• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Charing Cross Road Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja

Lato 1972, 29 lipca // Lukrecja
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#21
10.05.2024, 01:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2024, 01:45 przez Eutierria.)  
Nie potrafił tego skomentować. Musiałby się przyznać do najbardziej żałosnej rzeczy na świecie - do tego, że tolerował bycie w centrum uwagi tylko wtedy, kiedy był podziwiany, a i tak często czuł wtedy, jak trzęsą mu się ręce. Jego odwaga była fałszem, oszustwem. Okłamywał innych, ale też samego siebie. Nie uważał tego za złe - nie wiedział do końca, jak miałby funkcjonować, nie zmuszając się czasem do wyjścia ze swojej skorupy, nawet jeżeli porzucając Crowa poczuł olbrzymią ulgę. Lubił ciszę, czuł się w niej dobrze, a jednocześnie... funkcjonowanie bez innych osób go przerastało.

Okej, wszyscy już i tak wiedzieli, że ciągle się kłócili. To przekonywało go bardziej, ale jeszcze nie do końca - bo zobaczyli go z bliska. Jego minę pełną rozczarowania samym sobą i olbrzymiego stresu.

Nie stresuj się tak. Nie denerwuj się. To dopiero go denerwowało! Gdyby potrafił się opanować, to chyba nie znajdowaliby się w takiej sytuacji?! Z nerwów zacisnął paznokcie na skórze własnego nadgarstka, ale znów - nie odpyskował mu nic. Bo się bał. Cholernie się bał powiedzieć mu prawdę - że nie przeszli razem nic poza garścią jego humorków, a Alexander, mówiąc mu takie rzeczy, ranił go jeszcze bardziej, dobitnie przypominając o tym jak bardzo nie panował nad własnymi odruchami. Bał się, bo co jeżeli Alexander gdzieś jednak pójdzie? Co jeżeli nie udźwignie nawet tego? Jak miałby dalej po tym żyć?

Zbywał go więc milczeniem. Jednocześnie lgnął do oferowanej mu bliskości. Chciał być dotykany. Nawet będąc niezrozumianym, wciąż cieszył się z bycia zauważonym. Nie pamiętał już Tully'ego tak mocno, że nawet nie skojarzył faktów i nie rozumiał, dlaczego zalała go tak silna fala ciepła - po prostu zaakceptował to objęcie i przylgnął do niego już nie tylko ciałem, ale i duszą, doszukując się w nim schronienia mimo widocznego na jego twarzy dyskomfortu. Najwyraźniej wybrał sobie najsmutniejszą żonę, jaką mógł.

Zacisnął oczy i potarł brwi, próbując skupić się na fali tych pytań, których już nie mógł zignorować. Zbierał się dłuższą chwilę, ale tym razem brązowe oczy nie wyrażały kompletnej pustki. Flynn zbierał słowa. Próbował ułożyć to w głowie, zanim otworzy usta i znowu się zatnie.

- Nie wiem, jak się nazywa. - Objęty nie miał jak wzruszyć ramionami, więc pokręcił się tylko niezręcznie. - Wszyscy mówili na niego Dante. Kiedy żyłem na Ścieżkach, był właścicielem najlepszego burdelu, jaki mieliśmy na Nokturnie. Takiego dla facecików z wysokich sfer. Kręcił zawsze różne inne biznesy, taki typowy szmaciarz, co mu się wydaje, że wyżej sra, niż dupę ma, chociaż cuchnie od niego trupem. - Poznał w końcu takich ludzi jak Malfoy, mających w garści o wiele więcej, jednocześnie zachowujących jakąkolwiek twarz mimo bycia lekko odklejonym. - Nienawidził się z Furf- z Fontaine, więc tak naprawdę nigdy go nie „poznałem”. Śledziłem go, podkładałem mu jakieś rzeczy, czasami kazała mi kasować jego ludzi. Przez tych piętnaście lat nasłuchałem się o nim tyle, że już nim rzygam. - Nie wyglądał na szczególnie wzruszonego słowem kasować. - A blondyna była jedną z jego dziwek. Nie, nie mam kurwa pojęcia, dlaczego ktoś z jego nazwiskiem dawał dupy w Rose Noire, typowi się to chyba po prostu podobało. Może jak tam dołączył to miał jakąś pokurwioną wizję, że to może być przyjemne? Ale Dante tych ludzi sprzedawał jak jakieś psy. - Zaciął się na moment, ale poruszał ustami w taki charakterystyczny sposób, jakby miał coś na końcu języka. - Był taki dzień, kiedy zapytała się mnie, czego chcę w nagrodę za bycie grzecznym, więc poprosiłem o Lukrecję, bo mi się spodobał. Nie wiem nawet, co dokładnie zrobiła, że zmienił strony. - W sumie to dlaczego nigdy go o to nie zapytał? Zwyczajnie zaakceptował jego obecność. - Chyba cię nie zaskoczę, jak powiem, że była trochę sprytniejsza ode mnie. Ostatecznie wygrała tę wojnę. W sierpniu sześćdziesiątego dziewiątego. - Czuł, że po tej dacie dodawać nic nie musiał. Wraz z nią urywało się przecież wszystko. Wysłał list do Viorici i zniknął.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#22
16.05.2024, 19:13  ✶  
Już miałem pęknąć, powiedzieć słowo czy dwa by nic nie mówił, by został w swojej strefie komfortu. Niestety, jego twarz była niczym otwarta księga, jeśli chodziło o emocje związane z tą sytuacją. Fala dyskomfortu, niechęci, przerażenia może nawet, przemknęła przez tę śliczną twarz, postarzając ją zapewne o parę dobrych lat. Ścisnąłem mocniej jego biedne ramiona, jak gdybym chciał tym samym przelać na niego siłę z siebie, choć zapewne miało to podziałać w zgoła inny sposób, gdyż Flynn czuł się w tej chwili najpewniej bardzo mały i bezbronny. A ja go zmuszałem do ciężkich rozmów... Których tak bardzo nie lubił... Wręcz unikał usilnie... Czy byłem w tej chwili bezdusznym kutasem...?
Pominąłem fakt, że dla mnie to również było ciężkie. Z tyłu głowy wciąż miałem tę wstrętną myśl, pewną obawę związaną z tym, że Flynn tak często powtarzał o tym, tak bardzo intensywnie, że jego przeszłość mnie zrazi do niego.. Tak często, iż obawiałem się tego, co mogę usłyszeć. Każde słowo wypowiadane przez Flynna było niczym stawianie kroków w kompletnym mroku, gdzie wkrótce mogłem stopą natrafić na pustkę, na przepaść, mogłem tam naprawdę polecieć, więc się bałem. Bałem się potężnie.
Tak bardzo, że ledwo do mnie docierało to, co mówił Flynn. A, o dziwo, mówił wiele. Odpowiadał na moje pytania i naprawdę starałem się zachowywać pokerową twarz, ale niewzruszenie rzucone kasowanie ludzi czy też fragment o wybraniu sobie Lukrecji odbił jednak piętno na mojej twarzy. Malował się na niej szok - za drugim razem jeszcze większy niż za pierwszym. Pojawiła się przy tym niepewność, zazdrość, poczucie bycia niedostatecznie dobrym w obliczu tak bogatej konkurencji. Pewnie gdyby nie fakt, że to ja miałem teraz Flynna w swoich ramionach, zapewne przyjąłbym to jeszcze gorzej. Wolałem sobie nie wyobrażać tego uczucia. Wolałem to przemilczeć.
Przemilczeć wszystko. Tak właściwie. Przyjąć do informacji, tak.
- A co się stało dokładnie w sierpniu sześćdziesiątego dziewiątego...? Rozumiem, że wtedy... zrobiliście... coś Dantemu? - zapytałem, otulając Flynna jeszcze bardziej. A bynajmniej próbując. Nie wiem, czy byłem w stanie tulić go do siebie jeszcze bardziej. Ta myśl o Lukrecji, o tym, że ją Flynn wybrał, nie dawała mi spokoju. To było złe, że w tym przejmowałem się bardziej, niż ludźmi Dantego, których życia ukrócił Flynn zapewne własnymi rękoma. A może to dlatego że nie potrafiłem sobie wyobrazić, ja ten bezbronny chłopak, chowający się w moich ramionach, byłby w stanie zrobić komukolwiek coś złego...? Mógłbym stwierdzić, że nie, to nie Flynn, ale przez chwilę widziałem ten jego wyraz twarzy, ten inny, bezduszny wyraz twarzy. - A ta Lukrecja... Platynowa Blondi... To też od niej masz tę książkę? Czy to jeszcze od innej osoby...? - dodałem, bo nie dawało mi to spokoju. Zacisnąłem wargi, mając nadzieję, że to mnie uchroni przed uzewnętrznianiem jakichkolwiek uczuć.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#23
17.05.2024, 18:21  ✶  
Oh, on tak dobrze wiedział, że nie zasługuje na tę troskę. Nie zasługiwał na troskę, na ciepło, na pełne miłości spojrzenia... Tylko co mu ze świadomości na temat tego, jaki był stan rzeczy? W miłości jaką czuł nie chodziło o to, czy na nią zasługiwał czy nie, tylko na to jak bardzo jej pragnął. Zawstydzony, pełen wątpliwości co do tego jak to wszystko potoczy się dalej, bawił się guzikami koszuli Alexandra i milczał znów, zbierając słowa.

- Dobre pytanie - zaśmiał się nerwowo, rozpinając i zapinając ten sam z guzików któryś raz pod rząd. Nie śmiał się od niego odkleić. Był tak blisko, jak tylko pozwalała mu na to rzeczywistość, ale nie potrafił patrzeć mu w oczy. - Nie pamiętam wszystkiego tak dokładnie jak chcesz, bo ciągle chodziłem naćpany, a potem stamtąd spierdoliłem. Ona toczyła z nim wtedy otwartą wojnę, a on coraz mocniej przegrywał i jego pachoły uciekały jak szczury z płonącego statku, żeby nie zginąć albo nie dać się aresztować Aurorom. Wydawało mi się, że widziałem jego mordę wśród ofiar zawalonego korytarza, ale jak widać chuja widziałem, a nie Dantego. Może po prostu chciałem go tam zobaczyć, bo się uwziął na moją koleżankę. - To była prawda - mordując go wtedy, byłby tak samo szczęśliwy, jak byłby mordując go dzisiaj. Nie zaliczał go do grona osób zasługujących na życie - w ogóle nie zależało mu na chronieniu ludzi takich jak Dante, a on dodatkowo uwziął się na tyle osób, które mogłyby po tym odetchnąć z ulgą. Kilka ciosów nożem dla pewności - za Laurenta, za Alexandra, za Vioricę, za... Fontaine, która... - Za to zwycięstwo zapłaciła resztkami poczytalności. - A może raczej resztkami dobra. Bo Flynn potrafił robić okropne rzeczy, ale w imieniu tych słabszych, uciśnionych zastraszonych, kochających, mających w sobie to dobro właśnie. Alexander mógł przewodzić szajką złodziei, a Bletchley stracić nadzieję na lepsze jutro, ale wciąż byli w jego opinii dobrymi ludźmi. Dobrymi ludźmi chcącymi dobrze dla siebie, dla świata i dla niego. Ciemna magia i zabawy w Boga odrzucały go bardziej niż jego własna zgnilizna, której się tak piekielnie wstydził. Zbyt długo wierzył jej, że wszystko będzie dobrze, żeby nabrać się na to drugi raz.

- To są inne osoby - odpowiedział, tym razem bez zawahania w głosie i gestach. Uniósł spojrzenie, teraz zamiast w zmasakrowany guzik wpatrywał się w niego. - Czemu w ogóle tak pomyślałeś? - Musiałby naprawdę dobrze kłamać, gdyby tak niby zszokowało go przybycie Laurenta do cyrku, a częstował się wcześniej wysyłanymi pocztą, miłosnymi tekścikami... I oh, Alexander naprawdę nie widział go nigdy wcześniej - Prewett ani trochę nie wyglądał na kogoś, kto zechciałby związać go wstążką.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#24
18.05.2024, 20:26  ✶  
Myślałem. Sam nie byłem pewny, o czym dokładnie. Próbowałem sobie wyobrazić Flynna - po raz kolejny - w tych ciemnych Ścieżkach, pozbawionych słońca. Jak przemyka korytarzami niczym cień, jak czasami sprzedawał komuś kosę w mrocznym zaułku, jak wracał zadowolony do Fontaine i oczekiwał pochwał... Serce ściskało mi się na te wizje, ale prawda była taka, że wcale nie cierpiał. To mu się podobało, takie życie, pozbawione słońca i świadomości, wiecznie pijany czy naćpany, czy to i to. Przez te lata był z nią zżyty. Był jej potrzebny, więc karmiła go tym, czego potrzebował. Załatwiła mu nawet chłopaka-dziwkę, którą sam wybrał. A on był w nią zapatrzony niczym w obrazek, póki ten obraz nie zaczął się niszczeć...
Ciekawe, czy tego żałował. Myślałem o tym i, cóż, dochodziłem do wniosku, że tak. Miałem wrażenie, że nawet przebijała się przez jego głos pewna nostalgia, kiedy wspominał o tym, że przez to zwycięstwo utraciła poczytalnością. Gdyby to się nie wydarzyło, zapewne dalej by tam był. Nie myślałby o mnie, o nas - taka była prawda.
A jeszcze nie sama Fontaine była na tym świecie, która zaprzątała głowę Flynna. Były w niej inne osoby. Kochał mnie, ale... Ale co z resztą tej gromady? Razjel, Lukrecja, Cukierniczka... I kto tam jeszcze był, tego nie wiedziałem!
Ale nie! Nie powinienem myśleć w tych kategoriach. Najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa cyrkowi, chronienie Flynna, więc jakieś bzdury swojego umysłu powinienem odrzucić na bok. Szkoda było czasu na jakieś brednie. Fakty byly jasne - Flynn mnie kochał i mnie nie zostawi, zawsze do mnie wróci.
- Nieistotne. Próbuję łączyć fakty, bo trochę tego jest - zauważyłem z lekkim uśmiechem, próbując wciąż przegonić niepokój. Może nie powinienem się obawiać uczuć Flynna, ale intencji tych wszystkich ludzi kręcących się wokół niego już jak najbardziej. - Myślisz, że starzy współpracownicy Dantego wrócą do jego szeregów czy raczej go oleją...? Kojarzysz kogoś? Można by również wybadać, co się dzieje z Fontaine. Niby tak czekamy i czekamy, a może już kompletnie o tobie zapomniała... przez swoje szaleństwo - zauważyłem, próbując myśleć pozytywnie, ale też nie chcąc zranić Flynna. Myślę, że chciał być dla niej ważną osobą, ale może tak naprawdę ona go już nie potrzebowała, więc adekwatnie miała go w głębokim poważaniu.
- Wiesz, nie powinniśmy czekać na nie wiadomo co, tylko zbadać teren i się przygotować. Masz jeszcze jakieś kontakty na Ścieżkach...? - zapytałem, wpatrując się w jego oczy i dochodziłem do jednego wniosku. Nie, Flynn nie był w stanie się przed kimkolwiek samemu bronić. Potrzebował kogoś, kto będzie nad nim, dlatego uczepiał się mnie niczym koła ratunkowego. Niby miał mnie za kogoś miękkiego, kto pięciu minut nie przetrwa na Ścieżkach, a jednak to ja, moja obecność, dotyk i uwaga były jego podporą.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#25
19.05.2024, 13:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 13:21 przez The Edge.)  
Nieistotne. Słowo, którym on tak lubił zbywać innych, okazało się być mieczem obusiecznym. Chciał wiedzieć, dlaczego tak jest, ciężko było mu zaakceptować odmowę, ale nie miał przecież prawa na niego naciskać. Z ich dwójki Alexander zdecydowanie nie był tym ukrywającym więcej.

- Raziel nie jest nikim ze Ścieżek, więc możesz odsunąć go od tych faktów - zasugerował delikatnie, chociaż pewnie nie miało to aż takiego znaczenia. Cain był jednak człowiekiem tak zamkniętym, że instynktownie już odsuwał go od wszelkich tego typu rozmów. Dla ilu osób jeszcze stanie się problemem, mimo tak intensywnej niechęci do ich ranienia. - Skarbie... - To byłoby tak słodkie, gdyby mówił tak tylko do niego. - Oczywiście, że jakieś mam i... po prostu... - Znowu wyglądał na rozproszonego, zacisnął palce na tym guziku mocniej, jakby miało go to przywrócić do stanu użyteczności. Najwyraźniej zadziałało - odetchnął jeszcze i mówił dalej. Szkoda, że nie dało się zrobić tak z całym jego cholernym życiem. Zacisnąć pięści, odetchnąć i spostrzec, że bycie idiotą nie przekreśliło wszystkich jego szans na szczęśliwe zakończenie.

- Nie chcę, żebyście musieli mierzyć się z tym, co sam na siebie ściągnąłem. T-to nie są rzeczy, które można rozwiązać uczciwą walką albo podstępem, to jest nieludzka magia, taka, przez którą cierpią Elaine i Fiery. Jeżeli ona po mnie przyjdzie, to mogę odejść, żeby zostawiła was samych i kiedy tylko się z tym uporam, to do ciebie wrócę. Obiecuję ci to. - Dołożył do tego uścisku resztę palców i drugą rękę, teraz napinał materiał całej jego koszuli. Nie miał serca powiedzieć mu, że ona na pewno pamiętała, bo zdarzało jej się przekazywać mu bokiem różne wiadomości. Że miał wrócić do domu. Do nory, w której potrafił spać sam tygodniami i płakać za nią, a później cieszyć się jak małe dziecko kiedy wracała i nie czuł się kompletnie samotny. Nic nie napełniało go tak silnym przerażeniem jak wizja mieszkania tam znów, w tych ciasnych korytarzach, wśród ludzi, przy których zawsze trzeba było trzymać gardę. Ścieżki kojarzyły mu się z wolnością, ale też ze śmiercią, z odorem trupów, z morowym powietrzem. Fantasmagoria była miejscem wyrzutków i przestępców, ale to były kompletnie inne ligi, Fantasmagoria to ludzie w głębi duszy dobrzy, życzliwi, akceptujący, trzymający się razem, kompletnie niegotowi na to, w jaki sposób doszedł do takiej perfekcji w rzucie nożem do celu. I on miałby na nich... NA NICH ściągnąć to babsko gotowe do ukręcenia łba setce młodych dziewczyn i wypicia ich krwi, jeżeli tylko miało to przybliżyć ją do zdobycia tego, czego chciała? Nawet by się nie zdziwił, gdyby kiedyś na to wpadła - wszystkie kobiety miały obsesję na punkcie starzenia się (on też, dlatego wciąż wyrywał liczne siwe włosy... nikt nie musiał wiedzieć).


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#26
21.05.2024, 21:10  ✶  
Zwróciłem uwagę na to, że pomimo trudnej rozmowy trwaliśmy we względnym spokoju. Powiedziałbym, że w idealnym uścisku, gdyby nie te wszystkie obawy, które ściskały różne części mojego ciała. Obawy o nas, o Flynna, o cyrk. W moim umyśle wciąż toczyła się walka zazdrości. Uparcie przeganiałem te myśli, wiedząc, że ten człowiek, ten przylegający do mnie, rozkładający się na moich kolanach, torturujący wkoło jednego guzika mojej koszuli, nie byłby w stanie mnie zranić. Bynajmniej nie poprzez zdradę, bo mówienie o odejściach żeby uporać się z trudnymi przeciwnikami, a potem obietnica powrotu, mnie raniła i nie była zanadto przekonywująca.
Pokręciłem głową, kładąc dłoń na jego zaciśniętych pięściach. Delikatny gest, choć miał mówić tak wiele. Kruszyć pewne uparcie?
- Myślę, że nie masz nic do powiedzenia w tym temacie. Podjąłem decyzję i nie zostawię cię z tym samego. Jeśli nie chcesz w to wciągać cyrku, jestem za, ale samego cię z tym wszystkim nie zostawię. Nie mógłbym... Nic bym nie mógł ze świadomością, że gdzieś tam jesteś i walczysz, że być może już nigdy więcej cię nie zobaczę, bo coś albo ktoś cię zaskoczy... NIE. Po prostu nie ma takiej opcji - odparłem w ramach odpowiedzi na jego słowa. W oczach błyszczała mi determinacja. Nie zamierzałem być miękką płotką. Dam sobie radę ze wszystkim. Całe życie dawałem sobie radę ze wszelkimi przeciwnościami losu. Nic nie miało tego zmienić.
Ponadto, już raz pozwoliłem Flynnowi wymknąć się z cyrku. Skończył jak skończył... Gdyby był non stop pod moją opieką, to żadna krzywda by go nie spotkała. I już nie spotka. Zamierzałem o to zadbać.
- My się z nią uporamy. Jeśli mamy być małżeństwem, powinniśmy razem załatwiać problemy - zauważyłem jeszcze na poparcie swych słów, przy czym poprzesz załatwianie problemów nie byłem pewien, czy przypadkiem nie miałem na myśli ukręcenia karku tej suce. Odważne myśli, ale kto wie? Jeśli będzie trzeba, czemu miałbym tego nie zrobić? Fontaine nie była już człowiekiem, podobnie jak ten Dante. - I się wspierać - dodałem, cmokając go w nos. Miałem nadzieję, że w końcu zmiękczę ten upór, a jeśli nie, to przejdę do trybu bezstronnego Zarządcy Cyrku.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#27
24.05.2024, 22:08  ✶  
Flynn na moment zacisnął oczy. Miłość była łatwa, kiedy ograniczała się do wmuszania w siebie posiłków, seksu i romantycznych gestów - nietrudno było domyślić się, z których rzeczy czerpał najwięcej przyjemności i dlaczego. Położenie ręki na jego zaciśniętych pięściach - to jeszcze był romantyczny gest, ale te słowa? Jak zakwalifikować te słowa? Czy perspektywa wspólnej śmierci była romantyczna, czy to było już coś więcej... lub mniej?

Przecież to on miał się dla nich poświęcać.

Wredny, samolubny idiota, co miał iść ze sobą skończyć, nawiedził spokój tej rodziny drugi raz, zabierając im serce najważniejszej dla nich osoby - centrum tego wszystkiego. Jakby nie mógł rozkochać w sobie kogoś żyjącego na uboczu. Zabrał im jego serce, sporą porcję ich uwagi, teraz miał (być może) zabrać jego życie. Nie chciał zapisywać się w tej sposób na kartach historii Fantasmagorii, ale nie chciał też być puszczonym przez tę dłoń.

- Mówisz to na serio? - Otworzył wreszcie oczy, a te okazały się zeszklone, choć nie polały się z nich łzy, ani nie miał tej swojej charakterystycznej miny mówiącej, że się poddał. - Czy takie to ma być małżeństwo jak to z Elaine? - Na niby. - Wyszedłbyś za szuję, co nie umie mówić prawdy, co nie umie być ci wierna? Co ci przysparza więcej kłopotów niż radości? - Degradował się znów, ale to, co mówił wypowiadał z nadzieją. Gdyby dało się ich dwójkę zacisnąć w garści i nie puścić, zasypiałby codziennie spokojny. Pierścionek na palcu nie gwarantował nikomu dobrego zakończenia, ale był już jakąś obietnicą - był próbą i... Tak, zgłupiał już zupełnie. Trochę przez samą wrodzoną upierdliwość, trochę przez to jak był skrzywdzony. Jak nikt inny rozumiał kobiety łapiące facetów na dziecko.

Przytulił się do niego znów, nie zadzierał już głowy. Otarł wilgotne rzęsy materiałem własnej koszulki, którą podniósł do góry. Tak naprawdę, to małżeństwa nie miały sensu. One też się rozpadały, choćby i ludzie obiecali sobie miłość i wierność w zdrowiu i chorobie naprzeciw ołtarza z podobiznami bogów, w których faktycznie wierzyli - potrafili zniszczyć to nawet lepiej, sprawniej i szybciej niż on. A on miał niesamowity talent do niszczenia tego, na czym mu prawdziwie zależało.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#28
25.05.2024, 11:42  ✶  
Determinacja, miłość, może ludzka głupota... Czy potrafiła góry przenosić? Wyrwać mnie z cyrku? Popchnąć gdzieś w świat, może niedaleki, ale jakże niebezpieczny? Zdawało się, że tak. Dodatkowo, chyba właśnie przez to, przez tę na pozór łatwą decyzję, wciąż chodziłem nerwowy i struty, bo nie byłem w stanie zostawić cyrku z powodu odpowiedzialności i troski, ale też z powodu tej odpowiedzialności i troski nie potrafiłem zostawić Flynna samego sobie na placu boju... Ale co bym wtedy robił? Ani jednego, ani drugiego, tylko bym wegetował w niepewności, a tak, przy odrobinie szczęścia, odhaczymy i jedno, i drugie. Tak, taki był aktualnie plan A.
A czy zdradę Flynna można było nazwać zdradą, skoro wymknął się z cyrku, kiedy jeszcze nie byliśmy parą, a zostaliśmy nią dopiero po jego powrocie, po tym jak zerwał kontakty z Fontaine i całą resztą...? Owszem, byłem zazdrosny, ciut zazdrosny, ale nie miałem mu tego za złe. Byłoby to bezpodstawne.
- Z Elaine to tylko chichoty... Nawet nigdy się nie całowaliśmy! - zauważyłem rozbawiony, szczególnie że Elaine była mi jak młodsza siostra... Ale z kolei Flynn długi okres czasu był mi niczym młodszy brat, ale... To była kompletnie inna płaszczyzna relacji. Z Elaine bardziej trwaliśmy w przyjaźni, zaś z Flynnem łączyło mnie coś silniejszego, głębszego, coś, co sprawiało, że czułem się lepiej, kiedy był blisko, i usychałem, kiedy jego nie było. - I mówię na serio-serio. Nawet moglibyśmy to sformalizować przed kapłanką... albo coś. Myślisz, że ktoś udzieliłby nam ślubu...? - zapytałem niepewny tego ostatniego. Nie interesowałem się wcześniej tym temat, więc nie byłem pewien, czy znaleźlibyśmy odpowiednio otwartą osobę na sprawy, ale zapewne tak.
Ująłem twarz Flynna i go pocałowałem. Tak może nie głęboko, ale przedłużałem tego całusa kilka sekund.
- O ile oczywiście chcesz... Ja rozumiem, że trudno jest ci opowiadać o sobie. Zrobimy to małymi krokami. Tak, jak teraz. A to, że miałeś inne osoby, innych partnerów w swoim życiu... Nie powiem, jestem trochę o to zazdrosny, ale ostatecznie jesteś mój, więc można uznać, że z nimi wygrałem! - zauważyłem uśmiechnięty. Tak, tego powinienem się trzymać. Żaden obawy, żadne niepewności. Flynn był ze mną i zadbam o to by ze mną był. Dawno w cyrku nie mieliśmy żadnego ślubu, więc z pewnością się ucieszą, że będzie okazja do świętowania.
- Przyznam, że lżej mi z myślą, że nie będziesz sam. Mogłem podjąć tę decyzję już wcześniej, ale nie chciałem na ciebie naciskać... Jest w porządku? - zapytałem go tak dla pewności. Ale wydawał się być zaskoczony, nawet wzruszony moją propozycją. Może tak naprawdę od dawna czekał na to aż w końcu to zaproponuję? Nie zdziwiłbym się wcale. Flynn serio pasował na żonę. Jak mało kto. Oczekiwał, nie mówiąc, czego oczekuje, hehe. Stereotypowa baba. Ale przecież tego jej nie powiem!
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#29
25.05.2024, 12:15  ✶  
Oczywiście, że nikt nie udzieli im ślubu. Nawet gdyby cudem dało się kiedyś w Wielkiej Brytanii formalizować takie związki, to on wciąż nie mógł formalizować żadnych. Bo nie istniał. Nie miał legalnych dokumentów, nie posiadał prawdziwego aktu urodzenia. Mógłby pokazać kapłanom fałszywy - ale to przecież pozbawiało takie formalizowanie sensu. Wyrobienie ich legalnie nie wchodziło już w grę, bo gdyby ktoś zapytał go co robił przez te wszystkie lata nieistnienia, potrafiłby się tylko nerwowo zaśmiać. Nie był cieślą, był zbirem, którego powinni od razu zamknąć w więzieniu. Jego pragnienie bycia dobrym i awersja do czarnej magii nie czyniły go przecież niewinnym we wszystkich sytuacjach, kiedy poderżnął komuś gardło.

Jego oczy rozbłysły. Wyglądał na tak cholernie szczęśliwego, bo kurwa mać - nawet jeżeli miał mu na palec założyć kapsel, ale obiecać trwanie razem na dobre i na złe, Flynn cieszyłby się jak małe dziecko. Alexander mógł więc obserwować, jak twarz jego brata rozbłyska, jak oczy zachodzą mu większą ilością łez, ale to są najwyraźniej łzy szczęścia - bo on się uśmiechał. I nie wierzył, zwyczajnie nie mógł pojąć jak to mogło być takie proste.

A później Alexander użył czasu przeszłego i po policzku Flynna polała się pierwsza łza. To wcale nie było takie proste, on był po prostu idiotą. Całował go właśnie kompletny naiwniak i dureń, którego jego zepsute serce kochało tak mocno, żeby słyszał każde jego uderzenie. Najpiękniejszym, najukochańszym idiotą jakiego znał, ale wciąż idiotą. Siłą by go musieli zmuszać do przyznania się, co o nim właśnie pomyślał, żadna z tych obelg nie miała szans opuścić jego ust bez upojenia go tym cholernym eliksirem, ale... Naprawdę tak pomyślał. Czy to znaczyło, że naprawdę tak uważał?

- Al... - wydusił z siebie i dało się dostrzec, jak jego mina z głębokiej, nieokiełznanej radości wraca do tego samego smutku i rozczarowania co zawsze. - Ty wtedy p-pomyślałeś, że to było raz? - On też musiał być idiotą, skoro tego nie zauważył. Skoro dał mu trwać w złudzeniu wierności, kiedy jego dni zaczęły kręcić się wokół tego jak uszczęśliwić ich dwójkę. - Ja go kocham - znów powiedział to ledwo, niemal nie dało się tego usłyszeć przez paniczny szloch, którego normalnie się już przy nim nie wstydził, bo to przecież Alexander i on rozumiał, ale teraz miał ochotę zapaść się pod ziemię - i przepraszam ja - nie miał pojęcia gdzie w ogóle chciał zaprowadzić tę wypowiedź - ja co? - To nie zmienia nic - zmieniało wszystko, absolutnie kurwa wszystko, oprócz jednego detalu - w tym co czuję do ciebie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#30
25.05.2024, 12:45  ✶  
Ucieszyłem się. Naprawdę się ucieszyłem i to z satysfakcją, kiedy ujrzałem łzy radości na twarzy Flynna. Uśmiechał się. Dawno nie był tak szczęśliwy i, cóż, pragnąłem go widzieć takim częściej. Ba!, pragnąłem sprawiać codziennie ten uśmiech, tę beztroskę, może bez tych łez wzruszenia, ale... był w tym taki śliczny, taki niesamowicie piękny. Gdybym mógł, przeniósłbym wszystkie jego troski na siebie by mógł non stop cieszyć się taką lekkością, ale...
Ale ani u niego, ani u mnie to nie trwało wcale długo. Najwyraźniej w naszym wspólnym egzystowaniu takie piękne chwile były skazane na krótkotrwałość. Co najwyżej parę minut, a najlepiej kilkanaście sekund. Nie więcej, bo świat by runął albo coś...? W jednym mgnieniu straciłem ten grunt pod nogami i tak naprawdę nie wiedziałem, co się dzieje, co my tu robimy, co też Flynn bredzi. Nie chciałem tego przyjmować do siebie... I może bym nie przyjął, ale nie trwał już w szczęściu i słowo go zbyt wyraźnie wybrzmiało w mojej głowie bym mógł je pomylić z cię.
- Nie rozumiem. Jaki raz? Jakiego go? Za co przepraszasz? Co nie zmienia? Co czujesz do mnie...? - pytałem nieobecny, bo na dobrą sprawę, to nie wiedziałem już nic. Czułem się zdradzony. Tak, teraz czułem się zdradzony, bo te wcześniejsze słowa Flynna ewidentnie odnosiły się do teraz. A ja głupi myślałem... Wierzyłem... mu? Ufałem...? Czy po prostu byłem naiwny? Byłem idiotą? Głupcem? Kretynem?
Zapadłbym się pod ziemię, wyszedł stąd, teleportował się na drugi koniec świata albo coś, ale Flynn leżał na mnie. Siedział... Opierał się. Nie byłem w stanie w tej chwili określić naszej bliskości, ale zamiast piórem w moich ramionach, zaczynał okazywać się wielkim balastem, który przygniatał mnie i uziemiał w tymi podłymi myślami. Moje dłonie zamarły, serce... Czy ja jeszcze miałem serce? Zrobiło się jakoś duszno.
- Nie rozumiem - powtórzyłem szeptem, ledwo słyszalnym. On płakał, zanosił się wielką rozpaczą. Może coś źle rozumiałem. Chciałem to inaczej rozumieć. - Kogo ty kochasz, Flynn?! Co się dzieje? - zapytałem, żeby się upewnić. Złapałem go za ramię, żeby jego też uziemić, jego emocje rozszalałe. Co tu się działo?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (12617), The Overseer (11446)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa