• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[05.08.72] Chmury burzowe nad moją głową

[05.08.72] Chmury burzowe nad moją głową
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
07.05.2024, 14:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:15 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
- Pani Bulstrode, panie Prewett, mamy burzę.
Florence Bulstrode uniosła wzrok znad swojego obiadu, który właśnie jedli z Basiliusem w kafeterii – ona w przerwie po przyjmowaniu pacjentów, a przed obchodem tych leżących, on z kolei po dyżurze "dla nagłych przypadków", a przed przyjmowaniem osób umówionych na wizyty. Młody uzdrowiciel, właśnie robiący specjalizację, kręcił się niespokojnie i wyłamywał sobie palce.
- Panie Tomson, co pańskim zdaniem mamy zrobić ze zjawiskami atmosferycznymi takiej natury...? – spytała uprzejmie, mierząc młodzieńca chłodnym spojrzeniem jasnych oczu. – Spodziewa się pan, że zmienię pogodę nad Londynem?
- N... nie, to nie tak – odparł szybko Tomson. Był całkiem niezłym uzdrowicielem, materiałem na klątwołamacza, ale miał tę wadę, że niezmiernie łatwo się peszył i miał problemy z komunikacją werbalną. – Mamy burzę tutaj. W Mungu. Na oddziale zatruć eliksirami…
Florence grzecznie czekała aż padną dalsze wyjaśnienia. Te jednak nie nastąpiły: stażysta przypatrywał się im po prostu wyczekująco.
– Panie Tomson, dlaczego mielibyśmy zajmować się problemami na innym oddziale? – spytała w końcu Florence. Rozumiała doskonale, gdyby wezwano ich, bo pobili się pacjenci na ich wydziale albo któryś stażysta zamknął się w schowku. Ale z jakich powodów mieliby być wzywani na inne piętro? – Przypomnę, gdyby pan zapomniał, że zajmujemy się urazami powstałymi w wyniku magii oraz klątw. Pan również. Jeżeli pan o tym nie pamięta, to źle wróży pańskiej karierze.
– Kiedy panna Stacey kazała państwo zawołać – powiedział młodzieniec z nieszczęśliwą miną. – I mówi, że to bardzo pilne…
– Skoro to panna Stacey – westchnęła Florence i spojrzała na swoją sałatkę. Szewc bez butów chodził, a uzdrowicielka prowadziła bardzo niezdrowe życie, nie dbając dostatecznie o posiłki. – Na Matkę Księżyca, mam nadzieję, że nie chodzi znowu o Dolores i Fabiana – powiedziała, zamierając w pół ruchu, gdy uderzyła ją ta nagła myśl. Fabian, od niedawna pracujący na ich wydziale, niedawno oświadczył się Dolores, zajmującej się zatruciami. Niestety, wyszło na jaw, że z jedną pacjentką bawił się w lekarza z nieco większym zaangażowaniem niż by należało, co wywołało sporą awanturę.
Dolores – naiwna dziewczyna – wybaczyła. Florence obserwowała to ze sceptyczną miną, przewidując (i to bez uciekania się do umiejętności jasnowidzenia!), że Fabian bardzo szybko znów zawiedzenie pokładane w nim zaufanie.
Być może doszło tam do awantury i ktoś rzucił parę przekleństw za dużo.
– Lepiej się pośpieszmy – zdecydowała więc, wstając zza stołu i ruszając ku schodom nietypowo dla siebie szybkim krokiem.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
08.05.2024, 18:53  ✶  
Zdanie "mamy burze" właśnie doszło do zbioru zdań, których nie chciał usłyszeć w swojej przerwie obiadowej. Basilius nie zdążył jednak zapytać czemu mieliby zajmować się burzą, zwłaszcza, że za oknem było przecież coś, co można było uznać za co najwyżej mżawkę, bo jego kuzynka szybko sama zadała to pytanie i jeszcze zdążyła zakłopotać już I tak zakłopotanego stażystę.
Czasami naprawdę był pod wrażeniem tego, jak Florence bez żadnego wysiłku udawało się raz po raz zostać postrachem całego Munga. I może powinien spróbować jakoś uratować biednego Tomsona, ale był na razie zbyt zirytowany przez jednego pacjenta i kłótnię, którą z nim odbył (Ile razy można tłumaczyć, że należy przyjmować eliksir codziennie przez wszystkie zalecane dni, a nie krócej, bo inaczej znowu się skończy na dziale nagłych przypadków. Najwyraźniej przynajmniej pięć. Ale przecież on myslała, że skoro nie ma objawów to już nie musi brać) i nieco zmęczonym tym, że w chwili przerwy musi najwyraźniej ogarniać burzę, by jakoś ratować stażystę. Poza tym prawdę mówiąc czasem w jego interesie było, by dawać Florence straszyć. Wtedy Basilius wychodzi na tego bohatera szpitala, który się jej nie bał i łaskawie zgadzał się pytać ją o rzeczy na prośbę innych, a inni potem podrzucali mu w podziękowaniu jakieś ciasta, dzielił się nimi z Florance, lub byli bardziej zgodni by zamienić się z nim na zmiany.
– Jeśli to Dolores i Fabian to ktoś powinien przeprowadzić im w końcu jakąś interwencję – stwierdził podnosząc się z miejsca, obrzucając jeszcze tęsknym spojrzeniem swój makaron. Chociaż tak jak Florence nie jadał mięsa, to Prewett akurat dbał o to by jego dieta była pożywna i zdrowa. Nie potrzebował przecież jeszcze problemów zdrowotnych spowodowanych złym odżywianiem się. Chociaż nie miał wątpliwości, że gdyby nie choroba, to zupełnie nie zwracałby na to uwagi. A co do Dolores I Fabiana... Dolores naprawdę mogła trafić na kogoś lepszego i nie rozumiał czemu tak uparcie ignorowała wszystkie znaki na niebie I ziemi, które wręcz krzyczały, że Fabian to nie jest ten jedyny.
– Widzę, że dbasz o to, by nasi stażyści nie byli jedynie dobrze przygotowani zawodowo, ale by rozpoczynali swoją karierę już z nabytym strachem wobec ciebie? – szepnęł zaczepnie do kuzynki, nieco rozbawiony zachowaniem Tompsona, tak by jednak tylko ona to usłyszała.
Przyspieszenie kroku chyba wydawało się słusznym pomysłem, nawet na tych nieszczęsnych schodach, zwłaszcza, gdy jego uszu dobiegły podejrzane odgłosy grzmotów i... intensywnego padania.
– To się wydarzyło niedawno – wymamrotał Tomson prowadzac ich na miejscu całego zdarzenia. – Panna Stacey zaraz wszystko wyjaśni.
Jedna z magipielęgniarek właśnie minęła ich na schodach biegnąc. Cala była przemoczona, a nad głową trzymała jakąś gazetę, jakby wciąż się bała, że zostanie zmoczona. I czy jemu się zdawało, czy im bardziej się zbliżali, to powietrze stawało się, jakieś takie... rześkie?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
08.05.2024, 19:15  ✶  
Och, Florence bardzo się starała, aby jej posiłki były pożywne. Ale co z tego, skoro nie miała czasu zjeść ich w spokoju? Niedojedzona sałatka i teraz została na stole, kiedy Bulstrode skierowała się ku schodom, prowadzącym na niższe piętra.
– Nie chciałam się wtrącać w prywatne sprawy kolegów z pracy, ale jeżeli doprowadzili do zamieszania na oddziale, to najwyższa pora, aby to zmienić – zgodziła się z Prewettem, marszcząc czoło. Ostatnim razem doszło tylko do kłótni na środku korytarza i wyczarowania stada dziobiących ptaków. Już to zdaniem Florence absolutnie nie licowało z powagą zawodu uzdrowiciela, ale nie zdezorganizowało pracy szpitala, nie odbyło się na oczach pacjentów i nikt nie wzywał innych magimedyków na pomoc.
Tym razem jednak sytuacja musiała być poważniejsza.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Basiliusie. Chciałam jedynie, by jasno wyjaśnił sytuację, bo wyraźnie ma z tym problemy. Powinien wreszcie nauczyć się werbalnego kontaktowania z ludźmi. Jak inaczej będzie wydawał zalecenia pacjentom? – powiedziała, chociaż kącik ust jakby drgnął jej lekko… ale to mogło być zaledwie złudzenie, bo zaraz minęła ich przemoczona kobieta, a uszu Florence Bulstrode dobiegł grzmot.
I pomyśleć, że sądziła, że ta „burza” na oddziale jest metaforyczna! Wskazuje na kłótnię, bójkę, może rzucenie paru wrednych zaklęć!
Florence przyspieszyła jeszcze bardziej. Nie biegła, ale szła tak szybko, jak tylko się bez tego biegu dało. I gdy wyłoniła się zza zakrętu dotrzegła co następuje: pod sufitem na korytarzu unosiła się chmura, z której padał bardzo rzęsisty deszcz, a stojący pod rzeczoną chmurą młody mężczyzna był otoczony przez trzaskające raz za razem pioruny. Uzdrowiciel z wydziału, otoczony ochronną barierą, mówił coś do niego (szum wody i trzaski sprawiały, że nie dało się usłyszeć co), a panna Stacey, jedna ze starszych uzdrowicielek z oddziału zatruć, stała parę kroków od granicy deszczu, i machała różdżką, próbując czarować, ale nic nie wychodziło z jej starań. Korytarz był już cały mokry, a woda spływała daleko poza miejsce, gdzie padał deszcz. Oczy Florence otworzyły się szerzej i odruchowo sięgnęła po różdżkę.
– Co tutaj się wyprawia, Stacey?
– Florence, Basilius! – ucieszyła się Stacey, odwracając do nich, a za jej plecami walnęła błyskawica. – Katastrofa, katastrofa. Ktoś rzucił tutaj… nie jestem pewna, chyba klątwę, bo sobie zupełnie nie mogę poradzić, moja specjalność to przecież zatrucia eliksirami, a tutaj pada, grzmi, musieliśmy bardzo rozdrażnić jakiegoś pacjenta, że zrobił nam tak nieładny psikus. To zdenerwowało biednego pana Clarka, który trochę podtruł się kadzidłem i otoczyły go błyskawice…
– Klątwa żywiołów.
– Tak, chyba tak. Zrobi sobie krzywdę, ale nie może przestać! Ethan próbuje go uspokoić, ale chyba mu nie idzie. Biedna Dolores utknęła w swoim gabinecie, jest akurat obok centrum tego zamieszania. Posłałam po was, bo wiem, że macie dyżur, a może rozwiejecie te chmury i pan Clark się wreszcie uspokoi?
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
11.05.2024, 02:19  ✶  
– Umh. Już i tak mieliśmy dużo szczęścia, że te ptaki pojawiły się przy pacjentach – I kto wie? Może Dolores przyda się taka Florence, która zdeterminowana, by zakońcszopkę szopkę przy okazji wyjaśni jej czemu Fabian nie jest dla niej. Lub jeszcze lepiej. Wyjaśni Fabianowi czemu ma przestać być sobą. Eh... A podobno to jemu trafiały się złe randki.
Czyżby ten dziwny grymas na twarzy Florence to był jakiś cień szybko zabitego uśmiechu? Prewett nie miał wątpliwości, że męczenie biednych współpracowników sprawiało czarownicy jakąś, nawet najmniejsza radość.
– Potwór – wyszeptał jedynie rozbawiony. Może niepotrzebnie radził sobie z niektórymi irytującymi ludźmi sam. Może po prostu należało na nich wszystkich nasłać Flo.
Podobnie jak kuzynka przyspieszył jeszcze bardziej kroku, samemu jednak również nie biegnąc, zwłaszcza że gdy tylko dotarli do panny Stacey, nieznacznie poczuł, że szybkie wchodzenie po schodach było jednak wredne.
Tak, zdecydowanie właśnie patrzyli na burzę. Burze na oddziale. Takie zjawisko pogodowe.
– Klątwa żywiołów – wyrzucił z siebie jednocześnie z drugą uzdrowicielką, gdy wysłuchiwali tłumaczeń panny Stacey. Nie wygladało to dobrze, zwłaszcza, że klątwą żywiołów miała to do siebie, że nie dało się machnąć różdzką i mieć ją z głowy. W ogóle nie dało się mieć jej z głowy. Zerknął na Florence.
– To co? Spróbujmy najpierw jakkolwiek zaplanować nad burzą, a potem zajmiemy się uspokajaniem pana Clarka? – Wątpił, czy w tym momencie udałoby im się zrobić cokolwiek bez rozpędzenia chmur. Zwłaszcza, że pan Clark nieszczególnie był w nastroju do współpracy.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
11.05.2024, 10:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.05.2024, 10:23 przez Florence Bulstrode.)  
siFlorence umiała być przekonująca, ale obawiała się, że nawet wszystkie jej umiejętności interpersonalne to o wiele za mało, aby przekonać Fabiena, by przestał być sobą – potrzeba by tu bardzo utalentowanego hipnotyzera, kilku sesji i paru nielegalnych zaklęć. Dolores… pewnie mogła udowodnić jej, że Fabien to drań, przekonanie uzdrowicielki do opuszczenia go będzie już trudniejsze.
Ale dobitne wyjaśnienie, dlaczego swoje sprawy mają pozostawić za progiem szpitala, nie wydawało się nieosiągalne.
– Ludzie są znacznie gorsi niż potwory, Basiliusie. Nie mogą się wymawiać, że nie mają wyboru – skwitowała. Chociaż to przecież wcale nie tak, że próbowała kogokolwiek dręczyć! Po prostu jeśli zawsze byłeś miły dla ludzi, ci rzadko czegoś się uczyli, przynajmniej zdaniem Florence. Nie wspominając już o tym, że błędy może nie powinny być piętnowane, ale na pewno wskazane i naprawione.
Ale komentarz kuzyna faktycznie ją rozbawił. Nie żeby kogoś innego nie spiorunowała za ten spojrzeniem, rodzina jednak zawsze miała u Florence Bulstrode pewną taryfę ulgową. Nepotyzm? Być może – chociaż taryfa ulgowa rzecz jasna obejmowała jedynie sposób jej zachowania, a już nie choćby załatwianie czegoś w szpitalu.
Rozbawienie nie miało szans utrzymać się długo. Burza na środku szpitala nie była zabawna. Woda zalewająca korytarz też nie. Mężczyzna, wokół którego waliły błyskawicę – bogowie, ten parkiet trzeba będzie odremontować (chociaż nawet w takiej chwili przez głowę Florence przeszło, że może to dobrze, bo właściwie parkiet wymagał na tym piętrze odrestaurowania już pięć lat temu) – nie miał w sobie nawet grama czegokolwiek zabawnego.
Coś w chmurze pod sufitem zamruczało złowieszczo, a pan Clark kucnął i złapał się za głowę. Uzdrowiciel, który usiłował go uspokoić, rzucił się do ucieczki, kiedy błyskawice wokół niego skłębiły się jeszcze bardziej, a z chmurki walnął piorun.
– Zdecydowanie – przytaknęła Florence. Jeden problem na raz. Najpierw burza, potem pan Clark. – Finite Incantatem – powiedziała, poruszając nadgarstkiem. Rzucony tutaj czar – a może już nawet klątwa, bo ten piorun z chmurki zdawał się niebezpieczny, i skoro panna Stacey nie dała rady nic z tym wszystkim zrobić, musiała to być silna magia – nie ustąpił jednak łatwo. Zaklęcie Florence sprawiło, że deszcz przestał padać, chmura jednak wciąż wisiała i pomrukiwała złowrogo…


Rzucam na rozproszenie, pod edycję posta
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 45
Sukces!
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
14.05.2024, 10:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 11:18 przez Basilius Prewett.)  
Spojrzał na Florence nieco zaskoczony, ale i nieco rozbawiony faktem, że jego kuzynce najwyraźniej się zebrało w tej chwili na filozoficzne rozmyślania na temat natury ludzkiej i najwyraźniej też wolnej woli. Pokręcił więc jedynie głową, przyspieszył kroku i nie wspomniał już, że w takim razie Bulstrode sama wybiera męczenie ich kolegów i koleżanek z pracy, uznając w myślach, że jednak kochał tę rodzinę.
Burze w środku szpitala rzeczywiście nie były szczególnie pożądanym zjawiskiem atmosferycznym. Ogólnie to szpital nie byl miejscem na jakiekolwiek zjawiska atmosferyczne, a zwłaszcza burze. Niestety najwyraźniej klątwą żywiołów miała na ten temat inne zdanie. Spojrzał zaniepokojony na uciekającego obok nich uzdrowiciela. Pioruny. Największym problemem obecnie były pioruny. Wodę, która zalewała hektolitrami wysłużoną posadzkę dało się jeszcze szybko posprzątać. Pioruny natomiast mogły kogoś trafić, a on po pierwsze nie chciał by trafiły pacjentów, uzdrowicieli, lub Florence w trosce o ich bezpieczeństwo, a po drugie sam nie chciał nimi dostać w obawie, że rekonwalescencja po uderzeniu błyskawica zepsułaby jego urlop. A on naprawdę potrzebował urlopu. Magimedyk prowadzący jego chorobę, powtarzał mu to już od dwóch miesięcy i Basilius obawiał się, że jeśli w końcu nie zgodzi się na odpoczynek, to ten naskarży na niego Florence.
Basilius szybko chwycił różdżkę i wzorem drugiej uzdrowicielki, sam rzucił czar, próbując rozwiać złowrogie chmury. Nie było to jednak takie łatwe, jak zakładał. Co prawda dzięki Florence deszcz ustąpił, a jego zaklęcie sprawiło, że burzowe chmury zmniejszyły się i nieco rozjaśniły, ale burza wciąż uparcie trwała nad panem Clarkiem, a jemu chyba udało mu się jedynie opóźnić uderzenie pioruna, na które się zapowiadało. Zupełnie tak jakby teraz zamiast pełnoprawnej burzy, mieli przed sobą coś co za jakiś czas miało się w nią rozwinąć.
Spojrzał na Florence upewniając się, czy myślała to samo co on.
– Klątwą jest naprawdę silna – wyszeptał, tak by tylko ona go słyszała. – A jeśli on się zaraz nie uspokoi to pewnie za chwilę wszystko powróci. Może podejdę do niego i spróbuję z nim porozmawiać? Odwrócić jego uwagę. A ty rzuć dalsze czary. – Tak by nic mnie nie trafiło proszę.

Rzucam na rozproszenie, zaraz zedytuję
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
14.05.2024, 16:20  ✶  
Florence naprawdę nie uważała, że kogokolwiek dręczy. Była po prostu... stanowcza. Błędy winne być wskazywane i naprawiane, w szpitalu musiała panować odpowiednia dyscyplina, buteleczki z eliksirami należało oznaczać we właściwy sposób, a uzdrowiciele nie powinni rzucać w siebie nawzajem zaklęć na korytarzach. Nie wspominając o tym, że na szpitalnych korytarzach nie powinny rozpętywać się burze. Jeśli czasem trzeba było powiedzieć komuś kilka nieprzyjemnych słów, to wynikało to po prostu z konieczności, prawda? Bycie miłym bardzo rzadko w takich sytuacjach doprowadzało do pożądanych rezultatów.

Florence zakładała, że kiedy dasz komuś palec, ten często zechce sięgnąć po całą rękę.

– Mamy tu z jednej strony niezależne zaklęcie, z drugiej klątwę żywiołów. Złe połączenie - powiedziała Bulstrode, marszcząc lekko brwi. Ze słów Stacey wynikało, że pacjent uaktywnił klątwę żywiołów, bo przestraszył się burzy – nawiasem mówiąc było ogromnie ironiczne, że ktoś obarczony klątwą błyskawic bał się burzy właśnie – Florence liczyła więc, że gdy rozproszą chmury i deszcz, ten się uspokoi.

Płonne nadzieje.

Westchnęła na jego propozycję. Czy normalnie by na nią przystała? Oczywiście, że tak. Czy zamierzała pozwolić, aby do obarczonego klątwą żywiołów, potencjalnie niebezpiecznego mężczyzny, podszedł jeden "z jej chłopców"? (Nieważne, że ten konkretny chłopiec był młodszy zaledwie o rok.)

Oczywiście, że nie.

- Jestem pewna, że doskonale dasz sobie radę z rozpraszaniem - zapewniła, po czym ruszyła po prostu po mokrej posadce ku kołyszącemu się w przód i w tył mężczyźnie. Jej wygodne pantofle na płaskiej podeszwie, zakładane specjalnie do szpitala, nieprzyjemnie nasiąkły wodą. Florence uniosła różdżkę i machnęła nią - nie próbowała jednak rozpraszać magii, a... rzucić na chmury silenco. Skoro ten człowiek bał się burzy, może jeżeli te złowrogie pomruki umilkną, poczuje się lepiej? W końcu grzmot wcale nie sprawi, że któreś z nich uniknie błyskawicy, a może ten człowiek się nieco uspokoi.

- Panie Clark? Słyszy mnie pan? – spytała. Swoim zwykłym, spokojnym tonem, jakby wcale nie stała na środku zalanego korytarza, pod burzową chmurką, przed mężczyzną, po którego poranionych dłoniach pełzały co chwila wyładowania. – Może zechciałby pan wstać i przejść ze mną z dala od tej burzy?



Na rozproszenie dźwięków.

Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!


Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
14.05.2024, 20:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.05.2024, 21:15 przez Basilius Prewett.)  
– Umh... Bardzo złe – zgodził się, patrząc w stronę burzy, jakby próbował oszacować ile czarów będą potrzebowali, by to jakoś naprawić.
Wyglądało na to, że Florence i Basilius mieli ten sam plan – podejść do pana Clarka samemu, po to by to drugie nie musiało ryzykować. Nawet jeśli Florence była lekko starsza od niego to dla Prewetta było to jasne, że to on powinien nastawić się na uderzenie piorunów, a nie ona. Szkoda tylko, że Bulstrode była najwyraźniej tego samego zdania, a co jeszcze gorsze, zdążyła ruszyć w kierunku zamieszania, zanim on jakkolwiek zareagował. I teraz nie mógł jej nawet odciągnąć i się kłócić, bo to wprowadziłoby jedynie jeszcze większy chaos, a oni mieli przecież burzę do odegnania! I co on tam chwilę wcześniej pomyślał na temat kochania rodziny?
– Florence – rzucił ostrzegawczo, głosem który jego kuzynka mogła doskonale znać. Używał go w tych nielicznych sytuacjach, gdy to on uważał, że to ona robiła coś głupiego (przy czym słowo głupie było tu bardzo szeroko definiowane), ale z jakiś powodów nie wypadało mu powiedzieć tego na głos. Taki odpowiednik dziecięcego głupia jesteś, ale wymawianego z całą świadomością tego, że byli dorośli, a on oskarżał o to jedną z najrozsądniejszych osób w tej rodzinie.
Jakkolwiek głupio-uparcie by jednak teraz Florence nie postępowała to Prewett musiał przyznać, że jej taktyka zadziałała. Pan Clark, nie mogąc usłyszeć grzmotów, rzeczywiście się nieco uspokoił i spojrzał na kobietę z wypisanym na twarzy przerażeniem.
– Ja... Ja... Ja bardzo chętnie... – wymamrotał, chcąc podać jej swoją rękę, ale potem zorientował się, że po jego dłoniach pełzają błyskawice i ukrył głowę w kolanach. – Na Merlina. Przepraszam.
W tym momencie Basilius rzucił kolejną porcję zaklęć rozpraszających, pod których naporem burza wywołana przez czar wreszcie zniknęła. Rozjaśniło się trochę, ale niestety szybko okazało się, że to burza pana Clarka zajmowała większą powierzchnię sufitu. Różnica jednak była na tyle widoczna, że sam pacjent ponownie podniósł głowę do góry.
– Przestało? Poszła sobie?– spytał wyraźnie uradowany i wciąż zestresowany, czego wyrazem była błyskawica, która bezdźwięcznie uderzyła w podłogę tuż obok Florence, a Basilius miał wrażenie, że zaraz dostanie zawału.

Rzucam, by chociaż rozproszyć to zaklęcie
Rzut PO 1d100 - 73
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
15.05.2024, 10:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.05.2024, 10:39 przez Florence Bulstrode.)  
Rzucam sobie pod edycję na jasnowidzenie
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!



Florence uważała, że jest bardzo rozsądną osobą. Nigdy celowo nie szukała kłopotów i ogólnie rzecz biorąc to raczej udzielała pomocy tym, którzy w nie wpadli. W tej chwili jednak kłopoty przyszły do nich i należało się z nimi uporać. Na środku kliniki nie mogła szaleć burza, a chociaż uzdrowicielka nie była pewna, czy podchodzenie do pana Clarka jest najlepszym możliwym wyborem, to gdyby się o to wykłócała, Basilius mógłby zrobić dokładnie to samo, co ona – czyli po prostu wejść na niebezpieczny teren. A Florence wobec swoich krewnych bywała odrobinę nadopiekuńcza.
Poza tym święcie wierzyła, że Ona Zrobi To Lepiej.
– Proszę się nie przejmować – zapewniła uprzejmie. – Burza już mija. Niech pan wstanie. Przejdziemy do gabinetu, zająć się pańskimi dłońmi.
A właściwie to do izolatki, gdzie te błyskawice nikogo nie zabiją, uzupełniła w myślach. Po czym poruszyła się, jak na siebie szybkim ruchem, dość gwałtownie, na chwilę zanim błyskawica uderzyła.
Bo przecież to nie tak, że weszła tutaj całkiem bez namysłu i nie mając żadnych przesłanek do założenia, że poradzi sobie lepiej. Była córką Prewettówny, ale była też dzieckiem Bulstrodów. A jasnowidzenie, wbrew pozorom, było bardzo przydatne w szpitalu.
To nie tak, że się nie przelękła. Serce zatłukło się szaleńczo w piersi Florence, żołądek skurczył się boleśnie, i cieszyła się teraz ze specjalnych podeszw butów, bo inaczej kto wie, czy po wodzie i tak nie przemknęłyby wyładowania. Ale miała opanowane udawanie przed pacjentami, że wszystko jest w porządku. Oni musieli wierzyć, że uzdrowiciel jest spokojny, nawet jeżeli absolutnie nie był. Spojrzenie Bulstrode powróciło więc ku mężczyźnie, i jasne oczy kobiety sięgnęły w przyszłość.
On naprawdę chciał stąd iść, ale uderzenie błyskawicy znów go zestresowało.
– Zapraszam, panie Clark. Tutaj, do tamtej sali – oświadczyła stanowczo, a on wreszcie podniósł się. Przemoknięty, poraniony, trzęsący się ze strachu. – Proszę przodem – zakomenderowała. Nie patrzyła na kuzyna, ale wierzyła, że ten zajmie się tą przeklętą chmurą, kiedy ona zabierze się za ogarnianie. – Stacey, niech ktoś przyniesie proszę eliksir na nerwy – rzuciła jeszcze, ruszając za pacjentem. Najpierw trzeba było go uspokoić, później zająć się tymi poparzeniami, a następnie… następnie nie zaszkodzi dowiedzieć się więcej na temat tego, w jaki sposób objawiała się u niego klątwa. Ostatecznie obarczonych nią osób nie spotykało się codziennie.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
15.05.2024, 17:53  ✶  
Musiał zapamiętać na przyszłość, by następnym razem po prostu działać, a nie ustalać z nią plan, bo inaczej skończy się to tak jak dzisiaj. Naprawdę, kochał Florence, była chyba jego ulubioną kuzynką, ale czasem miał wrażenie, że ktoś rzucił na nią klątwę, przez którą uparcie widziała go jako młodszego, niż był. A może to po prostu było jakieś skrzywienie z czasów, gdy byli jeszcze dziećmi, a jego matka próbowała rujnować ich wszystkie wspólne zabawy, krzycząc do jego kuzynów, by na niego uważali, bo przecież jej syn skoczył w miejscu i zaraz na pewno zemdleje.
Rodziny jednak bywały problematyczne.
Pan Clark bardzo powoli i bardzo niepewnie wstał z podłogi, omiatając wszystkich przepraszającym spojrzeniem, tak że Basiliusowi zrobiło się go trochę szkoda. Klątwą żywiołów rzeczywiście była dość paskudną klątwą i nie zazdrościł nikomu, kto musiał się z nią mierzyć. Zwłaszcza, że ironia losu chciała, by ich pacjent najwyraźniej bał się burzy. Swoją drogą, czy szpital nie powinien mieć jakiś zabezpieczeń przed tego rodzaju sytuacjami? Chociaż patrząc na to, że nic nie płonęło, to może te podłogi były chociaż trochę piorunoodporne. Zerknął na posadzkę. Eh... Czyli już było pewne jaki oddział zostanie wyremontowany w pierwszej kolejności i że nie będzie to ich oddział.
Na całe szczęście piorun nie uderzył Florence, a on rzucił kolejne zaklęcie rozpraszające, które ponownie nieco wytlumiło burzę, tak by kuzynka mogła zabrać pacjenta, kiedy on na spokojnie dokończy rozganianie chmur.
– Tak, dobrze chodźmy. Ja przepraszam. Ja naprawdę jeszcze raz strasznie przepraszam. – mamrotał czarodziej, idąc przed Florence.
Kolejne zaklęcie. Można było powiedzieć, że teraz burza, zarówno ta prawdziwa, jak i metaforyczna, już niemal całkowicie minęła.
Panna Stacey szybko wyminęła Basiliusa, by zgodnie z prośbą Bulstrode przynieść odpowiedni eliksir. Włosy kobiety kręciły się od wilgoci i Prewett miał przeczucie, że jego własne pewnie wyglądały podobne. Nie, że to było jakoś szczególnie istotne.
Po chwili sytuację można było uznać już za opanowaną, zaklęcia Basiliusa skutecznie rozproszyły resztki burzy, a pan Clark, który zniknął wraz z jego kuzynką za drzwiami gabinetu, najwyraźniej się całkowicie uspokoił. Sam Prewett jeszcze został na piętrze, by pomóc w zapanowaniu nad szkodami, ale Florence mogła być przekonana, że czarodziej wytknie jej tę akcję w pierwszej spokojnej chwili.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (1763), Florence Bulstrode (1950)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa