13 lipca 1972r.
Niemagiczny Londyn / Park przy Tamizie
Choć Londyn znacznie różnił się od Oslo, to jednak można było znaleźć odpowiednie miejsca do odpoczynku, rozmów i trenowania. Odkąd Richard postanowił przeprowadzić się do rodzinnego miasta, co zapewne obiecał bratu parę lat temu, jak tylko ostatnie z dzieci ukończy Instytut, nie spodziewał się, że dzieciaki zdecydują się podjąć tę samą decyzję. A jakich powodów? Różnych. Mogli przecież robić karierę w Oslo. Żyć na swój rachunek w bezpiecznym kraju, gdzie jak na razie, sytuacja z wysp Brytyjskich nie dosięgła Skandynawii. Woleli jednak być z nim. Przy nim.
Richard w przeciwieństwie do swojego brata, nie potrafi wysiedzieć w jednym pomieszczeniu całego dnia. Większość wolnego czasu, kiedy nie musiał zajmować się klientami czy innymi sprawami z biznesem rodzinnym, postawił na własny trening. Skoro też i jego starszy syn postanowił tutaj zamieszkać, mogli ćwiczyć kondycję razem. Tak, jak to w wolnym czasie praktykowali w Oslo. O ile Richarda harmonogram pracy na to pozwalał.
Nie mając dzisiaj żadnych innych planów, a syn swoją pracę dopiero miał zacząć za miesiąc, pozwolił sobie umówić z nim na spacer i trening, korzystając z odpowiedniej pogody. Przynajmniej brat miał spokój, kiedy nie kręciło mu się za dużo dzieciaków w kamienicy. Ruszyli zaś niedługo po śniadaniu, gwarantując powrót na obiad. W tych godzinach w parkach nie było prawie żadnych ludzi. Pojedyncze jednostki. Choć znając dobrze Londyn, Richard wiedział, gdzie się udać, aby nie był na celowniku niepożądanych oczu.
Standardowa odzież sportowa, typu dres i obuwie. Najpotrzebniejsze dokumenty, portfel i różdżka wzięte ze sobą. A także butelka wody. Udali się nad Tamizę, gdzie w parku odpowiednimi alejkami mogli pobiegać. Aż do miejsca, bardziej zalesionego. Gdzie najwięcej było drzew i krzewów. Aby tam się dostać i odpocząć, Richard chwycił syna za rękę i teleportował ich w to swoje tajemnicze miejsce.
- Tutaj możemy odpocząć i poćwiczyć.Zakomunikował, puszczając rękę Leonarda. Było przyjemnie chłodno, dzięki koronom drzew, które chroniły przed promieniami słońca. Dookoła było także dużo zieleni. Połamanych gałęzi, pni równo ściętych po starych drzewach. Przestrzeni było dużo wystarczającej na grupowe ćwiczenia. Jakby ktoś tę ala polanę na to przygotował. Czy ktoś tutaj także przychodził? Nie wiadomo. Dzisiaj ten teren miał być dla nich.