15.04.2024, 19:02 ✶
Samuel był dobrze wychowanym synem bardzo kulturalnych rodziców. "Szlag" było jedyną jego formą przeklinania, nawet w dużych emocjach nie sięgał po słowa, które mogłyby jakkolwiek skrzywdzić kogoś lub obrazić.
Ale w nim się gotowało teraz tak, że do głowy przychodziła cała plejada brzydkich słów.
Znowu ktoś go zmuszał do czegoś, na co nie miał ochoty. Znowu System wyciągał po niego ręce, a mężczyzna, który oceniał jego stan zdrowia z pewnością był niedouczonym bałwanem, który w ciągu swojego całego życia nie wyleczył ani jednej osoby. Wszystkie na pewno umarły już, albo umrą w najbliższej przyszłości. NIC co on zrobił nie mogło byc dobre i Samuel zdecydowanie nie chciał, aby on go dotykał. Aby mu pomagał. Aby psuł go jeszcze bardziej!
Nim Basilius zdążył zareagować, Samuel dotknął swojej różdżki, która leżała gdzieś w trawie, którą porzucił po tym jak położył się, aby umrzeć.
– Odwal... – powiedział dźwigając się na łokciu, ociężale, w zmęczeniu dniem, miesiącem, kwartałem, życiem...
– ... się.... – dodał dźwigając się na kolana i sięgając po moc. Gniew był natchnieniem, gniew był inspiracją, gniew i tęsknota za Knieją. Tam by mu nikt dupy nie zawracał, tam by pozwolili jego ścierwu gnić pośród wrzosów. Musiał wrócić. Ale najpierw..
Słowo "pan" przeszło w przerażający do cna ryk, który wędrował wprost do kręgosłupa wątłej ogolonej małpy. To był moment, gdy Samuel transmutował i zamiast umierajacego świra, Basilius miał przed sobą rozwścieczałego niedźwiedzia, który ryczał mu prosto w twarz eksponując dwa rzędy pięknych i zabójczych zębów
Ale w nim się gotowało teraz tak, że do głowy przychodziła cała plejada brzydkich słów.
Znowu ktoś go zmuszał do czegoś, na co nie miał ochoty. Znowu System wyciągał po niego ręce, a mężczyzna, który oceniał jego stan zdrowia z pewnością był niedouczonym bałwanem, który w ciągu swojego całego życia nie wyleczył ani jednej osoby. Wszystkie na pewno umarły już, albo umrą w najbliższej przyszłości. NIC co on zrobił nie mogło byc dobre i Samuel zdecydowanie nie chciał, aby on go dotykał. Aby mu pomagał. Aby psuł go jeszcze bardziej!
Nim Basilius zdążył zareagować, Samuel dotknął swojej różdżki, która leżała gdzieś w trawie, którą porzucił po tym jak położył się, aby umrzeć.
– Odwal... – powiedział dźwigając się na łokciu, ociężale, w zmęczeniu dniem, miesiącem, kwartałem, życiem...
– ... się.... – dodał dźwigając się na kolana i sięgając po moc. Gniew był natchnieniem, gniew był inspiracją, gniew i tęsknota za Knieją. Tam by mu nikt dupy nie zawracał, tam by pozwolili jego ścierwu gnić pośród wrzosów. Musiał wrócić. Ale najpierw..
Słowo "pan" przeszło w przerażający do cna ryk, który wędrował wprost do kręgosłupa wątłej ogolonej małpy. To był moment, gdy Samuel transmutował i zamiast umierajacego świra, Basilius miał przed sobą rozwścieczałego niedźwiedzia, który ryczał mu prosto w twarz eksponując dwa rzędy pięknych i zabójczych zębów