uświadczyć w pracy. Cainowi jednak bardzo szybko przyszło obłaskawić Victorię, bo gdy zaczęli ze sobą pracować, a ona była taka słaba i jeszcze nie do końca doszła do siebie po wydarzeniach Beltane, to przynosił jej te napoje i kanapki albo muffinki i… jakoś to się kręciło. Też to, że Lestrange nie była szczególnie humorzasta, nie zostawiała za sobą bałaganu i nie nadawała cały czas jak nakręcona zabawka, i sama nie koniecznie lubiła, jeśli jej się ciągle przeszkadzało i nie pozwalało pracować… Dogadali się i przyszło to całkowicie naturalnie. – Teraz mówi przez ciebie twój wewnętrzny gryfon na widok ślizgona – odgryzła mu się, ale to wszystko to był przecież żart… Bo ona też mu przynosiła muffinki i kawę. – Jeśli się przestraszył i pobiegł w przeciwną stronę, to niechybnie wpadł do jeziora – odpowiedziała nieco chmurnie, bo to nie był dobry wniosek. – Tę kobietę… Tarę… wyłowili z jeziora – może też coś zobaczyła i wbiegła do jeziora…? Oczywiście względem Bagshota to były tylko przypuszczenia poparte absolutnie niczym, mogli jedynie obserwować otoczenie i wysnuwać swoje hipotezy. Może jakaś okaże się prawdziwa, ale póki co to były tylko ślepe strzały.

Zatrzymali się i zaczęli się rozglądać. Victoria starała się ocenić co dokładnie mogło się stać, jak daleko stąd jest do lasu i co dokładnie stamtąd widać, o ile cokolwiek, dość niechętnie spojrzała też w kierunku jeziora, coraz bardziej biorąc pod uwagę tę drugą opcję, powiedzianą przez Caina trochę chyba w żarcie… że może przerażony pobiegł w drugą stronę… Ale najpierw poinformował Ministerstwo. Ale te rozmyślania zostały przerwane przez spokojny głos Caina. Zaskoczył ją, oczywiście, że tak. Victoria nie miała pojęcia, że Cain jest aurowidzem, nigdy nie otarł się o jej bariery, nawet nie próbował, a poczułaby to na pewno, nigdy jej tez nie mówił, więc teraz patrzyła na niego zaskoczona. Ale dlaczego miałaby tego dla niego nie zrobić? To znaczy oklumentką została nie dla zabawy, ale żeby chronić swoją prywatność przed wszystkimi, jednak… Cain. Ufała mu, wiedziała, że musi się go trzymać, był wszystkim, więc dlaczego miałaby mu tego odmówić? Zamrugała kilka razy, ale zaraz jej twarz się rozpogodziła delikatnie, a usta lekko uśmiechnęły.

– Oczywiście – nie miała przed nim nic do ukrycia. I Cain mógł zobaczyć jak wokół niej rozlewa się przyjemnie ciepła, żółta aura – jak światło, słońce, a była przecież Zimna jak trup. – Widzisz coś ciekawego? – wyszeptała, bojąc się mu przeszkodzić i wybić go z koncentracji.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#22
14.04.2024, 23:06  ✶  

Do dziecka Victorii było tak samo daleko, jak niemowlęciu do bycia dorosłym. Dwa przeciwstawne bieguny. Victoria była za mądra, zbyt sprytna, potrafiła sobie poradzić w przeróżnych sytuacjach i w dodatku sposób, w jaki ruszała głową (ten fizyczny i ten mentalny!) nieustannie mu imponował i przede wszystkim - podobał mu się. W powściągliwości emocjonalnej i kryciu się za maską była równie skuteczna co wiecznie nadęty auror siedzący w ich biurze z rodziny Rookwoodów - rodziny, na którą jego oczy były skierowane ze względu na parę podszeptów, jakie usłyszał na swoje uszko od strony Brenny. Teraz to wydawało się wszystko bardzo daleko za ich plecami, teraz byli w mrocznym lesie, z brakiem dostępu do być może istotnych danych przez dziwny rozkaz Harper. Kazać iść gdzieś aurorom, ale stawiać brygadzistę na straży. Równie dobrze mogli kazać sprzątaczce stanąć na straży banku Gringotta, bo akurat się nawinęła. Nie zamierzał robić sobie tutaj problemów, bo były osoby, które lepiej mogły wykorzystać zdolności do badania akurat tamtego miejsca - dlatego był w stanie to zaakceptować bez mrugnięcia okiem. To sceptycyzm czasami poddawał w wątpliwość bardzo wiele rzeczy. I czasem ta możliwość cofnięcia się do niektórych spraw i ich sprawdzenia potrafiła przynieść sporo negatywu, jeśli tylko za mocno grzebałeś w przeszłości. Wykorzystywał to, jak mógł, ale to nie był dar. To była klątwa.

To przyszło naturalnie, bo przyszło przede wszystkim z dobrym klikiem od samego startu. Nawet jeśli Cain jej nie ufał, bo jak miał ufać komuś, kto był obudowany oklumencją? Nie ufał ludziom, których znał po pięć lat, a których potrafił odczytać, więc jak miałby w pełni ufać jej? Pokazywała sobą jednak same dobre cechy. Teraz nawet nie mógłby pomyśleć, że znalazłby tam najmniejszy negatyw! Chodziło o te cechy, które sprawiały, że zgrywali się dobrze. Nie było konfliktów zazwyczaj na tle tego, co zrobić, albo jak zrobić, nie było problemów, żeby każdy zajął się swoją robotą, żeby siedzieli w całkowitej ciszy i żeby nie brzdąkało radio, bo Cain zaczynał dostawać pierdolca, nie było kłopotów, żeby wszystko w pracy było na tym samym monotonnym miejscu i nie było wokół kolorów i dziwnych świecidełek, bo były rozpraszające, a tym bardziej, kiedy się przesuwały. Z niczym właściwie nie mieli problemów. Największy był tylko wtedy, kiedy wybuch posłał go do szpitala. I tutaj nawet nikt nie był winien. Bo Cain lubił chodzić sam. Lubił działać sam. Był do tego przyzwyczajony, głównie dlatego też odszedł od Atreusa, więc w sumie to czy nie był sobie samemu winien? Skoro został posłany z nim - powinien też z nim pójść.

- Stereotypy i ocenianie powierzchowne - to właśnie ja. - Wyciągnął wyżej kąciki ust na momencik. Taak, czasy szkolne i ten nie lubił tamtego domu, tamten tamtego. Śmieszne z perspektywy czasu, wtedy trochę mniej. Tylko dlatego, że byłeś Gryfonem, musiałeś się pilnować, żeby nie wpaść w ręce Ślizgonów i na odwrót. Nie było reguły, która nie miała wyjątków i mnóstwo dzieciaków przeplatało się pomiędzy stołami, ale ta zażyłość zielonych i czerwonych była wręcz legendarna w Hogwarcie. Cain do tej pory miał problemy żeby zauważyć dlaczego. Głównie uważał, że był to problem krwi. Czystokrwiści byli w większości wychowywani w specyficznych warunkach, hermetycznie, a to przekładało się na podejście do Gryfonów, którzy w większości byli bardziej otwarci i nie bali się pyskować do takich dzieci czystej krwi. To było bardzo spłycone ujęcie bardzo głębokiego problemu, który w dodatku był strasznie złożony.

Potem już w zasadzie nie było żadnych słów, a chociaż Victorię słyszał to nie był w stanie odpowiedzieć. Napiął się cały z uczucia bólu - stalowego gwoździa, który wbił się w jego głowę od naporu barw, jakie wirowały wokół. Tak, wokół Ciepła i przyjemna aura Victorii przecięta dziwną linią tego miejsca jawiła się wręcz jak ostoja i haczyk, który chcesz złapać, żeby się utrzymać na powierzchni. Zrobił dwa kroki wstecz. Pękła gałązka, a on zamknął oczy i poszukał podparcia czegokolwiek, co pomogłoby mu utrzymać ciężar ciała za sobą. Nic takiego nie znalazł. Poleciał na drogę, upadł na tyłek i zacisnął powieki, podpierając czoło na dłoni. Kolory wokół ludzi to jedno. Aury płonące wokół miejsc to... zupełnie inny poziom doświadczenia, do którego nie był przyzwyczajony.

- Całe to miejsce pochłania fioletowa aura, która ociera się o czerń. - Ślad czarnej magii jego osobistym zdaniem. Rozchylił powieki, ale nawet kiedy to zrobił to kolory wcale nie znikały. - Ta aura na nas osiadła. Nie wiem jak, ale coś zmieniła. - Coś... Cain zamknął oczy znowu, czując, że jego umysł przestaje go słuchać w ukłuciach bólu, kiedy on chciał przestać, ale uwolnienie się od samego siebie czasami było najbardziej problematycznym elementem życia. - Tylko... tyle... nic więcej nie widziałem. - Spróbował się podnieść.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
14.04.2024, 23:29  ✶  

Akurat Victoria i w czasach szkolnych te stereotypy łamała – zadawała się w końcu z Brenną. Pannę Longbottom znała właściwie całe swoje życie, już jako małe dzieci trzymały się i bawiły się razem, broiły, biegały, skakały… Ta przyjaźń utrzymała się również w szkole i to pomimo tego, że zostały przydzielone do przeciwnych sobie domów. Ale czy były takie przeciwne? Podobno Gryffindor i Slytherin byli najlepszymi przyjaciółmi, wiele wartości wyznawanych pomiędzy domami było zbliżonych. A jako prefektka, Victoria nie tolerowała, gdy koledzy z jej domu męczyli gryfonów… i wzajemnie. Była na tyle zasadnicza, że nikomu nawet do głowy nie przyszło fukać na nią, gdy pomiędzy nią a Cynthię przy ślizgońskim stole wciskała się Brenna, albo gdy sama szła usiąść przy gryfonach. A zresztą spróbowałby ktoś fuknąć… wtedy łatwo by zobaczył dlaczego ta panna została przydzielona właśnie do domu Salazara, a nie gdziekolwiek indziej. Nic jednak Cainowi już nie powiedziała, chociaż bardzo miała ochotę, to jednak nie był to czas ani odpowiednie miejsce na te przekomarzanki.

Kiedy brunet tak się skupiał i nie odpowiedział na jej pytanie – nie ponowiła go. Nie chciała go bardziej rozpraszać. Jedynie obserwowała go uważnie i przy okazji zerkała na boki, wypatrując… czegokolwiek. Ale nic się nie działo. Żadnych żywych trupów na horyzoncie, tak samo jak nie było nigdzie śladu po Owenie Bagshocie. Naprawdę miała nadzieję, że ten nie poszedł na dno jeziora… Jej uwagę przykuł ruch ze strony Bletchleya, krok w tył, trzask pękającej gałązki. Victoria znacznie poprawiła swoją kondycję przez ostatnich kilka miesięcy, ale to nie wystarczyło, by odpowiednio szybko zareagować i kiedy Cain szukał podparcia z tyłu i go nie znalazł upadając, ona wyciągała do niego jedną rękę, chcąc go złapać nawet za mundur – nie zdążyła. Cain upadł, a Victoria wręcz rzuciła się do przodu, w jednej ręce ciagle ściskając różdżkę, która oświetlała im otoczenie.

– Wszystko dobrze? – zapytała w pierwszej kolejności, ale Cain zaczął mówić, znaczyło więc, że nic się nie stało. – Fiolet, czerń? Wiesz, że niewiele mi to mówi – nie widziała aur. Jedyne co jej się kojarzyło to… – Podczas Beltane widziałam fioletowy dym z ogniska rytualnego, ale nie wiem dlaczego nikt poza mną tego nie widział – tak było. I chciała wtedy iść w ten ogień, widziała Śmierciożeców, kobietę, którą musiała chronić… Ale Ani Mavelle, ani Patrick tego nie widzieli, żadnego fioletowego dymu. – Ale ja nie jestem aurowidzem, to się nigdy wcześniej ani nigdy później nie powtórzyło – nadal szeptała. Aura coś zmieniła? Ale zmieniła co dokładnie? Victoria nie czuła się w żadnym razie inaczej niż powinna, uśmiechnęła się tylko do Caina przepraszająco i wyciągnęła do niego wolną rękę, by pomóc mu wstać. – W twoich słowach brzmi to tak, jakby to nie było normalne… tak? – upewniła się. – Chodź, sprawdzimy sam skraj tego cholernego lasu, ale czuję, że nic i tak nie znajdziemy. To jezioro nie daje mi spokoju jednak… – dodała po chwili.

Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#24
15.04.2024, 09:42  ✶  

Zaczęło się. Lata biegły i przeciekały przez palce, a on miewał coraz częściej z tym problemy. Od czasu wypadku w Belfaście były wręcz aż za mocno zogniskowane, a gdyby nie Lecznica Dusz może już by z tego nie wyszedł. Myśli za łatwo robiły nam fikołki i zaczynały przywoływać do głowy wspomnienia i obrazy, na które się zerkać nie chciało. Albo wpychały nas w ramiona beznadziejności doświadczeń dawnych lat, albo starały się zrugać za te lata przeżyte dzisiaj, tu i teraz. Jakkolwiek żyjesz - i czymkolwiek żyjesz - wszystko zawsze ograniczało się do bielma czaszki, w której byłeś zamknięty, której byłeś więźniem. Nie mogłeś wyjść, zostawić za sobą zamkniętych drzwi, żeby nic nie przenikało na zewnątrz, do tego ogrodu, na którym stawiałeś nogi. Nie było drzwi, nie było okien, nie było żadnych przejść. Aż w końcu czaszka zaczynała zamykać się nad głową i rzeczywistość zaczynała się kurczyć.

Mocniej zacisnął powieki i pochylił głowę w przód. Przycisnął czoło do swoich kolan, ale to nie bardzo pomagało. Mocno kurczyły się jego palce przyciśnięte do głowy - to też nie przynosiło ulgi. Prawie nic jej nie przynosiło, a niekontrolowane odruchy wywołujące ból stawały się łącznikiem tego świata za czaszką z realiami.

- Fiolet to... pozytywny... kolor... - Podpierając się drugą dłonią o ziemię wbił te palce w drogę, przeciągnął nimi po kamieniach i naciskał z całych sił. Oderwał na moment głowę od kolan, żeby uderzyć w te kolana czołem. Nie, ból nie mógł go przywrócić na odpowiednie miejsce, ale przynajmniej przelewał to, co się działo wewnątrz na zewnętrzny świat. Chociaż trochę to normował. Choć odrobinkę. Tak sobie mówił, że to pomaga, że lepiej jest znieść tego typu ból niż to, co działo się za tą bielą samodzielnie. Nie potrafił tego jednak uzasadnić. - N-nie jest... coś jest bardzo... ygh... - Zgięło go znowu mocniej, zaczął drżeć. Kolory tańczyły mdląco przed oczami i nie ważne, jak mocno zamykał powieki one wcale nie znikały. Pojawiało się ich więcej, tak jak więcej było ludzi, którzy nawet dawno się w jego życiu nie pojawili. Fiolet i czerń, złoto i fioletowe wstawki - nic realnego takiego jak czerwone nici, które pokazałyby prawdziwą miłość. Tu działo się coś więcej. Tkwiło tu coś więcej. - Fiolet walczy z czernią. Wypchnął ją. Chyba... chroni... - Chciał wypluć z siebie jak najwięcej wyjaśnień, zanim mówienie czegokolwiek stanie się niemożliwe, zanim zupełnie już straci kontakt, bo znał ten szybko zbliżający się moment aż za dobrze. Przycisnął się do boki Victorii, która go objęła i sam objął się ramionami, zamykając je jak najmocniej wokół siebie, Zginając kolana to je prostując, ryjąc butami w ziemi, chociaż wcale się nie poruszał i poruszyć nie chciał. Chciał za to powiedzieć jej, że tak, mogą iść, ale chyba nie da rady. Nie dał rady odpowiedzieć. Spazmy przechodziły jego ciało, kiedy zwijał się przy boku Victorii nie pozostawiając wątpliwości, że człowiek w takim stanie nie nadawał się do czegokolwiek. Z pewnością nie nadawał się do przebywania w miejscu tak potencjalnie niebezpiecznym jak to.

W końcu to przeszło. Minęło po długich minutach tkwienia na tej ziemi, z której nie był w stanie się nawet podnieść. Krople potu płynęły mu po czole, a zmęczony wzrok był dopełnieniem ciężko uniesionej głowy. Poradzę sobie. Chciał tu zostać, tak, poradzić sobie, bo nie raz i nie dwa już musiał. Nikt nikogo nie pytał jak się czuje kiedy przychodziło do wykonania swoich obowiązków, które miały wyższy priorytet niż samopoczucie jednostki. Wielki obraz - Cain tak na niego patrzył. Możesz poświęcić jedną osobę, jeśli uratujesz tym innych. Przy Victorii jednak nie było mowy na tego typu zagrania. Sama zadbała o to, żeby wrócił, szczególnie kiedy okazało się, że przez moment w ogóle się wyłączył, a potem jego umysł załączył, jakby w ogóle nie miał przerwy w działaniu. To tworzyło wtedy zagrożenie nie tylko dla niego - dla niej również. Broniłaby go własną piersią.


Koniec sesji


• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (5583), Norvel Twonk (180), Pan Losu (124), Victoria Lestrange (5321)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa