• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[13/08/1972] Zbrodnia przeciw wierze || sebastian & brenna

[13/08/1972] Zbrodnia przeciw wierze || sebastian & brenna
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#1
16.04.2024, 01:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:04 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

—13/08/1972—
Miejscu kultu kowenu, Wyspy Brytyjskie
Sebastian Macmillan & Brenna Longbottom



Poddajesz mnie coraz bardziej wymyślnym próbom, Matko, pomyślał z przekąsem Sebastian, siedząc w jednej z przednich ławek w kapliczce, wpatrując się w płonący na przodzie ogień. Zasięgniecie rady u panny Longbottom, miało być ostatecznością, a zamiast tego przekształciło się w podstawę jego planu. Nie podobało mu się to. Nie lubił się dzielić szczątkowymi wynikami badań, a teraz był zmuszony to zrobić.

Kaplica była pogrążona w ciemności. Odnowione okiennice zasłaniały nieliczne okna rozsiane po bokach głównej komnaty, nie wpuszczając do środka ostrych promieni światła słonecznego z zewnątrz. Gęsty mrok rozpraszało jedynie płonące złotym ogniem palenisku w miejscu, gdzie w mugolskich kaplicach znajdował się ołtarz oraz kilka świeczek unoszących się w powietrzu, jakieś dwa metry ponad głowami potencjalnych odwiedzających. Co jakiś czas świeczki podlatywały na przód, aby oświetlić obrazy z wizerunkiem Pani Księżyca przedstawionej w kilku stadiach.

Macmillan siedział w drugiej ławce od przodu, wsłuchując się we własny oddech i ciche odgłosy uśpionego budynku, funkcjonującego poniekąd w zupełnym oderwaniu od świata na zewnątrz. Głosy ludzi nie rozbrzmiewały w tym miejscu od miesięcy, a miejsce kultu przyjęło nowy język w formie skrzypienia drewna, zgrzytów kamieni i syku płomieni. Co jakiś czas egzorcysta wyłapywał gdzieś z tyłu szmery i popiskiwania; zapewne jakieś myszy zadomowiły się w tym miejscu.

Cóż, nawet one były dziełem Stworzycielki, kim więc był, aby pozbawiać je schronienia, biorąc pod uwagę, że jesień zbliżała się wielkimi krokami, a niewykluczone, że i zima nadejdzie wyjątkowo wcześnie w tym roku? Sebastian poczuł dreszcze na plecach na tę myśl; jeśli nie znajdzie jakiegoś rozwiązania na problem trapiący Zimnych, to ci mogą w ogóle nie mieć szansy świętować Yule, nie mówiąc o przyszłej wiośnie. Naprawdę powinien się spieszyć, jeśli chciał pomóc.

Nie licząc wizyty w Windermere, większość swojego wolnego czasu przeznaczył na studiowanie wszystkich dostępnych publicznie wiadomości na temat Beltane i pokłosia ataku Śmierciożerców oraz zestawiając te informacje z tymi, jakie zdołał uzyskać od Patricka w ramach ich rozmów w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Wydawało mu się, że zaczynał mieć całkiem jasny obraz sytuacji, jednak dalej brakowało mu kluczowych elementów tej układanki.

Przede wszystkim jak do tej pory wydarzenia z festynu poznał przede wszystkim z perspektywy Zimnego, a więc nie wiedział, jak to wyglądało od strony kogoś, kto brał aktywny udział w walce ze Śmierciożercami. Pozostawała też kwestia kamieni Shafiqów, jakie zostały im skradzione przed obchodami Beltane i jakimś cudem wylądowały w rękach Śmierciożerców. Zmarszczył brwi, zatrzymując się na dłużej przy tej myśli. Akurat w tym nic dziwnego nie było. Czarnoksiężnicy sami maczali palce w kradzieży czy zostało to zlecone czarodziejskiemu półświatkowi z Nokturna?

Potrzebował informacji z pierwszej ręki. Rozważał odezwanie się do Zimnych, jednak wątpił, czy wszyscy byliby chętni do rozmowy z nim. Patrick raczej nie byłby w stanie powiedzieć mu zbyt wiele, skoro sporą część ataku spędził w Limbo. Z Mavelle i Victorią nie znał się na tyle dobrze, a z Atreusem współpracował właściwie tylko raz w ostatnim czasie. Po zestawieniu ze sobą sylwetek bohaterów z Polany Ognisk wybór stał się oczywisty: Brenna Longbottom była w sercu tego wszystkiego, a przede wszystkim była aż nazbyt aktywną pracownicą Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. A to oznaczało, że wiedziała, co w trawie piszczy.

Sebastian wzdrygnął się, gdy ciężkie drzwi frontowe uchyliły się z głośnym trzaskiem, wpuszczając do środka światło dnia. Wstał z ławki i wyszedł na spotkanie zbłąkanej duszyczce. No może nie takiej do końca zbląkanej, pomyślał przelotnie, mrużąc oczy z kwaśną miną. Spędził już w środku trochę czasu, a więc jego oczy przyzwyczaiły się do panującej w budynku ciemności. Uniósł rękę na wysokość czoło, próbując zidentyfikować przybyszkę.

— Cieszę się, że jesteś — rzucił słabym głosem, mijając kolejne rzędy ławek. Jak to już miał w zwyczaju na spotkanie obrał się w czerń, narzucając na ciemną koszulę szaro-burą kamizelką, uparcie twierdząc, że robiło się z każdym dniem coraz chłodniej. — Nie sądziłem, że tak po prostu się zgodzisz. Wprawdzie wiem, że to dla ciebie sprawa istotną, jednak brak pytań, czy żądania, żebym się wytłumaczył w liście... Zaskoczyłaś mnie.

Tylko jeszcze nie wiem, czy pozytywnie, dokończył bezgłośnie. Brenna miała tendencje do tego, że oczekiwała często natychmiastowych wyników. Przynajmniej tak postrzegał to Sebastian, przyzwyczajony poniekąd do tego, że Longbottom nie miała w zwyczaju rezerwować wizyt w jego kanciapie z odpowiednim wyprzedzeniem. Jednak może teraz właśnie potrzebował kogoś, kto będzie siedział mu nad głową. Bądź co bądź, obecny projekt to była zupełnie inna półka niż ich dotychczasowe współprace. To było coś znacznie większego od egzorcyzmów, kolekcji nieodprawionych duchów czy kryształowej czaszki z bagien.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
16.04.2024, 10:25  ✶  
Sebastian Macmillan musiał lubić Patricka Stewarda bardziej niż Brenna kiedykolwiek podejrzewała, skoro sam, pierwszy, z własnej, nieprzymuszonej woli, poprosił ją o spotkanie. Nie była pewna, dlaczego padło akurat na nią - być może Patrick wspomniał mu o wyprawie do Szwecji, a może chodziło o to, że była kuzynką Mavelle, z nią samą natomiast Sebastian nie miał wiele kontaktów. Pewna paranoja, tkwiąca w jej głowie od ładnych paru miesięcy, podpowiadała, że może też Sebastian szukał informacji dla tej drugiej strony, bo z Voldemortem w Limbo były trzy osoby, ale niezbyt widziała spokojnego i miłującego spokój Macmillana jako zwolennika Voldemorta.
Zresztą, o co by nie chodziło – nie było mowy, aby Brenna odmówiła. Pomiędzy wszystkimi rzeczami, którymi należało się zająć czy to w pracy, czy dla Zakonu Feniksa, stale miała gdzieś z tyłu głowy myśl o Zimnych i o tym, że do Samhain powinni znaleźć rozwiązanie zagadki albo przynajmniej jakąś podpowiedź. W kowenie Macmillanów mogły kryć się podpowiedzi, bo arcykapłanka, nawet jeżeli później oszalała, w jakiś sposób zdołała wyciągnąć Atreusa Bulstroda z zaświatów.
Jego zabrała ona.
Resztę pchnęły ku temu duchy?
Różnica w pokonanej drodze mogła być odpowiedzią, a Isobell Macmillan nie udzieli tej Brennie, Mavelle, pewnie nawet nie Atreusowi. Być może natomiast zechce porozmawiać ze swoim kuzynem.
Potrzebowali nekromanty, nie spirytysty, owszem, ale w tej chwili Brenna nie miała nekromanty pod ręką – tego dopiero zamierzała szukać gdzieś w krainie, którą kiedyś nazywano Czarnym Lądem.

Rozglądała się ciekawie, gdy przekroczyła próg niewielkiej kaplicy Matki. To nie tak, że Brenna była ateistką: żyli w czasach i w świecie, w którym ateizm wcale nie był oczywistą opcją, zwłaszcza jeżeli wiedziałeś, że w głowie twojej kuzynki kryły się wspomnienia kogoś, kto umarł. Ale też prawdą było, że modlitwom nie poświęcała wiele czasu, nie odwiedzała siedziby kowenu bez powodów, a sabaty były dla niej bardziej okazją do zabawy lub dniem pracy niż religijnym świętem. Nie bywała więc często w takich miejscach, jak tutaj. Czy Sebastian miał jakiś konkretny powód, aby wskazać właśnie je jako lokalizację spotkania?

- Cześć – przywitała się, podchodząc do Sebastiana. Uśmiechnęła się mimowolnie: brak pytań był po części związany z tym, że tak jakby ręka bolała ją wtedy za bardzo, aby mogła utrzymać bez problemów pióro w ręku. Ale prawdą było i to, że nie zamierzała prosić Sebastiana o żadne listowne wyjaśnienia. Chciał pomóc, z jakichś powodów uważał, że ona powinna być w to zaangażowana, to oznaczało, że po prostu powinna się tutaj stawić i omówić z nim wszystko osobiście. – Pomyślałam, że lepiej będzie wszystkie pytania zadać osobiście. Poza tym z czego miałbyś mi się tłumaczyć? Z tego, że chcesz pomóc przyjacielowi, który ma poważny problem?
Wzruszyła przy tym lekko ramionami, zbywając przy tym nie tyleż pomoc przyjacielowi czy wagę ewentualnego problemu, a raczej podkreślając, że nie ma pojęcia, jakichś wyjaśnień mogłaby się od niego spodziewać.
– To jest dla mnie ważna sprawa. Byłam z Mavelle w Szwecji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, być może za parę dni pojadę z Victorią do Afryki. Mamy trochę tropów, ale żadnych odpowiedzi. Być może niektórych z nich mogłaby udzielić twoja świeżo aresztowana krewna.

To mógł być drażliwy temat, bo Isobell była nie tylko Macmillanówną, ale także arcykapłanką. Przewodniczką sabatu. Która najwyraźniej nie tylko nie umiała już odróżnić tego, co dobre, od tego, co złe, ale też tego, co rozsądne, od tego, co jest absolutnie głupie. W tym wypadku Brenna nie zdecydowała się jednak na daleko posuniętą ostrożność.

– Zastanawiam się za to, czego ode mnie oczekujesz, Sebastianie?
Bo to dziwiło ją chyba najbardziej – że skontaktował się właśnie z nią.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
17.04.2024, 17:38  ✶  
— A więc to wy jesteście odpowiedzialne za dostarczenie do kraju informacji o tym, że Samhain będzie punktem przełomowym dla Zimnych — wydedukował po dłuższej chwili ciszy, łącząc ze sobą kolejne informacje. Pokręcił głową. — Chyba nie trafiliście na kogoś z wystarczająco dużym autorytetem, skoro odpowiedź waszego kontaktu z zagranicy brzmiała ''rozwiązanie albo śmierć''. — Nie miał zamiaru kryć się za pięknymi słówkami. — Uważam, że to całkiem dobry trop, chociaż niekoniecznie odkrywczy. Samhain i Beltane są połączone, bo to wtedy przejście do Limbo naturalnie się uchyla.

Steward nie powiedział mu wprost, kto wziął udział w wycieczce za granicę, toteż cieszył się z tego, że Brenna mówiła o tym wprost. W gruncie rzeczy nawet tego nie musiała robić. Lista podejrzanych nie była wyjątkowo duża: panna Lestrange, pan Bulstrode oraz panna Bones, która okazała się czarownicą najmocniej zaangażowaną w sprawę. Niestety, potwierdzenie tożsamości wycieczkowiczki wcale nie poprawiło Sebastianowi humoru. Skoro Longbottom jej towarzyszyła, to ufał, że wyciągnęła z zagranicznych badaczy, ile tylko mogła.

— Isobell przebywa obecnie w Lecznicy Dusz. Uznano ją za niezdolną do pełnienia posługi — wytłumaczył z ociąganiem, bo i on nie zdołał uzyskać wyczerpujących informacji na temat stanu krewniaczki, ani też tego, kiedy będzie mogła odbyć z nim rozmowę. — Obecnie kowen reprezentują wyżsi kapłani. Lub jeden z nich, chociaż podejrzewam, że nieoficjalnie nad wszystkim sprawuje pieczę kilka osób.

Wydało mu się to najrozsądniejszym wyjściem. Niżsi rangą kapłani i kapłanki pewnie nie wiedzieli, co myśleć o tym wszystkim, a pozostawienie władzy nad wiernymi w rękach jednej osoby, mogło być jak Bombarda w kolano. Sebastian westchnął ciężko, zastanawiając się, od czego właściwie powinien zacząć. Od rozmowy z Patrickiem? A jeśli tak to której? Od doniesień medialnych? Od swoich własnych trosk związanych z Beltane? Od Limbo? Każdy z tych wątków był wart poruszenia, jednak był jeden, o którym Longbottom wiedziała więcej niż ktokolwiek inny.

— Informacji. Jak dotąd miałem okazję porozmawiać o tym, co się wydarzyło tylko z Patrickiem. A chociaż był w samym sercu tego, co się zdarzyło na Polanie Ognisk, to wątpię, aby wiedział o wszystkim — zaczął powoli, postanawiająć najpierw przedstawić stan swojej wiedzy na temat tego jednego incydnetu. — Zacznijmy od artefaktu. Wiem od Patricka o tym, że jakieś kamienie zostały skradzione z rezydencji Shafiqów. Wiem też, że jakimś cudem trafiły one potem w ręce Śmierciożerców i zostały wykorzystane, przynajmniej w Limbo, przez Czarnego Pana, kiedy próbował przejąć moc z jakiegoś magicznego ogniska. — Oparł się o brzeg ławki, wpatrując się w lewitujące w powietrze świeczki. — Problem w tym, że nie wiem, czym były te kamienie i jakie było ich oryginalne zastosowanie. A to ty prowadziłaś śledztwo. Potrzebuję twojej wiedzy i... twoich domysłów. Zarówno w kontekście kradzieży, jak i tego, co dokładnie wydarzyło się na Polanie Ognisk z perspektywy kogoś, kto był na miejscu.

Brenna była jaka była, ale uchodziła w jego oczach za skuteczną i względnie bystrą. Wątpił, aby dostrzegła każdy szczegół ataku Śmierciożerców podczas Beltane, ale była najbliżej. A Sebastian wolał spytać jej, niż zawracać głowę Bulstrode'owi, którego ledwo znał lub Victorii Lestrange, z którą widział się po raz ostatni podczas potańcówki, a i tam zamienili przelotem może dwa slowa.

— Wydaje mi się też, że widziałem pokłosie działań departamentu przeciw Voldemortowi — kontynuował, zmieniając poniekąd temat, jednak dalej trzymając się kwestii Polany Ognisk. — Patrick twierdzi, że... hmm... stłukł portal podczas swojej wizyty tam. I że zostało mu to przepowiedziane. Pod koniec maja brałem udział w konsultacjach w Kniei w ramach współpracy departamentu z Laurentem Prewettem. Gdy zaszliśmy na Polanę Ognisk, znaleźliśmy pęknięcie? Skazę w rzeczywistości? Sądzę, że zobaczyłem wówczas Limbo. Bezpośrednio, przez ułamek sekundy, ale zobaczyłem. Może naciągam w tej chwili narrację, ale wydaje mi się, że może być to ze sobą powiązane.

Były też inne elementy całej tej sprawy, które potencjalnie mogły naprowadzić ich na jakiś trop. Patrick wspominał, że Voldemort zabił jakąś kobietę. Posunął się nawet do tego, aby nazwać ją Matką, co nawet te kilka tygodni wcześniej wprawiło Sebastiana w niemały szok. Jednak teraz po wydarzeniach ze Stonehenge, powoli zaczynało się to zlepiać w jedną całość. Jeśli te podejrzanie zostały wzięte przez kowen na poważnie, to nic dziwnego, że Isobell posunęła się do tak drastycznego kroku, jakim była próba złożenia ofiary w świętym miejscu.

Mogła to być forma uwielbienia wobec bóstwa, jednak może chciała przez to zrobić coś więcej. Zasilić domenę Matkę? Zasilić samą Matkę, nakarmić ją nową energią życiową? Sebastian wątpił, aby Brenna mogła cokolwiek o tym wiedzieć, jednak dalej uważał to za ważną informację. Taką, która mogła pomóc mu na zdobycie przewagi w konfrontacji z arcykapłanami kowenu. Jeśli miał się przebić przez mur ciszy kapłanów i kapłanek, to potrzebował odpowiedniej broni, a im więcej nabojów miał, tym szybciej runie mur.

— Nie mam jeszcze konkretnego planu, nad czym ubolewam, jednak wydaje mi się, że odwzorowanie warunków panujących podczas Beltane będzie kluczowe do tego, aby pomóc Zimnym — wyjaśnił, nieco nieśmiałym głosem. Irytowało go to, że nie miał dostępu do większej ilości źródeł informacji. To bardzo utrudniało przygotowani jakiegokolwiek szkicu działań. — O ile nie trafią do mnie jakieś przełomowe informacje, to sądzę, że trzeba będzie uformować swego rodzaju most między naszym światem a światem umarłych. Modlę się, aby zwrócenie zaświatom wspomnień zaszczepionym Zimnym okazało się wystarczające i Limbo sięgnie po nie podczas Samhain... samo z siebie. Wówczas wystarczyłoby zadbać o bezpieczeństwo Zimnych, ale nie jestem w stanie zapewnić cię o tym, że faktycznie tak to będzie wyglądało.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
18.04.2024, 14:22  ✶  
- To nie takie proste - powiedziała Brenna, powoli kręcąc głową. Nie do końca właśnie tak brzmiała konkluzja spotkania: rozwiązanie albo śmierć. Wsunęła się między ławki, by usiąść w tej przed Sebastianem, bokiem, tak, aby na niego spoglądać. Zanosiło się na dłuższą rozmowę i nie chciała podczas niej nad nim cały czas wisieć.
- Zimni utracili swoją energię lub źródło tej energii zostało zakryte. Aby mogli wrócić do krainy żywych ta energia musiała zostać zastąpiona: przynieśli ze sobą energię Limbo. Powiedziałabym, że w przypadku Mavelle, Patricka i Victorii była to energia, którą dały im duchy limbo, ale nie pasuje to do Atreusa. Różnica między ich drogami mogłaby dać podpowiedź... co tu zrobiono. Myślisz, że Isobell by z tobą o tym porozmawiała? Bo mnie ani im się zapewne nie przyzna. Na pewno użyła nekromancji.
A oni wszyscy, tak się składało, pracowali w Departamencie Przestrzegania Prawa. Po Lithcie na miejscu byłej arcykapłanki Brenna byłaby bardzo ostrożna z opowiadaniem, w jaki sposób uwolniła Atreusa Bulstrode'a z otchłani Limbo.
- Aby uwolnić ich od Zimna, potrzeba kolejnej manipulacji energią. Pytanie: co miałoby być źródłem? Nie możemy złożyć ofiar z ludzi. Samhain sugerowałoby, że być może udałoby się odnaleźć ich energię po drugiej stronie: może mają ją nawet duchy, które napotkali. Ale znów. Z Atreusem było inaczej - wyliczała Brenna. Rzeczowo, wolniej niż zwykle, bo to było trochę jak przedstawienie wyników śledztwa, a ona w takich chwilach umiała zmienić swój sposób wyrażania i zachowania jakby ją ktoś zaczarował, poza tym myślała o tej sprawie tak często, że wszystkie zdobyte dane i informacje miała w głowie. - Manipulacja energii: zawsze jest ryzykowna. Ale zostawienie ich w tym stanie też jest ryzykowne. Energia, która ich napędza, może się wyczerpać. Może, ale nie musi. Jeżeli się wyczerpie, prawdopodobnie umrą. To dokładnie powiedział nam specjalista. Nie umie tego odwrócić, bo nigdy nie słyszał o takim przypadku. Ale być może słyszał o nim ktoś na kontynencie, gdzie nekromancja i duchy są stałą częścią edukacji.
Potrzebowali nie spirytysty, a nekromanty, przynajmniej zdaniem tamtego mężczyzny. Brenna skłaniała się ku teorii, że mogą potrzebować i jednego, i drugiego - bo wszystko było związane z Limbo. Z Krainą Duchów.

Przymknęła na moment oczy, gdy Sebastian wspomniał o artefakcie, a przed jej oczami znów stanął ogień, Voldemort, światła, kamień w jego dłoni. Puste gabloty w muzeum Shafiqów.
Podczas Lithy odprawiano rytuał.
W Stonehange.
Beltane - Samhain.
Polana Ogni - Stonehange.
- Nawet Shafiqowie nie wiedzieli w pełni, do czego służą te kamienie, poza tym, że spadł z nieba. Voldemort skądś dowiedział się więcej - powiedziała, to imię, od Beltane wzbudzające coraz większą grozę, wypowiadając bez zawahania, bez zająknięcia. Chciał, by się go lękano, więc ona zrobi wszystko dokładnie przeciwnie. - Ale... Stonehange. Shafiq mówił, że znalazł je w pobliżu Stonehange właśnie. Może miejsce też ma znaczenie. Może były kluczem nie dlatego, że spadły z nieba, a że znalazły się tam. Albo Stonehange stało się miejscem kultu, bo właśnie w jego okolicach spadły? Być może chodzi nie tylko o datę, ale i o miejsce: Polana Ogni jest oczywista, ale została skażona. Polana Ogni więc, czy może Stonehange?
Oczywisty wniosek, czy kolejne błądzenie we mgle?
Brenna przygryzła wnętrze policzka. Czas przeciekał między palcami. Wiosna zamieniła się w lato, nieubłaganie nadciągała jesień, a wraz z nią być może jedyna szansa na udzielenie pomocy Zimnym. Nie chodziło tylko o dręczący ich chłód - a o zagrożenie życia.

- Przez cały maj w Dolinie... rzeczywistość jakby pękała. Ja i moja kuzynka widziałyśmy człowieka, bez głowy, którego początkowo wzięłyśmy za ducha, ale który chyba nim nie był. Moja partnerka z BUM widziała jednego z Zimnych, chwilę po wyjściu lub wejściu do Limbo, a wcale go tam nie było. Voldemort coś jakby uszkodził, ale ostatnio nie słyszałam o takich przypadkach i... hm... jeśli nawet, to nie jestem pewna, czy to w jakiś sposób mogłoby pomóc im.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#5
18.04.2024, 15:33  ✶  
— Miałem podobną teorię — dodał Sebastian, słuchając wywodu Brenny na temat utraty energii życiowej przez Zimnych. Pokiwał powoli głową. — Według mnie wytracili swoją energię podczas podróży z naszego świata do Limbo. Zrobili to bez przygotowania, bez jakiegokolwiek rytuału czy zaklęcia zabezpieczającego. Mówiąc wprost: wskoczyli na główkę do innego wymiaru, jakby był to basen na pływalni. — Skrzywił się lekko. Chociaż po rozmowach z Patrickiem nieco bardziej rozumiał jak poważna była sytuacja w trakcie walk na Polanie Ognisk, tak dalej przeklinał w myślach Zimnych za to, że nie zadbali o to, aby chociaż spróbować się obronić. Z drugiej strony, nie mógł się wykłócać o to, że nie modlili się przez pół godziny przed przejściem do zaświatów. — Roboczo nazywam to teorią zbiorników. Podczas przejścia stracili część swoich naturalnych pokładów energetycznych, więc w ich zbiornikach pojawiła się luka. Zapełniła ją energia z Limbo lub ta otrzyma bezpośrednio od duchów wraz z ich wspomnieniami. Alternatywnie, została wpleciona w to, co nie zostało wytracone, sprzęgając się z ich energią.

Na wzmiankę o wykorzystaniu nekromancji na Atreusie, wbił uważne spojrzenie w Brennę. Akurat o tym nie miał bladego pojęcia. Kapłanki, z jakimi się kontaktował tuż po Beltane, trzymały gęby na kłódkę. Poza tym nie wiedział, że stan Bulstrode był aż tak krytyczny. Wiedział, że najgorzej przeżył podróż do Limbo, jednak przez myśl by mu nie przeszło, że było z nim na tyle źle, aby sięgać po zaklęcia z dziedziny nekromancji. Może to był pierwszy krok do upadku Isobell?, pomyślał tępo. Wedle prawa Ministerstwa Magii arkana nekromancji były w dużej mierze zakazane. Tutaj może i użyto ich w dobrej wierze, ale już Stonehenge...? Co ona sobie myślała?

— Raczej nie jest w stanie, który pozwoliłby jej na przekazanie nam czegokolwiek rzetelnego — przyznał z ubolewaniem w głosie. Jeszcze niedawno sam chciał się radzić Isobell w kwestii swojego miejsca na świecie, a teraz nawet nie był w stanie stwierdzić, czy kuzynka rozumiała, co właściwie próbowała zrobić. Ofiary z ludzi. Jakby po Beltane kowen nie miał wystarczająco złej sławy, skoro nawet przy asyście Ministerstwa Magii nie potrafili objąć Polany Ognisk odpowiednią pieczą. — Inni kapłani mogą coś wiedzieć. Ci, którzy na co dzień sprzyjali Isobell. Nie wiem, czy próbowała zastosować w Stonehenge jakiś rytuał, czy po prostu chciała przelać krew w tym określonym miejscu, ale możliwe, że jest to wiedza zarezerwowana dla tych, którzy osiągają najwyższy stopień wtajemniczenia w kowenie.

To go najbardziej martwiło. Tak jak szefowie departamentów mieli dostęp do informacji niedostępnych dla szeregowych pracowników, tak zwykli kapłani niekoniecznie musieli wiedzieć o każdym sekrecie i każdej starej księdze, jaka znajdowała się w archiwach kowenu. Raczej nie byłoby im łatwo rozstać się z tą wiedzą.

— Limbo jest niezbadanym terytorium — ostrzegł Brennę, zanim ta za mocno się rozpędziła ze swoimi planami. — To cud, że w ogóle udało im się przetrwać jedną podróż, nie mówiąc już o powrocie stamtąd. A kto wie, czy przy kolejnej nie przyciągną ze sobą czegoś nowego lub jeszcze gorszego. — Pokręcił głową. Może i ten nieoczekiwany splot zdarzeń i przepowiednia wyrecytowana Patrickowi sugerowały, że Zimni mają więcej szczęścia niż rozumu, ale nawet taki prezent od losu mógłby nie zadziałać przy drugiej próbie. — Jeśli ich energia życiowa pozostała w Limbo, to chciałbym wierzyć, że wystarczyłoby postawić Zimnych pod uchylonymi drzwiami. Spróbować wezwać duchy, które podarowały im wspomnienia i dokonać wymiany. Energia życiowa w zamian za wspomnienie i cokolwiek inne przyplątało się do żywych w Limbo.

Do tego potrzebowaliby oczywiście przywoływacza, chyba że duchy naturalnie zaczęłyby lgnąć do swych bliskich, którzy wciąż znajdowali się w świecie żywych. Otwarcie wrót do zaświatów w trakcie Samhain poniekąd pozwalało na odtworzenie takiego scenariusza. Tylko czy wymiana energii mogłaby się odbyć przy uchylonych drzwiach jak ręce podane sobie przez próg? Macmillan zmarszczył czoło. Każda informacja popychała ich go przodu, ale to wciąż była bezprecedensowa sytuacja.

— Więc zamierzasz szukać szczęścia na drugim końcu globu? — Zamrugał parokrotnie, zerkając ku wizerunkowi Matki. Wszystko wskazywało na to, że zyskał kolejne owieczki, za które trzeba będzie się modlić. I za powodzenie misji, w jaką były zaangażowane.

A więc Shafiqowie wiedzieli mniej niż Śmierciożercy. Cudownie. Na wzmiankę o tym, że kosmiczne kamienie znaleziono w Stonehenge, zaświeciły mu się na moment oczy. Może chodziło o zderzenie sygnatur magiczny? Kosmos... Zdecydowanie nie był domeną czarodziejów, toteż ciężko było badać jego dary. Może kamień czymś nasiąknął? Energią brytyjskich miejsc wiary? Może łaska Pani Księżyca tchnęła w niego jakąś niespotykaną magię?

— Coś musi łączyć te miejsce. Kowen nie wybiera miejsc obchodów na chybił trafił. Kapłanki mają swoje rytuały, swoje zasady. Sygnatura magiczna danego miejsca jest dla tego dosyć kluczowa. Wiesz, potencjalne wzmocnienie potencjału magicznego. Gdyby lokalizacja nie miała znaczenia, bawilibyście się na Alei Horyzontalnej albo kompleksie sportowym pod Londynem — mruknął Sebastian.

Kiwał powoli głową, gdy Longbottom opowiadała mu o pęknięciach, jakie można było znaleźć w Dolinie Godryka.

— Prewett był ciekawy, czy Widma są takie nieuchwytne, bo mogą przeskakiwać między światami. Miałem to sprawdzić, ale nie spotkaliśmy żadnego — rzucił bez większego przekonania. Akurat to był jedynie domysł, którego podczas polowania nie udało im się potwierdzić. Właściwie jedyne, czego się dowiedzieli, to fakt, że Departament Tajemnic urzędował na Polanie i w okolicy znajdowała się niezaszyta fałdka w strukturze rzeczywistości. — Traumatyczne i brutalne zdarzenia mogą czasem odcisnąć swoje piętno w danym miejscu. Może to jakieś połączenie tego? Ludzka trauma rozlała się po Kniei i zareagowała jakoś z pozostałościami po przejściu do zaświatów?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
19.04.2024, 17:55  ✶  
Brenna zakładała, że Isobell użyła nekromancji, bo rozmowa w Szwecji popychała do tego wniosku: coś nie tak było z energią Zimnych. Prawdopodobnie więc, by uratować Atreusa, Macmillanówna uciekła się do jakiegoś rytuału, który tę utraconą energię uzupełnił. Nie każda nekromancja była zła; patronusy choćby złe nie były. Co jednak dokładnie zrobiła? Skąd wzięła energię, która utrzymała przy życiu aurora?
To wiedziała tylko arcykapłanka.
I chociaż Brenna wątpiła, by ta faktycznie nie była w stanie racjonalnie rozmawiać, nie nalegała. Pewnie, Macmillan chciała złożyć w ofierze człowieka, ale prawdopodobnie mogłaby wyjaśnić, w jaki sposób wyrwała Zimnego ze szponów śmierci, a przynajmniej mogłaby to zrobić komuś bliskiemu. Sebastian jednak był innego zdania, a to nie był odpowiedni do kłótni moment. Słów o skakaniu na główkę też nie skomentowała, bo najbardziej żałowała z Beltane, że od razu w ten cholerny płomień się nie rzuciła. To mogłoby rozwiązać wiele problemów. Och jasne, pewnie zginęłaby po drodze, ale były sprawy ważne i ważniejsze (chociaż bratu by o tym nie wspomniała).
– To nie cud. Voldemort stworzył bramę. Wykorzystał moc ogni Beltane, moc Polany Ognia, ale też użył czegoś, co wygenerowało dodatkową energię. Jedna z grup zgłosiła Brygadzie po Beltane znalezienie kamienia, który wywołał w lesie pożar, strzelał światłem… być może były to one. A ostatecznym katalizatorem był kamień Shafiqów. Wdarł się do Limbo – mruknęła Brenna. Niestety, Voldemort starannie się przygotował. Nie było mowy o żadnych cudach, które utrzymały kogokolwiek przy życiu. Może duchy w jakiś sposób pomogły pracownikom Departamentu, ale samo przejście otworzył czarnoksiężnik. – Nie wiemy nawet, czy to te duchy mają energię. My… przywołaliśmy jednego z nich. Twierdził, że nie ma żadnych… nie pasujących wspomnień. Nie wymienili się więc chyba nimi – westchnęła Brenna, bo tak, to też było jedno z działań, które dzięki Laurentowi Prewettowi udało się podjąć, w próbach rozwiązania zagadki Zimnych.
Szwecja, duchy, Afryka.
Naprawdę wątpiła, aby wystarczyło postawić Zimnych pod „uchylonymi drzwiami”.
– Prosiłam też kogoś, by porozmawiał z Szeptuchą. Zdaje się… wiedzieć pewne rzeczy. Ale i to nic specjalnego nam nie dało – dorzuciła jeszcze. O ile Sebastian dopiero zaczynał „kombinować”, ona kombinowała już od dawna, ale ni cholery nie trafiała dotąd na właściwe tropy. – Sebastianie, gdyby ktoś powiedział mi, że o tam są drzwi do Limbo, przejdź przez nie, a może znajdziesz tam odpowiedzi, to natychmiast bym te drzwi otworzyła. Drugi kraniec globu to naprawdę niedaleka podróż – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, widząc jego zdumienie na informację o wyprawie do Afryki. Afryka? Brenna pojechałaby też do USA, do Australii, na Antarktydę i zorganizowała wycieczkę na sam Księżyc, gdyby miała ku temu możliwości i nadzieję, że to pomoże. – Ten człowiek powiedział, że potrzebujemy utalentowanego nekromanty. I że może tam takiego znajdziemy. W Afryce mają mnóstwo opowieści o duchach i przodkach, i może, tylko może… oni mają gdzieś w swoich historiach coś o podobnych przypadkach, o których w Anglii nikt nie słyszał. Mam zamiar spróbować.
Nie mogła przecież siedzieć bezczynnie. Gdyby jeszcze chodziło o to, że ta czwórka po prostu wciąż odczuwałaby chłód. Niewygodne – ale nie mordercze przecież. Ale skoro cały czas groziło im niebezpieczeństwo? Trzeba było chwytać się wszystkich możliwości. – Stonehange jest stare. Było miejscem obchodów… no od bardzo, bardzo dawna. Ale to chyba nieważne, co te miejsca łączy, raczej istotne, jak i które z nich wykorzystać w Samhain. I co dokładnie mamy zrobić. Ostatnio drzwi uchylono za pomocą kamienia Shafiqów. Ale właściwie… uchylaliście je także ty i Jamil. Tylko wy zajmujecie się duchami, a my mamy problem z żywymi i ich energią. Spirytysta mógłby otworzyć drzwi, a nekromanta coś zrobić z energią? A może chodzi o to, że wcale nie musimy sięgać do Limbo? Że tę energię da się wziąć w inny sposób? Tak na wszelki wypadek… nie mówię o ofiarach z ludzi.
Ale może kilka osób mogłoby się po prostu podzielić? Albo chodziło o coś jeszcze innego? Brenna tak naprawdę nie znała się na takich sprawach i od myślenia o tym wszystkim zaczynała ją straszliwie boleć głowa. Czuła się… za głupia, za ograniczona, za mała na takie tematy.
– Wątpię. Moim zdaniem są nieuchwytne, bo ginęli ci, którzy mieli z nimi kontakt. Poza tym były… niematerialne. Ale rosły w siłę? – mruknęła. Od dawna nie słyszała niczego o widmach. Może opuściły Dolinę? – Albo Voldemort tak bardzo popsuł… zasłonę między nami i limbo, że zostały w niej jakieś rozdarcia. Ale one, no, pojawiały się i znikały? Nie bardzo wiem, w jaki sposób mielibyśmy to wykorzystać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#7
21.04.2024, 22:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 17:45 przez Sebastian Macmillan.)  
Nawet gdyby udało mu się umówić spotkanie z Isobell, tak szczerze wątpił, aby udało im się dowiedzieć od niej czegokolwiek przydatnego. Obecnie nie do końca rozumiał, co popchnęło ją ku temu, aby zacząć składać ludzkie żywota w ręce bogini Matki, ale wątpił, aby był to wynik racjonalnych i zdroworozsądkowych rozważań. Gdyby tak było, to arcykapłanka siedziałaby teraz w areszcie, czekając na proces, a nie zamknięta w ośrodku leczenia umysłu w Dolinie Godryka.

Pozostaje wierzyć, że arcykapłanowie wiedzą to samo, co i ona, pomyślał z nadzieją, bo dla niego była to ostatnia deska ratunku. Bez tego będzie musiał polegać na własnych przeczuciach i informacjach zdobytych między innymi przez Brennę Longbottom czy Zimnych. Nawet jego kuzynka Sarah pozostawała po wydarzeniach ze Stonehenge poza zasięgiem. Bez wsparcia ze strony wysokich rangą przedstawicieli kowenu będzie błądził w ciemnościach. A to nie był dobry moment, aby się gubić, skoro inni na niego liczyli.

— To był cud — upierał się Macmillan, zakładając ręce na piersi. Boska opatrzność obroniła Zimnych przed najgorszymi skutkami w Limbo, a na dodatek posłała tam czempiona Stewarda, któremu zostało przepowiedziane, że użyje ''młotka''. — Otwarcie bramy nic nie znaczy. to znaczy, owszem, jest to bardzo duże osiągnięcie i coś, na co nikt jak dotąd się nie poważył, ale to, że Voldemort to zrobił, nie oznacza, że przeżycie twoich przyjaciół, jest mniej zadziwiające. Miejsce żywych jest w tym świecie, nie na tamtym.

Im dłużej słuchał Brenny, tym bardziej rozjaśniała mu się sytuacja. Oczywiście, wiedział, że otwarcie przejścia do Limbo nie mogło odbyć się za sprawą jednego machnięcia różdżką, jednak gdy wyłożyła mu na tacy, jak wiele elementów zostało włączonych w plan Czarnego Pana... To była operacja na ogromną skalę. Nic dziwnego, że Knieja była w takim stanie po ataku Śmierciożerców. Gdyby wówczas mu się nie udało otworzyć przejścia, zapewne planował podjąć kolejną próbę podczas Samhain. Tak jak święto stanowiło teraz dla Zimnych szansę na odzyskanie swego człowieczeństwa, tak dla Voldemorta mogło być planem B, gdyby Beltane nie wypaliło.

— Rozumiem troskę o krewnych i przyjaciół, ale jesteś wariatką, wiesz? — żachnął się Sebastian, podminowany tym, jak lekceważąco wszyscy wokół niego podchodzili do kwestii Limbo. — Departament wskakuje do Limbo bez przygotowania, jakiś nastolatek na twojej imprezie twierdzi, że w sumie to dałby się opętać, a teraz jeszcze ty... Ten kraj potrzebuje jakiejś szeroko zakrojonej akcji uświadamiającej, bo jak tak dalej pójdzie, to zaczniecie myśleć, że Limbo to drugi raj. Może nawet zaczniecie otwierać przejścia, spuszczając krew ze świń.

Jeśli był jeden temat, który momentalnie podnosił Macmillanowi ciśnienie, to było to właśnie Limbo. Zwłaszcza gdy ludziom wydawało się, że znali je lepiej od ludzi, którzy próbowali je badać i na co dzień obcowali z duchami, balansując poniekąd na granicy dwóch światów. Dodać do tego jeszcze to, że Sebastian aż nazbyt często widział, jakie są efekty opętań, że miał ochotę bardzo agresywnie potrząsnąć każdą osobą, która wykazywała się lekkomyślnością w tych kwestiach.

— Mhmm. Nekromanta i na dodatek utalentowany. Wywieziony z ojczyzny do kraju, gdzie nekromancja jest w dużej mierze mało legalna. Będziesz miała pełne ręce roboty — skomentował z nutą współczucia w głosie. Sytuacja była poważna, ale najwyraźniej nie mieli innego wyboru, jak tylko zwrócić się ku tak drastycznym metodom. — O ile zdołasz tam znaleźć kogoś lub coś pomocnego, to będę wdzięczny za umówienie się na konsultacje. Wolałbym wiedzieć, jeśli zamierzasz ingerować w domenę Matki rytuałami obcego kultu.

Z nekromancją nie mógł zbytnio pomóc, bo nie jak dotąd nie wyraził dużego zainteresowania tą dziedziną magii. Ba, nawet nie znał żadnych ekspertów. Przynajmniej nie takich, którym byłby skłonny zaufać z życiem Patricka i innych Zimnych. Wprawdzie Isobell mogła po nią sięgnąć, jednak czy nawet ona była teraz godna zaufana? Sebastian zacisnął usta w wąską linię.

— Jeśli istnieje naturalna droga do odnowienia ich zasobów energetycznych, to jest również jedyną, jaką powinniśmy rozważać.

Wydawało mu się to logiczne: nie wiedzieli, czy jakakolwiek ofiara będzie w stanie faktycznie przywrócić Zimnym ich dawne życie. Równie dobrze mogło się okazać, że pozyskana energia bardzo szybko się zużyje, a wtedy zostaną w kropce. Świat był pewien przypadków, jednak Sebastian wątpił, aby los okazał się na tyle fortunny, aby poczekać z takim wypadkiem do przyszłorocznego Beltane. Znając życie, stałoby się to w okolicy Yule, co by wszyscy mieli absolutnie cudowne święta.

— Nawet jeśli nic z tym nie zrobisz, to warto wiedzieć, że coś takiego ma miejsce — upomniał ją spokojnym głosem. — Bądź co bądź, problemy Zimnych i obecność Widm wywodzą się z tego samego źródła. Z Limbo. I tego, co zepsuł Voldemort.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
23.04.2024, 07:37  ✶  
- Chyba nie wierzę w cuda, Sebastianie - odparła Brenna szczerze. On był kapłanem. Polegał na bogach i wierze. Ona była policjantką i widziała w życiu dość rzeczy, by nie spodziewać się boskich interwencji. Zimni weszli do Limbo, bo Voldemort otworzył drogę. Wrócili do życia napędzeni jakąś formą energii, którą stamtąd przynieśli i która napełniła ich chłodem: być może należąca do duchów. - I oczywiście, że tak. Ale istnieją... precedensy, a natura pokazała, jak bardzo się jej nie podoba rozrywanie granic między światami.
Wampiry, opętańcy, ghule, cholera wie, co jeszcze. Umierali, ale nie zostawali po drugiej stronie. Nawet duchy. Różnica była jednak znaczna i Brenna o tym wiedziała: Zimni weszli do limbo fizycznie.
Wciąż jednak nie patrzyła na to jak na cud.
- Już czasem to słyszałam - powiedziała spokojnie, niezbyt przejęta oskarżeniami o wariactwo. - Mogli tam wejść albo pozwolić mu przejąć władzę nad światem. Jeśli cię to pocieszy, nie mam najmniejszej ochoty dać się opętać, a skoro to nastolatek, najwyraźniej jest po nastoletniemu durny. A ja tak naprawdę nie wybieram się do Limbo, bo nie sądzę ani by było to możliwe, ani by dało cokolwiek dobrego.
Otwarcie bramy było trudne i przyniosło straszliwie konsekwencje. Brenna po prostu weszłaby właściwie wszystko i zrobiła prawie wszystko, byleby tylko Zimnym pomóc. No dobrze, poza składaniem ofiar z innych ludzi, za to gdyby to był jedyny sposób, nie wahałaby się długo przed powtórzeniem numeru młodej kapłanki, która chciała ofiarować własne życie.
Hipokryzja? Oczywiście. Bo sensu w składaniu tamtej ofiary nie widziała i na pewno próbowalaby Isobell powstrzymać.
Przynajmniej Brenna miała dość rozsądku, by nie wspominać o tym Sebastanowi głośno. Biedak już i tak miał podniesione ciśnienie.
- I nie przejmuj się tak, Sebastianie. W raj też nie wierzę - powiedziała, posyłając mu uśmiech. To nie tak, że zupełnie nie wierzyła w bogów czy coś więcej: musiałaby w to uwierzyć choćby po ostatnim wspomnieniu Mavelle. Ale gdy szło o cuda czy raj Brenna robiła się naprawdę straszliwym niedowiarkiem. Nie, na pewno nie miała zacząć patrzeć w ten sposób na Limbo. Na pewno nie zamierzała wyprawiać się tam szukając wiecznego szczęścia czy w ramach wycieczek krajoznawczych.
- Na razie nie chcę nikogo znikąd wywozić. Szukam informacji. Inni też szukają. Mam nadzieję, że ktoś znajdzie więcej ode mnie - mruknęła. Victoria prowadziła przecież swoje poszukiwania, Cynthia o pewnych formach magii,wiedziała więcej od nich, Bulstrode miał całkiem wpływową w Departamencie Tajemnic rodzinę.
Może zdobyte odłamki puzzli przyniosą więcej odpowiedzi.
Nie sięgała myślami ani planami do przywożenia tu Kogokolwiek. Będą mieli szczęście, jeśli w ogóle znajdą kogoś, kto powie im coś sensownego.
- Rozważałam, czy widma nie wyszły z limbo. Ale wcale nie jestem tego pewna. Pojawiły się na skraju polany, nie w jej środku. Może coś przyszło z lasu zwabione mocą i urosło w siłę przez energię zaświatów? - wzruszyła ramionami, nieco bezradnie, bo dano jej jasno do zrozumienia, że ma się od tej sprawy trzymać z daleka. A choć widma były ważne i Brennę wkurzało, że siedzą w Dolinie, to jednak traktowała to jak odrębną sprawę od samych Zimnych. - Właściwie co ty planujesz, Sebastianie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#9
26.04.2024, 17:11  ✶  
— Owszem, Patrick coś o tym wspominał — mruknął z niezadowoleniem, że kolejna osoba z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów używa tej samej wymówki. — Może powinniście dodać wizytę w kwaterze głównej kowenu do waszej listy sprawunków przed ważnymi przydziałami? Kapłanki na pewno z chęcią poświęcą wasze głowy i różdżki poświęconymi olejkami. Będziecie jaśniej myśleć i zaklęcia będą celniej trafiać.

Tak przynajmniej lubili mówić kapłani.

— Tak czy inaczej, będę się za ciebie modlił. I za resztę twych sojuszników również.

Wiara w Matkę stanowiła podstawę jego życia, jeśli nie wiedział, gdzie szukać wsparcia wiedział, że znajdzie go w modlitwie. Wprawdzie bogowie rzadko kiedy odpowiadali, ale całkiem często pozwalali oczyścić umysł ze zbędnych myśli i niezakorzenionych wątpliwości, aby skupić się na tym, co faktycznie mogło przynieść jakieś korzyści. Może tak było i w tym przypadku? Modlitwa, rozpalona świeca, określenie wartości posiadanych informacji... Czyżby to wszystko popchnęło go do tego, aby zaprosić Brennę Longbottom na to spotkanie?

— Mieszkasz w Dolinie Godryka, czyż nie? — Uniósł pytająco jedną brew. — Wychowałaś się w rodowej posiadłości, więc pewnie całkiem dobrze znasz te tereny. Tam się urodziłaś i tam dorastałaś. Czy kiedykolwiek widziałaś coś, co mogłoby zostać wypaczone do tego stopnia, aby zmienić się w Widmo? — Pokręcił głową. — Jedyna wskazówka, jaką mam co do nich, toto, że ponoć zaklęcia patronusa na nie działa. To dosyć jasno łączy na pewnym poziomie Widma z dementorami, ale ciężko mi sobie wyobrazić gniazdo dementorów w Kniei.

Domeną tych zjaw było więzienie czarodziejów położone na odległej wyspie, a o ile Ministerstwo Magii nie wydało po kryjomu żadnego nieoficjalnego rozkazu, to nie potrafił znaleźć powodu, dla którego banda dementorów miałaby nagle znaleźć się w sercu Doliny Godryka, gdy na Polanie Ognisk bawiło się mnóstwo ludzi. Goście coś by wyczuli, a i zjawy pewnie miałyby problem z tym, aby powstrzymać się przed wejściem w interakcje z zebranymi tam czarodziejami i czarownicami. Mimo to Macmillan nie mógł potwierdzić niczego definitywnie. Nie wychował się w Dolinie, a chociaż w Kniei był parę razy, tak nie znał wszystkich jej tajemnic.

Właściwie co ty planujesz, Sebastianie, powtórzył bezgłośnie po Brennie. Już od dłuższego czasu bił się z myślami na temat swojej obiecnej pracy i tego, jak oderwany był w gruncie rzeczy od swojej społeczności, czyli kowenu Whitecroft. Wydarzenia z Beltane, kontrowersyjne decyzje arcykapłanki, a przede wszystkim ograniczony dostęp do informacji z wnętrza organizacji sprawiły, że coraz częściej fantazjował o tym, co by było, gdyby opuścił Ministerstwo Magii i na stałe przywdział szaty kapłana. W gruncie rzeczy dalej robiłby to, co robił teraz: wspierał ludzi w potrzebie, udzielał konsultacji i zajmował się duchami. Zwierzenia Patricka sprawiły jednak, że w swoich planach dostrzegł przewagę, którą mógł wykorzystać na korzyść Zimnych.

— Wejść w negocjacje z arcykapłanami — przyznał z ociąganiem po długiej pauzie. — Wychowałem się w tej instytucji, mam sporo doświadczenia z ich praktykami i znam kowen od podszewki, ale obecnie nie jestem w pełni kapłanem. Wybrałem pracę naukową i Ministerstwo Magii ponad kowen, więc poniekąd jestem... zasobem, który mogliby chcieć odzyskać. — Podniósł się z miejsca, aby podejść bliżej paleniska, w którym dalej jarzył się złoty ogień. — Rodzina mojej matki cierpi na pewną przypadłość... Oni... My czasem widzimy Limbo. Nie mamy nad tym zbyt dużej kontroli, ale podejrzewam, że byliśmy osobami, które były najbardziej połączone z zaświatami. Przynajmniej do czasu wypadku na Beltane. — Odwrócił wzrok od rozżarzonych węgli, aby wrócić spojrzeniem do Brenny. — Bez względu na to, jaki los spotka Zimnych, kowen będzie chciał dowiedzieć się więcej na temat drugiej strony. Mogą mieć swoich egzorcystów i przywoływaczy, ale osoba umiejąca spojrzeć w Limbo... I na dodatek osoba działająca stricte w ich szeregach... Myślę, że to będzie smakowity kąsek, a zarazem dobra karta przetargowa.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
29.04.2024, 09:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 09:49 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna szanowała cudzą wiarę, ale niewiele miała w sobie własnej. Bardziej wierzyła rytuałowi Dumbledore'a niż jakimkolwiek święconym olejkom. Nie miała najmniejszego zamiaru szukać wsparcia u Matki Księżyca - ta na trzy miesiące urządziła ją dostatecznie paskudnie, jeśli Macmillanówna miała rację i to bogini, nie Voldemort zamieszała w pewnym rytuale, aby Brenna nie planowała nigdy się do niej zwracać - ale doceniała dobrych chęci Sebastiana.
- Dziękuję - odparła więc krótko, i szczerze. Być może jego modlitwy mogły mieć moc, której nie miały jej modły. A nawet jeżeli nie, doceniała same chęci.

Westchnęła, kiedy Sebastian wspomniał o widmach. To nie tak, że nie przyszło jej to wcześniej do głowy - zastanawiała się nad tym tysiące razy, a jej notatniki były wypełnione notatkami na temat tych stworów.
- Nie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam i to, że wyszły z limbo, to jedna z moich teorii. Ale nikt nie widział ich ani w Limbo, ani w pobliżu portalu. Ani ludzie… ani duchy. Pojawiły się na skraju polany i napotkali je ludzie w lesie, stąd nie wykluczam, że były czymś, o czego istnieniu nie wiedzieliśmy, co zmieniło się lub rozmnożyło z powodu rozdarcia między światami - powiedziała, odginając po kolei palce, w miarę jak wyrzucała z siebie kolejne informacje. - W swojej naturze przypominają dementorów: nie tylko patronus może je... prawdopodobnie przegonić, ale też tak jak dementorzy żywią się emocjami, osłabiają i wreszcie zabierają duszę, tak widma mogą dotknąć i emocji, i ciała. Są im podobne, ale nie są dementorami. Ci, którzy się z nimi zetknęli, starzeją się lub umierają. Nie atakują większych grup, ale ci, którzy natkną się na nie w pojedynkę, właściwie nie mają szans. Żerują nie tylko na ludziach, ale w pewnym sensie na tym... co ci pozostawią po sobie. Mogą dorwać się do martwego już ciała i zamienić je w proch albo pożywiać się na przedmiotach. Nie reagują na nie rośliny, ale już prawdopodobnie przepłaszają zwierzęta. Nie mają aury w swoim naturalnym stanie, natomiast ta pojawia się prawdopodobnie po tym, jak się pożywią. Nie istnieją dla zmysłów tych, którzy mają trzecie oko, dopóki się... nie nażrą – kontynuowała. Niezbyt szybko, tonem rzeczowym, niemalże suchym, jakby wyzbytym intonacji. – Najpierw ochotnicy przeszukujący las tylko je czuli i słabli. Nikt ich nie zobaczył. Potem, w kolejnych dniach, zaczęły już napadać i zabijać. Stąd teoria o rośnięciu w siłę. Zdaje mi się, że to jednak osobna sprawa wobec Zimnych – zakończyła i opuściła dłonie po tym, jak odgięła ostatni palec. Badała w tej sprawie wszystko, co tylko mogła, ale potem zderzyła się ze ścianą. Frustrowało ją to niemożebnie, ale była po prostu zwykłą czarownicą, nie miała dość możliwości, aby ciągnąć sprawę dalej.

Kolejne słowa Macmillana sprawiły, że milczała przez chwilę, zamyślona. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że się jej to podoba – właściwie dobrze było mieć w Ministerstwie egzorcystę. Nie była też pewna, czy to cokolwiek zmieni wobec Patricka. Gdyby kapłani chcieli i potrafili pomóc Stewardowi, zrobiliby to i bez takich targów – albo nie wiedzieli, jak to zrobić, albo uznawali to za zbyt ryzykowne, przynajmniej zdaniem Brenny. Ale…
– Jeśli taką chcesz obrać drogę, życzę ci na niej powodzenia. I jestem wdzięczna, że chcesz pomóc Zimnym, chociaż wydaje mi się, że gdyby wiedzieli, jak to zrobić… nie potrzeba by ich przekupywać. Zimni wyraźnie kapłanów interesują.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3335), Sebastian Macmillan (4356)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa