Septima, Samuel & Morpheus
Podczas przyjęć czas płynie szybko i płynie bardzo wolno. Zwłaszcza gdy cała zabawa wygląda jak wyjęta z baśniowej krainy, a światełka i magiczne pyłki w powietrzu tylko upiększają świat, pozwalając umysłowi otworzyć się na doznania wyobraźni, nadpisać to, co tylko zasugerowane i zmętniać osądy. Morpheusa nieco nosiło, więc, zamiast usiąść przy stolikach, poprowadził pannę Ollivander ku mniej formalnym przestrzeniom, podobnym rzymskim zabawom, gdzie ciało mogło odpocząć na siedząco. Spotkali przy tym Samuela, który już wcześniej chciał zagaić do towarzyszki Longbottoma, więc razem stworzyli mały, faeryczny dwór Księcia Kniei, wypoczywający pośród roślin, pod pięknym rozgwieżdżonym niebem.
— Więc, oczywiście, Samuel uznał, że nie umiem pływać — opowiadał znad kieliszka Morpheus o pierwszym spotkaniu z McGonnagalem po latach. On, Książę Kniei oraz Septima siedzieli na jednym z udawanych koców piknikowych, to znaczy, siedzieli było bardzo oględnym stwierdzeniem, bo Morpheus leżał, z głową ułożoną na kolanach Septimy, na brzuchu trzymając talerz z owocami, które podawał swoim rozmówcom. Bardzo próbował nie pochlapać się winem. — A to naprawdę topił się Neil, w sensie, chyba ktoś deportował do jeziora syrenę i ona próbowała go zjeść... — Morpheusowi trochę plątał się już język. — Znalazłeś tę Syrenę?
Czarodziej na szczęście był na tyle przytomny, że nie wspominał o tym, jak skończył się wieczór ratowania francuskiego wilkołaka, lata ukrywania pewnych faktów ze swojego życia sprawiały, że nawet upojony magicznymi drinkami umysł nie zdradzał pewnych rzeczy. Nie opowiadał o pracy, o miłości i czasozmieniaczu nawet całkowicie odcięty od świadomości. Przypomniał sobie o Neilu i szukał go pośród imprezowiczów, może też by dołączył do spotkania na leśnej polanie, na wiecu wróżek? Nie znalazł go jednak i myśl zaraz uleciała z głowy, zgnieciona jak zjedzone przez niego winogrono w oczekiwaniu na odpowiedź. Zapomniał, że już o tym pisali, w lipcu.