• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[6.9.69] Prywatne klątwy

[6.9.69] Prywatne klątwy
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
16.05.2024, 19:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 19:47 przez Bard Beedle.)  
Droga do mieszkania Basiliusa była drogą przez mękę, głównie przez wzgląd na ciężar balastu, który zgarnęli z ulicy, na jego smród i na fakt, że ów balast posiadał waginę oraz wspólna ze Francescą przeszłość. Nerwy blondynki jednak były ze stali, obiecała sobie, że zachowa zimną krew, myślami uciekając do tego co będzie się działo po akcji ratunkowej, kiedy wdzięczny Prewet doceni jej szlachetność, dobrość i te wszystkie zalety, które z pewnością miała i które roztaczała na równi ze swoimi wdziękami natury fizycznej.

Przestrzenie prywatnej kwatery lekarza odebrała jako akceptowalne. Podobało jej się, ze wewnątrz panuje taki porządek, z zaciekawieniem wyciągnęła szyję ku ewentualnym półkom z książkami (och, zboczenie zawodowe, zawsze powtarzam "pokaż mi książki, które czytasz, a powiem Ci kim jesteś [tu wstaw słodki chichot]". Ostatecznie nie było jednak czasu na rozmowę o literaturze, na wybór trunku do kontynuowania rozmowy z restauracji, nie było miejsca na te subtelne pochylenia się ku sobie, ręce zapodziane na udach, płomienne pocałunki. Łapała się tych myśli, że to nie jest teraz, ale zaraz będzie, ileż może trwać opatrywanie kogoś z nożem w bebechach, w książkach które czytała była to kwestia ledwie przerzucenia strony, odpowiednio dobranego zaklęcia, wlania eliksiru, może sięgnięcia po jakąś maść. Z pewnością był to chichot losu, mający zcementować ich relacje, ich związek, ich więź

– Słucham? – musiała się przesłyszeć, gdy powiedział to co powiedział nad ciałem ledwie przytomnej, przykrytej obrusem, wykrwawiajacej się Brenny Longbottom. Uśmiech zastygł na jej ładnej przecież twarzy, w niezrozumieniu, w szoku, w niedowierzaniu, jak on mógł powiedzieć jej to TERAZ, jak mógł jej to powiedzieć W TAKI SPOSÓB i przede wszystkim jak mógł to zrobić przy ŚWIADKACH. Mityczna Hera miała w zwyczaju nienawidzić kochanki swojego męża, obwiniać je o jego wiarołomność, ale nie Francesca. Jej błękitne oczy objęły płomienie furri, płomienie kobiety odrzuconej i upokorzonej. – Chyba Ci się coś pomyliło. Związek? Jaki związek? – Oczyma wyobraźni już paliła wspólne zdjęcia te, które nigdy nie zostały zrobione, te które nigdy nie zostaną zrobione. – Słoneczko, ja mam taki styl bycia, ciepły, otwarty, ale chyba nie uważasz, że jestem taka łatwa, żeby po kilku wspólnych godzinach rozważać w ogóle jakąkolwiek trwałą relację.– zaciśnięte zęby, ofensywna, napięta sylwetka temu absolutnie przeczyła. Gniew przesłaniał myśli, policzki piekły ją, ale uśmiech który nagle zakwitł był bardziej niż paskudny. Czy zwycięzca wiedział, co stanie się, gdy kielich zostanie przewrócony? Będzie plama i to niekoniecznie krwi. – Powinnam Ci być wdzięczna Brenna, bo dałabym się nabrać kolejnemu chujowi, który obiecuje złote góry dziewczynie tylko po to by ją wykorzystać i porzucić. Na szczęście, och, na całe szczęście, mam nadzieję, że nie wykorzysta Twojej obecnej sytuacji, że nie wykorzysta niczyjej sytuacji. – sarknęła. Cóż, księgarnia, klub czytelniczy, psiapsi fryzjerka, pani w spożywczym... kilka osób z pewnością dostanie soczystą historię tego wieczoru. Pokrzepiona myślą zemsty Francesca nie zamierzała w tym miejscu pozostawać minuty dłużej i rychło trzaśnięcie drzwiami obwieściło pozostałej dwójce, że opuściła mieszkanie.

Postać opuszcza sesję
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#12
16.05.2024, 22:45  ✶  
On naprawdę myślał, że był miły i uprzejmy w sposobie, w który odmowił Francesce. Nie. On był przekonany, że był miły i uprzejmy w spisobie, w który odmówił Francesce. I co więcej, był więcej niż pewny, że czarownica nie tyle co planowała jedynie ich związek, ale i małżeństwo. I dzieci!
– Dobrze Francesco. W takim razie nie było nawet żadnej myśli o związku – westchnął, wpatrując się nieco dłużej w kobietę. Oczywiście, że wiedział, że kłamała, a teraz miała do niego pretensje, jakby co najmniej zostawiał ją właśnie przed ołtarzem. I pewnie normalnie by się z nią o to kłócił, ale tego wieczoru naprawdę nie miał na to czasu. Po pierwszy usłyszał już od niej zbyt dużo niepokojących rzeczy, a po drugie, i co jeszcze ważniejsze, miał swoją klątwę do opatrzenia. Odwrócił się od Francesci myśląc, że to już koniec, ale najwyraźniej czarownica miała inne zdanie na ten temat.
Przepraszam kurwa co?
– Chyba się trochę zapędzasz Francesco – rzucił zirytowany, znowu odrywając spojrzenie od Brenny. Nie no jasne. Powiedz jej, że nie jesteś zainteresowany i nie ciągnij tej randki dalej, by być wobec niej fair, tylko po to, by usłyszeć, że i tak jesteś nie fair.
Zanim jednak zdążył jakkolwiek na to odpowiedzieć Francesca wyszła, ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Może randkowym ekspertem nie był, ale to raczej nie było normalne, prawda? No cóż. Millie na pewno będzie miała ubaw.
Teraz jednak naprawdę nie miał na to czasu. Szybko ruszył do szafki z eliksirami, chwycił kilka specyfików i innych przydatnych rzeczy i wrócił do Brenny, by podać jej przede wszystkim eliksir odnawiający krew, pamiętając przy tym, że potrzebowała podwójnej dawki.
Na Matkę co to była za beznadziejna randka. I to jeszcze w dziwną datę. A co gorsza problemy rozpoczęły się jeszcze zanim trafił dzisiaj na Brennę.  Czy los naprawdę uznał, że 69 było na tyle śmieszną liczbą, by męczyć ich i dzisiaj? – Proszę wypij– powiedział z całych sił starając się zachować spokojny ton głosu, co nie było takie łatwe przy rozdrażnieniu wywołanym sytuacją z Francescą. Jeśli Brenna go posłuchała, to potem podał jej kolejny specyfik. Tym razem na ból. – Co się w ogóle stało? Poza tym, że cię dźgnieto? Widziałaś co się dzieje, jeśli ktoś spróbuję dotknąć rękojeści? Wiesz coś o tej klątwie? Brenno, hej. Proszę nie odpływaj. Patrz na mnie, dobrze?
Skierował spojrzenie na sztylet, wcierając w ręce eliksir dezynfekujący i chwycił za różdżkę, by chociaż osłabić tę przeklętą klątwę.

Rzut na rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 36
Slaby sukces...
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
16.05.2024, 23:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2024, 09:04 przez Brenna Longbottom.)  
Gdyby nie straciła tyle krwi, i nie była tak trochę półprzytomna, może na przemowę Franceski by zaniemówiła – z wrażenia lub przerażenia, ewentualnie dwóch na raz. A tak to dotarło do niej piąte przez dziesiąte i głównie dlatego, że w pewnej chwili usłyszała swoje imię i skupiła się bardziej, próbując zrozumieć, o co chodzi.
– Eee… – podsumowała bardzo elokwentnie, trochę niepewna, jak właściwie zareagować na tę wdzięczność: czy przepraszać, czy obiecać jej kwiaty, pytać, czy może trochę z tym chujem nie przesadza, oburzać się o końcówkę, wspominać, że w sumie to chyba uważała się za narzeczoną Erika po pierwszej randce, a to nie tak działa… ostatecznie jednak, zanim zdołała zebrać myśli na tyle, by odpowiedzieć, Francesca wypadła z mieszkania, trzaskając drzwiami. – Em, przepraszam? – powiedziała w końcu, tak trochę pytająco, bo nie była pewna, czy powinna Basiliusa przepraszać za psucie randki, czy jednak nie, skoro chyba tutaj zadziały się jakieś rzeczy, których za bardzo nie rozumiała, bo ciężko było jej zachować w obecnym stanie skupienie.
Bez protestu wypiła eliksir, najpierw jeden, potem drugi. Skutków tego pierwszego nie odczuła, chociaż na pewno zaczął magicznie produkować krew, za to efekty drugiego już po chwili nadeszły i wreszcie była w stanie skupić się na czymś innym poza tym, że Jak To Cholernie Boli i Jak Bardzo Mi Słabo. Może jeszcze nie dostałaby odznaki za najrozsądniej przeprowadzoną rozmowę miesiąca, ale dotarł do niej sens pytania Prewetta i odpowiedziała w miarę składnie.
– Mieliśmy go skonfiskować, ale został skradziony. Miałam go odzyskać i… no odzyskałam – mruknęła, spoglądając na swój bok i się skrzywiła, bo to wcale nie był fajny widok, kiedy wystawała z ciebie rękojeść czegoś ostrego. Powinna była go przynieść, owszem, ale niekoniecznie w sobie. – Jak już się go użyje, to ma podobno nie chcieć tak po prostu wyjść i rękojeści lepiej nie dotykać, ale się na tym nie znam… Dzięki za pomoc. Obiecywałeś jej złote góry? Mam jej posłać Błędnego Rycerza pełnego kwiatów, bo złotych gór to nie znajdę, ale kwiaty tak, czy niech mnie ręka bogini broni? – zapytała, tak dla porządku, bo te fragmenty przemowy, które zrozumiała, sugerowały, że chyba jednak nic z tego związku nie będzie, ale wolała się upewnić. I sądząc po tym, że zaczynała mówić tak, jak ona, eliksiry powoli działały: była ogłupiała, przestawało jednak boleć. Ba, jeszcze chwila i pewnie Brenna byłaby gotowa stąd wymaszerować, co z tego, że nóż dalej tkwił w ranie, przecież nic jej nie będzie, a już dość zamieszania narobiła!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#14
17.05.2024, 10:28  ✶  
– Nie. Nie przepraszaj – zapewnił ją, bo pomijając ten fakt, że to chyba nie była jej wina, że dostała zaklętym sztyletem w bok, to jeszcze na dobrą sprawę właśnie go uratowała. Prawdę mówiąc on sam, chociaż nie stracił żadnej krwi, nie był do końca pewny, co tu się właśnie zadziało. Wiedział jednak, że na pewno chwilę odpocznie przed kolejnym podejściem do randkowania, a na kolejne spotkania będzie się umawiał w bardziej odpowiedzialne daty. Tylko co tak naprawdę było bardziej odpowiedzialną datą przy pechu, który dzielił z Brenną. A może po prostu powinien popytać znajomych, czy nie znają kogoś dla niego?Randka z kimkolwiek zeswatałaby go Millie byłaby pewnie jakimś ryzykiem, ale może byłoby ciekawie.
– Czyli można powiedzieć, że wykonałaś zadanie – stwierdził, nie wspominając już, że wolałby, aby jednak nie potraktowała swojego boku jako schowka na rytualne sztylety, ale najwyraźniej nie można było mieć wszystkiego.
Skrzywił się, gdy zaklęcie jedynie trochę ruszyło klątwę. Dalej wątpił, czy w obecnej chwili jakkolwiek dałoby się go wyjąć. No dobrze. Jeszcze raz. Po ciągnącej się niemiłosiernie długo serii zaklęć wreszcie poczuł, że klątwą ustępuje, a on chyba wreszcie będzie mógł wyjąć z niej to przeklęte ostrze.
– Złote góry? – spytał zaskoczony, jednocześnie zakładając rękawiczki, które świetnie nadwały się do wyjmowania przekletych rzeczy z ciał zaprzyjaźnionych klątw. – Nie, nie obiecywałem... Błędny Rycerz? – A potem w dotarło do niego w pełni o co jej chodziło. – Nie, nie. Brenno nie musisz nic robić naprawdę. Ta wariatka... Zresztą nie ważne. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię jednak dzisiaj spotkałem – zapewnił ją, ostrożnie łapiąc rękojeść. Nie wybuchnął jeszcze, więc chyba nie było źle. – Na trzy, dobrze?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
17.05.2024, 14:25  ✶  
– Chyba – potwierdziła Brenna, wcale tak tego niepewna, bo odzyskała nóż, dokładnie tak jak powinna, ale raczej nikt nie zakładał, że zostanie nim dźgnięta. No i złodziej uciekł, w dodatku złodziej miał teraz na koncie nie tylko kradzież, ale też próbę morderstwa i Brenna była bardzo na siebie zirytowana (teraz, gdy dzięki eliksirom, myślała trochę jaśniej), że dała się tak podejść i jeszcze pozwoliła mu uciec. Pozbawiła go różdżki i straciła wtedy ostrożność: błąd nowicjusza, a ona jednak pracowała już w Brygadzie kilka lat.
Jak powinna to wszystko opisać jutro w raporcie?
Zaraz jednak nawiedziła ją konkluzja, że w sumie to ma wielkie szczęście, że w ogóle może myśleć o takich rzeczach, jak raporty, a nie jak szybko zostanie znalezione jej ciało, jeśli umrze w bocznej alejce z upływu krwi i zimna jesiennego nocy.
– Chodziła z moim bratem – stwierdziła, niemalże współczującym tonem, chociaż to ona dalej miała nóż w ciele, nawet jeśli podano jej eliksiry i chwilowo zatamowano krwawienie. I czekała ją bardzo niemiła procedura usunięcia go, ponownego krwawienia i szybkiego zajmowania się raną.
Mimo to, z tego co zapamiętała z przygód Erika, chyba wolała dostać nożem niż iść na randkę z Francescą. Francesca zdawała się urocza i miła, i była naprawdę całkiem inteligentna, i bardzo, bardzo ładna, ale Brenna trochę się obawiała swego czasu, że kobieta wyssie życie z jej brata, tak dla pewności, że sprawuje nad nim całkowitą kontrolę... Oczywiście, jakby uzdrowiciel chciał dla niej te kwiaty, uznałaby, że o gustach się nie dyskutuje, ale skoro cieszyło go spotkanie wykrwawiającej się pacjentki na ulicy, to musiała być randka ekstremalna…
– To znaczy wydawało się jej, że z nim chodziła. Uch. Przecież wiem, jak to działa i że wyciągniesz go na dwa – wymamrotała, po prostu wydobywając z kieszeni kawałek chusteczki, by zagryźć na niej zęby. Eliksir przeciwbólowy eliksirem przeciwbólowym, ale miała pewne obawy, że i tak poczuje tę procedurę i że może nawet uzna w jej trakcie, że randka z Francescą nie była taką absolutną tragedią.
I tak, w chwili, gdy ostrze zostało wyszarpnięte – co oczywiście wywołało kolejny krwotok, nawet jeśli kontrolowany – najpierw wydała dziwny dźwięk w chusteczkę, a potem ją wypluła, niepewna, czy nie zemdleje (czy teraz już było wolno?), bo przed oczyma przez moment widziała tylko absolutną ciemność.
– O pierdolę kurwa mać – wykrztusiła, może niewyraźnie, ale intencje były jasne. Klęła dość rzadko, jednak w tej sytuacji uważała, że jest absolutnie usprawiedliwiona.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#16
17.05.2024, 17:37  ✶  
– Naprawdę? W takim razie przekaż moje szczere wyrazy współczucia Erikowi – mruknął, nie wiedząc, czy ma się czuć zaszczycony tym, że najwyraźniej, przynajmniej według Francesci, znalazł się w tej samej kategorii mężczyzn co brat Brenny, czy też zacząć podejrzewać, że po tamtej porażce, czarownica, postanowiła zaniżyć swoje oczekiwania.
– No cóż. Nam już planowała imiona dzieci i domek z ogródkiem, ale najwyraźniej to mi się coś ubzdurało – oświadczył z przekąsem, próbując lepiej chwycić rękojeść. Niech komuś innemu opowiada o potomstwu, które nie istniało. Jakby i tak nie musiał już ogarniać wystarczająco dużo nieodpowiedzialnych dorosłych. – Nie. Naprawdę chciałem wyciągnąć go na trzy. Na dwa wyciągam tylko, wtedy gdy widzę, że pacjent zaczyna panikować – zapewnił ją, a potem dla zmylenia przeciwnika wyciągnął sztylet na raz. Założył, że nie ważne co by powiedział Brenna i tak mentalnie szykowała się na dwa.
Ostrze wciąż stawiało niewielki opór, ale i tak dało się wyciągnąć bez większych problemów. Chociaż złośliwi pewnie powiedzieliby, że krwotok można było zaliczyć do większego problemu.
– Ja wiem. Przepraszam, ale już zaraz będzie po wszystkim. Świetnie sobie radzisz – powiedział, dotykając na chwilę w uspokającym geście ramienia czarownicy. Klnęła, a to znaczyło, że jeszcze nie zemdlała. To dobrze.
Krew. Krew wszędzie. Krew na odrzuconym już sztylecie. Krew na jego rękawiczkach i przede wszystkim krew na samej Brennie. Nie ważne ile razy by kogoś opatrywał i nie ważne, że potrafiłby zachować spokój w tego typu sytuacjach, to jednak sam się martwił. Tak wiedział co robić, ale przecież po drodze mogło pojawić się wiele komplikacji, a on opatrywał ją w swojej kuchni, a nie w Mungu przy wsparciu innych uzdrowicieli. Skupił się jednak na aplikowaniu kolejnych eliksirów i zaklęć, pozwalając na to, by zdobyta wiedza i doświadczenie przejęły jego ruchy i skutecznie zepchnęły niepokój na bok.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
17.05.2024, 18:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2024, 18:56 przez Brenna Longbottom.)  
– A która to była randka? – spytała Brenna, bo właściwie od tego zależało, czy te rozważania o domku z ogródkiem były uzasadnione i on tutaj przesadzał, czy też wariactwo Francesci eskalowało do niepokojących rozmiarów (Francesca coś tam chwilę temu krzyczała, ale wtedy Brenna jeszcze nie zażyła leku przeciwbólowego, była świeżo po wędrówce ulicami, na wpółżywa z wysiłku i utraty krwi, no i słowa Francesci trzeba było brać przez sito). To chwilowo był cały jej wkład w rozmowę, bo komentować tych wyrazów współczucia czy wypytywać, jak miałyby nazywać się dzieci i czy to chociaż były ładne imiona, nie miała po prostu siły.

A potem po prostu starała się za wiele nie ruszać, nie zapominać o oddychaniu, i zaciskała mocno szczęki, przez całą procedurę opatrywania i podawania eliksirów zdolna co najwyżej do wyrzucenia z siebie jakichś przekleństw – ale i to wymagałoby trochę więcej energii niż miała na zbyciu. Dopiero gdy wiggenowy zaczął powoli działać, i ból jakby zmalał, a rana chyba przestała krwawić, Brenna zwinęła się na tym stole.
– Na trzy, tak? Kłamca – rzuciła, chociaż tak naprawdę była mu wdzięczna. Może nie uratował jej życia, bo jakoś dowlekła się do tej apteki Lupinów, ale sytuacja była poważna i jednak istniało to ryzyko, że jednak zemdlałaby gdzieś w chłodzie i ciemnościach, a to nie skończyłoby się dobrze. Zacisnęła na moment powieki, bo utrata krwi i trwający tak długo ból sprawiały, że wcale nie mogła poderwać się z miejsca radośnie i energicznie, nawet jeżeli ten drugi powoli malał, a sama rana się zasklepiła – choć jeszcze nie uleczyła zupełnie.
– Dzięki. Jestem ci winna za prywatną wizytę bardzo po godzinach pracy. I za pokrwawiony obrus. Nie przepraszam za Francescę, przepraszam za obrus. To był bardzo ładny obrus. A to bardzo wygodny stół. Jak szybko to się zagoi do reszty? Bo jutro mam nocny dyżur – wymamrotała, już prawie – że – brennowo, chociaż jeszcze tak dwa razy wolniej niż zwykle i nie w pełni wyraźnie. I tym razem plotła głupoty nie tylko dlatego, że to był dla niej naturalny stan, a bo te wszystkie eliksiry plątały jej w głowie trochę bardziej niż zwykle.
– Dzisiaj jest piątek? - spytała nagle, otwierając oczy. Nie mogła sobie przypomnieć, jaki jest dzień, za to przypomniała sobie, co kiedyś mówili o tych piątkach trzynastego...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#18
17.05.2024, 23:33  ✶  
– Pierwsza – powiedział zmęczony tym wszystkim. Nie, to na pewno nie on miał problemy. To zdecydowanie Francesca była tą dziwną. Ale hej! Jeszcze był młody. Jeszcze nie musiał się martwić, że skończy samotnie. Przynajmniej na razie może spędzać wieczory w kasynie bez obawy, że jakaś miłość jego życia wytknie mu jakieś problemy, których przecież nie miał. Może jeszcze ponarzekałby dłużej Brennie na to wszystko, ale po pierwsze wątpił, by była teraz na siłach, by go słuchać, a po drugie lepiej było zająć się innymi sprawami. Na przykład zapobieganiem wykrwawiania się.
– Ale przynajmniej nie na dwa – odpowiedział z nieco złośliwym, choć przyjacielskim uśmiechem, zupełnie jakby właśnie zrobił coś przebiegłego w kasynie, ale wszyscy wyszli na tym na dobre.
Po chwili krwotok został zatrzymany, a sama Brenna załatana.
– Nie przejmuj się. Nie jesteś mi nic winna – powiedział, upewniając się, czy opatrunki są na pewno poprawnie założone. – A obrus się wypierze. Nie pierwszy raz zmywałbym krew. Zresztą chyba i tak uratowałaś mnie przed gorszym losem. Jak się teraz czujesz? Nadal boli?
Przyjrzał się Brennie dokładnie, przykładając chłodną dłoń do jej czoła, by upewnić się, czy nie miała gorączki. Wyglądała jak bardzo zmęczony trup, ale przynajmniej żywy trup. To znaczy... Nie. To nie miało sensu. Wyglądała, tak jakby jednak, chociaż wyjątkowo była bledsza od niego, nie miała umrzeć. Ale oczywiście już musiała gadać o pracy! Eh.. Czy był w ogóle sens się z nią o to kłócić?
– Zróbmy tak. Na razie odpoczniesz i zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądać rano, dobrze? – powiedział, podsuwając jej pod usta kubek zwykłej wody, aby się napiła. – Mam po kogoś posłać? Kogoś z rodziny? Brata?
Obrzucił ją zmartwionym spojrzeniem. Potrzebowała odpoczynku i to bardzo. Zaraz, o ile nie zadecyduje z kimś z rodziny, że woli zostać przeniesiona do domu, spróbuje przetransportować ją do łóżka, a sam, o ile dzisiaj zaśnie, zajmie kanapę. Heh... Już miał się ucieszyć, że przynajmniej jego sypialnia lśniła czystością jeszcze bardziej, niż zwykle, a pościel została świeżo wymieniona tuż przed jego wyjściem, ale wtedy uświadomił sobie czemu tak było. I że pościel była bordowa dla romantyzmu. I że na szafce stały gotowe świece zapachowe. I że mógł specjalnie wyciągnąć kilka powieści romantycznych na wierzch, by zasugerować Francesce pewne rzeczy. Teraz czuł się, jak idiota. A mógł nie przerabiać sypialni gościnnej na gabinet.
– Nie, dzisiaj jest... – Przygryzł wargi. – Inna data. Bardzo głupia, ale może jednak coś jest na rzeczy... Zresztą nie ważne. Powinnaś na razie odpocząć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
18.05.2024, 10:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 17:44 przez Brenna Longbottom.)  
- W takim razie to nadal wariatka - zgodziła się Brenna, która sama będąc wariatką (chociaż w nieco innych aspektach) rzadko uważała za wariatów innych ludzi. Nie znała się specjalnie, ale miała dziwne wrażenie, że z propozycją wspólnych dzieci Francesca powinna zaczekać przynajmniej do trzeciej randki. - Nie, nie, nie. Nie mojego brata. Mój brat powie mamie, a mama nie da mi żyć. Daj mi pięć minut i skorzystam z Fiuu. A czuję się świetnie. Wprost znakomicie. Ludzie nie doceniają, jakie to wspaniałe, gdy żadne ostrze nie tkwi w twoim ciele - oświadczyła, na moment jakby trochę przytomniejąc, gdy wspomniał o wzywaniu jej rodziny. Normalnie poprosiłaby o danie znać Mavelle, ale ta chyba miała dziś jakieś spotkanie i wystarczyło, że Brenna popsuła jedną randkę tego wieczora. Nawet jeżeli przynajmniej jeden uczestnik spotkania wcale nie płakał z tego powodu.
Spieranie krwi z ubrań było dość ciężkie, a z obrusów takie plamy nie schodziły dobrze, ale postanowiła się o to nie kłócić i nie zaczynać dyskusji na temat tego, które z nich ma większe doświadczenie w kwestii pozbywania się z materiałów charakterystycznych śladów. Mogliby pewnie licytować się do rana, a Brenna nie za bardzo miała na to siłę. Wyjątkowo nie zapewniała też, że na pewno do rana wszystko będzie dobrze, a jak nie do rana, to do wieczora, i tylko lekko kiwnęła głową na to jego "zobaczymy". Ba, nawet to jego "przynajmniej nie na dwa" nie doczekało się Wielkiej Improwizacji z jej strony w ramach odpowiedzi. Trochę za bardzo zamykały się jej oczu I jakoś tak wszystko się kołysało... nie bolało już prawie, eliksiry zrobiły swoje, ale ciało wciąż pamiętało, że bolało, a ona była osłabiona i przemarznięta po tej wieczornej wędrówce, w chłodny dzień, gdy uciekała z niej krew.
- O, widzisz? Czyli to jednak żadna klątwa. Masz po prostu czasem pecha. Może ci go przynoszę, jak czarny kot albo drabina - odparła jeszcze, w tej chwili nie pamiętając, że przecież wcale nie zaczęło się od piątku trzynastego: początkiem była złowieszcza data 6.6.66.
I chyba chciała dodać coś jeszcze, ale zamiast tego, wbrew własnym zapowiedziom, że pięć minut i się zbierze, zasnęła mu na tym kuchennym, pokrytym jej krwią stole.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1602), Basilius Prewett (2547), Brenna Longbottom (3187)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa