• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 11 Dalej »
[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus

[30.07.1972r.] Radzę sobie z tym sam | Nicholas & Rodolphus
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#1
28.04.2024, 22:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 06:48 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

30 lipca 1972r.
Aleja Horyzontalna | Mieszkanie Nicholasa



W ostatnim dniu, większość popołudnia przebywał zaproszony u Laurenta Prewetta. Spotkanie rewanżowe. Przyjemnie spędzone, choć nieco inaczej. Mimo bliskości, nie doszło do niczego więcej. Przy okazji, Nicholas dowiedział się czegoś, czego co prawda nie spodziewał. O ataku jakiegoś śmierciożercy na stadninę Abraksanów Prewetta, które zakończyło się niepowodzeniem. Trudno stwierdzić, czy przeprowadzony atak miał tylko formę zastraszania czy faktycznej chęci zrobienia komuś krzywdy. Pytanie jeszcze, kto tak właściwie miał być tego celem? Abraksany, czy Laurent Prewett?

To spotkanie uzmysłowiło Nicholasowi, że powinien bardziej uważać. Dlatego już po takich informacjach, stał się czujniejszy, nie dając się uległości proponowanym metodom uprzyjemnienia spędzania czasu z Prewettem. Choćby ta kąpiel. Przesiedział tam dłużej, ze względu na zepsucie pogody. Silna ulewa uniemożliwiała szybki powrót do siebie. Współlokator oczywiście został uprzedzonym tym, że Travers miał spotkanie i sam z nie wie, o której wróci. A wrócił, wieczorem późnym. Być może po spotkaniu z Laurentem, potrzebował chwili dla siebie. Udając na jeden długi spacer Londyńskimi ulicami. Aby zebrać myśli. Dwa listy planował napisać. Czuł że choć poinformować powinien dwie osoby, o usłyszanej sytuacji, dotyczącej ich organizacji.

Wróciwszy do mieszkania, nie był jakoś chętny do rozmów. Nie miał nawet jakoś specjalnie ochoty cokolwiek zjeść. Zmęczenie? Być może. Od razu poszedł spać. Z kolei budząc rano, nie czuł się jakoś zbyt dobrze. Jakby życie wypruło go z energii. Był nieco bledszy, osłabiony. Podnosząc się do siadu, opuszczając nogi na posadzkę, nawet nie sprawdzał, czy Rodolphus spał obok. Czy może wstał i gdzieś krzątał się po mieszkaniu.

Nicholas przetarł dłonią twarz, po czym złapał się za czoło prawą dłonią, podpierając łokciem o udo. ”Akurat teraz…” – rzekł w myślach, niezadowolony z tego, że najprawdopodobniej choroba zaczęła dawać się mu we znaki. Objawy zaczęły być dokuczliwe. Dużym plusem było to, że mieli niedzielę. Nie musieli iść dzisiaj do pracy. Nie musiał brać przymusowego wolnego.

Wstał z łóżka dość ostrożnie i skierował się do salonu a dalej zmierzając do kuchennej części. Na sobie nie miał górnej odzieży, ale za to dolną owszem, piżamową, czarną. W kuchni nie zastał Rodolphusa, więc może wyszedł, albo spał dalej. Cokolwiek robił innego, Travers liczył, że zdąży wziąć eliksir i szybko dojdzie do siebie. Musiał tylko dotrzeć do szafki z eliksirami. Tam znajdował się jego lek na problemy sercowe. Zdążył dojść do części jadalnej, aby podeprzeć się krzesła. Poczuł uścisk w klatce piersiowej. Skrzywił się. Pozwolił sobie na chwilę odpoczynku, jakby liczył że to zaraz przejdzie. Na moment. Na tyle aby dotrzeć do tej cholernej szafki i wyjąć eliksir.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#2
29.04.2024, 18:58  ✶  
Wiedział, że Nicholas albo wróci późno, albo nie wróci wcale tamtego wieczoru. Przyjął to tak, jak zwykle przyjmował - krótkie skinięcie głową i brak pytań. Mimo iż mieszkał u niego blisko miesiąc, to wciąż był w mieszkaniu drugiego Niewymownego gościem. Sam zresztą nie raz i nie dwa robił dokładnie tak samo. Oboje mieli swoje życie i zobowiązania, które musieli wypełniać. I obaj nie zadawali zbyt wielu pytań. Dlatego też Lestrange nie czekał na powrót Nicka - położył się spać dość wcześnie, jak zwykle. Odzyskał rytm, chociaż został on zaburzony przez fakt, że dzielił z kimś mieszkanie. Mimo wszystko jednak wyglądało na to, że młody Niewymowny jako-tako odzyskał dawnego siebie i odzyskał dawne przyzwyczajenia. Jednym z takich przyzwyczajeń było dbanie o to, by ciało dostało to, czego chciało: sen, jedzenie, odpowiednie bodźce. A że pod koniec czerwca z tym pierwszym było naprawdę kiepsko, to zmiana w Rodolphusie była teraz wyraźniejsza i widoczna gołym okiem. Jakby odzyskał równowagę, zachwianą przez pewne wydarzenia.

Gdy Travers wstał rano, łóżko było puste. Cichy szum wody zza zamkniętych drzwi łazienki informował, że Lestrange brał prysznic. Była niedziela, ale to nie sprawiło, że ten postanowił spać dłużej. Tym bardziej zaczął doceniać rutynę, gdy ją stracił, więc nawet w dni wolne wstawał wcześnie. Jadł śniadanie i czasem wychodził, żeby zostawić Nicholasa samego, a czasem zostawał. Ot, jakby życie toczyło się normalnym torem. Gdy Nick był akurat w jadalni i opierał się o krzesło, woda przestała płynąć. A może nie płynęła od dłuższego czasu? Czy w ogóle zarejestrował cichy szum, tak skupiony na swoim samopoczuciu? Czy zarejestrował ciche naciśnięcie klamki, gdy Rodolphus wychodził z łazienki, połowicznie ubrany, w rozpiętej koszuli, zaczesując wilgotne czarne włosy w tył?

Jego życie niedawno zostało wywrócone do góry nogami więc tak w zasadzie po tym, co przeszedł, to spodziewał się wszystkiego. No, prawie wszystkiego, bo uniesione brwi i chwila zawahania, gdy dostrzegł opierającego się o krzesło Nicholasa, świadczyły o tym, że widoczny obrazek wykraczał poza "wszystko". Odchrząknął, nie chcąc pakować się między młot a kowadło, oferując pomoc, gdy ktoś mógł sobie tego nie życzyć. Nicka w podobnym stanie widział raz, ale zrzucił to na karb strachu, wtedy na Pokątnej. Teraz jednak co miałoby go wystraszyć? Duch prababki? Albo sama babka? Nikogo poza ich dwójką tu nie było, więc odpowiedź nasuwała się sama.
- Pomóc ci? - nie lubił zadawania idiotycznych pytań w stylu "czy wszystko w porządku?" gdy ewidentnie widział, że w porządku nie było. Nie zrobił jednak nawet jednego kroku w stronę Nicholasa, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że przecież ten może odmówić. Mógł nie chcieć, by ktokolwiek oglądał go w takim stanie. Zostawił sobie więc małą drogę ucieczki z powrotem do łazienki, gdyby Travers jednak postanowił go odgonić, jak natrętną muchę, chociaż poczuł w środku jakieś ściśnięcie. I absolutnie mu się to nie podobało.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#3
30.04.2024, 16:48  ✶  

Do posiadania współlokatora i to jeszcze bez konfliktowego, można było się naprawdę przyzwyczaić. I choć Robert dał Nicholasowi jasno do zrozumienia, aby nie wtrącać się w niektóre sprawy wiążące go z Lestrange’em, nie przeszkadzało im to przecież mieszkać razem i ewentualnie dyskutować na inne tematy. Albo milczeć, kiedy nie było nic wartego do przedyskutowania. Ewentualnie pytając o posiłki, zakup lub przygotowanie. Informowanie się o swojej nieobecności, jak długa może być. Odbieranie przesyłek, nie tylko listownych od sów, ale i kurierskich. Jak ostatnio ten nieszczęsny bukiet kwiatów, który nie pozostawiał żadnego komentarza. Na całe szczęście, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął z tego mieszkania.

Szum wody dochodzący z łazienki nie od razu był przez Nicholasa zarejestrowany. Ale mógł domyślać się, że Rodolphus tam siedział, albo najwyżej wyszedł do sklepu po świeże warzywa i pieczywo. Cokolwiek. Ale nie było go w pobliżu. Do czasu aż niefortunnie zastał Traversa w niecodziennej pozycji. Osłabionego, bladego, chwytającego się po chwili za klatkę piersiową.

- Dam sobie radę.
Skłamał. Choć go nie wyganiał i nie chciał, aby Rodolphus go takim widział, to jednak Lestrange mógł usłyszeć iż Travers głos miał słaby? Zmęczony? Jakby choroba dość mocno mu dokuczała? Może Nicholas faktycznie potrzebował tej pomocy i nie potrzebnie jej odmawiał? Radził sobie do tej pory dobrze. A im mniej osób o tym wiedziało, tym mniej współczucia i troski. W tym świecie przecież każdy musi liczyć na siebie.

Ruszył w kierunku tej wiszącej szafki. Nieszczęśliwie jednak stało się, że skręcie, mijając stół, zahaczył stopą o nogę krzesła i zakręcił się z nim upadając na podłogę, uderzając prawym bokiem o posadzkę i przedramieniem, podpierając się drugą dłonią. Stracił kontrolę nad kondycją? Koncentracją? Tym upadkiem mógł sobie obić bok, albo łokieć, jeżeli nie złamać ręki.

- Szlag…
Przeklął bardziej do siebie. Hańba i wstyd, jeżeli Rodolphus to widział.  Gdyby próbował Nicholasa dotknąć, mógł poczuć że ma on skórę zimną. Jakby stojąc i przemieszczając się pół nago, zmarzł? Mało tego, Traves poczuł, że chyba zaczęła cieknąć mu krew z nosa. Dotknął dłonią, jakby przetarł i spojrzał na swoje palce. Westchnął z rezygnacji, próbując się pozbierać. Nic na chwilę obecną nie powiedział. Lecz jeżeli Lestrange postanowi jednak mu pomóc. Skorzysta tym razem z tego.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#4
30.04.2024, 17:07  ✶  
Kusiło odpowiedzieć właśnie widzę, ale z jego ust nie wydobyło się żadne słowo. Chciałby westchnąć, ale ten dźwięk zaburzyłby nienaturalną ciszę, która na chwilę zapadła między mężczyznami. Mieszanina przyspieszonego oddechu pełnego bólu, gdy Travers przyciskał dłoń do klatki piersiowej, oraz niespokojnego oddechu pełnego zwątpienia i napięcia. Był nienaturalnie blady, głos miał cichy, niemalże sprowadzony do szeptu. Tak nie brzmiał ktoś, kto sobie radził. Ale skoro chciał... Lestrange sięgnął dłońmi do koszuli. Palce zdążyły chwycić za pierwszy z guzików, lecz nie zdążyły go ruszyć, gdy w mieszkaniu rozległ się huk. Znany odgłos upadającego na podłogę ciała. Nawet gdyby był obdarzony nadzwyczajnym refleksem, nie zdążyłby znaleźć się tuż obok, by powstrzymać upadek.

Hańba i wstyd, bo Lestrange to widział. Rodolphus jednak należał do tego typu osób, które nie naśmiewały się ze słabości osób, na których mu zależało. W zasadzie to nie naśmiewał się z nikogo nigdy. Trącał czułe punkty, prowokował, obrażał lecz nigdy w wulgarny sposób. Zawsze jednak celem były osoby, które na to zasługiwały. A Nicholas na to nie zasługiwał. Rolph pojawił się przy nim w mniej niż kilka uderzeń serca. Klęknął tuż przy nim, odgarnął rękę tak, by móc wsunąć się pod jego ramię. Sam był wysoki i nie należał do anemicznie zbudowanych osób, lecz nie można było o nim powiedzieć, by plasował się na szczycie listy najlepiej zbudowanych mężczyzn na świecie. Jeżeli miał podnieść Nicholasa, to musiał zarzucić sobie jego rękę przez swoje ramię, a wolną dłonią chwycić za obity bok, nawet jeśli to miało na chwilę zaboleć. Odliczył w myślach do dwóch, nie trzech, by dźwignąć się z uwieszonym go Nickiem do pionu. Dopiero wtedy mógł przysunąć krzesło i pomóc mu usiąść. Był cholernie zimny, niemal jak trup.
- Nie wstawaj - zerknął jeszcze kontrolnie, czy Nicholas mu się nie zsunie z tego krzesła. W razie czego mógł przytrzymać się stołu. Sam zaś ponownie zniknął w łazience, tak jak kiedyś Travers, gdy to on sam krwawił. Wrócił z czystą gazą, którą podał Nickowi, by krew nie ściekała mu po twarzy. - Która fiolka?
Nie był ślepy, widział w którą stronę szedł Nicholas i domyślał się po co. W wiszącej szafce trzymał eliksiry, w tym te nasenne, ale i inne, o których przeznaczenie nigdy nie pytał. Niezbyt fortunny wybór miejsca, szczególnie jeśli cierpiał na schorzenie, które powodowało taki efekt. Być może to osłabienie, nic poważnego - sam nie miał pojęcia. Otworzył drzwiczki, czekając na odpowiedź. Jeżeli zdecydował się mu jej udzielić, chwycił za odpowiednią buteleczkę i mu podał. Bez pytań, bez komentarzy.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#5
30.04.2024, 17:26  ✶  

Może i niefortunne miejsce na przechowywanie tak bardzo pożądanego eliksiru na chorobę, ale wiadomo było kiedy objawy znów powrócą. Niby Nicholas tego pilnował, to jednak dni bywały losowe. Niby trzy miesiące spokoju, ale to jak z okresem u kobiety.

Gdy upadł, próbował się podnieść. Nie musiał jednak z tym się za bardzo męczyć, kiedy tuż obok nagle miał Rodolphusa. Ta bliskość. Ta czułość. Czy to o tym mówił Laurent? Nie, to musiało być co innego.

Nicholas pozwolił sobie pomóc. Nie utrudniał Lestangowi, podniesienia swojej osoby. Przegrał z chorobą, więc musiał zdać się na jego pomoc. Usiadł na odsuniętym krześle, wstępnie podpierając się blatu stołu jadalnego. Usłyszał wyraźny komunikat, ale nie odpowiadał już na niego. Oparł się lewą ręką o oparcie krzesła, w dłoni chowając czoło. Krew z nosa wpływał bardzo powoli. Nie było jeszcze aż tak tragicznie, ale na pewno nie wyglądało to dobrze. Traves zacisnął powieki, czując znów ten charakterystyczny znany uścisk w klatce piersiowej. Słysząc kroki powracającego Niewymownego, spojrzał na niego, po czym na podarowaną gazę. Odebrał i przyłożył do nosa. Nadal się krzywiąc z bólu klatki piersiowej. Czuł przy tym duszności.

- Na serce… Na włochatość serca. Powinna być podpisana.
Poinstruował go. Co tym samym zdradził jakie ma problemu zdrowotne. Gdy ta fiolka została mu podana, odłożył gazę, odebrał fiolkę, odkręcił i od razu wypił. Zakupione miał już w wyznaczonych porcjach. Teraz pozostawało poczekać, aż zacznie działać. Odstawił naczynie z korkiem na blat stołu. Znów oparł głowę o dłoń i przyłożył gazę do nosa. Przymknął oczy.
- Nie mów o tym nikomu.
Prosił, aby to zachować w tajemnicy. Mógłby bardziej zażądać, kazać ale nie miał siły na takie słowne stwierdzenia. A podobno jak się poprosi, osoba druga bardziej uszanuję wolę danej osoby. Nicholasowi wystarczyło, że o jego problemach zdrowotnych wiedzą już niestety dwie osoby. Nie chciał, by dotarło to do rodziny. Może jeszcze nie teraz?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#6
30.04.2024, 17:52  ✶  
Włochatość serca... A więc zagadka rozwiązana. Drgnął, gdy usłyszał, na co cierpi Nicholas, ale ponownie - nie odezwał się. Gdy podał mu odpowiednią fiolkę, sam stanął obok, chwytając za oparcie drugiego krzesła. Przesunął je odrobinę, tak by nie stało krzywo. Po chwili wahania jednak zdecydował się je odsunąć, by usiąść przy stole. Nie poganiał Nicholasa, nie od niego przecież zależała szybkość działania eliksiru. W myślach kartkował wszystkie informacje, które posiadał na temat tej choroby. Nieuleczalna. Wymagająca stałej kontroli uzdrowiciela i zażywania eliksirów, które usypiały chorobę lub niwelowały objawy do tego stopnia, by nie były one uciążliwe. Miał dobrą pamięć, ojciec kiedyś mówił mu o tej chorobie, lecz wtedy nie przywiązywał do zapamiętania szczegółów większej uwagi. Być może coś pominął, pomylił. Ale tego się nie dowie, bo nie miał zamiaru dopytywać. Byłoby to ogromnym nietaktem - pytać chorego o szczegóły choroby, szczególnie gdy była nieuleczalna.

Westchnął, gdy Nicholas powiedział, by nikomu nie mówił. Poprosił? Ton głosu nie wskazywał na żądanie, ale z drugiej strony Travers był w kiepskim stanie. Być może miał to być rozkaz, lecz tak nie brzmiał. A może było to po prostu proste polecenie. Z drugiej strony - nie brzmiało to też jak prośba.
- Dobrze, że mówisz, bo właśnie miałem iść odwiedzić redakcję Czarownicy - sarknął, pozwalając sobie na przewrócenie oczami, by wzmocnić przekaz swoich ironicznych słów. Ile się znali? Chyba na tyle długo, że Nicholas mógł z góry założyć, że Rodolphus będzie trzymał gębę na kłódkę. Sam co prawda nierzadko zdobywał się na wypowiadanie oczywistości, tak by pewne słowa przypieczętowały niewypowiedzianą umowę, aczkolwiek nie bardzo to lubił. Oczywistości powinny być oczywistościami. - Powinieneś odpocząć.
To już z kolei nie była taka oczywistość. Wiedział doskonale, że ludzie mieli tendencję do przeceniania swoich fizycznych możliwości. On również. Nicholas na pewno nie był wyjątkiem - tak działał ludzki mózg nawet u najbardziej rozsądnych czarodziejów. Lestrange nachylił się i ostrożnym ruchem odsunął dłoń, trzymającą gazę przy nosie. Chwycił podbródek Traversa, by przekrzywić jego twarz w swoją stronę. Krew płynęła powoli, co prawda coraz wolniej, acz wciąż nieubłaganie uparcie. Wstał, bez słowa, sięgnął po dwa czyste kawałki materiału. Zwilżył je lodowatą wodą.
- Pochyl głowę do przodu, uciśnij skrzydełka nosa - wycisnął nadmiar wody. Jeden przyłożył do karku Nicholasa. Drugi - do grzbietu nosa. W jego ruchach była pewna metodyczność, wyuczenie. Co prawda nigdy nie aspirował do bycia uzdrowicielem, lecz dorastanie w rodzinie Lestrange sprawiło, że chcąc nie chcąc przesiąkł pewnymi zachowaniami oraz wiedzą, którą... Cóż, zdarzało mu się stosować, szczególnie w młodości. Nikt nie był przecież kryształowo czysty, szczególnie za dzieciaka, w wieku nastoletnim, gdy hormony buzowały, a agresja potrafiła w jednej sekundzie osiągnąć pik. - Zaraz powinno przestać. Nie masz dzisiaj żadnych planów, jak mniemam?
Z pozoru niewinne pytanie zostało okraszone zmarszczeniem brwi, którego Travers na szczęście nie mógł widzieć. Jeśli jakieś miał - powinien je odwołać. Ale nie był jego matką, by mu rozkazywać. Nicholas był dorosłym chłopcem, powinien wiedzieć, co ma robić w takich sytuacjach.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#7
30.04.2024, 21:35  ✶  

Choroba genetyczna, niezbyt przyjemna i nieco utrudniająca funkcjonowanie, jeżeli nie będzie odpowiednio leczona. Lestrange dobrze przypominał sobie jej definicję i objawy, które u Traversa występowały. Najbardziej pasowały. Dzięki eliksirom, czarodziej nie był wykluczony z jakiegokolwiek funkcjonowania przez okres trzech miesięcy, aż przestanie ów lek działać i choroba o sobie przypomni. To ledwie góra dzień dwa odpoczynku, aby się nie przemęczać. Dać organizmowi się zregenerować. Nabrać na nowo sił do działania, funkcjonowania.

Rodolphusowi wzięło się na czarny humor, gdzie na jego słowa Nicholas spojrzał już dość niezadowolony. Nawet jeżeli wiedział, że on sobie po prostu zażartował. Odebrać to mógł inaczej. W końcu Travers nie umiał w żarty. Znali się jednak na tyle długo iż wierzył, że Lestrange tego nie zrobi. Chciał jedynie tylko słownie o tym wspomnieć. Dla swojej pewności, mieć to słowne jego zapewnienie, że zachowa ten jego problem dla siebie.

- Wiem.
Odparł na jego sugestię odnośnie odpoczynku. To także często zalecał mu uzdrowiciel. A jako dorosła osoba, brał to na poważnie. Wtedy danego dnia odwoływał spotkania, jeżeli taki stan zdarzał mu się w dniu pracującym. Zamykał się w tym mieszkaniu i nie wychodził, póki nie dojdzie do siebie.

Nicholas był na tyle osłabiony, że nawet nie miał siły myśleć o tym, aby zakryć mroczny znak, który obecnie był przecież widoczny na jego lewym przedramieniu. Miał to szczęście, że kolega również należał do organizacji. Nie musiał obawiać się o swoje życie i bezpieczeństwo. Jednakże nie spodziewał się iż współlokator okaże się aż taki pomocny. Że nie olał jego przypadłości. Nawet teraz, zachowywał się jak… uzdrowiciel?

Nicholas nie do końca wiedział co on chciał zrobić, odsuwając jego dłoń z gazą od nosa, chwytając za podbródek aby przyjrzeć się krwotokowi. Następnie wstał i skierował się do zlewu. Zaczął wydawać dziwne polecenia, które Nicholas wykonał raczej z wahaniem. Czy powinien? Jednak musiał mu zaufać. Wykonał jego polecenie. Pochylił głowę i nacisnął tak zwane skrzydełka nosa. Kiedy zmoczony w lodowatej wodzie materiał, znalazł się na jego karku, drgnął lekko jakby od szoku termicznego? Reakcja organizmu. Trwało to sekundy. Lecz czy tym samym odczuł jakąś dziwną ulgę? Materiał także wylądował na jego grzbiecie nosowym. Dopiero wtedy dotarło do Nicholasa, że miał przy sobie uzdrowiciela bez uprawnień. Rodolphus przecież pochodził z tej rodziny uzdrowicieli. Jego nazwisko mówiło samo za siebie. Stąd te magiczne taktyki medyczne. Znał pewne podstawy?

Jako że musiał pewnie jeszcze trzymać ten swój nos, pokręcił głową w odpowiedzi na jego pytanie. Nie miał zaplanowanych spotkań. Miał co prawda inne plany na dzień dzisiejszy. Napisać dwa listy i popracować u siebie w domu. Wygląda na to, że w plany szlag jasny trafił.

Krwawienie z nosa powinno już powoli ustać, jeżeli taktyka zastosowana przez Lestrange’a była udana. To jak przyłożenie dłoni które leczą.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#8
30.04.2024, 21:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2024, 22:11 przez Rodolphus Lestrange.)  
Z niezadowolonego spojrzenia Traversa nic sobie nie zrobił. Być może go nie dostrzegł, a być może spodziewał się takiej reakcji. Albo innej, mocniejszej, skoro jednak Nicholas był na tyle osłabiony... Musiał więc zadowolić się tą. Pewnych zachować nie dało się wyplenić, być może też i Lestrange nie czuł takiej potrzeby, by się ich pozbywać. W końcu mógł być sobą, przynajmniej w jakiejś części, bo gdy człowiek nakłada tyle masek przez całe życie, zaczyna gubić siebie. W teorii wrócił na dobre tory, lecz w praktyce były one pełne przeszkód, które należało zlikwidować. Pozbyć się problemów, by nie musieć już udawać. By nie czuć obrzydzenia, wspinającego się wzdłuż kręgosłupa, miziającego kark obrzydliwym oddechem. Fałsz. Fałsz w Departamencie, fałsz w Ministerstwie, fałsz przed tłumem znajomych i nieznajomych, gdy mijał tych, którzy nie powinni nie tylko dzierżyć różdżek, ale i w ogóle poruszać się po tej części Londynu. I być może po tym świecie.

Rodolphus nigdy sam nie określiłby się mianem uzdrowiciela bez uprawnień. Wiedział tyle, ile potrzebował wiedzieć, by przeżyć. By nie musieć biec do rodziny z każdym złamaniem, z każdym zwichnięciem. By móc opatrzyć się, gdy przemykał nocami wzdłuż korytarzy Hogwartu. By móc po prostu wsadzić rękę do lodu, zamiast zakradać się do Skrzydła Szpitalnego, by sięgnąć po eliksir. Czasem najprostsze rozwiązania były najlepsze, bo można było sobie samemu poradzić z pewnymi problemami. Samotnie, bez wścibskich oczu i niewygodnych pytań. To, co robił, to były absolutne podstawy, które posiadł wiele lat temu, gdy po raz pierwszy przyszedł z rozbitym nosem przed oblicze ojca. Nawet nie pamiętał, co się wtedy stało. Posprzeczał się z Rabastanem? A może dostał w pysk od Loretty, bo powiedział kilka słów za dużo. A może to Louvain go kopnął, gdy leżał na ziemi? A może po prostu rąbnął w drzewo, gdy stracił panowanie nad miotłą. Za dużo było tych sytuacji, by je wszystkie poukładać chronologicznie i pamiętać każdą z nich.
- Pokaż - powiedział nad wyraz łagodnie, po upływie dłuższej chwili. Kilku minut zaledwie. Czy mu się zdawało, czy Nicholas zaczynał odzyskiwać kolory na twarzy? Jeżeli tak, to była to zasługa eliksiru, nie zatamowanego krwotoku. Możliwe, że również eliksir zadziałał tak szybko, chociaż z tego co pamiętał, krwotoki miały to do siebie, że potrafiły być krótkie, nawet jeśli były dużo bardziej intensywne, niż ten Nicholasa. Wolał się jednak upewnić, że mężczyzna nie krwawi, bo planował zaprowadzić go do łóżka, czy tego chciał, czy nie. A dobrze by było nie wprowadzać krwi między pościel. Ciężko się spierała.

Jasne, szare tęczówki Lestrange'a wodziły po twarzy Nicholasa, szukając ewentualnych kolejnych oznak złego samopoczucia. Nie były przepełnione troską czy smutkiem. Były skoncentrowane na wyłapaniu jakiegokolwiek odbiegania od normy, jak grymas bólu, drgnięcie mięśni czy nawet lekkie zmrużenie oczu, świadczące o tym, że coś było nie tak. Czy gdyby miał talent, byłby dobrym uzdrowicielem? Być może. Ale z jakiegoś powodu nie podążył tą ścieżką. Obrał inną, własną, choć niejako powiązaną z człowiekiem - a przynajmniej jego częścią. Ześlizgnął spojrzenie na obity bok i przedramię. Nic mu nie będzie, to pewnie nawet nie było poważne stłuczenie, chociaż przy jego gabarytach do ziemi miał daleko, więc i uderzenie o nią było bardziej bolesne, niż dla niższych osób.

Uniósł brwi pytająco. Nie lubił oczywistości, więc nie chciał pytać na głos, czy jest gotowy, by wstać i dać się grzecznie odprowadzić. Jak będzie, sam da mu sygnał.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#9
30.04.2024, 22:28  ✶  

Eliksir zaczął powoli działać. Uścisk w klatce piersiowej ustąpił, co można było zauważyć przez brak dotykania się w okolicach serca jak i mrużenia oczu w grymasie bólu. Z oddychaniem Nicholas nie miał także problemów. Do pełnego funkcjonowania jeszcze była trochę daleka droga. Przez co odpoczynek na pewno byłby wskazany dnia dzisiejszego i odpuszczenia sobie, wszelkich wyjść i pracy fizycznej. O umysłowej już nie mówiąc, skoro nie mógł się na niczym skoncentrować. Lecz miał w głowie jedną rzecz, którą na pewno musi zrobić. Jak nie teraz, na pewno później.

Na polecenie Rodolphusa, puścił swój nos i pokazał mu się, aby mógł ocenić jego stan krwotoku i umazanej nieco twarzy od krwi. Odzyskiwał kolory na twarzy, dzięki właśnie eliksirowi. Nie była to może ekspresowa dawka, którą może powinien mieć wzmocnioną, ale dawało radę. Pozwalało Nicholasowi dojść do siebie na tyle, aby móc później wstać i wrócić do łóżka.

Krwotok ustępował powoli. Lada chwila i może przestanie być dokuczliwy. Nim jednak Nicholas zostałby odprowadzony do sypialni, powinien i tak się umyć. Spojrzał na swoje dłonie, gdzie jedna była owszem ubrudzona jego własną czerwoną cieczą.

- Muszę wysłać dzisiaj dwa listy… Informacyjne.
Odezwał się po chwili. Przerywając ciszę miedzy nimi. Liczył na to, że dostanie pozwolenie od Rodolphusa? Czy może chciał uprzedzić go o dzisiejszych swoich planach działania? Jak nie teraz, to pewnie za parę godzin. Ale chciał to zrobić jeszcze dzisiaj. Mieć z głowy.

W pewnym momencie, kiedy dostrzegł na twarzy Rodolphusa to pytające spojrzenie, musiał połapać się o co mu chodzi. Jakiś gest by wykonał, powiedziałby coś, aby nie kazać mu się teraz w tym stanie domyślać. Obity bok nieco bolał. Podobnie z ręką. Do przeżycia. Powoli, podpierając się blatu stołu i oparcia krzesła, Nicholas wstał. Ale pierw chciał skierować się do zlewu kuchennego, aby przemyć się. Jeżeli zaistniała taka potrzeba, Lestrange mógł mu towarzyszyć.

Travers umył się, wytarł w ręcznik i zgodził na odprowadzenie do łóżka. Choroba z jaką się mierzył, nie była z tych, którą można sobie lekceważyć. Dlatego przestrzegał wszelkich zaleceń.

Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#10
30.04.2024, 22:47  ✶  
Lestrange przekrzywił lekko głowę, powodując że pojedyncze kosmyki nieułożonych jeszcze włosów opadły mu na czoło. Teraz myśli o pisaniu listów? Czy może miał na myśli, że zrobi to po prostu dzisiaj - nie teraz, a później? Tak by było bezpieczniej dla niego samego, skoro ledwo kilka chwil temu padł na ziemię we własnym mieszkaniu. Mimo że kreślenie liter nie należało do specjalnie przeciążających zajęć, to przecież miał odpoczywać. I sam powiedział, że o tym wie. Rodolphus wzruszył ramionami, jakby w odpowiedzi "rób, co chcesz". Ale gdy Nicholas wstał, wstał i on. Daleko było temu do romantycznego podania dłoni, zaoferowania wsparcia i swojego ramienia, jak to można było przeczytać w pięknych, długich i wyjątkowo nudnych powieściach. Bliżej temu było do pilnowania, żeby Travers znowu nie wylądował na ziemi. Wolał trzymać się blisko, na wypadek gdyby zakręciło mu się w głowie lub miał problemy z oddychaniem. Cokolwiek, co robiła ta choroba, o której pojęcie miał mniejsze niż nikłe, i mogło spowodować kolejny uraz. Przez myśl mu przemknął pewien irytujący scenariusz. Jeżeli Nicholasowi stałoby się teraz coś poważniejszego, to on musiałby nie tylko wezwać pomoc, ale również tłumaczyć się z obecności w jego mieszkaniu o tej porze. Żaden z nich nie chciał przecież dopuścić, by wokół ich dwójki narosły niewygodne pytania - być może to dlatego Lestrange był teraz jak wyjątkowo upierdliwy cień, niemal krok w krok chodząc za Nickiem. Pozostając w zasięgu kilku kroków przez ten krótki czas, gdy ten doprowadzał się do porządku, zmywając resztki krwi z twarzy.

Do sypialni było jednak dalej, niż do zlewu, więc tym razem pomógł Nicholasowi dojść do łóżka. Nie miał żadnego problemu z tym, żeby dostosować tempo, które z reguły miał szybkie. Jakakolwiek poważna choroba zawsze miała wyniszczający wpływ na organizm, a ta, na którą cierpiał Nick, atakowała przecież serce. Jeden z najważniejszych organów w ciele. Bez nerki dało się żyć, wątroba regenerowała się sama. Ale serce? Robiło za dużo, odpowiadało za zbyt wiele funkcji - lepiej było go dodatkowo nie obciążać niepotrzebnym pośpiechem.
- Choroba atakuje losowo, czy może się nasilać pod wpływem pewnych czynników? - zapytał w końcu, gdy Nicholas usiadł na łóżku. Zastanawiał się, czy w każdej chwili może się zdarzyć, że zasłabnie, czy może istniały jakieś elementy, wpływające na przebieg choroby? Z wyjątkiem przemęczania się, oczywiście. - Oprócz wysiłku fizycznego.
Nick wczoraj wrócił późno, ale Rodolphus naprawdę wątpił, by nagle Niewymowny postanowił urządzać maratonu wokół Londynu. Czy stres, zły sen lub cokolwiek innego mogło mieć wpływ na to, co się działo dzisiejszego ranka?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nicholas Travers (10056), Rodolphus Lestrange (11112)


Strony (6): 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa