• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[21.04.1972r.] Speluna na Nokturnie | Fergus & Lycoris

[21.04.1972r.] Speluna na Nokturnie | Fergus & Lycoris
"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#1
26.12.2022, 17:45  ✶  
Deszcz obijał się o szyby, sprawiając, że wszystko wokół dudniło. Całe to miejsce wywoływało wręcz dreszcze obrzydzenia wśród przechodniów, jeśli jacyś mogli się jeszcze zdarzyć o tej porze dnia i podczas tak nieprzyjemnej pogody. Idealna speluna, by ukryć się przed całym światem, by spróbować zapomnieć o jego istnieniu. Udawać, że jest się kimś zupełnie innym, jednym z tych odrzutków siedzących przy lepiących się od rozlanego piwa stolikach. Śmierdziało nie tylko alkoholem, ale też stęchlizną i szczynami, jak gdyby ktoś nie zdążył wydostać się na zewnątrz. Fergus wątpił, by ktoś tu pomyślał o jakichkolwiek zasadach sanitarnych, trzymając się przyzwyczajeń z ubiegłego wieku. Tacy już byli czarodzieje, zwłaszcza ci palący się do czarnej magii, a ci dwaj w rogu, ci grający w karty o coś w walizce, która zdawała się pochrapywać, na takich wyglądali. Wieko torby wyglądało, jakby unosiło się i opadało wraz z każdym następującym oddechem. Wzdrygnął się na samą myśl, co też mogło się w niej znajdować, ale nie poświęcał temu większej uwagi, pamiętając, że na Nokturnie nie należało przypatrywać się zbyt długo. W innym wypadku mogło się skończyć z nożem między żebrami albo klątwą prosto w oczy, zależy kto jak wolał.
Upił spory łyk ze swojej szklanki, w drugiej dłoni trzymając papierosa i wciąż obserwując. Nie pamiętał, jak się tu znalazł. Drugi już raz w tym tygodniu nogi poniosły go na Nokturn w poszukiwaniu zapomnienia. I znów zaleczenie frustracji mu nie wychodziło. Im więcej pił, tym więcej głupot rodziło mu się w głowie. Wiedział, gdzie iść, wystarczyło zapukać do drzwi… Pewnie by tego żałował, zwłaszcza po kilku głębszych. Nie miał jednak szansy rozpatrzyć tego pomysłu, bo ktoś wylądował na jego stoliku, popchnięty przez inną osobę, pozbawiając go przy tym zawartości rąk. Odsunął się gwałtownie, podnosząc z krzesła. Gdyby nie pozwolił myślom wędrować, pewnie skupiłby się na poczynaniach towarzystwa obok. Nawet głośna muzyka jakiegoś nieznanego Fergusowi zespołu nie zagłuszała przecież tych krzyków.
Przeciągnął dłonią po twarzy, przeklinając przy tym po utraconej whisky. Było to najlepsze, co w ogóle w tym miejscu podawali, więc nie mógł wybrzydzać, ale jednocześnie należało też do najdroższych, a w ostatnim czasie pieniądze opuszczały jego kieszeń w tempie szybszymi, niż mógł je policzyć. Wszystkie przeznaczone na alkohol i papierosy, którymi zdawał się żywić, kiedy żaden posiłek nie potrafił przejść mu przez gardło.
-Widziałem cię w gazecie - mruknął do siedzącej przy barze kobiety, kiedy zbliżył się do niej nieco chwiejnym krokiem. Tłumaczył to sobie tym, że było ślisko, a nie utratą kontroli nad ilością wypitych drinków. Brzmiało to okropnie, sam przed sobą mógłby przyznać, że to najgorszy z możliwych sposobów na nawiązanie znajomości. Zwłaszcza że padła jego ofiarą wyłącznie dlatego, że wybrał sobie stołek tuż obok tego jej. Nie pasowała tu, tak jak nie pasował i on. Była jak orchidea pośród chwastów, próbująca się wśród nich skryć, a jednak wciąż nad nimi górująca. - Lydia, prawda? - upewnił się, nie będąc ani trochę pewnym tego stwierdzenia. Zresztą, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Aktualnie liczyło się dla niego wyłącznie to, by upić się do utraty zmysłów, a potem mimo to i tak trafić z powrotem do domu.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#2
26.12.2022, 18:04  ✶  

Deszcz głucho dudnił o rynny, prowadząc ich korytarzami patetyczne łzy nieba, aby rozbiły się o londyński bruk; słotna ulewa nie szczędziła nikomu, nawet najbardziej parszywym odmętów Nokturnu, w których – mogłoby się zdawać – istniały dwa sorta ludzi; pierwszym był margines społeczny wysunięty jak najdalej poza społeczeństwo czarodziejskie, niemający absolutnie nic do stracenia, gdyż z godności już dawno chyżo wyzbyty; drugą kategorią pozostawały osobliwości kryjące się pod szerokim welonem nocy w najbardziej obrzydliwych spośród miejsc – ci prawdopodobnie także tętnili brakiem wyśrubowanego gustu. Ona jednak tu przyszła po anonimowość i szklankę ognistej, która parzyła przełyk nie tylko nazwą.

Liczyła, iż nikt się do niej nie dosiądzie, znużona już za bardzo ludzkimi oddechami – co dopiero słowami, które sączyć by się mogły z pijackich ust, bez lwiej części sensu zawierającego się w głoskach. Jej mina miała stanowić swoiste odstraszenie amantów, jak i podejrzanych osobistości, które mogłyby być gotowe wbić jej nóż między żebra. Brak zainteresowania jednak, zionący z błyszczących, piwnych tęczówek, był dostatecznie wymowny.

Uniosła kryształową szklankę ku wargom, umaczając je w cierpkiej cieczy, która torowała już po chwili drogę przełykiem.

Oparła łokcie o blat baru – nadgryziony zębem czasu i ubóstwem – aby na skrzyżowanych palcach dłoni umiejscowić podbródek. Gdy mężczyzna się do niej – o zgrozo – dosiadł, spojrzała nań najpierw jakby z konia spadł, a jego słowa wydały jej się tym bardziej abstrakcyjne, gdy rozeznała się, w jak niewielkim stopniu jest upojony.

Uniosła brwi wysoko.

– Lycoris Czy-ja-wyglądam-jakbym-chciała-z-tobą-rozmawiać Black – odparła. – Zawsze mi mówiono, że moje drugie imię jest długie – podsumowała.

Odgarnęła długie kosmyki włosów za ucho, pozwalając reszcie spośród nich, spłynąć miękko linią pleców, zatrzymując się salwą pułki przed linią bioder. Uniosła ponownie szklankę do warg, racząc się cierpkim smakiem alkoholu; kątem oka spojrzała na potencjalnego rozmówce, z przykrością szacując, iż odstraszenie go nie będzie na tyle łatwym wyzwaniem.

Wyjęła więc z kieszeni płaszcza papierośnicę, aby już po chwili otulić miękkością ust filtr papierosa. Gdy kłęby dymu powędrowały akwarelą ku sufitowi, rozmywając przestrzeń siwizną, skierowała tlące się w piwnej barwie oczu iskry ku mężczyźnie.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#3
27.12.2022, 18:41  ✶  
Bar nie przyciągał, tak samo jak i to miejsce. Ale też w zamyśle właściciela pewnie nie było to, by w ogóle się podobać. Nikt nie miał tu zaglądać dlatego, że skusiła go piękna lampa, melodyjna muzyka czy zapach świeżo upieczonych ciastek. To nie była Pokątna, przytulna w swoim ścisku i wyglądająca niczym z bajki. Nokturn miał nie tylko rodzić koszmary, miał być jednym z nich. Ale najgorszy w tym wszystkim był zapach. Wybranie miejsca tuż obok tej kobiety zdawało się ukojeniem dla zmarszczonego nosa, gdy dosięgła go woń perfum i tytoniowego dymu.
- Długie, aczkolwiek wymowne – przyznał, choć nie mógł powstrzymać się od parsknięcia śmiechem. Nie żeby miało go to w jakikolwiek sposób odstraszyć. Bycie wrednym nie było przerażające, dopóki ktoś nie szeptał ci do ucha zaklęcia Cruciatus, wbijając różdżkę w krtań. – Nic dziwnego, że nie wspomnieli go w Proroku, zajęłoby pół akapitu, a Skeeterowie i tak już walczą między sobą o ilość słów – dodał jeszcze, podpierając głowę na dłoni. Łokieć lekko ślizgał mu się po blacie, ale był w stanie utrzymać równowagę. – Ktoś przejął mój stolik – wyjaśnił jeszcze, wskazując w kierunku mężczyzny okładającego tego, który leżał twarzą w rozbitej szklance, będącej wcześniej drinkiem Fergusa.
Kobieta naprawdę zdawała się tu nie pasować w swoim eleganckim stroju, z wyszukaną papierośnicą i wyrachowanymi gestami. Przez moment przemknęło mu przez myśl, że może tylko obserwowała otoczenie, zbierając informacje, a on jej w tym przeszkodził, ale szybko o tym zapomniał. Gdyby była aurorem, nie wyglądałaby… w ten sposób. Prędzej śmiałaby się z prostackich żartów przy piwie, a na misji bardziej wtopiła w tło. Nie, powód jej wizyty w tym miejscu był całkiem inny, a ciekawość zżerała go na tyle, że chciał go poznać. Tyle że nie mógł zapytać wprost, prawda?
Obrócił wzrok w kierunku barmana, wyprostowując przy tym ręce, bo gdyby poruszył się tak gwałtownie z głową wciąż wspartą na palcach, prędzej spadłby z tego stołka, niż zdążyłby odezwać.
- Dwie ogniste whisky – mruknął do niego, mierząc go wzrokiem. W tle nadal ktoś wrzeszczał, muzyka nieznośnie brzęczała, a deszcz uderzał o szyby. – To za to, że cię dręczę – dodał, gdy barman postawił przed nim dwie szklanki, a Fergus przesunął jedną z nich w kierunku kobiety. Nie żeby wyglądała na taką, która by tego potrzebowała. Prędzej na kogoś, kto chciałby się go pozbyć, a on nie zamierzał się jeszcze ulatniać. Nie, kiedy nie wiedział, gdzie indziej mógłby pójść, nie do końca pijany, ale już nie trzeźwy.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#4
27.12.2022, 19:13  ✶  

Jej brak zainteresowania, żywo tlący się w mętnych, orzechowych tęczówkach, miał stanowić swoisty afront dla każdego szaleńca, który zechciałby stanąć tego wieczoru z nią w słowne szranki; speluny miały to do siebie, iż osobie jej urodzenia ciężko było trafić na jednostki, które mogłyby ją znać – nie miała nieposzlakowanej reputacji do stracenia, a jej bytowanie na bankietach dostatecznie naznaczyło ją łatką absolutnej dziwaczki bez krzty samokontroli i znajomości osławionego savoir-vivre. W gruncie rzeczy przecież pozwalała jadowi wylewać się spomiędzy pełni różanych warg z absolutną świadomością mętnych czynów; uwielbiała grać, uwielbiała kłamać, uwielbiała, gdy po wypowiedzeniu jej imienia zapadała martwa cisza.

Mężczyzna zdawał się być jednak nieustraszony; ona zaś, uniósłszy oczęta ku podszyciu speluny, odmówiła prawdopodobnie jedną z modlitw o niezachwianą cierpliwość. Tej jej brakowało nie od dzisiaj, a deficyty w niej przejmowała arogancja i stanowienie stoicko obraźliwej osobliwości. Pozornie mogła nie przylegać do tego miejsca; jej elegancka papierośnica, drogie fajki, gładki i czysty ubiór krzyczały sobą, opiewając ją mianem istnienia ze sfer wyższych.

W gruncie rzeczy jednak, nie różniła się absolutnie niczym.

Zmrużyła oczy, odkrywając w sobie swoiste nuty irytacji na to, iż nie udało jej się pozbyć nachalnej jednostki, a ta wręcz przykleiła się do niej nieodwołalnie. Westchnęła. O wiele za ciężko, w stosunku do patosu sytuacji.

– Zatem wyobraź sobie sytuację, w której rozeźlona matka chce mnie wezwać do siebie pełnym imieniem – odparowała słowami, które mogłyby być uznane za żart, gdyby nie ten piekielnie twardy, bezemocjonalny ton głosu. – Och, bo ty myślałeś, że żartowałam? – Ugięła brwi i pokręciła głową z litością.

Trzeźwość zawsze uderzała jej do głowy masywem piany morskiej, otulając wszystkie niespokojne myśli nagłym żądaniem stanięcia na baczność; jej niechęć wobec obcych sięgała nieomal tak wysoko, co odnośnie tych doskonale znanych. W gruncie rzeczy przecież nie lubiła prawie nikogo, z kim musiała bytować w prozie codzienności. Pewnie dlatego ten krzywy grymas wpisał się w przędzony codziennością wyraz twarzy Lycoris.

Nie podziękowała za trunek, jednak po paru sekundach, gdy trwała w godzeniu się z faktem, jakoby uporczywy gość nie zamierzał się oddalić, umoczyła wargi w cierpkim napoju.

– Mam nadzieję, że wiesz, jak inaczej można rozwiązać sytuację dręczenia mnie. Można na przykład – urwała – pomyślmy – urwała ponownie – tego nie robić. – Otworzyła szeroko oczy, jakby omawiała prawdę objawioną.

– W pracy dręczą mnie trupy, dlatego wszechświat, chcąc zażartować ze mnie, postanowił zadręczyć mnie dodatkowo żywymi. Och, chcesz mi podać dłoń? Nie martw się, dotykała dzisiaj tylko formaliny i wnętrzności – rzuciła sarkastycznie, oceniając, na ile jej rozmówca wyczuje podszewkę niekrytej ironii budującej się w głoskach.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#5
28.12.2022, 00:34  ✶  
Fergus nijak nie pasował ani na bankiety, ani do szpetnych barów Nokturnu. Co zatem robił w tym miejscu poza faktem zatruwania czasu Lycoris o-bardzo-długim-drugim-imieniu Black? Być może unikał innych okazji do spotkania kolejnych demonów przeszłości, zmuszających go do rozliczenia się z tym, co wolał oddać w niepamięć. Kiedy znajdował się sam wśród obcych, mógł przez moment udawać, że jest kimś zupełnie innym. Nie żeby to miało jakiś większy sens, tym bardziej powodzenie. W końcu zawsze stawał się tym upierdliwcem, którego nie udało się odgonić niczym natrętnej muchy.
- Nawet nie chcę zgadywać, jakim imieniem obdarowali twoją matkę, skoro skrzywdziła cię czymś takim - przyznał, wzruszając ramionami i zdając się zupełnie ignorować jej poważny ton. Uznawał go raczej za sposób jej bycia, dziwną umiejętność jednostajnego opowiedzenia o wszystkim, bez zbędnych zaniżeń głosu, chichotów czy sarkazmu. Wiedział też, że Blackowie słynęli z krzywdzenia swoich potomków dziwnymi imionami z dawnych mitów i gwiazd, chociaż nie sądził, by ubarwiały je całe zdania odnoszące się do jakiejś cechy (jak w przypadku Lycoris irytacji). Zatem tak, uznał, że żartowała, nawet jeśli brew jej nie drgnęła.
- Stwierdzenie, że nie powinienem czegoś robić, raczej mnie jeszcze nie powstrzymało - uśmiechnął się nieco krzywo, stukając palcami o szklankę i wywołując przy tym irytujący dla ucha brzęk. Nie specjalnie, raczek tego nie zauważał, zbyt pochłonięty zdziwieniem, jakie wywoływała w nim kobieta.
Upił łyk whisky, gorzko palącej na języku. Układając sobie w głowie jakąś wizję rozmówczyni. Odchylił się przy tym na krześle i zlustrował ją wzrokiem. Zdawała się specjalnie dążyć do tego, by go zniechęcić do dalszej konwersacji, ale im bardziej się starała, tym bardziej on się nakręcał na to, ile wytrzyma. A choć cierpliwość była jego słabością, zwykła ciekawość nie pozwalała mu teraz odejść.
- Moja przyjaciółka pracuje w krematorium, formalina mnie nie odstrasza - przyznał, mrugając do niej, chyba tylko po to, by jeszcze bardziej ją zirytować. - Co się właściwie stanie, jeśli zanurzysz rękę żywej osoby na całą noc w formalinie, Lycoris? Zawsze mnie to ciekawiło - ciągnął dalej, zastanawiając się na głos i marszcząc przy tym czoło, jak gdyby rzeczywiście ta myśl zajmowała mu głowę. Zaraz pewnie zapomni, że w ogóle pytał, tak samo jak przeoczył fakt, że wypadało się przedstawić.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#6
28.12.2022, 15:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.12.2022, 15:28 przez Lycoris Black.)  

Ona sama nijak nie pasowała nigdzie; mościła swoją niszę bez poczucia przynależności zarówno jak społeczności, rodziny czy lokacji – drgała niby liść na wietrze i pomimo faktu, iż jej poglądy były twardo ugruntowane, nie określała się w absolucie bytowania; prawdopodobnie dlatego, że nie posiadała w sobie wystarczająco zaparcia, aby chcieć zawzięcie walczyć z rzeczywistością. Fakt, iż wierzyła, że wszystko jest zapisane w gwiazdach stanowił odrębną wartość, nie bez wpływu jednak na kreślone przez nią kroki. Wróżbiarstwo pełniło chlubną funkcję w jej surowym jestestwie – jakżeby mogła nie ufać uniwersum, gdy sama była naznaczona darem jasnowidztwa?

Nie chełpiła się udawaniem innej osoby, przybierania masek na wzór tych weneckich, zza których niewydatna byłaby jej faktyczna osobowość; z marmurowego oblicza nie można było wyczytać mnogości uczuć, nie grała jednak absolutnie nigdy. Prawdopodobnie dlatego bankiety zastawały ją obraźliwą wobec swojej krasy, nieprzybierającą pokaźne warstwy kurtuazji, tak dusznej jak miałki puder i nuty zapachowe układające się w zagłębieniach szyi panien o chichocie dźwięcznym i słowach delikatnych.

– Nie zgaduj zatem. Możesz być pewien, że nie będę ci się zwierzać z rodzinnych dramatów. Zapewne myślisz, że twoja otwartość jedna ci ludzi. Może tak jest, może nie – we mnie zaufania nie uda ci się wzbudzić – odparła surowo.

Jej mimika nie drżała w żadnym aspekcie, przywodząc na myśl skutą w kamieniu postać – wydawała się w najprostszy sposób dziwna, a każde słowo sączące się z jej ust miało potencjał, aby aspirować do rangi poważnego. Liczyła, że go tym odstraszy, tak jak odstrasza każdego – na próżno.

Ciekawość z kolei rozbudzała płomieniem z równą żarliwością, jak niechęć wobec jej osoby.

– A powinno powstrzymać – odparła. – Chyba że jesteś w najprostszy sposób nierozważny – zabrzmiała grozą. – Masz szczęście, że nie jestem dziś w tak psim nastroju, jak na ogół, więc z mojej strony może grozić ci jedynie naplucie do szklanki.

A słowa te wypowiedziała z niezachwianą powagą.

Uniosła szklankę ponownie do warg, zamaczając je w cierpkim trunku, co spuentował cień grymasu, który przeszedł się na palcach przez jej oblicze.

– Możemy zrobić eksperyment i włożyć twoją dłoń do formaliny. Czy z ciekawości jesteś skłonny również pozbyć się kończyny? Jak daleko posunięty jest twój upór? – zabrzmiała pytaniem, przekrzywiając nieznacznie głowę opartą policzkiem na dłoni.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#7
29.12.2022, 17:48  ✶  
Czy bankiety nie odbywały się właśnie po to, by sprawdzić, kto pasował do towarzystwa? Kto potrafił przybrać maskę ułożonego i potrafiącego zachować się wśród tych wyższych rangą, a kto odstawał, zbyt bezczelny na to, aby pozwolić sobie na rozmowy pełne fałszywych chichotów i jeszcze bardziej zakłamanych słów? Pod fasadą różu, falbanek i wymyślnych drinków knuło się między sobą przeciwko innym, szukając wpływów i koneksji. Za dzieciaka takie bale były spełnieniem marzeń rodem z baśni, w dorosłości zwykłą polityką i utrzymaniem relacji z podobnymi sobie.
- Nie zależy mi na twoim zaufaniu – przyznał, podświadomie drapiąc się po brodzie, gdy się zastanawiał. – Właściwie nie wiem, na czym mi zależy. Na pewno nie na poznaniu imienia twojej matki, choć znając wasze możliwości, pewnie jest Meropą albo inną Asterope – ciągnął jeszcze, kojarząc nazewnictwo, ale nie do końca pewien z czym. Chyba z Plejadami. Swoją drogą dość dziwnym było, że podczas astronomii zamiast gwiazd widział twarze szkolnych kolegów, gdy nauczyciel wymieniał im coraz to kolejne konstelacje. – Ale twoje chyba nie jest gwiazdą, prawda? – zmrużył oczy, przyglądając jej się z większą uwagą, niż to wymagało. W tym momencie nawet się zaintrygował zagadką, której rozwiązania nie znał. Skąd takie imię i czemu wyróżniało się na tle pozostałych? Czarna owca rodziny? To byłoby nawet zabawne.
- Aż strach się dowiedzieć, jaka jesteś w tym psim nastroju – mruknął i pociągnął kolejny łyk ze szklanki, przyjemnie palący w gardle i pozostawiający posmak na języku. – Jeśli masz mi pluć do szklanki, zależy, co jadłaś.
Jeszcze by mu zepsuła gamę smakową drinka, a na to nie mógł jej pozwolić. Samą śliną się nie przejmował, nie sądził, by w tym miejscu w ogóle myli szklanki. Cholera wie, kto wcześniej dotykał ją ustami. Może nawet by się wzdrygnął, ale było mu tak bardzo wszystko jedno. Zwłaszcza że rzeczywiście udało mu się znaleźć rozrywkę w tej kobiecie, która pragnęła być przerażająca, ale tylko zwracała tym na siebie większą uwagę.
- Na to jestem chyba zbyt trzeźwy, ale przynajmniej odpowiedziałaś mi na pytanie, że stałaby mi się zbyt wielka krzywda, skoro tak chętnie chcesz eksperymentować – zauważył. – Zresztą, obie ręce przydadzą mi się do pracy, nie będę zatem ryzykował.
Może jednak istniały w nim jakieś granice, które nie pozwalały się przekroczyć? Kiedyś mu się wydawało, że w imię nauki mógłby sobie zrobić krzywdę, ale teraz… Nie był taki pewien, choć sama porywczość pchała go w kłopoty. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie upije się na tyle, by zasnąć na tym barze i by Lycoris Black miała szansę zatopić go w formalinie.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#8
29.12.2022, 18:18  ✶  

W gruncie rzeczy o to się rozbijał całokształt spędów, które niegdyś można było zwać arystokratycznymi – teraz jedynie snobistycznymi; chodziło o przybieranie odpowiednich masek, nawet tych, które po czasie wżerały się w naturalną mantrę bytowania; aby uśmiechać się na tyle szeroko, na ile pozwalały kąciki ust, wznosić toasty nader chętnie i lubować się w tym miałkim, sypkim pudrze wirującym obok panien z łabędzimi szyjami i eleganckimi sukniami. Nie przylegała chociażby w najmniejszym stopniu do aspektów, które podczas bankietów uznawano za cenne i obligatoryjne – nie chichotała dźwięcznie, nie dygała posłusznie, a jej zbolały wyraz twarzy sugerował w całej krasie, jak bardzo ciążyła nad nią ciężka, matczyna dłoń prawidłowego zachowania.

W gruncie rzeczy, Lycoris odrobinę im przecież nie wyszła. Już sama nazwa kwiatu, którym została chyżo obdarowana, miała nieść za sobą patos i elegancję, bynajmniej nie dotykającą w żaden sposób aroganckiej dezynwoltury, którą się cechowała od lat sielsko dziecięcych. Arkadyjskość młodych lat w żaden sposób nie utemperowała ognistego temperamentu; Lycoris pozostała Lycoris jedynie z imienia – z tego jednego abstraktu inwencji rodzicielskiej była zadowolona, bo, szanujmy się, mogła otrzymać imię tak oburzające jak Virgo czy inna Libra.

– Nie jesteś tak ubogi w intelekt, jak wyglądasz – rzekła. – Teraz zapewne przekręciłabym celowo i naumyślnie twoje imię, ale nie mam pojęcia co mam przekręcać. Nazwijmy cię… – urwała, marszcząc brwi w geście niewinnego namysłu. – Toby. Pasuje ci – stwierdziła stanowczo.

– Nasze – wypluła to słowo z prawdziwą, niekrytą odrazą – imiona nie pochodzą jedynie od gwiazd, ale też od kwiatów. Nie wiem, dlaczego ci to tłumaczę. To przecież nie jest twój interes – dokończyła, obracając w dłoni szklankę, pozwalając zawartości obmyć szklane ścianki.

Bycie czarną owcą nie miało najmniejszego związku z jej imieniem; prędzej z wydatnym charakterem, który nijak nie przystawał damie. Ubierała się przecież po męsku – w garnitury z jedynie odrobinę bardziej wyciętą talią i płaskie buty; wyglądała wszak niecodziennie szykownie pośród nokturnowej speluny, jej nienachalna elegancja nie sięgała jednak falban i odsłoniętych obojczyków.

– Mógłbyś się spytać kogoś, kto tego psiego nastroju doświadczył. Nie jestem jednak pewna, czy którekolwiek z nich nie doznaje choroby sierocej na dźwięk mojego imienia – zażartowała nieomal, a kąciki jej ust po raz pierwszy podczas rozmowy zadrżały niepewnie, unosząc się ku górze.

Gestem dłoni poprosiła o kolejną szklankę whisky, poprzednią zaś, kończąc jednym łykiem. Papieros, którego dotychczasowo dzierżyła między palcami, wbijając wzrok w kłęby dymu rozlewające się akwarelą wraz z ich dogorywaniem, zdusiła w popielniczce z cichym sykiem żaru.

– Nie jestem chyba na tyle brutalna, Toby – odparła z tnącą niewinnością na dnie głosek.

"Toby"
There's a starman waiting in the sky
He'd like to come and meet us
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fergus jest dość wysoki, bo mierzy metr osiemdziesiąt wzrostu, a do tego dość chudy. Patrząc na niego, ma się wrażenie, że może się złamać na pół. Ma długie, wiecznie rozczochrane włosy, które związuje, kiedy musi się skupić lub nad czymś pracuje i brązowe oczy w odcieniu czekolady. Zazwyczaj jest dosyć nerwowy i intensywnie gestykuluje, kiedy mówi. Jest leworęczny.

Fergus Ollivander
#9
29.12.2022, 20:57  ✶  
Z tego wszystkiego skory był jedynie do wznoszenia toastów. Żadnego proszenia dam do tańca, spożywania wykwintnych dań, przy których nie wiedziałby, których sztućców użyć. Brak intryg, koneksji, strachu o własną reputację. Czasem był wręcz wdzięczny ojcu, że doprowadził do tego, że Ollivanderowie rzadko byli zapraszani na takie przyjęcia. Zbyt zbrukana krew, jeszcze bardziej spracowane ręce. Nawet jeśli mieli w zanadrzu swoje tajemnice i wiedzieli wiele o innych czarodziejach, bo przecież każdy z nich – prędzej czy później – do nich trafiał, ich towarzystwo nie było pożądane. To, wbrew wszelkich pozorom i złośliwym uśmiechom ze strony czystokrwistych, dawało im wolność. A Fergus naprawdę ją cenił.
Przekorą to było, że im większe oczekiwania mieli rodzice, tym bardziej te ich pociechy się buntowały, odstając od tego, kim powinny być. Najwyraźniej zadowolenie mogło nieść jedynie puszczenie ich samopas i patrzenie, jak dorastają, wiodąc życie przypisane im w gwiazdach. Nie żeby Fergus wierzył w jakiekolwiek horoskopy, linie na dłoniach czy karty tarota. Czasem tylko się bał, że mógłby w nich zobaczyć coś, co mu się nie spodoba. O wiele łatwiej było sobie mówić, że to nieprawda.
- Wyglądam na głupiego? – Uniósł brew, zdziwiony tym stwierdzeniem, choć zaraz przypisał mu szersze znaczenie. – Tym lepiej dla mnie, mogę zaskakiwać.
Prychnął, usłyszawszy, jak go nazwała. Ujma na honorze! Toby. Już gorszy byłby Fergus. A nie, czekaj, tak właśnie się nazywał.
- Nie ma w nim ani jednej litery, która składałaby się w moje prawdziwe imię – zauważył, wyraźnie tym faktem zaintrygowany. – Do tego też trzeba mieć czysty talent. W czym tkwi twój sekret? – Wyraźnie szukał rozrywki, ale musiał przyznać, że całkiem dobrze się przy tym bawił. Obracał w dłoni szklanicę, nieomal jej nie wywracając, przez co wzdrygnął się, szybko ją łapiąc. Zepsuło to efekt zaczepności, typowo dla niego, gdy zbyt mocno się starał.
- Brzmisz, jakbyś nie była dumna z nazwiska – przyznał, uśmiechając się szeroko w ten swój podobny do chochlika sposób, który świadczył o złośliwości włożonej w to stwierdzenie. – To zabawne, może nawet jesteśmy bardziej podobni, niż bym tego chciał.
Czarna owca Blacków i czarna owca Ollivanderów. Dobrali się doprawdy przezabawnie i chociaż dla każdego z nich odstawanie od reszty oznaczało coś zupełnie innego, w tym padole losu dręczeni byli tymi samymi problemami: przeświadczeniem, że nigdy nie będą idealni.
- Podajesz mi sposób na tacy – zawołał może aż nadto entuzjastycznie. – Będę podchodził do tych wszystkich biedaków i szeptał im na ucho twoje imię, czekając, aż się wzdrygną.
Choć mogliby się przestraszyć samego efektu zaskoczenia, ale o tym przecież teraz nie myślał. Nie żeby w ogóle planował to zrobić, no chyba że Lycoris jednak odejdzie, zostawiając go tu samego i bez żadnej wizji zabawy.
- Zatem zostanę Tobym – westchnął, słysząc po raz kolejny to paskudne imię. Niby mógł się przedstawić, ale nie sądził, by było to wybitnie konieczne. O ile on kojarzył ją z gazet, ona jego nie znała, całkiem go to bawiło. – Ale w takim razie ty będziesz Lydią.
Skończył swojego drinka i odstawił pustą szklankę na blat, dźwięk szkła odbił się echem od drewna.
- Nie wiem, jaka jesteś, nie znam cię – powiedział w końcu, kierując spojrzenie z pustego naczynia na nią. – Nudzi mnie już ta whisky, ten sam smak przez cały wieczór – mruknął, patrząc na jej zamówienie i zastanawiając się, czy i jemu zależało na powtórzeniu go.
Call me the Villain
You should see me in a crown
Your silence is my favorite sound
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiecznie znudzona i zblazowana mimika okrywa płaszczem wyraziste kości policzkowe, pełne usta i oczy tak głęboko piwne, jakby sama piana morska wyrzucona na brzeg w nich mieszkała. Koścista aparycja jest podkreślona wielokroć przez wysoki wzrost, sięgający wybitnym stu siedemdziesięciu sześciu centymetrom. Zdecydowanie bardziej kanciasta, aniżeli kobieca - porusza się, jak i nosi, po męsku. Nosi za sobą ciężką woń piżmowych perfum, głos ma zupełnie niemelodyjny, niski i ochrypły.

Lycoris Black
#10
29.12.2022, 22:51  ✶  

Nie miała przecież nawet tego melodyjnego głosu, który kładłby ludzi na kolana, brzmiąc jak arie wyśpiewywane o poranku; odlegle daleka była względem niej koncepcja bycia istnieniem miękkim i życzliwym – głównie dlatego, że zbrzydli jej absolutnie ludzie i z każdą przemijającą wiosną miała coraz mniej wigoru, a i tym cechowała się jako dziecko w mierze absolutnie niewiarygodnie małej. Głos niski, niejako ochrypły, bardziej brzmiał jak samo ściąganie brylantów z nieba, aniżeli zaskakujący, ciągnący za sobą wstęgę światła zachód słońca. Bo przecież poranki często zastawały ją nieśpiącą, wodzącą w przejęciu oczyma za literami naniesionymi drukiem na stronice ksiąg. Nigdy nie przywykła do mary, którą w jej oczach była senna bezsenność.

A jej jedyną, prawdziwą miłością było laudanum, od którego była – śmiało można rzec – absolutnie uzależniona w niebagatelnej mierze jak zakochana.

Mizantropiczne podejście do świata, westchnięcia plątane gdzieś ponad samotnością, która zresztą zastawała ją coraz częściej, a jednocześnie nie godziła w serce – krążenie po podejrzanych przybytkach, spędzanie mnogości sekund, minut i godzin w spelunach należało do sportu wyczynowego, po który chętnie sięgała. Lubiła być we władzy adrenaliny. Po prostu lubiła być.

– Nie odbierz tego personalnie, mało kto dla mnie wygląda na bystrego – odparła.

Sięgnęła po kolejnego papierosa i odpaliwszy go, jej płuca ponownie wypełniły się nikotynowym dymem; gdy obłoki na dobre rozgościły się w klatce piersiowej, pozwoliła im powoli opuścić usta.

– Mam z pewnością więcej talentów, niż mógłbyś pomyśleć. Magicy ponoć nie zdradzają swoich sztuczek, Toby – odparła, przenosząc wzrok do tej pory mglisty i wyblakły, a w którym zaczaiły się ledwie dostrzegalne iskry zaciekawienia.

Nie odparła ani słowem na jego stwierdzenie na temat lichej dumy z nazwiska; pozostawiła go z gładką ścianą milczenia – jak z tą, na której dawne obrazy pozostawiały białe plamy wcześniejszego bytowania. Odwróciła zamiast tego spojrzenie, zatapiając je w rubinowej zawartości szklanki.

– Niech więc tak będzie. Mogę być Lydią – rzekła po chwili, ponownie umiejscawiając w nim wzrok.

Upiła kolejny łyk nowo rozpoczętego trunku – nie przepadała za whisky, wiązała z nią wiele upadlających wspomnień, spośród których w zasadzie całkiem niewiele osiadło na pamięci.

– Czy to jakaś propozycja? To o whisky – spytała, a w jej głosie wreszcie zaistniały wyraziste nuty ciekawości.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Fergus Ollivander (4252), Lycoris Black (3748)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa