• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [25.03.1972] Przyjęcie u Yaxleyów, polowanie Theona i Eden

[25.03.1972] Przyjęcie u Yaxleyów, polowanie Theona i Eden
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
24.11.2022, 13:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2022, 13:04 przez Theon Travers.)  

Miał nadzieję, że los da mu nieco więcej czasu na przetrawienie otrzymanej wiadomości. Theon nieszczególnie przepadła za kobietą, której imię widniało na kartce. O ile wcześniej nawet cieszyło go całe te polowanie, tak teraz miał chęć się z tego wykręcić. Przy okazji mógłby nawiać z całej tej imprezy, która niekoniecznie trafiała w jego gusta. Zwłaszcza, że połączona została z zaręczynami, które boleśnie przypominały o tym, w jak niewielkim stopniu Yaxley mógł decydować o samym sobie. To wszystko całkiem skutecznie pozbawiało go niewielkiego zapasu dobrego humoru, który nadal znajdował się w jego posiadaniu.

Nie zdążył uzyskać odpowiedzi od ojca i Seraphiny. Nie zdążył też znaleźć Logana. Zamiast tego przyszło mu się cieszyć towarzystwem Eden. I cieszył się nim aż tak bardzo, że z tej radości o mało nie zaczął skakać pod sam sufit. Żałował, że nie zaopatrzył się dotąd w żaden alkohol. Gdyby się chociaż trochę znieczulił, łatwiej byłoby przetrwać ten koszmar.

- Nie masz dla mnie nic, co byłoby nie do odrzucenia. – Odpowiada. Nie skupia się przy tym na całej propozycji Eden. Wystarczy mu pierwsza część jej wypowiedzi. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że z takimi pijawkami jak przyjaciółka Gerry, nie wchodzi się w żadne układy.

Następnie pozwala sobie wyciągnąć rękę w kierunku Eden, odsuwając ją na bok. Skoro już podeszła, to nie będzie tej rozmowy prowadził przy ojcu. Gerard co prawda od dawna uważał, że kto się lubi ten się czubi i na ich relacje patrzył z przymrużeniem oka, ale człowiek nigdy nie wie, kiedy u boku łowcy pojawi się jego żona. Jennifer nie była już tak łaskawa...

- Bez obaw, nie będę zabawiał Ciebie niepotrzebną gadką, szkoda języka. – Zwraca się do kobiety, ledwo oddalają się na te dwa kroki od Gerarda i Seraphiny. – Bardziej bym się obawiał, że sama się nie powstrzymasz. – Dodaje pochylając się w stronę stołu, zgarniając z niego trochę jedzenia. Tyle, że Theonowe trochę, byłoby najpewniej w stanie wykarmić całą armię. I jeszcze by tego żarcia zostało na dokładkę dla kilku chętnych.

Kiedy pierwsze osoby wychodzą przed budynek, rusza w kierunku drzwi i nie bardzo ogląda się przy tym za Eden. Niech nadąża, jeśli tylko jest w stanie. Słuchając jednym uchem tego, co gada ojciec, przygląda się broni rozłożonej na stołach. Jego spojrzenie na dłużej zatrzymuje się na arbalecie. Broń wykorzystywana w głównej mierze podczas polowań, wydaje się być dobrym rozwiązaniem. I to właśnie na nie decyduje się Theon. Sprawdza czy dobrze leży w ręku, uprawnia się czy wszystko z arbaletem jest w porządku. Następnie dobiera amunicję, dwa noże myśliwskie,  bierze też resztę rzeczy, które na potrzeby polowania przygotowali rodzice. Nie zabiera mu to wiele czasu. Po kilku minutach może już ruszać w drogę. Reszta zależy od Eden.

- Tamta powinna być odpowiedniej wagi. – Wtrąca się, wskazując na nieco mniejszą, zgrabniejszą kusze. Dla niego byłaby już zbyt lekka, żeby korzystanie z niej miało na dłuższą metę sens. – I lepiej się z tym pośpiesz, Malfoy, nie zamierzam czekać.

Po tych ostatnich słowach ruszył w kierunku lasu. Do pokonania było kilka metrów, zanim wreszcie zniknął pomiędzy pierwszymi drzewami. Na ten moment na niczym jeszcze się nie skupiał. Dobrze zdawał sobie sprawę, że żeby natrafić na coś wartego uwagi, trzeba było wejść głębiej. Oddalić się od rodzinnej posiadłości. Jelenie i dziki nie zwykły kręcić się pod oknami Yaxley'ów.

prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#2
27.12.2022, 23:58  ✶  
Eden na temat Theona zdania nie miała. Szokujące, to prawda, ale najwyraźniej uważała go za osobę tak wybitną w swej miernocie, że nie zaszczycała go nawet opinią na jego temat. Trzeba oczywiście było wziąć na wzgląd fakt, że niewiele z nim obcowała i naprawdę starała się unikać spotkania pierwszego stopnia z mężczyzną, gdy przyjeżdżała odwiedzić jego siostrę. Coś chyba było nie tak z męską stroną bliźniąt, bo z opinii Geraldine śmiała wnioskować, że tak samo, jak Elliott, niezbyt się rodzicom udał. Może obydwie podduszały swoich braci w łonie i dlatego teraz byli tacy... inni?
- Skoro tak twierdzisz. - Nie miała zamiaru wchodzić z nim w polemikę, bo wiedziała, że niechybnie będzie musiała wtedy się zniżyć do jego poziomu, a tam Theon pokona ją doświadczeniem. Ostrożnie wybierała walki, których się podejmowała, czasem dla świętego spokoju oddając co poniektóre walkowerem. W końcu nie musiała wygrać każdego starcia, żeby wygrać wojnę.
Pozwoliła się odsunąć na bok, odruchowo spoglądając przez swoje ramię za siebie, jakby chciała odnaleźć przyczynę przejścia w bardziej ustronne miejsce. Chciała się zorientować, kogo ewentualnie unikać, bo nie była troglodytą; nawet jeśli nie darzyła Yaxleya szczególną sympatią, nie chciała mu bruździć w życiorysie swoją osobą już na dzień dobry. Dzisiaj jeszcze w niczym jej nie podpadł, nawet był wyjątkowo znośny. Początkowe uszczypliwości uznała za grzecznościowe, zwykłe przepychanki dla sportu. W końcu, gdyby się miała obrazić za jego odzywki, można byłoby to porównać z braniem na poważnie wyzwisk wykrzykiwanych przez dzieci na przedszkolnym placu zabaw.
- Umiem utrzymać język na wodzy - zapewniła, patrząc z niepokojem na ilość jedzenia zgarnianą przez Theona. Zamrugała kilkukrotnie, próbując sobie przypomnieć dokładny czas trwania polowania. A nuż się przesłyszała? Może nie chodziło o trzy godziny, tylko trzy dni? - Idziemy na polowanie, czy na piknik w środku lasu? Nie wiedziałam, że z ciebie taki romantyk - zagaiła, nie mogąc się powstrzymać od gardłowego śmiechu podszytego kpiną. Również zgarnęła trochę prowiantu dla siebie, choć zdecydowanie o wiele mniej niż Yaxley. Jadła zdecydowanie mniej niż przeciętna kobieta, a więc totalnie nie było między ich dwójką porównania.
Nadążała za nim, choć trzymała się krok lub dwa z tyłu, jakby chciała zachować bezpieczny dystans. Nie obawiała się go, ale podobno z kim się zadajesz, takim się stajesz, a więc wolała ograniczyć ich bezpośredni kontakt do bezwzględnego minimum. Również zgromadziła sprzęt, który zdawał się najbardziej przydatny, między innymi odpowiednią ilość bełtów, poręczny nóż. Nie musiała zabierać wiele więcej, skoro zawsze mogli wspomóc się magią.
- Lestrange - poprawiła go, kiedy zwrócił się do niej używając nieaktualnego już nazwiska. Uśmiechnęła się pobłażliwie, niczym do dziecka, które zamiast chleb powiedziało bep. - Już od lat jestem po ślubie, przypominam. Swoją drogą, mogę się podzielić z tobą doświadczeniami na tym polu, w końcu też niebawem wkroczysz na tę nową drogę życia - zaproponowała, idąc za nim szybkim krokiem i nie mogąc powstrzymać się od patrzenia na niego z dziwną wyższością. Zupełnie jakby wiedziała, że pakuje się w bagno, z którego praktycznie nie da się wyjść bez szwanku na reputacji. Ale w sumie, czy takiemu prymitywowi mogło w ogóle zależeć na reputacji?


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
07.01.2023, 18:15  ✶  

Chociaż nie znali się zbyt dobrze, od dawna miał na jej temat wyrobione zdanie. Przyglądanie się innym z dystansu, pozwalało wyciągnąć całkiem konkretne wnioski. Theon zaś miał całkiem sporo okazji, żeby obserwować właśnie Eden. Pierwszy raz spotkali się jeszcze w czasach szkolnych. Nie zrobiła wtedy na nim najlepszego wrażenia. Później wielokrotnie mijali się w Londynie. Jego opinia na temat blondynki nieszczególnie się wówczas zmieniła. Obecnie zaś dość często bywała w rodzinnej posiadłości Yaxleyów, gdzie spędzała czas z Geraldine i za każdym razem unikała jego towarzystwa. Nie, żeby mężczyźnie to przeszkadzało. Nie szukał kolejnych znajomości. Nie miał takiej potrzeby.

- Skoro tak twierdzisz. - skomentował jej słowa, nadal zajęty zgarnianiem jedzenia. Musiał coś wrzucić na ząb już teraz, wolał też trochę tego i tamtego zabrać na drogę. Czy rzeczywiście było tego aż tak dużo? Możliwe. Zwłaszcza, kiedy przyglądał się temu ktoś wyglądający niczym chodzący szkielet. - Piknik oznaczałby, że zamierzam się tym dzielić, czego oczywiście nie mam w planach. - przewrócił oczyma, pozwalając sobie na odgryzienie całkiem sporego kawałka słodkiej bułki. Czemu wcześniej nie podszedł do stołu? Tyle dobroci mogło mu przejść koło nosa.

Zgarnąwszy całkiem spory zapas jedzenia, ruszył na zewnątrz, nie zaprzątając sobie głowy osobą Eden. Nie zgubi się. Okolice znała całkiem nieźle i inne takie. Zainteresował się nią tylko na krótką chwilę, kiedy zajęta była doborem odpowiedniej broni. Trochę się na tym znał. Nie tak dobrze jak Geraldine, ale mimo wszystko - w jego żyłach nadal płynęła krew Yaxleyów. Ojciec przykładał do tych spraw dużą wagę, przez lata zdołał ich naprawdę sporo nauczyć. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że myśliwych lepszych od Gerarda Yaxleya, można by w całej Wielkiej Brytanii ze świecą szukać.

Parsknął śmiechem, słysząc jak poprawia go w kwestii nazwiska, a następnie dodaje coś niecoś na temat swego małżeństwa i doświadczenia, którym może się z nim podzielić. Na pewno skorzysta z tej propozycji. Zrobi to bardzo szybko. Dokładnie w tym momencie, kiedy zamarznie piekło. A w istnienie piekła nie wierzył, więc można to przyrównać do łacińskiego ad Kalendas Graecas.

Greckie kalendy nigdy nie istniały. Tak gdyby komuś umknęło.

- Zamiast tyle gadać, próbuj może coś wypatrzeć? Nie zamierzam wracać do posiadłości z pustymi rękoma, Lestrange. - tym razem zwrócił się do niej właściwym nazwiskiem. Skoro miało to dla kobiety tak wielkie znaczenie, nie będzie zwracał się do niej tym wcześniejszym. Choć w sumie nie bardzo rozumiał co za różnica? Dla niego był to mało istotny szczegół. 

Wchodząc coraz głębiej w las, starał się porusząć na tyle cicho, żeby ewentualnej zwierzyny nie spłoszyć. Rozglądał się po okolicy. Starał się wychwycić interesujące dźwięki, zauważyć jakieś ślady, które by mu cokolwiek podpowiedziały. Nie było to łatwe, ale też nie spodziewał się czegoś innego.

- Stój - mówi niemalże szeptem, wystawiając w jej kierunku rękę i dając jednocześnie znać, żeby się nie odzywała. Przynajmniej przez chwilę. Zdawało mu się, że coś zauważył. Jakiś ruch, kilka metrów dalej, pomiędzy drzewami? Nie chciał ryzykować, że zwierzyna im ucieknie. Trzeba było działać ostrożnie. Nie śpieszyć się nadmiernie. - widziałaś to? - dopytał po chwili, rozglądając się po okolicy. Nadal starał się być cicho. Zrobił kilka kroków mniej więcej w kierunku, gdzie - o ile dobrze pamiętał - powinien znajdywać się strumyk. Jeden z wielu w tej okolicy. Może to właśnie o niego chodziło? Może zwierze chciało się napić wody?


Zgodnie z poprzednią turą mamy -15 punktów do rzutu. W tej kolejce wyszło mi 45, co daje 30.
Niestety: od 1 do 30 - nic nie zauważasz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eden Lestrange (508), Theon Travers (1120)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa