• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[27-28.10.1967] Our age is merely the number of years the world has been enjoying us

[27-28.10.1967] Our age is merely the number of years the world has been enjoying us
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
20.04.2024, 00:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2025, 23:28 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

—27-28/10/1967—
Dolina Godryka, Warownia Lonbgottomów
Morpheus Longbottom & Geraldine Yalxey



Nienawidziła tych spędów czystokrwistych. Czuła się podczas nich trochę jak ptak zamknięty w klatce, który nie mógł rozwinąć skrzydeł. Nie znalazła się tu jednak bez powodu. Erik od kilku lat był jej dosyć bliski, nie mogła odmówić mu obecności na tym ważnym dla niego wydarzeniu, ćwierćwiecze w końcu brzmiało dumnie, a dałaby sobie rękę uciąć, że ledwie z rok temu spotkali się w tym kiblu Marty, gdzie rozważali nad sensem ich jestestwa. Niestety czas płynął, bardzo szybko, co potwierdzała ilość świeczek na torcie jubilata. Pojawiła się tu po to, aby sprawić mu przyjemność, chociaż nie sądziła, że jest jakimś specjalnie istotnym gościem, bo w końcu miał wiele bliższych sobie osób od niej.

Miała świadomość, że warto utrzymywać dobre stosunki z innymi rodami, podobnymi do tych jej. Czystokrwiści. Niby lepsi, niby nie, zawsze mogli znaleźć jakieś wspólne rozwiązania. Najważniejsze - matka byłaby dumna, że jej nauki nie poszły na marne.

Sukienka, którą wybrała na ten wieczór nie należała do tych wygodnych. Ograniczała ruchy, nie była przyzwyczajona do takich utrudnień, jednak wiedziała, że musiała odpowiednio się prezentować, nikt nie wziął by pod uwagę jej tłumaczenia, że pojawiła się tutaj ubrana jak zazwyczaj, bo materiał trochę za mocno kuł ją w biodra, czy cokolwiek innego. Była łowczynią, jakoś sobie poradzi z niewygodnym ubraniem. Kolor, który wybrała kojarzył się z letnim lasem, uwielbiała zieleń i od zawsze to ona była jej pierwszym wyborem. Z sentymentu do otoczenia w którym przebywała.

Sączyła drinka, nie liczyła którego, na szczęście Erik zadbał o wyśmienity alkohol, to był chyba najważniejszy argument aby spędzić tutaj jeszcze trochę. Upije się, a później zniknie - zrobi to, co potrafiła najlepiej. Zaczął męczyć ją głód nikotynowy, postanowiła więc go zaspokoić. Nie miała pojęcia, czy ktoś nie spoglądałby na nią krzywo, gdyby bezceremonialnie sobie teraz wyciągnęła fajkę i ją zapaliła, postanowiła więc wyjść na taras, żeby zaspokoić tę potrzebę. Wyciągnęła paczkę fajek z jednej z ukrytych kieszeni w jej sukience i czmychnęła na zewnątrz. Wsadziła sobie peta w usta i odpaliła go swoją mugolską zapalniczką. Poczuła przyjemne ukojenie, kiedy zaciągnęła się dymem, chłód, który ją przywitał nie był nieprzyjemny, nawet, gdy była ubrana w tę nie do końca zakrytą sukienkę. W środku zaczęło się robić duszno, idealny moment aby wyjść na zewnątrz i zaczerpnąć oddech.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
23.04.2024, 12:26  ✶  

Życzenia Erikowi złożył o poranku, razem z ładną papierośnicą, wypełnioną egzotycznymi papierosami, sprowadzonymi z dalekich krajów dzięki znajomościom Morpheusa w wydziale Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego, które mogły być nie do końca legalne, o czym wujek udawał, że nie wie. Blend papierosowy składał się podobno z ziół, które pomimo braku efektów na jaźń, były zabronione w sprzedaży, ponieważ znajdowały się na liście dziedzictwa kulturowego i stanowiły część biomu regionalnego pod ochroną. Nie dbał o to szczególnie, zresztą, nie znał się na roślinach bardziej, niż to potrzebne.

Uwielbiał przyjęcia, jednak jego trzecie oko często mrugało zbyt rzadko, przytłaczając go całkowicie i sprawiając, że cała ta rzesza osób, ich decyzji i planów, całkowicie rozmywała w mglistych meandrach jego poczucie rzeczywistości. Pojawiał się więc na granicach świadomości, obserwował, uśmiechał się pięknie i znikał, zwykle wracając do domu, swojego lub cudzego. Tej nocy jednak Warownia wibrowała przyszłością i nadziejami na następne lata, młodymi, którzy sięgali jeszcze dalej w mrzonkach. Elise, jego szwagierka, wiedziała, jak to będzie z nim. Łagodne spojrzenie pani domu, którą była od śmierci żony Godryka, zawsze z ciepłem zatrzymywało się na nim i pojawiał się mały projekt, który pozwalał mu na drżenie ekscytacji i jednocześnie słodkie rozdzielenie od wirujących na parkiecie myśli i par.

Dlatego, gdy drzwi na taras się otworzyły, nieco zaskoczony uniósł wzrok ze swojego miejsca. Ukryty częściowo pod różaną altaną z huśtawką, specjalnie tam ustawioną, kryjącą go przed światem, wyjrzał z florystycznego aranżu, aby przyjrzeć się postaci, która kroczyła szelestem jedwabnej sukni w stronę balustrady, kończącej ludzką konstrukcję, otwierając się na ogród, tylko częściowo przycięty i poskromiony. Nie wstał do niej, podziwiał jej sylwetkę w sposób, w jaki powinna być podziwiana, z daleka. Uświadomił ją jednak o swojej obecności, również zapalając papierosa. Błysk światła i pstryknięcie zapalniczki, kłąb dymu, głośniejszy wdech.

W ciemności, jego granatowa szata, wyszywana ironicznie w konstelacje, przypominała bardziej czerń. Jasnością odcinała się za to otworzona na jego kolanach książka. Początkowo nie rozpoznał kobiety, kojarząc ją raczej z potarganymi włosami i dzikim spojrzeniem, jedna z bandy Erika i Brenny.

— Myślę, że pani strój znacznie by zyskał na dodatku w postaci ozdobnej włóczni i zdobionego naramiennika — uśmiechnął się do niej nieco tajemniczo, odkładając na bok książkę. Od kilku godzin pobolewała go głowa. — Chociaż spodziewam się, że połowa obecnych nie zrozumiałaby nawiązania do Afrodyty Arei.

Wątpił, aby ona je pojęła, wszak mugolska literatura i mitologia nie była priorytetem w edukacji, nawet jeżeli duże gro czarodziejów używało imion z niej podebranych. Afrodytę jednak znali wszyscy. Bogini piękna i miłości. Kochanka boga wojny. To od niego pochodził jej przydomek, Areia, Afrodyta Wojowniczka, Afrodyta Niosąca Wojnę, Afrodyta Wojująca.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
23.04.2024, 14:25  ✶  

Noc była piękna. Lubiła wieczory, szczególnie takie spokojne jak te, kiedy wiatr jedynie delikatnie przypominał o swoim istnieniu. Niebo było rozgwieżdżone, najwyraźniej jutro miał być dobry dzień. Dobrze, bo pewnie będzie musiała wyruszyć na łowy, póki jeszcze zima była w miarę daleko. Musiała wykorzystać w pełni ten czas, chociaż wcale nie przeszkadzało jej to w intensywności innych doznań. Bo poza polowaniem Yaxley lubiła żyć, pełnią życia, korzystać z każdej okazji jaka się nadażała, żeby broń Merlinie nie żałować kiedyś, że czegoś nie zrobiła. Nie odmawiała bali, ani alkoholu, chociaż nawet nie do końca przepadała za takimi wielkimi spędami ludzi.

Nasłuchiwała, jak to miała w zwyczaju, zboczenie zawodowe, stała czujność, czy coś podobnego. Nigdy nie wiadomo skąd może nadejść niebezpieczeństwo, kto wiedział co mogło się czaić w Warowni Longbottomów.

Nie umknął jej dźwięk zapalniczki, charakterystyczne pstryknięcie, odwróciła się gwałtownie, żeby zobaczyć źródło dźwięku. Nie musiała długo szukać, bo mieniące światło papierosa było widoczne w ciemności, rzucało się w oczy.

Potraktowała to jako zaproszenie, dlaczego nie mieliby zapalić razem, skoro najwyraźniej znaleźli się tutaj z tego samego powodu? Bez nawet chwili zawahania ruszyła w stronę mężczyzny. Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że najlepsze rozmowy na imprezach tego typu zazwyczaj odbywają się właśnie na papierosowej przerwie.

- Nie wiem, czy by mnie tutaj wpuścili z włócznią, nawet jeśli byłaby ozdobna. - Powiedziała lekko, kiedy ją zaczepił. Zmierzyła go też wzrokiem od stóp do głów, idealnie pasował do otoczenia, znaczy jego strój.

- Zabawne, moi rodzice nie widzieli we mnie Afrodyty, celowali nieco niżej, bo nie bez powodu drugie imię dostałam po Artemidzie, a mój brat po jej bliźniaku. - Wbrew pozorom miała jakąś tam wiedzę o mugolskiej mitologii, może niezbyt wielką, ale jednak.

- Mogę się dosiąść, czy zamierza pan kontynuować lekturę? - Zapytała, żeby się nie narzucać, bo może wcale nie potrzebował towarzystwa.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
21.05.2024, 14:09  ✶  

Morpheus żył bardzo rzadko, ale intensywnie, przynajmniej wedle tego, jak widzieli go inni, pozwalając pragnieniom pchać jego czyny, niczym Głupiec na początku swojej drogi po Drzewie Życia, ubierając inne szaty, w zależności od tego, kogo spotkał przed sobą. Zwykle był odpowiedzialny i stateczny, przebywał w archetypach Maga, Cesarza i Pustelnika, tylko czasami zezwalając sobie na skok w przepaść. Skrywał swoją prawdziwą naturę, miękką Kapłankę, wodę pełną emocji. Wodę pełną sacrum, tajemnic.

— Jestem pewien, że Godryk byłby zachwycony obecnością bogini łowów w swoim domu — posłał jej uśmiech i z szelestem swoich szat przesunął się na bok, robiąc dla niej miejsce na huśtawce. Przedstawił się też w końcu kobiecie. — Morpheus Longbottom. Nie, Artemido, nie będę już czytać.

Wreszcie mogła doczepić twarz do imienia, garbaty, wydatny nos, smagła skóra, duże dłonie, tajemniczy wuj Erika, który tak rzadko pojawiał się na skraju widzenia w Warowni, raczej unikał wszelakich przyjęć. Z tak bliska mogła czuć, że pachnie słodko whisky, kadzidłem i suszonymi śliwkami w sposób niebezpośredni, raczej dyfuzowany przez pryzmat wody kolońskiej, złożonego zapachu, podobnego tym do natury, bez płaskości tańszych zamienników. Czarne oczy drgały, gdy taksował jej twarz, chyba po raz pierwszy widzianą z tak bliska.

Morpheus nauczył się, co to znaczy ból miłości i dlatego odrzucił ją na swój własny sposób. Jego uczucia pchały go do ekstremów, więc nimi się żywił, intensywnymi uczuciami, które rezonowały w kościach, zakochiwał się na jedną noc, na zabój, aż pot nie ostygł na ciele. Wraz z brzaskiem, odrzucał to, co mogło powstać, co mogło zakwitnąć, ścinał pąki róży, niż więcej niż promień czerwieni przebłyskiwał przez zieloną otulinę. Wytresował sam siebie, jak charta, szybkonogiego wyżła, aby to łowy przynosiły mu największą satysfakcję.

— Palarnia z matronami i debiutantkami po drugiej stronie nie jest w twoim guście, bogini łowów? — wskazał głową drugie wyjście, gdzie stało kilka kobiet, widoczne w świetle płomieni z eleganckich waz i koksowników. Ich głosy rozmywały się w wieczornej mgle, która nadchodziła od strony lasu. —  Mam dla ciebie propozycję.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
22.05.2024, 00:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 13:25 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  

W przeciwieństwie do swojego towarzysza Geraldine żyła bardzo intensywnie, ciągle. Brała od świata każdego dnia, to co miał jej do zaoferowania. Nie przejmowała się konsekwencjami, bo po co? Młodość rządziła się swoimi prawami, tego była pewna, jak nie teraz, to kiedy? Korzystała z każdej możliwej okazji, żeby czuć więcej i mocniej. Nie było to może szczególnie rozsądne, ale jakoś specjalnie się tym nie przejmowała. Powiadali, to nieokrzesanie, ten chaos, to jej urok, a ona zaczynała wierzyć w to, że może faktycznie ma to jakiś sens.

- Dopóki nie wyjęłaby swojego łuku i nie zaczęła strzelać do wilkołaków. - Miał to być żart, jej poczucie humoru było dosyć toporne, zresztą dopiero, gdy dotarło do niej, jak to brzmi złapała się na tym, że może nie powinna tego mówić na głos. Znała słodką tajemnicę Erika od dawna, zauważyła zmianę która w nim zaszła po jednych z wakacji, bo przed Yaxleyami przecież żaden potwór się nie ukryje.

- Geraldine Yaxley. - Wypadało chyba również przedstawić się konkretnie, żeby nie musiał jej tutaj dalej Artemidować, bo czuła się przez to nieco niepewnie. Nie przywykła do tego, aby ktoś przyrównywał ją do bóstwa, nawet wzbudziło to w niej pewną ciekawość, że stać go było na takie komplementy.

Wiedziała z kim ma do czynienia. Znała Morpheusa, ze słyszenia, pewnie bywali już nieraz w tych samych miejscach, nawet w tym samym czasie, jednak nigdy nie miała okazji poznać go bliżej. Szkoda, bo póki co wydawał się jej być interesującym człowiekiem, nieco nie pasującym do rzeczywistości, jakby oderwanym od tego świata. Czuła, że jest dosyć mocno uduchowiony, pewnie sugerowała się w tym też tym, co o nim słyszała. Te opinie pasowały do osoby, która przed nią siedziała. Nawet bardzo.

Przeniosła wzrok na palarnię, o której wspomniał, gdzie dostrzegła faktycznie spore stado kobiet. To nigdy nie była jej bajka. Szczebiotanie, sztuczne uśmiechy, rozmowy o niczym. Wolała chować się w cieniu, nie zwracać na siebie uwagi, tak było wygodniej. Wystarczyło tylko, że jej obecność była zauważona, dzięki temu nie zapominali o jej rodzinie. Obowiązek wykonany, oczywiście po najmniejszej linii oporu, ale kto by się tym przejmował.

- Niekoniecznie, czułabym się tam, jak dzikie zwierzę zamknięte w klatce. - Na które one wszystkie patrzyłyby, jak na dziwadło. Wiedziała, że odstaje, że nie pasuje, nie zamierzała niepotrzebnie powodować niekomfortowych dla siebie sytuacji.

W oczach panny Yaxley pojawił się blask, przestały być przygaszone, a usta drgnęły w delikatnym uśmiechu. Nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać, jaką propozycję mógł mieć dla niej Morpheus Longbottom. On był wróżbitą, pewnie potrafiłby przewidzieć takie rzeczy. - Jak mniemam, ta propozycja to jedna z takich nie do odrzucenia? - Mógł już domyślić się, że czego tylko jej nie zaproponuje, to zapewne na to przystanie. Taka już była, pojawiała się okazja, a ona po nią sięgała.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
24.05.2024, 12:55  ✶  

Naznaczenie darem Trzeciego Oka i spoglądanie w intencje innych osób stanowiło swojego rodzaju wytrych dla różnych społecznych zachowań. Wiedział, jakie emocje będą towarzyszyć odbiorcy jego pytań, jak dalece może sobie pozwolić, aby nie zgorszyć nikogo, nie narazić swojej reputacji w pracy. Przesunął się nieco, tak aby usiąść twarzą bardziej w jej stronę, ich nogi zetknęły się pod materiałami wyjściowych strojów, ale nie odsunął ich, w pewności siebie i zaznaczeniu, że nie obawia się tego, czego tak wielu unikało. Świat należało poznawać wszystkimi zmysłami, dlaczego miałby się ograniczać? 

— Proponuję grę. — zaczął, wracając jedną dłonią do swojej książki i kładąc ją na kolanach Geraldine i otwierając wprawnie na miejscu, gdzie zakończył czytanie. Było to bardzo ładne wydanie Strategii kosmosu: relokacja, astrokartografia, przestrzeń lokalna, będącej dziełem zbiorowym esejów różnych, znanych nazwisk z dziedziny wróżbiarstwa. Ten, na którym się zatrzymał Morpheus był zatytułowany: Pod wspólnymi gwiazdami czyli synastria

Drugą dłonią sięgnął do jej policzka i ułożył wierzch wskazującego palca na jej wysokiej kości policzkowej, przesunął nim w dół, do ostrej linii żuchwy i ciągnął delikatnie, aż do podbródka, bardzo dokładnie wyjaśniając swoje zamiary bez słowa. Ledwie znali swoje imiona, lecz dla niego nie miało to najwyraźniej znaczenia. Ujął jej podbródek, jak do pocałunku, ale zamiast tego przesunął kciukiem po dolnej wardze Łowczyni.

— ⁣Jako, że postanowiłaś przerwać mi lekturę, Artemido— zniżył swój głos do niskiego pomruku. — Ty będziesz dla mnie czytać. A ja będę cię rozpraszał. Co będzie pierwsze, Tobie załamie się głos czy mój czas skończy? Masz naturalną przewagę łowczego nade mną. Dziesięć minut. Wygrany wybiera... Cóż, nad tym będziemy myśleć, gdy już wyłonimy zwycięzcę.

Spoglądał to w jej oczy, to na jej usta z uśmiechem pełnym wyzwania. Wyglądało to jak gra, w której w rzeczywistości nie ma przegranych. On miał już dla siebie nagrodę, przemyślaną, ale przecież jeszcze nie powiedziała tak i nie wiedziała, że on może oszukiwać.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
24.05.2024, 13:59  ✶  

Czy przychodząc tutaj dzisiaj spodziewała się, że największą rozrywką tego przyjęcia urodzinowego będzie rozmowa z wujkiem Erika? Nie. Nie była jasnowidzką, nie otrzymała od niebios żadnego daru, który mógłby jej pomóc to przewidzieć. Coś jednak chciało, żeby znalazła się w tym ogrodzie, zupełnie nieświadoma tego, z jak wprawionym zawodnikiem przyjdzie jej tutaj rozmawiać, a może i grać. Nie miała świadomości, że Morpheus posiada umiejętności, które mogą mu pomóc odczytać jej intencje, bo skąd mogła to wiedzieć. Zupełnie naiwnie więc weszła w jego sidła, czego zazwyczaj nie robiła, bo przecież to ona była łowcą, role miały się dzisiaj odmienić.

Przysunął się do niej, spoglądała na niego uważnie spod opadającego na twarz kosmyka nieco zbyt długiej grzywki, poczuła, że ich nogi się zetknęły, nie wydawało się jednak, żeby zrobiło to na niej wrażenie. Nie speszyła się w ogóle, jakby wcale tego nie zauważyła. To przecież nic wielkiego, czyż nie? Na pewno był to zupełnie przypadkowy ruch.

Uniosła brwi, czekając, aż wyjaśni jej zasady gry. Nim to jednak zrobił położył jej na kolanach książkę, na którą na krótką chwilę przeniosła swój wzrok. Wróżbiarstwo nie było jej typowym wyborem, jeśli chodzi o czytanie, raczej wręcz przeciwnie. Bardzo szybko jednak ponownie wróciła spojrzeniem do Morpheusa i czekała na dalsze wyjaśnienie.

Niespodziewanie dotknął jej policzka, co spowodowało, że jej oczy błysnęły, nie zareagowała jednak w żaden sposób, bo ten dotyk opuszka zmierzającego do jej podbródka był całkiem przyjemny, gdyby tak nie było pewnie mogłaby bez mniejszego problemu odrzucić jego rękę, a nawet ją złamać. Miał jej przyzwolenie, najwyraźniej nie zamierzała mu sięę specjalnie opierać w tej grze. Alkohol, który wypiła, mimo, że nie było go póki co zbyt wiele, skutecznie odsuwał od niej myśli, które mógł przynosić zdrowy rozsądek. Chciała z nim zagrać w jego grę. Nawet jeśli miałaby przegrać, chociaż wolała nie zakładać od razu takiego zakończenia, jaki był sens grać w grę, kiedy od razu znało się jej wynik?

- W dziesięć minut można zrobić naprawdę wiele. - Mówiła spokojnie, w jej oczach nadal mógł dostrzec ten błysk, iksry, które pojawiły się tam, kiedy dotknął jej policzka. - Ale, lubię wyzwania. - Szczególnie takie, które mogły się okazać trudne do realizacji. Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy sięgała po książkę.

O nagrodzie nie wspomniała, w końcu mieli o niej rozmawiać, kiedy skończą tę grę. Trzymała książkę w lewej dłoni, zbliżyła ją nieco do twarzy, by móc dostrzec litery i zaczęła czytać. Powoli i wyraźnie, każde zdanie, to miało być tylko dziesięć minut. Przysunęła się przy tym do niego jeszcze bardziej, jakby zupełnie przypadkowo, nie odrywała przy tym wzroku od księgi, którą miała w dłoni.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
25.05.2024, 14:59  ✶  

Ona rozpoczęła lekturę, a on wyjął różdżkę i transmutował zerwany listek róży w coś dużo bardziej delikatnego. Listek transformować w niedużą lotkę jakiegoś ptaszka, które ułożyło się w jego dłoni. Zupełnie, jakby wszystko zaplanował. Nad niczym się nie zastanawiał. Krok po kroku wypełniał to, co miało się zdarzyć. W końcu był bogiem czasu. Tego który był i tego, który nadchodzi.

— Ciekawe, czy masz laskotki, Artrmido. I jeśli tak, to gdzie.

Wyczarowane piórko miało delikatną strukturę, niemalże przezroczystą, z barwami, które przechodzą od ciepłych brązów do chłodnych, stalowych szarości. Nawet w półmroku huśtawki, Geraldine z łatwością mogła rozpoznać pióro kukułki.

Piórko, którego puchaty koniec Morpheus przyłożył do nadgarstka łowczyni i zaczął ją nim powoli łaskotać. Powoli, powoli, przenosił go w górę, ku zgieciu łokcia, tworząc wężowy wzór, widoczny jedynie w odczuciach panny Yaxley, po wewnętrznej stronie przedramienia w stronę pachwiny i na ramię. Jakby malował starożytne, celtyckie wzory, zatoczył na szczycie okrąg, podziwiając smukłe mięśnie Artemidy. Jego intensywne spojrzenie przyglądało się najbardziej jej twarzy, ustom, układającym się w zapewne niezrozumiałe dla niej słowa.

Słowo "synastria" pochodzi z greckiego: syn - współ, astron - gwiazda. A więc synastria to jakby "urodzenie pod wspólnymi gwiazdami. Obie osoby mają wspólne osie swych horoskopów (urodzeniowych kosmogramów). Co znaczy, wspólne osie? Może być tak, że ascendent jednej osoby jest równy ascendentowi drugiej - wtedy oczywiście pokrywają się także ich descendenty, a jeśli obie osoby urodziły się w niedalekich miejscowościach, także mają także to samo medium coeli i imum coeli. Osie mogą też być odwrócone: ascendent jeden osoby jest descendentem drugiej. Mogą również być wzajemnie zamienione: wtedy ascendent jednej osoby jest równy medium coeli drugiej.

Podczas gdy ona czytała dość podstawowy esej na temat tworzenia horoskopów dla związków oraz na poszukiwanie potencjalnych Anam Cara, on dalej pieszczotliwie muskał ją piórkiem po jej długiej szyi, jakby wyznaczał sobie miejsca, które chciałby pocałować. Jednak jeszcze nie w tym momencie, najpierw zamierzał pobudzić wszystkie zakończenia nerwowe kobiety, aby czuła najmniejszy podmuch powietrza i ciepło jego oddechu, brak dotyku, samą siebie w przestrzeni, która chociaż ukryta, nadal była bardzo publiczna.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
25.05.2024, 22:33  ✶  

Przesunęła jedynie wzrok na krótką chwilę znad książki, żeby zobaczyć, po co mu była różdżka. Transmutował liść w delikatne piórko, zrobił to, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robi, jakby wszystko przemyślał już wcześniej. Może taki był jego plan, od samego początku? Tylko skąd wiedział, że zgodzi się na ten pomysł. Przestała jednak się nad tym zastanawiać, miała czytać, nie myśleć. Nie wydawało się to specjalnie skomplikowane, tyle, że nawet czytanie mogło okazać się bardzo problematyczne, kiedy siedzący obok mężczyzna zaczął swoją część gry.

- Nie zamierzam ci ułatwiać tej zabawy, może znajdziesz to miejsce. - Nawet bawił ją taki rozwój sytuacji, dziesięć minut nie brzmiało źle, może uda jej się przetrwać?

Czytała powoli, mogło by się nawet wydawać, że ze zrozumieniem, chociaż mało z tych słów miało w jej oczach większe znaczenie. Nie należała do osób, które specjalnie wierzyły we wróżbiarstwo, numerologię i inne podobne dziedziny magii, jednak zgodziła się na grę. Nie zamierzała wykonać swojej powinności bez należytego zaangażowania.

Morpheus powoli dotykał piórkiem jej ciała. Było to bardzo przyjemne i zupełnie inne od tego co znała. Rzadko kiedy czuła taką delikatność na swej skórze, była przyzwyczajona zdecydowanie do bardziej silnych bodźców. To całkiem miła odmiana.

Oderwała się dosłownie na sekundę, kiedy poczuła narzędzie tortur na swojej szyi. Był to dosyć czuły punkt, jednak nie dawała po sobie poznać, że coś było nie tak. Kontynuowała czytanie eseju, to też było dla niej dosyć nieswoje, bo rzadko kiedy czytała komuś, tak naprawdę to jakby się zastanowić jedyną sytuacją, którą mogła przytoczyć były bajki na dobranoc, które dawno temu czytała Astarothowi. Ta sytuacja była zdecydowanie zupełnie inna.

Wokół panowała cisza, tak naprawdę unosił się tylko jej głos, zupełnie ignorowała dźwięki dochodzące z Warowni Lonbottomów, bo przecież wszyscy goście nadal byli w środku. Ona czuła się jednak tak, jakby się znalazła bardzo daleko, jakby obok był tylko Morpheus i wcale nie znajdowali się w ogrodzie. Piórko skutecznie wyciszało jej zmysły, przynosiło krótką przyjemność, na którą jej ciało nie pozostawało obojętne, w miejscu, w którym jej dotykał mógł bowiem dostrzec gęsią skórkę, która potwierdzała jedynie, że to działa.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
25.06.2024, 13:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2024, 19:08 przez Morpheus Longbottom.)  

Przyjemność to jedwabista sieć, która otacza każdy aspekt ludzkiego istnienia. Często zastanawiał się, co sprawia, że tak bardzo pożądał tych ulotnych momentów rozkoszy, które przynoszą ukojenie jego nieśmiertelnej duszy w nierozczesanej tragedii jego życia. Każde doświadczenie, które budzi w jego sercu euforię, jest dla niego niczym najcenniejszy skarb. Krew, ciepła i pulsująca, wypełnia zmysły ekstazą, ukrytą pod skórą. Smak życia, które przelewał się przez jego wargi, jest niezrównany, gdy ułożył ciało do ciała, ciepłe wargi do jej ramienia, przytrzymując je na chwilę w jednym miejscu, gdzie niebieska żyła malowała jej skórę.

To w tej właśnie chwili odnajdywał esencję istnienia – czystą, nieokiełznaną przyjemność, której nie sposób się oprzeć. Muzyka tła, będąca symfonią dźwięków, przynosi mu niezrównane wytchnienie. Każda nuta, każdy akord to jak balsam dla mojej duszy, przypominający mu o pięknie świata, który nieustannie przemija. Dźwięki klawesynu, gitary czy skrzypiec wypełniają przestrzeń wokół mnie, otulając go jak kołdra w zimną, księżycową noc. Piękno ludzkich emocji, przelotne spojrzenia, uśmiechy pełne tajemnic – to wszystko stanowi esencję jego egzystencji. Każda chwila spędzona w towarzystwie tych, którzy nie znają czasu i świata, tak jak on, każdy pocałunek, każdy dotyk, to niezrównana przyjemność, której nigdy nie zdołał się nasycić. W tej nieśmiertelnej podróży to właśnie przyjemność nadaje sens jego istnieniu, sprawiając, że każda noc jest pełna magii i niezapomnianych doznań.

Tekst płynął dalej, z ust pięknej boginki.

Okres 584 dni, czyli synodyczny okres Wenus, ma znaczenie w astrologii i ma znaczenie faza Wenus, czyli ważne jest, czy ktoś urodził się pod Wenus wieczorną, wyprzedzającą Słońce w zodiaku, czy pod Wenus poranną, wlokącą się z tytułu za Słońcem. Zapewne faza Wenus dzieli się na drobniejsze okresy. Ale żeby to zbadać, trzeba by inaczej rysować horoskopy i planety w horoskopach. Nie względem zodiaku, tak jak się to teraz zwyczajnie robi, ale względem Słońca. W takim układzie odniesienia położenie i faza Wenus byłyby jasno widoczne i rozróżnialne.

Piórko zniknęło, a dotyk Morpheusa przeniósł się na jej kolano. Palce, zręczne palce wróżbity, podciągnęły lejącą się materię tkaniny sukni, aby odsłonić nogę kobiety, wsunąć się pod spódnicę i przenosić się wyżej, w nieznanej odwadze, której Morpheus nie miał w walce. Tutaj nie potrzebował ucieczki. Powolna ścieżka, jak mroczne korytarze Departamentu Tajemnic, mogła kończyć się tylko słodką, małą śmiercią w objęciach łowczyni. Więc nadal ją rozpraszał, a subtelne, przeciągłe pocałunki na szyi, które zostawią drobne ślady na skórze, widoczne o poranku, przerwane zostały tylko mruczącym zapewnieniem:

— Dobrze ci idzie, nie przerywaj.


Koniec sesji


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (1932), Morpheus Longbottom (1808)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa