- A jak myślisz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, krzywiąc się. Niedużo jej trzeba było, by sprawić, że jej twarz stawała się brzydka. W zasadzie to Marta mogłaby śmiało zostać określona mianem brzydkiej. Była mocno przy kości, a nawet w duszej postaci widać było blizny po niedoskonałościach na jej okrągłej twarzy, której kształt podkreślały tak samo okrągłe okulary. Ale kimże by byli, gdyby oceniali ludzi po wyglądzie? Cóż... Pewnie właśnie ślizgonami.
Marta odwróciła się i odpłynęła kawałek, milcząc. Podfrunęła do góry, do okna, jakby chciała przez nie wyjrzeć. Zamiast tego jednak opadła na parapet, podkuliwszy półprzezroczyste nogi pod drżącą brodę.
- Ja... Nie wiem - odpowiedziała cicho, jednak ten szept potoczył się echem po łazience i był wyraźnie słyszalny przez dwójkę uczniów Hogwartu, którzy jako jedyni siedzieli tutaj z duchem Marty Warren. - Płakałam, bo mi dokuczali. Śmiali się z moich okularów. A potem... Potem usłyszałam męski głos i gdy otworzyłam kabinę, zobaczyłam tylko oczy.
Marta odwróciła głowę i zawyła. Jej wrzask mocno kontrastował z szeptem, którym ich przed chwilą raczyła. Był tak głośny, że Olivia aż zakryła uszy. Wwiercał się w mózg, powodował przeszywające ciarki na plecach. Czy za życia Marta też taka była? Quirke miała wątpliwości, ale jeżeli tak było, to... Cóż, Jęcząca Marta wydawała się być bardzo wrażliwą osobą, nic dziwnego że niektórzy wzięli ją na cel. Ludzie nie lubili zbyt wrażliwych osób. A dzieciaki potrafiły być okrutne.
- Ja... Uważam że masz naprawdę bardzo ładne okulary - powiedziała po chwili wahania, próbując przebić się przez płacz ducha. Spojrzała niepewnie na swojego blond towarzysza. Niech coś doda, bo podniesie Martę na duchu, bo zaraz ogłuchną.