07.04.2024, 22:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 11:49 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Środek czerwca 1969 roku
To nie jest „naturalne”, aby mówić dobrze, elokwentnie, aby ciekawie artykułować wyrazy. [...] Elokwencja - myślenie słowami - jest produktem ubocznym samotności, wykorzeniania i wzmożonej, bolesnej indywidualności.
-- Susan Sontag
-- Susan Sontag
Wbrew temu Crow nigdy nie nauczył się pięknie mówić. Za wyjątkowy sukces uważał to, że mówił w ogóle - nauczył się wreszcie otwierać paszczę, posługiwać słowami, mówić głośniej niż szeptem skierowanym do ucha brata - nie potrzebował, aby te wypowiedzi były piękne, skoro najbardziej liczyło się to, że w ogóle były. Na Ścieżkach nikt od nikogo nie oczekiwał elokwencji - żyło tu wielu takich jak on, biednych dzieci, które nie zaznały raju edukacji i pod wieloma względami nigdy nie dorosły, chociaż gdyby je o to zapytać, to z całkowitą pewnością odparłyby, że dojrzały o wiele szybciej od swoich rówieśników. Takich jak on poznawało się od razu - beznadziejnie smutne persony, bez cienia nadziei w oczach, niedążące już do niczego innego niż ostateczny upadek. Nie miał już w gruncie rzeczy, po co istnieć. Inni mieli jakieś idee, rodziny, coś pchało ich do przodu. On? Jedynym, na czym mu zależało byli od zawsze ludzie, ale miał o wiele więcej wrogów niż przyjaciół i... Zostawił za sobą tych, których kochał po to, żeby był z kobietą, która przestała kochać jego - badziewna wymiana, z jakiej chyba nikt nie byłby dumny, ale okazywało się, że wystarczyło zwiększyć dawkę smacku, żeby dostrzegać w tym jeszcze resztki sensu pozwalające zwlekać się z pustego, zimnego łóżka i nie zastanawiać się nad tym, czy jutrzejszego wieczora znowu oberwie się w twarz za nic. Ile tu był? To już z... piętnaście lat. Ktoś, kto znałby ją krócej, pewnie potrafiłby stąd odejść, ale tych piętnaście lat... Uwiązała go przez nie jak na smyczy. Potrafił doszukać się w nich jeszcze więcej zła i bólu w ilości niezliczonej, niemożliwej do ujęcia, a jednak wciąż wybierał ją ponad wszystko - bo to przecież było oczywiste - dzięki niej miał swoje imię i życie, dzięki niej miał wolność, jakiej zawsze pragnął, dzięki niej...
Trigger Warning: Narkotyki, myśli samobójcze (Odkryj)
Tak cholernie nie chciał już żyć. Ona też już to widziała i wcale nie zamierzała tego ukrywać. Niby wiedział - nie powinien tyle palić - ale kiedy palił i przestawał się przejmować, darła się na niego przynajmniej odrobinę mniej. Tak było dla nich lepiej, ale wciąż musiał znosić to cholerne uczucie pustki, zalewające go za każdym razem, kiedy narkotyki opuszczały jego ciało - pustkę zalewającą go chłodem i chęcią ostatecznego odejścia. Nie nadchodziło nigdy chyba tylko dlatego, że kolejna dawka brzmiała lepiej - bo nawet jeżeli przedłużał własną agonię, to nikt nie mógł odebrać mu euforii, jaką czuł zaraz po. Nikt nie mógł odebrać mu tego przyjemnego ciepła rozchodzącego się po ciele. Ani kolejny papieros przyciśnięty do poranionego nadgarstka, ani paznokieć rozcinający jego policzek po kolejnym chlaśnięciu go ręką.
Wszystko. Było. Dobrze.
Nawet samotność można było zaleczyć czymś innym, niż błaganiem o litościwą panią o ochłapy uwagi pomiędzy kolejnymi karkołomnymi zadaniami, jakie na niego zrzucała. No bo w końcu oburzyła się o to, że kochał kogoś innego - nie o to, że zostawał u kogoś na jedną, góra dwie noce. Gorzej, kiedy to coś stawało się wzorem, czymś regularnym, tak? Trzy razy to jeszcze nie była regularność. Tak naprawdę to nie był nawet do końca pewny, czy to był trzeci raz, bo w takim cugu mógł to sobie ubzdurać. Pierwszy raz, to był... marzec? Może wcześniej. Waughy nawrzeszczał na niego za to, że pozwolił sobie na zaciągnięcie jakiejś raszpli na zaplecze w The Loft, ale ona ulotniła się jeszcze zanim dostał za to burę. Drugi raz - miesiąc temu - nie chcąc kłócić się z przyjacielem, zaciągnął ją do pokoju w kamienicy obok. Spędzili ze sobą kilka dodatkowych minut, ale nic ponadto. Szczerze mówiąc, to jej się nie dziwił. Po prostu pogodził się z tym, że jedyną rzeczą, jaką obejmie tego wieczora będzie zwinięta w rulon kołdra. Ostatecznie wolał to, niż kolejny wieczór załatwiania tych spraw pod prysznicem.
Trigger Warning: Erotyka (Odkryj)
Nie spodziewał się, aby ich czerwcowe spotkanie (załóżmy, że to faktycznie było ich trzecie spotkanie, a on nie pomylił jej z kimś innym) minie szczególnie inaczej, szczególnie przez przebywanie w stanie swojej najgorszej egzystencjalnej upadłości. To chyba ona nie powinna go poznać, a nie on jej - bo zestarzał się od lutego z kilka długich lat. Siwizna, przez którą zaczął golić się na zero w tę zimę, była widoczna już nawet przy kilkucentymetrowym odroście, a kiedy golił się na absolutne zero, nic nie przysłaniało ani nie ujmowało w ramkę paskudnej, zniszczonej od braku słońca i narkotyków gęby bandyty. Chyba jedynym co nadawało mu jakąkolwiek delikatność był aktualnie język - zanurzony pomiędzy jej udami, cierpliwie pieścił ją do stanu uniesienia, z czego czerpał chyba nawet większą przyjemność niż ona sama, a gdyby tylko poderwała głowę z wygniecionej poduszki... zauważyłaby, dlaczego pomagał sobie tylko jedną ręką. Był tak samo bezwstydny jak zawsze, tylko tym razem nie mówił nic zbereźnego, bo miał zajęte usta - to dlatego właśnie tego dnia nie zostawiła go samego?
Przeciągnął jej orgazm do granic możliwości, a kiedy się od niej wreszcie odkleił, przetoczył się przez łóżko i sięgnął po leżącą na podłodze koszulkę, żeby wytrzeć własny brzuch i chwycić leżącą pod nią paczkę papierosów, która wypadła na podłogę.
Przeciągnął jej orgazm do granic możliwości, a kiedy się od niej wreszcie odkleił, przetoczył się przez łóżko i sięgnął po leżącą na podłodze koszulkę, żeby wytrzeć własny brzuch i chwycić leżącą pod nią paczkę papierosów, która wypadła na podłogę.
Odkaszlnął.
- Palisz? - Właściwie, to spodziewał się, że pani bezimienna znowu wstanie i wyjdzie bez słowa. Sam nie krępował się ani momentu - po prostu położył się z powrotem na łóżku i wyciągnął sobie jedną fajkę, po czym odpalił ją... niczym. Zapłonęła jak gdyby nigdy nic, a on od razu zaciągnął się dymem.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.