• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Charing Cross Road Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja

Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#11
04.05.2024, 20:36  ✶  
- Więc co, spłuczesz go w kiblu? - Parsknął, kiedy Alexander się zatrzymał, kiedy spostrzegł różnicę w jego spojrzeniu i obyciu, w nastroju, jaki wokół siebie budował. Oto i on - Crow - człowiek niszczący wszystko to, co w nim zostało przez wieczne rozmyślanie o zdarzeniach, które go w przeszłości złamały. Oh, nie możemy podróżować w czasie tak daleko, żeby naprawić wszystko spierdolone po drodze? Okej, ale spędzę resztę życia, rozmyślając nad tym, jak mogłoby wyglądać moje życie, gdyby to było możliwe. Ha, tak samo tragicznie. Nawet gdyby miał jakiś unikalny przypadek zmieniacza czasu i mógł obrócić go w rękach milion razy, zawsze wracałby do ciała posiniaczonego dzieciaka wypychanego nogą z samochodu. Był po prostu zgniły w środku, pewnie od dnia narodzin. Ta zgnilizna śmierdziała, trzeba było trzymać ludzi na dystans, żeby nie czuli smrodu wylatującego z twoich ust.

Istniały momenty, w których potrafił powiedzieć sobie: może powinien się już wreszcie od samego siebie odpierdolić? Może... może zgnębił się już wystarczająco, może nie musiał karać się do końca życia za złe decyzje. Zawsze nienawidził społeczeństwa, ale obdarzał ciepłem wyrzutków - uzależnieńcom, bezdomnym, buntownikom, osobom z obleśnymi chorobami, kompulsywnymi, tym pogrążonym w głębokiej melancholii przywołującej do łba najgorsze z możliwych myśli o zakończeniu własnego żywota. Nie odpychała go psychoza, nie odpychał go smród z ust. Rozumiał tych, którzy dowiedziawszy się o raku zżerającym ich od środka, nie podejmowali się leczenia, bo nie chcieli wyzdrowieć. Młodych zakochanych, zagubionych, nie wiedzących, jak zacząć żyć. Starych, smutnych, samotnych, niemogących odpuścić nawet w ostatnich chwilach życia. Rozumiał ich wszystkich, mógł ich wszystkich otoczyć opieką, entuzjazmem głębokim i żarliwym. Wszystkich oprócz siebie. Sobie, poza chwilami kiedy ktoś wpatrywał się w niego z oddaniem mogącym udusić każdego ze znanych mu bogów, po prostu nie potrafił wybaczyć. Nawet jako ofiara systemu, który odrzucił go już na wstępie, nie widział się nigdy w roli ofiary, bo za daleko w to zabrnął.

- Nie. - Odpowiedział mu trochę sucho. - Nie wyczaruję ci nagle na to odpowiedzi, sam nie wiem, czy chcę je znać. Ty po prostu nie umiesz zadawać pytań, albo nie chcesz ich zadawać. Whatever. - Ta rozmowa zmieniła rytm, nastrój. Grała w niej inna melodia. Próbował skupić się na dotyku ręki na swoich plecach, na jego bliskości, chociaż odsunął się na krok, ale to nie było już takie proste i oczywiste. - Niezależnie od tego, Dante ścigający tę dziwkę nie jest twoim problemem. - To był tylko i wyłącznie jego problem i... szansa.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#12
04.05.2024, 23:13  ✶  
Wpatrywałem się w tego odmienionego Flynna i dochodziłem tylko i wyłącznie do jednego wniosku - oboje mnie nie doceniali. O ile w ogóle można było mówić o dwóch Flynnach, a nie po prostu jednym i tym samym. Miałem wrażenie, że byli jednym i tym samym dupkiem, który jedynie chciał mi pokazać jak mały i nieistotny byłem w obliczu jego problemów, jego wrogów, jego przeszłości. Jak gdybym przez te ostatnie lata nie robił nic, tylko leżał i pachniał. I czasami naprawdę dopadała mnie taka drobna myśl, może nawet i była ona potężna, ale zastanawiałem się bardzo, czy ja byłem po prostu takim nieudacznikiem czy po prostu takim mnie on widział? ON! Ten, który z pośród wszystkich ludzi na świecie, powinienem przecież widzieć we mnie więcej niż mniej, no nie?
Puściłem jego plecy, zostawiłem jedynie chłodną pustkę w tym miejscu. Odsunąłem się od niego by uważnie mu się przyjrzeć, by już nie tworzyć między nami żadnej namiastki domowego ciepła. Nie wiedziałem, dokąd w tej chwili zmierzaliśmy, ale były to niepewne, wyboiste tereny.
- Właśnie, to w tobie jest problem, bo kiedy tylko pojawia się pytanie, wycofujesz się, mijasz od odpowiedzi albo próbujesz zwalić winę na mnie, Crow. Dwoję się i troję żeby cokolwiek z ciebie wyciągnąć, ale to jest jak walka z jebanymi wiatrakami - zauważyłem, rozkładając ręce. Tak, nie mogłem nic na to poradzić. Je przełamałem swoje nie-chce-mi-się, a co z Flynnem? Gdyby chciał mi przekazać cokolwiek, już dawno by to uczynił. Czy to sam, czy to pod wpływem Veritaserum, ale... Może faktycznie się bałem, ale mój strach nie wiązał mu języka. Tego powinienem się trzymać. - I przestań chrzanić. Dante jest twoim problemem, więc jest również moim, bo jakbyś nie zauważył, jesteśmy parą, a będąc razem normalni ludzie się wspierają, a nie przepychają. Mam wymieniać dalej...? Bo, ups, jesteś również członkiem cyrku, częścią naszej rodziny, więc mnie to interesuje jako głowę tej rodziny, bo twoje problemy są też problemami całej rodziny. To od zawsze była transakcja wiązana... Może właśnie to ci się tu nie podobało, hmm...?
Ugh. Aż cały drżałem, musząc przez to przechodzić, ale nie potrafiłem tego w sobie trzymać. Flynn myślał, że powie, że to nie jest mój problem i że co? Że to magicznie zniknie z mojej głowy? Te wnętrzności, które wywlekł za sobą z Podziemnych Ścieżek, teraz oplątały się również wokół moich kostek i też naszego szanownego cyrku. Nie miałem mu tego za złe - nic z tych rzeczy. Miałem mu za złe to, że się odcinał, kiedy powinien pozwolić sobie pomóc. To już nie była tylko i wyłącznie jego sprawa, tylko nasza sprawa.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#13
04.05.2024, 23:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.05.2024, 23:48 przez The Edge.)  
Crow oddychał ciężko, wpatrując się w niego i słuchając uważnie tego, co chciał mu teraz wyrzygać. Garbił się lekko, miał opuszczone w dół ręce. Nadal sprawiał wrażenie kogoś, komu było cholernie zimno, kto marzył o byciu zawiniętym w koc. Jednocześnie dyszał jak po większym wysiłku fizycznym. Wzbierały się w nim emocje, ale te złe emocje. Te, które uzewnętrzniał w agresywny sposób. Te, których się wstydził, jakich nie chciał doświadczać jako części siebie. Chciałby je z siebie wymazać, wydrapać je, ale one zawsze tam były i przypominały mu jak niewiele różnił się od Fontaine, jak łatwo byłoby mu upaść, spaczyć się, jeszcze bardziej zniekształcić swój obraz, zrujnować resztki siebie dające mu jakiekolwiek szczęście. Agresja mogła uczynić go pustą, pozbawioną jakiekolwiek ciepła skorupą. Crow zabijał tego typu ludzi bez skrupułów. Pewnie wreszcie nabrałby odwagi do tego, żeby zabić samego siebie. Jego egzystencja nie miała żadnej wartości, jeżeli nie miał nikogo wokół siebie.

- Tak - przyznał, przez zaciśnięte zęby, samemu nie wierząc, że był w stanie to powiedzieć. - Tak, to mi się tu zawsze nie podobało, bo to są moje problemy, sam sobie na to zapracowałem, bo jestem ścierwem, Al. Jestem gorszy niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić, żyłem jak śmieć i nigdy nie chciałem, żeby te problemy były twoimi problemami. - Ale on wcale nie mówił tego w złej wierze. Głos mu się łamał, przybrał nawet dziwną pozę, jakby chciał wytłumaczyć mu coś oczywistego. - Bo ty jesteś dobry. Jesteś dobrym człowiekiem. W chuju mam to, że jesteście tu wszyscy bandą złodziei - bo przecież stali przy cholernym wozie Layli, wszyscy ich pewnie słyszeli - jesteście dobrymi ludźmi, którzy o siebie dbają, ale ja sobie na to nigdy nie zasłużyłem. Kim ja kurwa dla ciebie jestem, tak naprawdę? Przedstawiłeś mnie komuś kiedyś jako swojego partnera? Znam swoje miejsce, miejsce czegoś, co ludzie chcą mieć, ale jednocześnie boją się tego, bo to wiąże się z koszmarnym ryzykiem. Ten dzień, kiedy zaprosiłeś mnie do swojego łóżka, zawsze smakował jak jebane oszustwo. Bo kiedy chcesz tego ciepła całe życie, ale wiedziesz moje życie, każdy ciepły gest taki jest. Jak. Pieprzone. OSZUSTWO. - Jakby oszukiwał swój los skazańca. Bo te rzeczy mu się nie należały.

Nigdy nie opowiedział mu tego, co stało się z Laurentem Prewettem, kiedy zjawił się w Fantasmagorii. Tę historię opowiedziały mu jednak działania Crowa - kulił się coraz mocniej, napinał wszystkie mięśnie, aż wreszcie wrzasnął. Po prostu krzyknął. Z głębokiej, duszącej irytacji, a później przypierdolił pięścią w wóz Layli. Pięć razy, za każdą kropkę, jakby uderzeniami chciał narzucić sobie przerwę na oddech.

Czy uderzenia zostawiły wgniecenia?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie

Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

- A ON JEST. KURWA. PIEPRZONYM. BARONEM. NOKTURNU. Robiłem mu na złość DZIESIĘĆ KURWA LAT, a i tak ma mnie w swojej ciasnej piździe, bo byłem tylko jej SZCZUREM. - A później złapał się za głowę. Był nabuzowany, ale nie stracił nad sobą kontroli tak jak tego dnia, kiedy przyłożył posążkiem o parapet. - Kurwa mać. - Nie powinni nigdy przyjeżdżać do Londynu. To wszystko by się nie stało, gdyby jeździli po dziurach w Szkocji i żyli tego co ukradli. - Przepraszam.

Cztery wgniecenia. Cztery świadectwa tego, że to niekoniecznie z Lukrecją mieli tutaj problem. Kurwa. Kurwakurwakurwa. Chciał stąd zniknąć. Chciał stać się kimś nieznanym.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#14
05.05.2024, 00:28  ✶  
Wypłynęły słowa z ust Flynna wartkim potokiem, jak gdybym zaklął jego język... A może ujarzmiał dziką bestię? Cokolwiek miało miejsce, w końcu się zakończyło pięcioma głośnymi uderzeniami, z czego cztery pozostawiły po sobie wgniecenia. Nie widziałem tych wgnieceń, bo w głowie miałem pustkę, kiedy próbowałem sobie poukładać to, co działo się z Flynnem. To było coś nowego, coś innego, ale jednocześnie takiego samego... i też starego? Bo potrafiłem odnaleźć w tej furii zagubionego chłopaka, który najchętniej ukryłby się w moich ramionach, pod warstwą kołdry i tym samym zniknął z widoku tego świata. Tak dla niego ciężkiego do życia.
Wciąż drżałem, wciąż czułem dyskomfort, bo nie przepadałem za wymuszaniem czegokolwiek, unoszeniem głosu, przeklinaniem czy w końcu również za aktami przemocy, ale to była reakcja, coś się działo, coś innego niż zwykle, która również ostudziła nieco moje plany, plany, do których wolałem nie podchodzić, bo obawiałem się, że z dwóch przedstawionych opcji, Flynn wybrałby tę rujnującą mnie doszczętnie. Bynajmniej w sferze uczuciowej.
- Nigdy nie chciałeś tego, żeby twoje problemy były moimi problemami, ale są i tak już pozostanie, niezależnie od tego, czy będziesz unikał tematu, czy nie. Nie masz za co przepraszać, tylko traktuj mnie jak równego sobie, bo nie zamierzam stać z boku, a nawet gdzieś za sceną, zastanawiając się jak sobie radzisz... Możesz o tym zapomnieć - odparłem, właściwie już nie zastanawiając się, czy Flynn... albo Crow byłby w stanie zrobić mi krzywdę. Gdyby tak było, to jego pięść, zamiast na wozie Tempest, skończyłaby na mojej twarzy. Tak by było, bo byłem prowodyrem tego wybuchu emocji. Co prawda, jeszcze nie mogłem być pewny, czy to już koniec tej furii, ale wiele na to wskazywało.
- Biorę na siebie ryzyko bycia z tobą, ale nie oczekuj ode mnie, że będę chodził z transparentem i obwieszczał wszystkim wokół, że jestem twoim facetem. Są pewne normy społeczne, których musimy przestrzegać, przynajmniej utrzymywać pozory ich przestrzegania, bo już teraz jesteśmy w dupie z wynikami finansowymi... Jeszcze tego mi brakuje, żeby wybuchnęły skandale, żeby zaczęli nas wskazywać palcami i jeszcze pisać o nas w gazetach. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile nas kosztowała stłuczka z przeklętym Owenem... - wyjaśniłem, o co w tym wszystkim chodziło, bo najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, o ilu rzeczach musiałem myśleć jako Zarządca Cyrku. Może dumnie brzmiało i mogło wyglądać na nicnierobienie albo robienie wszystkiego i niczego, ale to było brzemię, które musiałem wziąć na swoje ramiona. Już koniec z głupimi wyskokami. Teraz to ja musiałem prostować głupie wyskoki innych.
- Wyobraź sobie, że jesteśmy małżeństwem. Że jestem mężem, a ty jesteś żoną... A te wszystkie biegające tu cwaniaki cyrkowe, to nasze dzieci... Trzeba o nie dbać, Flynn. To nie jest żadne oszustwo, tylko prawdziwe życie. Ja, ty, te wszystkie pociechy wokół. Fajnie-pięknie, kiedy mogą sobie ubić świniaka i poświętować nadejście lata, ale to może się skończyć, jeśli nie będę ostrożny i odpowiedzialny... Gdybyś również był ostrożny i odpowiedzialny jako moja małżonka, to by mi bardzo pomogło. Gdybyś mi opowiadał o wkurwiających cię baronach Nokturnu... To również byłby pomocne - zauważyłem, nieco schodząc z tonu, by w końcu również wyciągnąć zapraszającą dłoń w kierunku Crowa. W kierunku tej dłoni, którą jeszcze chwilę temu niszczył mienie cyrku. Tym samym gestem akceptowałem to, co miało miejsce, i zapraszałem do przytulenia...?
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
05.05.2024, 01:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 09:15 przez The Edge.)  
Z trudem odkleił drżącą rękę od ściany wozu, z rozpaczą oglądając ostatnie ze wgnieceń. Później przeniósł zeszklone spojrzenie na swojego brata i słuchał tego, co miał mu do powiedzenia w komentarzu na ten wybuch i... najgorsze było to, że to naprawdę rozpaliło w nim jakąś iskierkę nadziei. Nadziei na to, że po tej kłótni cokolwiek miało zmienić się na lepsze. Wyprostował się więc, otworzył szerzej oczy i rozchylił wargi, a później wystarczyły dwie sekundy, żeby zacisnął je znowu, a po jego policzku spłynęła łza.

Brał na siebie to ryzyko, ale...

No właśnie, ale. Tak pewnie wyglądały najgorsze z możliwych koszmarów. Biorę na siebie ryzyko bycia z tobą, ale nie zamierzam przyznawać się do tego, że jestem gejem. Oczywiście. Napieprzanie się z jakimiś potworami trzęsącymi Ścieżkami, mającymi pod sobą dziesiątki oprychów - to było dla Alexandra lżejsze niż stawienie czoła temu, że świat mógł nie tolerować jego miłości.

Kurwa mać.

Kurwakurwakurwa.


Chciałby myśleć, że sobie to wszystko uroił, ale on to powiedział naprawdę.

Znowu miał ochotę krzyczeć i pewnie by mu to jakoś pomogło, ale skoro już ryczał, to było po ptakach, czuł już pieczenie w gardle i wiedział, że nic z tego. I wiedział też dobrze, jak idealnie jego ciało skomponowało to wszystko z tym, że uchodziła z niego złość. Znowu wyglądał, jakby po prostu skończył się jego atak histerii. Typowy Flynn. Ale to nie była prawda!! To wcale nie była histeria, on to wszystko powiedział świadomie, nie działał na autopilocie, a ta łza nie była efektem tego pieczenia w głowie po tym jak wreszcie zaczynały rozluźniać mu się mięśnie i wracał do żywych. To była oznaka najgłębszego, najokrutniejszego cierpienia, jakie poczuł w obecności Alexandra. Wolałby dostać w mordę. Naprawdę. Wolałby znowu zostać przez niego pobitym, niż usłyszeć, że wyniki finansowe były dla niego ważniejsze niż ktoś, kogo podobno tak kochał. Co kogo kurwa obchodziło to, że chodziliby gdzieś razem za rękę? Pisali o nich w gazetach, że kradli dzieci z jebanych sierocińców. Niech piszą o nich częściej. Każdy chciałby zobaczyć występy cholernych dzieciokradów. Flynn byłby też w stanie zaryzykować stwierdzenie, że już teraz mieli ich za bandę dziwaków, nic to kurwa nie zmieniało, że dwójka z nich była pedałami.

Wyobraź sobie, że jesteśmy małżeństwem.

Wyobraź.

Wyobraź sobie,
bo nigdy przecież nim nie będą. Zupełnie jak Bletchley. Chyba zaczynał dostrzegać jakiś wzór. Chciał stąd uciec. Uciec stąd i nigdy nie wrócić. Tak wyglądało prawdziwe życie? Miał być wstydem dla obu osób, na których najbardziej mu zależało? Wszystko miało być cudowne tak długo, jak będzie trzymał mordę na kłódkę? Mylił się jednak. Najgorsze nie było wcale zrobienie sobie nadziei - najgorsze było to, jak szybko to zaakceptował.

Skinął głową, ocierając łzy.

- Napr- ... n-naprawdę przepraszam, Al - wydusił z siebie, przyjmując wyciągniętą ku niemu dłoń. Starszy Bell miał rację, zapragnął wrócić w jego objęcia, utonąć w jego dotyku, bo tyle szczęścia mógł z tego dla siebie wyciągnąć. On, chuja warty obrazoburca. Człowiek tak bardzo chcący się zbuntować i pokazać światu środkowy palec, jednocześnie tkwiący w klatce swojej rozpieprzonej doszczętnie samooceny. Chciałby być kimś, dla kogo warto było trzymać ten transparent. Ktoś dla kogo wewnętrznego spełnienia warto było krzyknąć w tłumie, że był twoim facetem. Wypowiedział to już trzeci raz w to lato i trzeci raz został zgaszony jak pet. I trudno. Bo chociaż straszył wszystkich i stroszył czarne pióra, prawda o nim była taka, że jeżeli nie mógł mieć ich w całości, to chciał mieć cokolwiek, co mu dawali, nawet gdyby miały to być ochłapy. A Alexander dał mu przynajmniej jakiś wyraźniejszy cel. - D-daj mi ten eliksir, opowiem ci o nich, co tylko chcesz. - Oparł się o niego, splatając dłonie za jego plecami i zaciskając oczy. - Naprawdę spróbuję - być tym, kogo sobie wyśniłeś.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#16
05.05.2024, 17:02  ✶  
Flynn skinął głową, a ja za to swoją pokręciłem. Kompletnie nie o to mi chodziło. Wcale mnie nie słuchał, tak naprawdę oddając się własnym, wewnętrznym, skrycie zamkniętym przed światem, myślom. Jeden czort wiedział, co tam sobie ubzdurał w głowie, a ja nie chciałem tego wiedzieć, bo coś czułem, że spokojnego wieczoru byśmy nie mieli, gdyby to wypłynęło. I to właśnie przez to, przez takie myślenie, były między nami niedopowiedzenia, bo pewnych rzeczy unikałem, zamiast stawić im czoło. Nie mogłem cale życie klepać pobłażliwie Flynna po głowie, jeśli chciałem, żeby coś w naszym życiu uległo zmianie. Tylko że jednocześnie bałem się, że w każdym kolejnym momencie mogę go zranić, sprawić, że obróci się napięcie i stąd sobie pójdzie. Jedna Bogini Matka wiedziała gdzie! ...i jeszcze zapewne nie wróci, a nie o to mi przecież chodziło.
Na razie jednak objął mnie ramionami, więc nie uciekał, nie zamierzał nigdzie się skryć. Ewentualnie w moich ramionach. I dobrze. To mi odpowiadało.
- Nie płacz, nie przepraszaj - poprawiłem go ponownie, wyciągając swoje dłonie w kierunku jego twarzy, by zetrzeć z niej swoimi palcami resztę łez. Te, których nie starł za pierwszym razem. Serce mi się krajało, kiedy widziałem go w takim załamaniu. Próbowałem być delikatny, jakoś do niego dotrzeć okrężną drogą, ale najwyraźniej nic nie mogło załatać w żaden sposób myśli, w których tak bardzo siebie nienawidził. - Jesteś silniejszy od tego zła, które widzisz w sobie. Jesteś dobrym człowiekiem. Jak każdy z nas tutaj. Również o nas dbasz, a my dbamy o ciebie. Jesteśmy jedną drużyną, jedną rodziną, jednym organizmem. Nie ma podziału na ciebie i na nas, rozumiesz? Widzisz to? - zapytałem go, bo nie byłem pewny, czy w tej chwili jest w stanie słuchać moich wywodów czy też dostatecznie się na nich skupić. Zmusiłem go żeby na mnie spojrzał, uniosłem swoimi dłońmi nieco jego twarz by zobaczyć te załzawione oczęta.
- Powiesz mi to, opowiesz mi bez eliksiru. Dasz radę to zrobić, bo w ciebie wierzę, Flynn. Żadnych wspomagaczy. Tylko ty i ja, rozumiemy się? - właściwie rozkazałem i zapytałem dla pewności, czy instrukcje były jasne. Wpatrywałem się w niego poważnie, z przekonaniem. Czasami trzeba było te pióra odpowiednio ułożyć by nie były nastroszone ze strachu czy z powodu agresji, tylko ładnie gładko przylegały do skóry, perfekcyjnie przygotowane do lotu. To jak? Polecisz? Czy cię popchnąć?
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#17
05.05.2024, 23:14  ✶  
Spróbował się uspokoić i przestać powtarzać to, że go przepraszał, ale w głębi duszy czuł, że cokolwiek teraz zrobi, nie będzie wywołane własną chęcią, a potrzebą spełnienia jego oczekiwań. No bo zawiódł znów sam siebie i jego, cokolwiek by mu teraz kazał, choćby i kosztowało go to wiele - zasłużył sobie na to. Wolałby usłyszeć „przeprosiny zostały przyjęte” niż „nie przepraszaj”, ale wolałby też połknąć kłamstwo „nie jestem na to gotowy” niż stanowcze wgniecenie mu w łeb pierdololo o tym, że cyrk mógł być zagrożony ich publicznym wyznaniem miłosnym. Najwyraźniej życie chciało mu pokazać jeszcze raz, że on po prostu nie mógł dostawać wszystkiego, czego chciał, może ubierając tak karę za zachłanność?

Nie był silniejszy od tego zła, które widział w sobie. To zło było częścią niego i nie mógł się go tak łatwo pozbyć. Ba, jakby się nad tym zastanowić, to to zło właśnie było jego siłą... On tak żył. Bił, krzyczał, zastraszał. Brzęczenie łańcuchów i dźwięk wytrychu otwierającego zamek w twoich drzwiach miały być najgorszymi z możliwych dźwięków, jakie spotykały cię na Ścieżkach. To z nimi stał się jednym organizmem. Z korytarzami, które wyrył własnymi narzędziami. Z martwym powietrzem zalegającym na najgłębszych piętrach. Mimo szczerych chęci nie potrafił czuć się częścią tej rodziny. Udawał, ale nigdy nie czuł tego do końca. Flynn był pewny tego, że gdyby Alexander zginął, nic by go tutaj na stałe nie trzymało. Kiedyś wydawało mu się, że utrzyma go tutaj też Layla, ale ona... Nie chciał nawet o tym myśleć.

Pokiwał głową twierdząco. W odpowiedzi na każde z zadanych mu pytań. To było kłamstwo. Za każdym razem. Wciąż, gdyby tylko miał tyle odwagi, pragnął stąd uciec, ale nigdy nie wyrwałby się z jego objęcia, nie zabrałby brody z dłoni, która go trzymała.

- Nie chcę robić tego tutaj - powiedział i rozejrzał się wzrokiem niepewnie, nie poruszając jednak głową, ta bowiem trwała nieruchomo w tej pozycji, w jakiej Alexander ją zostawił.

Krzyki i uderzenia musiały zwrócić na niego uwagę wszystkich wokół. Oglądanie go w takim stanie, słuchanie czegokolwiek co miał do opowiedzenia o swoich dawnych (a może i obecnych?) zajęciach - koszmar. Nie tylko ze względu na bycie samotnikiem, wyrzutkiem. Żaden człowiek nie lubił być wystawiony na pośmiewisko, a tak by się teraz czuł, gdyby ktoś uraczył go choćby minimalnie krzywym spojrzeniem.

- Możemy stąd iść? Proszę? - Nawet nie do wozu. Gdziekolwiek, gdzie mógłby się schować.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#18
07.05.2024, 20:48  ✶  
Życie w kłamstwie było takie lekkie, takie fajne, takie beztroskie. Uśmiechnąłem się szeroko i cmoknąłem go w czoło. Zapewne w ramach nagrody, swego rodzaju odznaka dzielnego chłopca, ale też cieszyłem się, że mieliśmy jakiś progres. Teraz mogło być tylko lepiej...? Z Flynnem u boku w roli wspierającej żony zapewne będę mógł podbić cały kraj, a potem świat! Tylko musiał nabrać odwagi, pewności, że wcale go nie zostawię, jeśli powie o słowo za dużo. Nic nie mogło sprawić, że się od niego odwrócę. To było fizycznie niemożliwe.
Poklepałem go pokrzepiająco po ramieniu, po czym czule pogładziłem. Chciałem by wiedział, że miał mnie tuż obok, że nie był z tymi demonami sam.
- Wszystko będzie w porządku... Ale masz rację. Porozmawiajmy w innym miejscu - odparłem i zaraz pokiwałem głową, bo ściany, a właściwie to okienko w przyczepie, miało ucho albo kilka par uszu, a Flynn miał okazje narobić niemałego hałasu, więc... przystałem na jego prośbę.
Złapałem go za dłoń i zaraz pociągnąłem za sobą w kierunku najbliższej przyczepy, a potem kolejnej, ale wszędzie ktoś się kręcił i coś robił. W końcu jednak nie wytrzymałem i wyprosiłem towarzystwo z wozu z kostiumami. Nagle wszyscy zrobili się zapracowani, kiedy musiałem pilnie porozmawiać. Zapewne udawali zapracowanych, kiedy tylko pojawiałem się na horyzoncie. Ja już znałem tych nygusów. Chwila bez pracy z pewnością będzie im stała kością...
Pozostawiłem Flynna na środku, a sam wyjrzałem na zewnątrz, czy się rozeszła hołota, a potem zamknąłem za sobą drzwi. Szczelnie. Choć Flynn raczej nie podzielałby mojego stanowiska w tej sytuacji, bo widziałem jego poważne miny, może nawet trochę momentami podchodzące pod panikę, to właśnie docierało do mnie, że zrobiłem nam miejsce jakże intymne na takie rozmowy. Stał na środku taki biedny, więc... wskazałem mu ręką kanapę. Może tak będzie lepiej... pogadać.
- Powiedz mi, jak się czujesz...? Z tym, co miało miejsce... Przed chwilą i teraz? - zapytałem go, wpatrując się w niego, jakby miał zaraz stąd zniknąć. Kto wie? Może jednak mój optymizm był za bardzo... do przodu? Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby zaraz Flynn zrobił czary mary i zniknął stąd w kłębach dymu? Położyłem mu dłoń na udzie by w razie czego czuć ten moment, kiedy przestanie tu być... a może go powstrzymać przed ucieczką?
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#19
08.05.2024, 07:33  ✶  
Skąd właściwie mógł wiedzieć, że wszystko będzie w porządku? I jak zadowalające miało być to w porządku, jak miało się do ich wspólnych oczekiwań? Z trudem przyznawał sam sobie - celował w dobrze, ale jeżeli Alexander miał być szczęśliwy, to mógł przełknąć w porządku i może być. Jego. Własnym kosztem. Za wystarczająco żenujące uważał to, jak łatwo było mu odpłynąć teraz myślami do jakiejś przyjemniejszej sceny - do ciepłego czerwcowego popołudnia, kiedy jego twarz muskało słońce na przemian z rozgrzanymi wargami kogoś, kto go tak dobrze go rozumiał. Bez słów. Bez pytań. Jak gdyby nigdy nic czytał z niego jak z otwartej książki i dopasowywał swój kształt tak, żeby Flynnowi było wygodnie. W jego percepcji Alexander tego nie potrafił. Nigdy do końca nie wiedział, co powiedzieć, jak się zachować. Często widział w nim chęci uspokojenia narastającego między nimi napięcia, ale było to tak nietrafione, że zaogniał to jeszcze bardziej. Nie potrafił jednak powiedzieć, żeby którykolwiek z nich był lepszy lub gorszy, a gdyby próbował ich tak ze sobą zestawić, pewnie żałowałby tego szybciej, niż zdążył całkowicie pojąć, cóż takiego w swojej głowie uczynił. Byli inni. Ich relacje wyglądały inaczej. Czegoś niemal zupełnie innego od niego oczekiwali. I chociaż opuszczenie spojrzenia w dół i zaakceptowanie przegranej drążyło mu dziurę w brzuchu, dyskomfort, w którym mimowolnie utonął, przypomniał mu jak bardzo Bletchley był zachwycony tym, że się zmienił - to zaś zaprowadziło go do przemyślenia, że czasami ten dyskomfort wiązał się zwyczajnie z tym, że człowiek rozwijał się w jakimś kierunku i chociaż łatwo było utonąć w objęciu kogoś, kto najwyraźniej wybaczyłby mu wszystko, to faktycznie Bell uczynił go o włos (ale jednak o włos!) lepszą osobą. Mały krok dla normalnej jednostki, wielki dla kogoś od wielu lat szorującego po dnie.

Szkoda tylko, że niekoniecznie wierzył w to, aby poszerzenie Alexandrowi horyzontów miało mieć jakikolwiek pozytywny wpływ na ich dwójkę lub Fantasmagorię. Cokolwiek co wiązało się z jego życiem na Ścieżkach wciąż jawiło się w głowie Flynna jako inna, odrębna, niepowiązana z nimi historia - i wcale nie chciał ich łączyć.

Wciągnięty do zajętego wozu zrobił minę cierpiętnika i nie odzywał się wcale. Jeżeli nie domyślili się po krzykach i dźwiękach pękających desek, teraz mogli być całkowicie pewni, że Edge miał burę u ojca. U ojca, co zamiast go zaciągnąć dalej do przestrzeni, w której razem spali, wolał wygonić z garderoby połowę ich rodziny, na wypadek, gdyby na Flynnie spoczywało zbyt mało par ciekawskich oczu. Litości, cofał te wszystkie wnioski do jakich doszedł, zdecydowanie wolał brak rozwoju. Wolał schowanie się w rękach kogoś przy kim mógł być spokojny, szczęśliwy i durny.

- Czemu po prostu nie poszliśmy do ciebie? - Wyjęczał, chociaż nie zająkał się. Posłusznie usiadł we wskazanym miejscu, wpierw drętwo, ale kiedy Alexander złapał go za nogę, ten bardzo szybko się na niego wylał - ścisnął ich ciała ze sobą, głowę oparł na ramieniu brata. - Chujowo. Minimalnie lepiej. - Nie miał pojęcia po co w ogóle zadał te pytania. Dosłownie się popłakał - czy to nie wystarczyło aby wywnioskować, że nie było z nim najlepiej? - Co... Co dokładnie chcesz o nim wiedzieć?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#20
09.05.2024, 19:42  ✶  
Może po prostu byłem głupcem? Albo nadmiernym marzycielem? A może te momenty chwilowej euforii trzymały mnie przy życiu? Nadzieja w to, że kiedyś może być naprawdę w porządku, może być dobrze, może nawet świetnie? Może jakaś część mnie zdawała się wierzyć w to, że przy odpowiednim wsparciu Flynna mogę zdziałać cuda? Może nawet wznieść się w powietrze i polecieć?
Chciałem dla nas jak najlepiej. Dla nas wszystkich. Jedna wielka rodzina, a w niej ja z Flynnem, Flynn ze mną. Pragnąłem tego by Flynn się przede mną otworzył, żeby chronić ich. I siebie. I cyrk - dziedzictwo nie tylko nasze, ale również Tullyego, jego poprzedników. To historia lat, całych gromad biednych sierot, których życia odmieniliśmy... I również szansa na ocalenie kolejnych bezbronnych dusz. Nie mogliśmy pozwolić by coś zniszczyło to wszystko wokół, by zmiotło nas z powierzchni ziemi, zaskoczyło, zabiło.
Zabiło. Niechęć Flynna do dzielenia się swoją przeszłością mogła nas zabić. Zabijała również mój optymizm, który starałem się usilnie utrzymać. Hah! Może też trochę się okłamywałem, że nie było tak źle jak to pisał wyraz jego twarzy, stąd wziął się nadmiar mojego pozytywnego myślenia? A może ta niepewność związana z moją przyszłością, ściśle również z obecnością Flynna u mojego boku, doprowadzała mnie na skraj szaleństwa?
- Daj spokój. Chyba nie wierzysz w to, że tu sobie prężnie pracowali...? - zapytałem go rozbawiony. Próbowałem jakoś rozluźnić atmosferę, ale ewidentnie mi to nie wychodziło. Plus był jednak taki, że Flynn nie uciekł, tylko jeszcze bardziej do mnie przylgnął. Zrobiło mi się cieplej na sercu na ten gest.
Pomimo poważnej rozmowy, która nas czekała, nie potrafiłem mu odmówić tej bliskości. Zresztą, sobie również nie byłem w stanie jej odmówić. Otuliłem go rękoma niczym małego chłopca... Jak ojciec syna. Jak Tully przytulał mnie.
- Nie stresuj się tak, Flynn. Zauważ, że po tym co już przeszliśmy, wciąż tu jestem i nigdzie się nie wybieram, hmm? - odparłem do niego na dalsza próbę pocieszania. Nawet cmoknąłem go w czubek głowy. Nie przepadałem, kiedy robił sobie krzywdę, a uderzanie w wóz z taką siłą było znęcaniem się nad sobą, ale nic nie mówiłem. Ewidentnie w ten sposób odreagował emocje, bo potem zalał się łzami... To też łamało mi serce, widok jego rozpaczy, jego łez, tych emocji, które zmuszały go do nienawidzenia siebie. Był jednym z najcudowniejszych osób, jakie miałem okazję poznać... Nie potrafiłem mu pomóc, a tak bardzo pragnąłem by ujrzał siebie moimi oczami.
- Chciałbym wiedzieć, kim jest ten Dante? W jaki sposób go poznałeś? Co o nim wiesz, w sensie czym się zajmuje, co robi... A właściwie, co robił, kiedy go znałeś, bo jednak minęło trochę czasu odkąd byłeś na Ścieżkach... I co ma wspólnego z tą Platynową Blondi? Co Platynowa Blondi ma wspólnego z tobą? - zacząłem, bo właściwie za bardzo nie wiedziałem, gdzie zacząć, ale jak zacząłem pytać, to jakoś te pytania zaczęły same się sypać jak oszalałe. Ale zatrzymałem się, zamknąłem się na chwilę, żeby Flynn mógł odpowiedzieć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (12617), The Overseer (11446)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa