20.05.2024, 22:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 22:50 przez Erik Longbottom.)
Wbił w Millie pełne niezrozumienia spojrzenie. Tańczenia kankana z Alastorem? W liczbie mnogiej? Kompletnie nie rozumiał, co się wydarzyło ubiegłej nocy, ale miał też świadomość, że być może nie był to najlepszy czas na to, aby prosić dziewczynę o zdanie raportu z poprzedniego starcia ze zjawą. Może podczas przeszukiwania domu natknęli się na jakiś pomniejszy artefakt magiczny, który wywołał taki efekt? Pokręcił głowę, chcąc ukrócić w ten sposób swoje dywagacje. Może kiedy indziej, przy jakimś ognisku, gdy będą zajadać się kiełbaskami nabitymi na zaostrzone patyki, a doprowadzanie posiadłości do porządku będzie dla nich jedynie wspomnieniem.
— Akurat dzisiaj nie wziąłem z domu gumy balonowej — oświadczył z ubolewaniem na słowa panny Moody.
Gdyby wiedział, że duchy nie przepadają za miętówkami, to przyniósłby ze sobą cały wór. I poprosił Malwę, aby zakupiła większy zapas na bazarze czarodziejów w Dolinie Godryka. A tak... Mógł co najwyżej rzucić jej paczkę papierosów, chociaż miał wątpliwości, czy ona jakoś odpędzą poltergeista. Erik wbił spojrzenie w koszulę, jaka do tej pory skrywała się pod swetrem dziewczyny. Momentalnie wiedział, do kogo należy. Wydął dolną wargę, mrużąc w skupieniu oczy. Jego wzrok skakał między napisem na T-shircie a twarzą Millie. Czy powinien pytać?
— Nawet nie wiem co to jest — przyznał bez ogródek, ciesząc się, że zaraz zawtórował mu też Hardwick.
Uśmiechnął się krzywo, gdy jedyna kobieta w towarzystwie zdradziła im, jaki miała plan na przywołanie poltergeista. Zjazd ze schodów, latanie na miotle w środku rezydencji i zbijanie balonów pod sufitem. Jestem zbyt ufny, pomyślał z żalem. Powinien był się domyślić, że Moody nie ograniczy się do czegoś pokroju wyzywania nieprzyjaznego duszka od najgorszych, a zamiast tego postawi na coś dużo bardziej widowiskowego. Otworzył usta, chcąc się wtrącić, jednak w porę je zamknął, bo okazało się, że on miał zostać ranny w ramach ich działań.
— I ty mówisz mi to teraz? — wymamrotał, pocierając dłonią o szyję i kark. — Wolałbym zostać o tym ostrzeżony nieco wcześniej.
Pokiwał głową na słowa Figga.
— Ściany też by się przydało zakląć na wypadek, gdyby zjawa zaczęła wami ciskać na wszystkie strony — mruknął, jednak zgodnie z sugestią chłopaka przeszedł w okolicy schodów, aby tam przystosować kilka sprzętów do nowych zastosowań.
Nawet nie zastanawiał się zbytnio nad tym, aby szukać czegoś stricte zbliżonego swą strukturą do materaca. Zignorował potencjalne kanapy, sofy czy krzesła z obiciem, a zamiast tego wycelował różdżką w najbliższą komodę. Pomodlił się krótko w duchu o powodzenie swoich czarów. W żadnym razie nie był mistrzem transmutacji, toteż nie za bardzo wiedział, czego się spodziewać.
— Akurat dzisiaj nie wziąłem z domu gumy balonowej — oświadczył z ubolewaniem na słowa panny Moody.
Gdyby wiedział, że duchy nie przepadają za miętówkami, to przyniósłby ze sobą cały wór. I poprosił Malwę, aby zakupiła większy zapas na bazarze czarodziejów w Dolinie Godryka. A tak... Mógł co najwyżej rzucić jej paczkę papierosów, chociaż miał wątpliwości, czy ona jakoś odpędzą poltergeista. Erik wbił spojrzenie w koszulę, jaka do tej pory skrywała się pod swetrem dziewczyny. Momentalnie wiedział, do kogo należy. Wydął dolną wargę, mrużąc w skupieniu oczy. Jego wzrok skakał między napisem na T-shircie a twarzą Millie. Czy powinien pytać?
— Nawet nie wiem co to jest — przyznał bez ogródek, ciesząc się, że zaraz zawtórował mu też Hardwick.
Uśmiechnął się krzywo, gdy jedyna kobieta w towarzystwie zdradziła im, jaki miała plan na przywołanie poltergeista. Zjazd ze schodów, latanie na miotle w środku rezydencji i zbijanie balonów pod sufitem. Jestem zbyt ufny, pomyślał z żalem. Powinien był się domyślić, że Moody nie ograniczy się do czegoś pokroju wyzywania nieprzyjaznego duszka od najgorszych, a zamiast tego postawi na coś dużo bardziej widowiskowego. Otworzył usta, chcąc się wtrącić, jednak w porę je zamknął, bo okazało się, że on miał zostać ranny w ramach ich działań.
— I ty mówisz mi to teraz? — wymamrotał, pocierając dłonią o szyję i kark. — Wolałbym zostać o tym ostrzeżony nieco wcześniej.
Pokiwał głową na słowa Figga.
— Ściany też by się przydało zakląć na wypadek, gdyby zjawa zaczęła wami ciskać na wszystkie strony — mruknął, jednak zgodnie z sugestią chłopaka przeszedł w okolicy schodów, aby tam przystosować kilka sprzętów do nowych zastosowań.
Nawet nie zastanawiał się zbytnio nad tym, aby szukać czegoś stricte zbliżonego swą strukturą do materaca. Zignorował potencjalne kanapy, sofy czy krzesła z obiciem, a zamiast tego wycelował różdżką w najbliższą komodę. Pomodlił się krótko w duchu o powodzenie swoich czarów. W żadnym razie nie był mistrzem transmutacji, toteż nie za bardzo wiedział, czego się spodziewać.
(Transmutacja) Zmiana komody w materac x2
Rzut N 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 48
Slaby sukces...
Slaby sukces...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
