Rodzice Stelli nie mieli co do niej jakichś szczególnych wymagań. Miała ładnie wyglądać, być porządną młodą damą i bawić się w artystkę. Akurat to potrafiła robić, więc nie dawała im powodów do zmartwień. Potrafiła spełnić postawione jej oczekiwania, właściwie to całkiem lekko jej to przychodziło. Nie musiała być wybitnym uczniem, bo nikt nie sądził, że będzie podążała ścieżką naukową, zresztą od zawsze praktycznie było wiadome, że będzie się zajmowała tym, czym większość jej rodziny. Jej życie towarzyskie też nie było szczególnie bogate, miała kilka koleżanek, jednak z nikim nigdy jakoś mocno się nie zżyła, nie potrzebowała tego, bo w końcu miała siostrę, która była też jej najbliższą przyjaciółką.
Avery późno poznała smak alkoholu, kiedyś nawet za nim szczególnie nie przepadała, w kryzysowej sytuacji okazał się być jednak całkiem łatwym sposobem ucieczki przed rzeczywistością. Pomagał jej ukoić wewnętrzny ból, cierpienie które nie chciało jej opuścić.
- Guzy wzbudziłyby kontrowersje, może spowodowałoby to większą publikę, raczej się o mnie nie plotkuje, więc to byłaby odmiana. - Poza tym momentem, kiedy zmarła jej siostra. Wtedy pisali o tym, że znalazła ją w wannie, w mieszkaniu jej męża, świeżo poślubionego. To była ogromna kontrowersja.
Niby był to tylko żart, ale Stella wiedziała, że z jej zdolnościami ruchowymi mogło się to dokładnie tak skończyć, nie oszukujmy się, nie była szczególnie sprawna fizycznie, nigdy jakoś nie ciągnęło ją do żadnych aktywności.
- Gdybyśmy mieli nie dostać, to mogę tu jednego przynieść, żebyś miał pewność, że będzie na ciebie czekać nagroda. - Dodała z uśmiechem, nigdy nie wiadomo, jak zakończy się kolejny występ, czy znowu odniesie sukces? Było to prawdopodobne, ludzie zazwyczaj doceniali jej umiejętności, no ale nie można nigdy być pewnym w stu procentach.
- Czyli nie oszukali nas. - Stanley okiem specjalisty ocenił, czy trunek faktycznie miał odpowiednią zawartość procentów. Bardzo dobrze, do szczęścia brakowało jej tylko odrobiny szumu w głowie.
Sięgnęła po butelkę, którą przekazał jej Borgin. Od razu skierowała ją w stronę ust, żeby upić z niej pierwszy łyk. Nie wąchała szampana, alkohol nie miał pachnieć, ani smakować, miał dawać odpowiednie wrażenia, bo jego wypiciu. Skrzywiła się oczywiście uroczo po pociągnięciu łyka z tej butelki, a później wręczyła ją z powrotem Stanleyowi. Szampan raczej nigdy nie był jej pierwszym wyborem, bo miał bąbelki, a one niezbyt dobrze jej się kojarzyły.
- Nie mam pojęcia, czy znana, ale smakuje jak szczyny. - Dodała jeszcze, znała się głównie na winach, to po nie zazwyczaj sięgała, szampan więc był niecodzienną odmianą.
Słuchała uważnie teorii spiskowej mężczyzny, zmrużyła przy tym oczy, widocznie zastanawiała się nad jego słowami. Nie wpadłaby nawet na taką myśl (nie ma się co dziwić, ona nie była szczególnie bystra). - Myślisz, że mógłby chcieć coś na tym ugrać? Dla siebie? - Mężczyźni bywali różni, szczególnie ci zranieni, może faktycznie miał racje. Ten typ był dosyć mocno wątpliwy. - Nie pierwszy raz, a drugi, za pierwszym razem był całkiem miły, ale wtedy nie przyszedł do mnie po występie. - Może powinna się zastanowić nad kontynuowaniem współpracy z tym miejscem?