• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, polowanie - Loretta i Theseus

[25.03.1972]Przyjęcie u Yaxleyów, polowanie - Loretta i Theseus
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#1
21.11.2022, 23:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.11.2022, 23:54 przez Theseus Fletcher.)  
- Hau, hau. – żachnął się jeszcze na koniec tego przekomarzania. Wyglądał na niezadowolonego psa, niewybieganego psa. Ale widząc jedzenie rozjaśniła mu się nieco twarz a brzuch wydał niewesoły warkot, słyszalny pewnie tylko dla Geraldine.

- I będziemy jeść upieczone na rożnie mięso, palcami. – kiwał głową w uznaniu dla swojego pomysłu, który w połączeniu z przyciszonym głosem i przymrużonymi oczyma, stawiał go prawie jak w konspiracji przeciwko sztućcom.

- Mam to gdzieś – powiedział z uśmiechem. – Nie musisz przepraszać. – wzruszył ramionami. Już więcej nie chciał się nad tym nawet zastanawiać a fakt, że Geraldine miała w sobie przez to jakieś wyrzuty, nie napawał go pozytywnymi emocjami. Wolał za to skupić się na tym, co dopiero przed nimi.

- Szczerze mówiąc, to ja po prostu się spieszyłem i nie pomyślałem… – przyznał, a potem przechylił głowę w bok. Jakby na potwierdzenie swojego psiego podobieństwa. – A właściwie to może byłem po prostu podekscytowany czymś. – poprawił się ładnie. Geraldine mogła zauważyć, że wypowiedziawszy ostatnie zdanie, ożywił się. – Ale o tym później…

Przyglądał się karteczce, przeczytał raz jeszcze imię Loretty. Skojarzył fakty, później połączył nazwisko z twarzą. Mimo że nie przebywał z ludźmi z wyższych sfer zbyt często… o ile można powiedzieć, że często przebywał z jakimikolwiek ludźmi, tak nie był absolutnym głąbem. Yaxleyówna od czasu do czasu mówiła mu o swojej rodzinie – o Leandrze z największą pasją, o jego wybrance i tego jakim uczuciem darzyła ją łowczyni również.

Cóż, będzie musiał się na własne oczy i uszy przekonać. Nie miał jednak wobec niej uprzedzeń ani oczekiwań, mimo zasłyszanej u przyjaciółki opinii.

Atmosfera w salonie i w ogóle na piętrze, gęstniała. Od rozmów codziennych, ale już bardziej skierowanych z ekscytacją ku samemu polowaniu. Być może gospodarze mieli w zanadrzu jakieś inne rozrywki na cześć bliźniaków czy zaręczyn, o których Theseus zapomniał z kolejną sekundą po usłyszeniu tej… nowiny.

- Powodzenia, jakbyś potrzebowała pomocy, to krzycz. – powiedział na odchodne do przyjaciółki. Wiedziała pewnie, że nie podważał jej umiejętności, a wręcz przeciwnie – martwił się, że przyjdzie jej do głowy zapolować na Leandera.

Nie miał niestety w zawieszonej na ramieniu torbie butów na zmianę. Torbę zostawił gdzieś przy skrzatach domowych Yaxleyów, nie miał tam i tak nic nadzwyczajnego w środku, a poza tym, nie sądził się, że ośmielą się sprawdzić. Bardziej z obrzydzenia niż honoru.

Z napełnionym, acz nie do syta, brzuchem, ruszył w poszukiwaniu swojej partnerki na przyszłe trzy godziny tropienia i polowania zwierzyny, która kryła się w lesie za domem. Czy rozpoznał ją i znalazł z łatwością? Trudno powiedzieć.

- Mam wrażenie, że nie zostaliśmy sobie wcześniej przedstawieni. – zaczął, zbliżając się do Loretty z lekkim i naprawdę szczerym uśmiechem w kąciku prawie zawsze poważnie zaciśniętych surowo ust. – Jestem Theseus, przyjaciel Geraldine. Wygląda na to, że przyjdzie nam spędzić trochę czasu razem. – powiedział i zaprowadził ich, jeśli oczywiście nie oponowała, do stanowiska, gdzie przygotowano broń. Dla siebie wziął tylko kuszę i nóż myśliwski. Nie brał noża do skórowania, nie miał zamiaru skórować zwierzyny od razu na miejscu.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
23.11.2022, 23:34  ✶  

Wróciła do wnętrza z zafrasowaną miną, która wyrażała cały archipelag emocji kotłujących się pod  upstrzoną czernią loków głową i o ile Leander swoją mimiką wyrażał absolutne zadowolenie z obrotu spraw, dla niej rozwierały się w niebie istne bramy Hadesu, tętniąc swoją rozwartą, rozogniającą się postacią; ostatni wdech zamarł na jej wargach nieprzejednanie, wytłaczając jedynie głębokie westchnięcie z wnętrza – coś w niej umarło w absurdalnej postaci, skłaniając jedynie ku ugięciu bezradnemu brwi, gdy przełykała ciężko ślinę. Zamrugała kilkukrotnie, zupełnie jakby chciała odzyskać właściwość percepcji zamkniętej w szkle oczu – te nie załzawiły się, jednak na scenie umysłu rozgrywał się gorąc dantejskich scen. Sam fakt, jakoby miała przybrać obrączkę na dłoń na rozciągłości kilkunastu tygodni, a te, spopielając się w lata, miały znaczyć jej drogę linią mężatki, uwierały boleśnie w kruchość umysłu – jej narzeczeństwo ulatywało jej między palcami i choć wiedziała, że ten moment nastanie, odsuwała jego nieubłagany czas gorączkowo. Jeszcze to wspomnienie o dzieciach!

Wróciwszy do pomieszczenia, prędko pomknęła na górę, opracowawszy do perfekcji prędkie przemieszczanie się na wysokich obcasach – w domu Leandra, choć nie bywając za często, posiadała niewielką ilość ubrań, które w tej sytuacji mogły przydać się niezawodnie; w pośpiechu więc zmieniła odzienie na umiejscowione na płaskiej podeszwie kozaki, proste czarne spodnie i jedną spośród koszul. W ferworze nagłego zmieniania odzienia, pozostawiła marynarkę Anne na łóżku, napominając się wielokroć przy wyjściu, aby absolutnie nie zapomnieć jej zwrócić.

Gdy powróciła do sali, nie zdążyła nawet przeczytać kartki, na której dane było nazwisko jej partnera do polowania, w jej kierunku jednak zmierzył Theseus Fletcher, którego mimowolnie w myślach nazwała mieszańcem, na jego powitanie jednak, wyciągnęła dłoń, przeganiając burzowe chmury znad czoła i rozpromieniła się swoim naturalnym, nieodłącznym zwyczajem.

– Loretta Lestrange – rzekła, w myślach dodając: niebawem niestety Yaxley. Idea ta jednak, nie odwzorowała się na jej obliczu w żaden sposób, a jedynie zadrgała odrobinę wargami, zupełnie jakby te chciała przekształcić w nieciekawy grymas – uśmiech jednak nie zszedł z oblicza, nawet jeśli wciąż w absurdalny sposób traktowała mężczyznę jako gorszego. – Na to wygląda? – zabrzmiała bardziej pytaniem, aniżeli stwierdzeniem, traktując jego towarzystwo jako pewnik; zupełnie jakby nie wątpiła, czy psy mieszanej krwi umieją czytać.

– Słuchaj, Theseus, postawmy sprawy jasno – nie potrafię polować, a moja kondycja nie istnieje, podobnie jak orientacja w terenie. Jeśli zależy ci na tej absurdalnej wygranej – urwała, marszcząc brwi – jelenia, muszę Cię rozczarować. – Uśmiechnęła się słodko, zupełnie jakby gorzkie słowa właśnie nie opuściły jej warg.

Obserwowała ze spokojem niemniej stoickim, jak ten wybiera kuszę oraz nóż myśliwski; dla siebie nie wzięła nic, jednym wzrokiem dając mu jasno do zrozumienia, że polować nie zamierza w żadnym razie.

Gdy ruszyli do lasu, rozejrzała się niepewnie dookoła, bystrym spojrzeniem analizując jedynie fakt, iż otacza ich gęste, jeszcze skute marcowym przymrozkiem listowie. Zadrżała lekko, napominając się w myślach, iż powinna była uczynić pożytek z użyczonej jej marynarki, nie rzekła jednak ani słowem, zachowując pokerową twarz. Uniosła wysoko brwi, krzyżując spojrzenia ze swym partnerem niedoli, widząc, iż ten w równej mierze nie widzi nic poza konarami drzew.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#3
24.11.2022, 22:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2022, 22:38 przez Theseus Fletcher.)  
Sam do końca nie był pewien, czy zależało mu na wygranej. Nie chciał być gorszy od Logana Borgina, ale nie chciał się też przed sobą do tego przyznać. Coś drapało go po dumie i nie dawało spokoju, powinien upolować choćby zająca. Ze swoim szczęściem pewnie natrafią na okrągłe nic albo niedźwiedzia, przed którym będą musieli się szybko teleportować. Tyle, że on nie znał teleportacji.

- W tym miejscu zapytałbym, czemu, ale nie jestem pewien, czy masz ochotę mi na to odpowiadać. – powiedział, właściwie wyręczając i wytrącając ja z rytmu odpowiedzi. Mogła, owszem, zaczepić go o to, ale miał dziwne przeczucie, że tylko ją to rozzłości.

Nie zastanawiał się niepotrzebnie nad tym, dlaczego nie wzięła kuszy. Zorientował się w porę, że będzie zdany na siebie, nie było mu nawet żal. Był ciekaw, czy w ogóle jest szansa na jakiegoś jelenia. Kilka razy wybrał się w Geraldine w ten las, ale ostatnimi czasy nawet przyroda wokół zdawała się być niespokojna.

Na brzegu polany i linii drzew zatrzymał się i rozejrzał. Spojrzał tez pod nogi, oceniając stan swoich przeklętych butów. Te same lakierki miał na sobie podczas feralnego balu. Wypastowanie ich nie zmyło z niego wstydu po tej całej akcji z bobrem.

- Musi być jeleń? Może spotkamy bobra, ostatnio pojawiają się w przypadkowych miejscach. – zagaił. – Słyszałem od przyjaciółki. – dodał. Nie widział nic. Ani teraz, ani kiedy weszli głębiej w las.

- Czym się zajmujesz, tak na co dzień? – zapytał, zapewne strzelając jakieś faux pas. – Poza byciem wyjątkowo uszczypliwą. – dodał z szelmowskim uśmiechem na ustach. Chyba sobie właśnie grabił.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
29.11.2022, 22:01  ✶  

Upolowanie jakiejkolwiek zwierzyny nie plasowało się na szczytnym miejscu pośród jakkolwiek zagubionych, odrobinę zbitych ze swoistego pantałyku myśli. Te nieodwołalnie krążyły wokół potencjalnego mariażu, który miał zaznaczyć dłoń obrączką już na rozciągłości przeklętych tygodni i choć mogła się z tego w oczywisty sposób wykpić, nie wiedziała, czy znajdzie w sobie na tyle samozaparcia; nie wiedziała, czy mu się sprzeciwi i przede wszystkim nie wiedziała, w jaki sposób to uczynić, aby nie ulec jego słowom ponownie. Wątpliwości wbijały się uporczywymi igiełkami pod skórę, bulgocząc pod nią nieprzejednanie, gdy ponownie kierowała wzrok wielkich, sarnich ocząt na Theseusa, ślinę ciężko przełykając, nie rejestrując nieomal jego słów na żaden sposób.

Zmrużyła oczy lekko, zupełnie jakby nie chciała sączyć z ust odpowiedzi na jego słowa; założyła zamiast tego roztrzepane loki za ucho – bez horrendalnie wysokich obcasów, które na ogół przywdziewała, w których mógł ją zobaczyć wraz z początkiem spędu, była jeszcze niższa i drobniejsza w posturze i jej ledwie wybijający się ponad metr pięćdziesiąt wzrost został wyraźnie uwydatniony. Przynajmniej chude, znaczone niedowagą ramiona pozostały zakryte przez koszulę, nie mogła jednak kryć dreszczu chłodu, który gwałtownie przemknął ponownie po ciele, gdy tylko weszli w las.

Rozejrzała się ponownie po polanie, nie dostrzegając absolutnie niczego, co mogłoby świadczyć o jakimkolwiek ruchu – jedynym, co utrzymywało się bez wątpienia, to chłód wiatru szeleszczący w liściach, zamykający swym podniebnym podmuchem poranny, wiosenny przymrozek w konarach drzew.

– Nie musi być to jeleń. Upoluj cokolwiek tylko chcesz, albo i nie – tak naprawdę leży to w twoich rękach, bo nie mam męskiej dumy, którą uraziłoby wrócenie z pustymi rękoma – odparła miękko, tonem głosu absolutnie niepasującym do uszczypliwych słów wydobywających się z ust.

Na jego kolejne pytanie uniosła wysoko brwi, a przez ułamek sekundy przez myśli przebiegły powątpiewania, czy przypadkiem mężczyzna nie mieszka pod kamieniem. Zafrasowało ją to głęboko – lubiła przecież, gdyż było o niej głośno i z absolutnie równą temu gorliwością dbała o to, aby tak było, zmrużyła więc oczy ponownie, patrząc na niego z wyjątkowo, absolutnie wręcz zakorzenioną pewnością, że ten się zgrywa. Skoro jednak zamilkł na moment, zmarszczyła brwi lekko, aby jej oblicze po chwili rozjaśnił naturalny w swej krasie, drobny uśmiech.

– Jestem malarką – rzekła miękko, nie wdając się w szczegółowość swojej kariery – że posiada na własność galerię sztuki noszącą jej nazwisko, czy że błyska zębami z okładek Proroka. – A ty czym się zajmujesz? – spytała bardziej z powinności, aniżeli ciekawości. – Ja? Uszczypliwa? Nigdy w życiu – odparła i chociaż ironią nie posługiwała się biegle, ta wyraźnie zarysowała się w brzmieniu.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#5
30.11.2022, 15:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2022, 15:30 przez Theseus Fletcher.)  
Z początku po prostu tego nie zauważył i nawet nie pomyślał, że może być jej zimno. Gruboskórny Theseus nie miał problemów z utrzymywaniem ciepła. Zazwyczaj. Został pewnie na tego typu sprawy uodporniony, zahartowany. Dobieranie odpowiedniego ubioru przychodziło mu zazwyczaj prościej niż dzisiaj, ale pomijając niedopasowane buty, wszystko inne w tym konkretnym kontekście warstw, mogło się zgadzać.

Dopiero kiedy przeszedł przez nią lekki dreszcz, mentalnie przybił sobie piątkę z czołem. Byli już kilka kroków za linią drzew, kiedy przystanął, oparł kuszę o pierwszy lepszy pień i po prostu ściągnął marynarkę. Celowo nie poprzedzał tego pytaniem, bo gdzieś w duszy czuł, że odmówi.

- Będzie ci w tym cieplej. – powiedział z ręką wyciągniętą w stronę Loretty. – Jest z wełny, ale nie gryzie, bo ma podbicie. – przekonywał. – Nie będę cię specjalnie namawiał, ale ja też nie gryzę. – dodał, nadal mając nadzieję, że trochę ją rozśmieszy. Tak, chyba w ten sposób myślał. A co jak pomyśli, że śmierdzi? Pachniała po prostu jego perfumami, skórzaną galanterią i lasem. Ale do lasu właśnie weszli.

Sam miał na sobie koszulę i kamizelkę, ale rześkie powietrze wczesnej wiosny raczej zachęcało go do dalszych poszukiwań. Nie zliczy przecież ile razy przemókł i wyziębił się podczas o wiele trudniejszych polowań. Po jakimś czasie pewnie będzie żałował, że w ogóle to zaproponował, ale na razie napędzała go ekscytacja polowaniem.

- Malujesz ludzi, sceny… czy wszystko? Wybacz, nie jestem w tym najlepszy, chociaż potrafię docenić, jeśli już coś zobaczę. – zapewniał ją szybko. – Nie mam po prostu zbyt dużo okazji. – dodał z lekkim uśmiechem przyznającego się do winy.

I oto właśnie usłyszał dziwny, nietypowy do sytuacji odgłos. Coś na rodzaj stłumionego ryku i łamanych gałęzi. Przyłożył palec do ust i zanim odpowiedział, chwycił kuszę. Jeśli Loretta nie przyjęła jego oferty, zarzucił marynarkę na ramię.

//37,5 - w następnej turze będziemy uwzględniac rzut barda.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#6
22.12.2022, 15:02  ✶  

Jeden z mnogich dreszczy przeszedł jej ciało na palcach, swą wędrówkę rozpoczynając na karku, aby zwieńczyć swoistą trasę wraz z końcem kręgosłupa. Czuła nieomal jakby padał deszcz, znacząc jej drobne ciało igiełkami chłodu, czyniącym ze skóry barwną galaktykę – niebo jednak jednało błękitem wybijającym się spomiędzy rozłożystego listowia, którym upstrzone były konary drzew. Rozłożyste jak waty cukrowe, szelestem napominały o nieodzownej obecności natury; tak odmiennej od londyńskiego bruku. Gdyby nie przebrała butów na kozaki, z pewnością ugrzęzłaby w jednej z błotnistych kałuż; swoje jednak zrobiła z wielką pychą – uwielbiała wyglądać skandalicznie i ową okładką własnej osoby kontrastować osobowościowo. Przecież daleko było jej do cynicznej jednostki, syczącej jadowitymi słowami i właściwymi kontrami na kolce zawierane w słowach przez innych. Prawdopodobnie dlatego demon, który z niej wychodził niezwykle rzadko, był tak abstrakcyjny w swej krasie; prawdopodobnie jej złość z tych przyczyn była jeszcze bardziej przerażająca – bo gdy opuszczała welon kurtuazji i ciepłoty słów, okazywało się, że drzemie w niej coś tętniącego horrorem.

Uniosła wysoko brwi, gdy skierował ku niej marynarkę, zwisającą miękko na wyciągniętej ku niej dłoni. Przez moment na scenie umysłu zatańczyły różne reakcje, które mogłaby obrać, będąc nieomal zlęknioną tak otwartą, bezprecedensową oznaką życzliwości.

Na jego słowa zareagowała jedynie lekkim westchnięciem, puentowanym narzuceniem marynarki na swoje ramiona, dotychczasowo odziane jedynie w barwną koszulę. Była na nią o wiele rozmiarów za duża – do tego stopnia, że sięgała jej nieomal do kolan, krańcem umykające na udach.

– Nie gryziesz? Chciałabym się o tym sama przekonać – rzekła kokieteryjnie, pozwalając lekkiemu, filuternemu uśmiechowi rozciągnąć przyjemnie jej dotychczasowo zaklęte w wąską linię wargi.

Fletcher pachniał lasem i surowym zapachem galanterii – niezwykle wyczulona na zapachy od razu wyłapała nuty dochodzące do jej nozdrzy i nie potrafiła stwierdzić, jakoby były nieprzyjemne. Pociągnęła wręcz lekko nosem, czując woń leśnego podszycia, tak innego od ciężkich perfum Leandra.

Nieprzystosowana do klimatu polowań, od początku wybiła swemu partnerowi niedoli koncepcję, jakoby miała czynić w lesie inną funkcję, aniżeli stanowienie ładnego tła. Nie zależało jej na trofeum; nie miała męskiej dumy do stracenia w razie kompletnego fiaska, a jedne co skierowało jej kroki ku konkurencji była czysta ciekawość.

A Loretta często robiła rzeczy z czystej ciekawości.

– Maluję wszystko, jednak specjalizuję się w aktach – odparła miękko. – Jeśli podczas tej czarującej wycieczki nie sprawisz, że to ciebie będę chciała postrzelić z kuszy, jestem skłonna zaprosić cię do mojego atelier – dodała, puentując słowami liche zamyślenie.

Odgłos łamanych gałęzi sprawił, iż zamarła bez ruchu, jedynie wzrok kierując ku Theseusowi. Z jednym wdechem dostrzegła, jak ten unosi broń, aby z ciężkim wydechem zaobserwować, że cokolwiek, co wzburzyło dźwięki, umknęło im w leśną dal.

– Nie jest to chyba nasz dzień – dodała miękko, otulając się ciaśniej marynarką.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#7
31.12.2022, 00:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2023, 16:20 przez Theseus Fletcher.)  
W pewnym momencie po prostu zaczął się zastanawiać, czy Yaxleyowie nie zrobili tego specjalnie. Wysłali ich w las, w którym nie było zwierząt. Wyobrażał sobie Theona, który z teatralnym wręcz gestem tryumfu wyszedłby z całej farsy z łanią przerzuconą przez ramię i drugą ręką uniesioną wysoko w górę.

Biorąc pod uwagę porę roku i to, w jaki sposób czuł, że zachowują się drzewa, jak szeptają między sobą wcale nie takie ciche żarciki, wiedział, że niczego nie upoluje. Ani o poranku, ani popołudniu. Wieczorem też nie miał raczej na co liczyć.

- Nie masz czasem narzeczonego? – parsknął. Nie była to jednak dezaprobata. Mogła zobaczyć jak unosi brwi w lekkim zdziwieniu przeplatanym z rozbawieniem. Z początku Loretta wydawała mu się niesamowicie nadęta, ale po tych kilku zdaniach, które mogły urosnąć zaraz do miana pełnoprawnej rozmowy, ukazała się mu kobieta, którą rysował w zupełnie inny sposób.

- Zresztą… – zdawało się, że zaraz coś błyskotliwie dopowie, ale milczał chwilę, nasłuchując lasu. Cisza. Gdzieś w oddali słyszał jak ktoś głośno przeklął. Z innej strony dochodził dźwięk łamanych gałęzi.

- Szkoda, że nie wzięłaś kuszy, ale skoro jesteśmy już przy gryzieniu... – powiedział, odwrócony do niej profilem. Wyglądał na skupionego, jakby nie mówili wcale o aktach, jakiekolwiek akty te miałyby nie być.

Fletcher zarzucił w końcu kuszę na ramię, przez chwilę naprawdę wyglądał jak jakiś model w środku dziwnie przygotowanej scenerii. Nie ubrał się na okoliczność polowania zbyt korzystnie.

- Będę szczery, my tutaj nic nie upolujemy. – powiedział z nutą rozczarowania w głosie. Jakby tylko po to przyszedł na przyjęcie, nie ze względu na urodziny najlepszej przyjaciółki.

- Chcesz już wracać, czy poudajemy jeszcze chwilę, że ja coś upoluję, a ty będziesz szczerze tym faktem zainteresowana? – zapytał próbując przejść kawałek dalej, ale… No cóż, but mu ugrzązł w błocie.

Poszarpał się z nim chwilę, po czym z miną trudną do odczytania uznał, że błądzenie po lesie jest bez sensu. Przeszedł więc kawałek dalej i poprowadził ich do posiadłości.

Postacie opuszczają sesję


> Idziemy tutaj!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (1374), Theseus Fletcher (1403)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa