10.05.2024, 21:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2024, 21:43 przez Bard Beedle.)
Archibald Sparrow był zwykłym człowiekiem.
Nie absolutnym tchórzem i nie osobą zupełnie obojętną – początkowo przecież próbował. Ale też nie bohaterem, nie kimś gotowym oddać życie za sprawę, nie osobą, która potrafiła znosić przeciwności. Rozwijająca się w kraju wojna wyssała z niego siły: złamała go. Może pozbawiony wyboru, przyparty do muru, próbowałby jeszcze iść do przodu, ale nie zrobiłby tego z własnej woli.
W jego aurze błyskał strach, kiedy Cain wypytywał go o „gościa z baru”.
– Wypytywał… o jednego stałego klienta ostatnio – powiedział Sparrow i wzdrygnął się mimowolnie. – Z kim siada, kiedy przychodzi. A potem ten klient przestał przychodzić. To był gość z Nokturnu, załatwiał różne sprawki. Cuchnęło od niego czasem. Czarną magią. Widziałem. Raz. Jak użył zaklęcia – mówił, a jego głos stawał się coraz bardziej rwany, coraz bardziej monotonny. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał o tym mówić. Różdżkę uniósł drżącą dłonią i pojawiła się twarz utkana z dymu: brakowało szczegółów, może Sparrow nie był dość spostrzegawczy, by dobrze zapamiętać, a może był trochę za słabym czarodziejem, aby wytworzyć naprawdę udany obraz. Cain rzecz jasna zapamiętał wygląd, i istniała szansa, że rozpozna oryginał, chociaż brakujące fragmenty rysów mogły to utrudnić.
A potem w aurze zalśniły kolory świadczące o uldze i Sparrow zasnął po prostu w fotelu.
Hipnoza nie mogła zapewne sprawić, że ten całkiem pozbędzie się niepokoju. To uczucie za głęboko się w niego wżarło. Ale Cain zdołał usunąć z jego wspomnień to spotkanie i mógł dokonać drobnych modyfikacji – dzięki którym zapomni, że nie przekazywał wiadomości Ministerstwu, a jakiejś tajemniczej, trzeciej sile. Za jakiś czas opuści Anglię: uciekając przed ponurym cieniem.
A teraz…
Teraz spał.
Spokojnie.
Bez snów.
Nie absolutnym tchórzem i nie osobą zupełnie obojętną – początkowo przecież próbował. Ale też nie bohaterem, nie kimś gotowym oddać życie za sprawę, nie osobą, która potrafiła znosić przeciwności. Rozwijająca się w kraju wojna wyssała z niego siły: złamała go. Może pozbawiony wyboru, przyparty do muru, próbowałby jeszcze iść do przodu, ale nie zrobiłby tego z własnej woli.
W jego aurze błyskał strach, kiedy Cain wypytywał go o „gościa z baru”.
– Wypytywał… o jednego stałego klienta ostatnio – powiedział Sparrow i wzdrygnął się mimowolnie. – Z kim siada, kiedy przychodzi. A potem ten klient przestał przychodzić. To był gość z Nokturnu, załatwiał różne sprawki. Cuchnęło od niego czasem. Czarną magią. Widziałem. Raz. Jak użył zaklęcia – mówił, a jego głos stawał się coraz bardziej rwany, coraz bardziej monotonny. Nie chciał o tym myśleć, nie chciał o tym mówić. Różdżkę uniósł drżącą dłonią i pojawiła się twarz utkana z dymu: brakowało szczegółów, może Sparrow nie był dość spostrzegawczy, by dobrze zapamiętać, a może był trochę za słabym czarodziejem, aby wytworzyć naprawdę udany obraz. Cain rzecz jasna zapamiętał wygląd, i istniała szansa, że rozpozna oryginał, chociaż brakujące fragmenty rysów mogły to utrudnić.
A potem w aurze zalśniły kolory świadczące o uldze i Sparrow zasnął po prostu w fotelu.
Hipnoza nie mogła zapewne sprawić, że ten całkiem pozbędzie się niepokoju. To uczucie za głęboko się w niego wżarło. Ale Cain zdołał usunąć z jego wspomnień to spotkanie i mógł dokonać drobnych modyfikacji – dzięki którym zapomni, że nie przekazywał wiadomości Ministerstwu, a jakiejś tajemniczej, trzeciej sile. Za jakiś czas opuści Anglię: uciekając przed ponurym cieniem.
A teraz…
Teraz spał.
Spokojnie.
Bez snów.
Koniec sesji