• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[14-15.06.1972] +THNX140672+

[14-15.06.1972] +THNX140672+
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#11
01.06.2024, 22:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2024, 22:48 przez Cain Bletchley.)  

Strzał. Dźwięk tak ogłuszający, że Cain momentalnie się naprężył i zatrzymał w tym tańcu - jeśli to w ogóle tańcem było? Skakanie, machanie rękami, cholera, przecież bawił się naprawdę dobrze. Pierwsze niepewności minęły, nawet jeśli nie potrafił z tego czerpać tyle, ile czerpał Flynn to było... całkiem fajnie. Tak rodził się czas przeszły i tak rodziły się opowieści. Teraźniejszość przemijała i oferowała nam miłą opowiastkę, którą może potem uda się otrzeć łzę czy dwie. Lub przejdziemy nad tym do porządku dziennego, bo za dużo krwi widziałeś na co dzień.

Flynn nie widział tego, co się dzieje, ale widział Cain. Fleamont go ciągnął, ale Cain pociągnął go w swoją stronę, żeby nie wychylał się na przód. I nie ruszył się od razu. Spojrzał na reakcje ludzi i ruszył razem z nim szybszym krokiem do miejsca wydarzenia, trzymając go za dłoń, chociaż chciał w pierwszym momencie siłą ich stąd teleportować do domku nad jeziorem. Nie było za dużo czasu na zastanowienie, a przecież nadrzędną było co jeśli ktoś potrzebuje pomocy?

Potrzebował. Mężczyzna leżał tam w rosnącej kałuży krwi, a im pozostawało tylko patrzeć. Bo nie było mowy o tym, żeby nagle wołać o medyka w miejscu, do którego żaden medyk nie dotrze na czas z taką raną. Uciskać - kurwa, nie znał się w ogóle na medycynie, ale coś takiego zawsze krzyczeli w Mungu, kiedy pojawiały się rany takie... takie rany. Kolejna myśl, która uciekła i dla której nie było żadnego czasu. Nie dał go Flynn albo nie dał napastnik - teraz to nie ważne. Cain złapał mocniej rękę Flynna i szarpnął go do siebie. Przecież nie pozwoli mu rzucić się na gościa z bronią, nawet jakby ten miał tu zastrzelić wszystkich innych.


Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana


Tylko ze Crow był silniejszy. Zdecydowanie za silny jak na rękę Bletchleya. Rzucił się w przód i Cainowi już nie zostało nic innego jak wyciągnięcie różdżki. Dyskrecja? Och, cóż, najwyżej później będzie siedział i kasował wszystkim masowo pamięć, teraz to przecież nie miało znaczenia. Rzucił czar w mężczyznę wymuszający na nim wypuszczenie z dłoni broni. A przynajmniej próbował.


Rzut PO 1d100 - 37
Slaby sukces...


Mężczyzna zawahał się, otworzył oczy, jakby sam nie rozumiał, co się dzieje z jego ciałem i wlepił je w broń, którą jego ręka chciała puścić, ale on sam próbował sobie to tłumaczyć. I chociaż mu się to nie podobało to Cain nie ruszył za Flynnem. Miał tylko nadzieję, że Bell nie miał przy sobie żadnego noża. Ta nadzieja mogła być płonna.

- Pogotowie. Dzwoń po pogotowie. - Rzucił do barmanki, bo chyba jeśli ktoś mógł tutaj kogokolwiek ściągnąć to właśnie ona.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
01.06.2024, 23:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.06.2024, 23:55 przez The Edge.)  
Nie był jedynie za silny na rękę Bletchleya - był też za szybki na reakcję faceta, na którego rzucił się z całym swoim impetem, żeby powalić go na ziemię i wykrzywić mu rękę. Nie zarejestrował nawet tego, że pistolet wysunął mu się z dłoni sam - bo i tak zamierzał napieprzać w nią teraz do skutku, najwyraźniej nie zważając na zagrożenie własnego życia. Kopnął go jedynie dalej, żeby nie dało się z tego miejsca do niego sięgnąć. Przycisnął go do ścieżki prowadzącej na drewniany podest, przejechał mu mordą po trawniku i siłował się z nim, dosadnie dając mu do zrozumienia, że nawet mimo krzepy i jakiegoś tam obycia w zastosowaniu własnej siły, nie miał szans z cholernym akrobatą, który trzymał go w pozycji poziomej i nie dawał za wygraną.

Rzut PO 1d100 - 65
Sukces!

Oczywiście, że chciałby mu przypierdolić. Normalnie nie powstrzymywał się przed klepaniem typów, którzy sobie na to w pełni zasłużyli, dopadał ich szybciej niż karma za chujostwo jakiego się dopuszczali, ale... No właśnie - dlaczego był aż tak zły? Bo Cain przed chwilą był szczęśliwy i się uśmiechał, a teraz nie dość, że nie będzie się uśmiechał, to jeszcze to mógł być jego ostatni taniec z chłopakiem w życiu - on miał ochotę tego człowieka przywiązać łańcuchami do auta i przeciągnąć po jezdni aż do samego Londynu. No ale właśnie - Cain. Cain się na niego teraz gapił z tego tłumu i jakby mu teraz przypieprzył, to... Ah, kurwa.

Walcząc z tym jak koleś się szarpał, wygiął mu tę rękę tak, żeby bolało bardziej. Ktoś się najwyraźniej tymi jękami, co napastnik z siebie wydusił, przejął aż za bardzo, bo ostatecznie od niego tego Flynna odciągnęli, a on z frustracji splunął na trawnik, w wyobraźni ubierając tę kępę trawy w rysy napastnika. Nikt nie wiedział, co zrobić z tą bronią leżącą na trawniku i w pierwszej chwili miał taki odruch - żeby tam pójść, podnieść to, wysypać zawartość magazynka i upewnić się, że nikomu nic się już tutaj nie przytrafi, ale kim on kurwa był, żeby się tutaj rządzić. Żeby tego dotykać, żeby zapisywać się w tę scenę jeszcze mocniej i wyraziściej.

Przesunął się na kilka kroków. Rzucił spojrzenie na tę pannę młodą ryczącą wniebogłosy i wcale jej się kurwa nie dziwił. Gdyby ta kula przeszyła gardło Bletchleya to żadne z nich by z tych wakacji nie wróciło. Przepchany łokciami przez ludzi, którzy nagle chcieli pomóc, zadawali pytania, ruszali do robienia czegokolwiek innego niż gapienie się z daleka, Flynn się zawiesił. Stał tak w bezruchu, obok filaru wspierającego drewniany daszek i milczał. Nie płakał, nie uśmiechał się, nie miał też miny bez wyrazu. Ani to smutek, ani rozczarowanie. Podkrążone oczy i bezradny wyraz twarzy sugerował, że był... zmęczony.

Strach przyszedł dopiero później. Co mogło człowieka skłonić do takiego zachowania? Do zniszczenia komuś najpiękniejszego dnia w życiu? Zazdrość o to, że twój ukochany kończył w objęciach kogoś innego. Zakrył usta dłonią, odsunął się jeszcze na krok, wpadając na ten filar i zaczął szukać wzrokiem Caina.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#13
02.06.2024, 22:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2024, 22:57 przez Cain Bletchley.)  

Wszystko potoczyło się rzeką. Spłynęła równym wątkiem, rozbijała się na kamieniach, wzburzała się na zatorach z liści. Cain się nie zastanawiał nadmiernie, działał. Kazał barmance znowu włączyć muzykę, żeby cisza nie tętniła ludziom w uszach, tylko spokojniejszą, żeby zeszła z rocka. Przez chwilę niepotrzebnie się zawahał, bo przystanął przy tym barze, kiedy kobieta sięgała po telefon i wykręcała zszokowana numer, przez moment patrzył na Fleamonta i chciał jak i nie chciał dzwonić po policję. Tak, tą normalną, mugolską policję. W końcu jednak i po nią kazał zadzwonić w momencie, kiedy nóż nie poszedł w ruch. I cóż? Szkoda? Dobrze? Niedobrze? Ambiwalentne odczucia, czy raczej ich brak. Ruszył od tego miejsca i pozwolił ludziom odciągnąć Fleamonta od mężczyzny, przechodząc za zebranymi lekko półkolem, zapiął guziki koszuli, jakby to miało znaczenie, przejechał rękoma po włosach, jakby to było teraz ważne, kiedy umierał człowiek. Nie było. Jasne, kurwa, że nie było. Wypatrywał tej broni i to od jej strony podszedł - żeby przed nią wyciągnąć nieco ręce.

- Jestem z policji, proszę zrobić miejsce. - Powiedział głośno, rzeczywiście kogoś przestawiając wręcz na bok (delikatnie), żeby schylić się po broń, odwrócić się razem z nią od ludzi (żeby w nich nie celować) i na razie musiała tak zostać, w jego ręce, po chwilowych oględzinach, żeby znaleźć to specyficzne zabezpieczenie tego fantastycznego narzędzia. Wsunął ją za pas. - Proszę zrobić miejsce. - Powtórzył. - Pogotowie już jedzie. Uciskaj ranę. - Czy mówił dobrze? Nie wiedział. Kurwa, nie znał się. Ale to zawsze powtarzali - więc on też to powtarzał. - Policja zaraz też tu będzie, zostali zawiadomieni. Nie... nie, proszę go zostawić. - Nie wchodził za bardzo z kimś w dywagacje, kto chciał go już zasypać gradem pytań i innych wątpliwości, Odsunął go od siebie ramieniem i jakoś tak samo poszło - ktoś go złapał i też odciągnął.

Rzut Z 1d100 - 68
Sukces!

Cain widział w tym człowieku, który leżał teraz na tej ziemi przerażenie. Żal. Poczucie zdrady? Nie chciał w to wnikać i nie chciał przeżywać tego razem z nim. Lecz tak, co mogło człowieka doprowadzić do czegoś takiego..? W przeciwieństwie do Flynna nie musiał się zastanawiać, ale nie musiał też wiedzieć. Kto zasługuje na resocjalizację, a kto nie? Kto powinien dostąpić tego wspaniałego zaszczytu odkupienia, wybaczenia? Ktoś, kto płakał teraz i może żałował? Czy żal za to, co się zrobiło, było warte możliwości odkupienia? Między różnymi komentarzami i tym, jak Bletchley nieco zajmował ludzi, nawet bzdurami takimi jak to, żeby poszli na drogę grupką, żeby sprowadzić policjantów, którzy nie wjadą radiowozem - to było głupie, bo radiowóz tutaj trafi, ale ludzie w ekstazie i przerażeniu robili durne rzeczy. I nagle mieli sens, nagle czuli się ważni i czuli odpowiedzialność. Innym powiedział, żeby zmykali do domu, bo przecież jak będzie policja to naćpani będą mieli problem. Kogoś innego oddelegował do pomagania tej zapłakanej pannie młodej. Wszystko po to, żeby trzymając fraki tego dupka (bo go trzymał) miał więcej przestrzeni i ci ludzie tutaj nie panikowali, nie krzyczeli, nie tłoczyli się. A i tak nadal było kółko ciekawskich. Jego oczy natknęły się na Flynna między innymi .

Miał taki scenariusz w głowie, bardzo prosty. O tym, jak ten mężczyzna może skorzystać z broni i wycelować ją w siebie samego. Jedna szumowina mniej na tym świecie, system więzienny mugoli przecież i tak nie działał - ledwo działał ten czarodziei. Lecz wystarczyło spojrzeć na Flynna, żeby z tego zrezygnować. Problemy. Kłopoty. Czy ten pan młody przeżyje? Niepotrzebny im następny trup.

Oderwał wzrok od Flynna i kucnął przed mężczyzną, zsuwając kryształ ze swojej szyi. Zabujał nim przed jego oczami. Do końca życia miał już żałować tego, co zrobił. Miał wspominać ten dzień i modlić się do Boga, chociaż ten mu już nie pomoże. I będzie o tym śnić. Miał poświęcić swoje życie i w zamian za to jedno, które odebrał, uratować przynajmniej dziesięć kolejnych. Tak miał żyć - jako pokutnik.

Rzut PO 1d100 - 82
Sukces!

A potem ścisnął ten kryształ w dłoni i przyjebał gościowi z pięści w twarz.

Rzut N 1d100 - 2
Akcja nieudana

Płaczący mężczyzna zwijał się na tej ziemi, ale niekoniecznie dlatego, że tak bardzo zabolał go cios. Pożerały go myśli - i dobrze. Niech pożerają. Za to Cain sobie już krzywdę zrobił, kiedy metal trzymający kryształ tworzący jego wahadło wbił się w jego skórę od tego, jak mocno tę pięść zaciskał.

Policja rzeczywiście przyjechała i Cain na nich poczekał. Rozmawiał z nimi jak swój ze swoim, nawet przybrał specyficzną pozycję, którą przyjmują gliny w mundurach stojący przy swoim wozie i robiący chuj wie co - plotkujący albo odpoczywający, może pracujący i czekający, żeby komuś wlepić mandacik. Sprzedał im tę bajeczkę - że te i tamte numery, że w ogóle to on jest z Machesteru, że przyjechał ze znajomym tutaj tylko na weekend... nawciskał im kitów, które mogły ich zadowolić. Może i potem będą tego szukać, a może nie. Mieli w końcu problem innego rodzaju.

I dopiero ci zajęli się tym mordercą wrócił do samego Flynna, żeby wziąć go pod ramię i zabrać... po prostu stąd.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#14
03.06.2024, 14:00  ✶  
Tylko że kiedy Cain po niego wrócił, Flynna już tam wcale nie było. Miejsce, w którym tak uporczywie wciskał swoje plecy w drewniany filar, było teraz okupowane przez jedną z dziewczyn, z którymi bawił się wcześniej. Paliła papierosa, innego niż te, które palił on. Nie ocierała już nawet łez spływających po policzkach, po prostu wpatrywała się tępo w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą bawili się państwo młodzi. Cain nie widział go też kiedy wszedł głębiej w tłum smutnych już teraz ludzi. Nie było go też przy barze. Dojrzał go dopiero przy linii drzew, musiał wychylić się spomiędzy pni przed chwilą, a i tak był ledwo dostrzegalny nawet z rozżarzoną fajką, bo zrobiło się już ciemno, a tam nie było żadnych świateł. W jego oczach też nie było.

Kiedy Bletchley się do niego zbliżał, poczuł napięcie w podbrzuszu, jakby jego ciało przygotowywało się na najgorsze. Gadanina o tym, co tym razem zrobił źle, że powinien się ogarnąć, że wszyscy chcą dla niego tak dobrze, a on znowu zachowuje się jak imbecyl i sprawia im przykrość. Najgorsze z najgorszych - żałowanie, że tu byli. I dopiero gdzieś tak w połowie jego drogi zadał sobie pytanie: dlaczego? Nie potrafił odszukać w głowie żadnego zdarzenia, w którym chłopak by na niego krzyczał. To nie jego słowa brzmiały w głowie Flynna tak, jak brzmiały słowa ojca w głowie ruganego przez niego dziecka. To też nie on sprawił, że po popełnionym błędzie z przyzwyczajenia unosił ręce do góry, jakby chciał zasłonić się przed kolejnym ciosem w twarz. Te wnioski przynosiły ulgę - rozluźnił się, kiedy docierało do niego, jak wiele jego unikania wynikało z odruchów zakorzenionych w jego łbie, a nie faktycznych obaw, jakie powinien posiadać względem drugiej osoby. Z drugiej strony... zrobiło mu się przykro, bo komu by się nie zrobiło przykro, kiedy sobie uświadamiał, co zakodował sobie pod czaszką i co teraz sterowało jego losem. Strach i wieczne poczucie tego, że czegokolwiek chwytał się pod wpływem emocji, skończy się dla niego bardzo źle. Oh, życie naprawdę spisało go na straty, z każdym kolejnym krokiem stawianym w jego kierunku zastanawiał się coraz mocniej, czy dało się czuć szczęście bez obawiania się o to kiedy ono pryśnie.  Wróciły do niego słowa z porannego wylegiwania się nad jeziorem, ale to i tak nie był ich czas - przyćmiły je inne myśli.

Wciągnięty znów pomiędzy te drzewa, na niewidoczną już teraz ścieżkę, Flynn zatrzymał się tylko po to, żeby objąć go rękoma i pocałować.

- Przepraszam, że zostawiłem cię tam samego - bo to wydawało mu się teraz najważniejsze, tak? Wcale nie to, że widząc jak Cain próbuje nieudolnie przywalić tamtemu kolesiowi, on miał przed oczyma jego i Alexandra. Bardzo chciał to jakoś zagrzebać, odgonić od siebie, to poczucie winy i akceptację myśli, jak mocno szurnięty był, doprowadzając do tego stanu rzeczy i ciesząc się z niego. Co by zrobił, gdyby oni się spotkali? Co zrobiliby oni? Pierwszy raz w życiu wolałby, żeby w niego zwątpili, żeby go zostawili samego i rozeszli się w swoje strony, ale na pewno nie... Kurwa mać. Ścisnął jego rękę i nagle przypomniał sobie o tym, że być może nie powinien - nie mógł tego sprawdzić tutaj, więc obkręcił się i wśród szeleszczących od zrywającego się wiatru liści dało się usłyszeć cichy, niemal niezauważalny dźwięk teleportacji.

Na ganku domku Danielle wciąż paliła się nocna lampka, przyciągająca teraz do siebie armię komarów. Flynn w ogóle na nie nie patrzył, zagapił się na tę dłoń, później na szare oczy, następnie zmieszany postanowił się do czegoś przyznać. Do czegoś, czego nikt z zebranych nie zauważył, bo gdyby ktokolwiek miał prawo to zauważyć, on nie miałby prawa nazywać się złodziejem, a przecież Bellowie nauczyli go okradać kieszenie szybciej niż nauczyli go pisać i czytać. Wyciągnął z kieszeni spodni kartkę z zapisanym odręcznie listem. Pożegnaniem samobójcy.

- Przyszedł tam zabić się na ich oczach - wydusił z siebie - najwyraźniej zmienił zdanie w ostatniej chwili. - Zdawał sobie sprawę z tego, jak komicznym był człowiekiem, skoro w tak dramatycznej chwili był w stanie kogoś okraść, ale gdyby tego nie zrobił, to ktoś powinien upewnić się, że nie podszywał się pod niego czarodziej po eliksirze wielosokowym. Papier tak wyraziście wystawał z jego kieszeni, jakby prosił się o to, żeby na pewno został odnaleziony. - Wahałem się, czy jej to oddać, czy to ma szansę przynieść jej jakiś spokój, ale - brzeg kartki momentalnie zajął się ogniem, chociaż ta wiadomość nie należała do niego. Jeżeli czegokolwiek nauczyło go życie to tego, że nienawidził kurwa listów próbujących zamknąć jakiś rozdział. Tego listu nienawidził jeszcze bardziej, bo wyraźnie sugerował, jakby ta kobieta miała trwać wieczność jako ktoś ukarany.

Jeżeli będzie chciała wiedzieć, to sama go zapyta.

- Wiem, że nie powinienem tego czytać. - A już w szczególności tego zabierać.

Zadarł głowę do góry, odrobinę skołowany świadomością, że żaden z tych owadów na nim nie usiadł. Powód był prosty - znosil je nasilający się coraz mocniej wiatr. Za chwilę krew z tamtego podestu zmyje deszcz.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#15
03.06.2024, 19:01  ✶  

O co miał być krzyk? Czym miała być spowodowana kłótnia? Nie było takiego triggeru, który zostałby tutaj odpalony, żeby unosić emocje Bletchleya w górę. On nie był wkurwiony. Był zmęczony. Bezsilność zjadła go tam razem z mocno uderzającym sercem, w którym rytmika zachęcała do zamknięta wątku tego człowieka, który teraz miał krew na rękach. Były rzeczy gorsze na tym świecie od śmierci, tylko nie każdy zdawał sobie z tego sprawę. Mimo to był straszny świat, w którym nie mógł cofnąć tego, że ktoś na oczach Flynna, już i tak wystarczająco doświadczonego przez życie, popełnia samobójstwo. Cain uważał, że to byłoby dla niego gorsze niż własnoręczne zabicie go, to dopiero spierdolone...

Nie było w nim napięcia, kiedy zbliżał się do Flynna. Chciał mu powiedzieć: wracajmy do domu, a ten dom był teraz tam, gdzie na te dwie noce zostawili swoje rzeczy i bzyczała upierdliwie ta lodówka w uszach jego partnera. Zmartwiło go to, że nie było go od razu tam - nie dlatego, że nie chciał zostawać sam. Prawdę mówiąc to cieszył się, że Flynn stamtąd poszedł i nie karmił swoich oczu tym widokiem, że się nie wtrącał, że nie próbował stworzyć tam zamieszania ani zabrać broni, która została podarowana policjantom - Cain nie zabrał jej ze sobą. Była przecież ich dowodem zbrodni. To będzie krótki proces, całkowicie jasny. Ilość świadków, broń, napastnik gotów przyznać się do winy i te winy odpokutować. Trochę nie było w jego stylu zostawianie tego samemu sobie, ale w priorytetach wolał zająć się Crowem niż grzebać teraz w sprawach mugoli, żeby upewnić się, że nikt nie będzie go przesadnie szukał. A przecież szukać będą, to na pewno. Podał się w końcu za nieistniejącego policjanta.

- Dobrze, że zostawiłeś. - Więc przepraszać nie miał za co, ale zamiast negować przeprosiny wolał go zapewnić, że podjęta pod wpływem impulsu (bo w końcu to one rządziły światem Flynna) decyzja była prawidłowa. Nie gniewał się o to, a wręcz przeciwnie - ruchem dłoni na jego twarzy dał mu znać, że wszystko było w porządku. Nie, nie było, ale Cain nie mógł funkcjonować w świecie, gdzie puszczał tamę faktu, że nie jest dobrze. Gdyby nie teleportował ich on - teleportowałby ich Bletchley. Choć... nie, nie zrobiłby tego. Wyjątkowo chciał się przejść. Na długi spacer. Bardzo, bardzo długi. Taki, po którym nogi już bardzo bolą, a ty nie myślisz o niczym innym tylko marudzeniu na to, jaki jesteś zmęczony. Jakby poziom tego wyczerpania fizycznego i emocjonalnego to było na ten wieczór za mało.

Nie chciał czytać tej notatki i chyba nawet nie chciał wiedzieć, po co ten człowiek tam przyszedł. Wpompowało to do jego krwi złość, przelało przez ciało falą rozżalenia. Cięższy oddech odbił się na jego piersi i wypuścił gwałtownie powietrze przez nos w tym napięciu. Nie trzymając dłoni Flynna - znów zacisnął pięści. Zmienił zdanie. Koleś po prostu zmienił zdanie. Pod wpływem emocji podjął decyzję o śmierci - najpierw swojej, potem kogoś innego. W takim świecie żyli - gdzie to emocje były zgubą, a największym zagrożeniem dla Ziemi byli oni sami - ludzie. Kiedy mijały lata i Cain coraz więcej o tym myślał to zaczynał rozumieć, że pokój na tym świecie osiągnie dopiero, kiedy zginie ostatni człowieka. Wtedy planeta ozdrowieje. Wtedy w końcu mrok przestanie pochłaniać słońce.

Cain nie miał dla Flynna odpowiedzi, czy powinien czytać czy nie. W tej chwili nie miał dla niego żadnej odpowiedzi. Zaciskał te pięści i ten kryształ w rannej dłoni, aż mu drżały. Oddychał nerwowo. Mrok. Świat gaszony przez ludzi. Piękne chwile, które spowite są krwią. Cała radość, która ulatuje, ponieważ gdzieś tam zagościła Śmierć. A gdyby po prostu nie być aż tak samolubnym i to przewidzieć? Gdyby tylko nie przestał wypytywać tej barmanki... już nigdy nie zmieni tego, że przestał. Że machnął ręką i dał sobie odpocząć, bo przecież to wesele, a ty nie jesteś w pracy.

Cain podszedł do ściany i pierdolął w nią rękoma raz, drugi, trzeci, a potem przyjebał w nią czołem. Pomogło. Chociaż trochę, bo trochę zmroczyło. Nie miał dla Flynna słów, chociaż powinien je mieć, ani nie miał dla niego gestów, chociaż powinien go nimi obdarzyć i jakoś pocieszyć, zająć się nim. Ale tego nie miał. Zamknięty i zakołatany we własnych myślach.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#16
03.06.2024, 22:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.06.2024, 00:09 przez The Edge.)  
Ciężko mu się teraz oddychało, więc chociaż miał już na to gotową odpowiedź, tak czy siak chwilę zajęło mu wyduszenie jej z siebie. Powiedział to jednak zdecydowanie, nie odwracając spojrzenia.

- Nie obchodzi mnie, czy to było dobre - dla kogokolwiek z nich, dla kogokolwiek z zebranych albo dla sprawy - nie chcę, żebyś był sam. - Teraz już naprawdę pieprzył wszystko inne, nie obchodziło go to czy wszystko było w porządku, przejechanie mu po twarzy ręką było przyjemne i trochę go uspokoiło, ale nie zmieniało nic w tym, że gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby inaczej. Nie tylko ten jeden raz. Postąpiłby inaczej wielokrotnie. W chwilach, które łamały tego człowieka w pół. Gdzieś miał momenty, w których powiedział coś durnego, coś mu nie wyszło, wygłupił się zupełnie. Jasne - każdy pewnie chciał być tą jednostką, która zawsze miała do powiedzenia błyskotliwy tekst, niewahającą się - kto by nie chciał unikać chwil czyniących nas mniejszymi. Flynn w ogóle o tym nie myślał. Po prostu... niechże będzie choć trochę szczęśliwszy. Niech wie, że ma go obok. Proszę? Może jednak ktoś był tam na górze? Niestety on tego nie łapał, a teraz to już w ogóle nie łapał niczego, a Flynn jak skończona ciota zagapił się na tę chmarę szalejących przed burzą komarów, zbyt długo, żeby załapać, dokąd prowadziły Bletchleya kroki.

Spojrzał na niego znów, słysząc uderzenie. Przy drugim szedł w jego kierunku. Przy trzecim był już na tyle blisko, żeby zareagować momentalnie - wcisnąć przedramię pomiędzy niego i ścianę, amortyzując uderzenie własnym ciałem.

Rzut PO 1d100 - 53
Sukces!

Stęknął z bólu, ale ten ból nijak miał się do paniki, jaką zaczął przeżywać w środku. Tak, widział go wielokrotnie wyłączonego z funkcjonowania, nowością były uderzania czołem o mury domu. Złapał go za ramiona, ale nim nie potrząsnął - zajrzał tylko w te siwe oczy, żeby przekonać się, czy dojrzy w nich jakikolwiek ludzki odruch, czy spotka się z pustką. Nawet ucząc się o tym, nie potrafił do końca pojąć, co tkwiło w środku. Tak, rozpamiętywał wszystko i ciągle rozdrapywał stare rany, tragiczny był pod tym względem, ale jak się to miało do słyszenia w głowie cały czas echa każdego wspomnienia, jakie przez nią przeleciało?

Kiedy lata temu zabił pierwszego człowieka i nie umiał sobie z tym poradzić, chłopaki po fachu sprzedali mu jeden, prosty trik - zmień płytę. Im szybciej skupiałeś się na czymś innym, tym sprawniej twój mózg wprowadzał mechanizmy obronne - umykały mu emocje, zachodziły siwym dymem, po czasie, o ile nie rozdrapywało się strupa, strach i zgorszenie znikały, pozostawiając kilkusekundowe wycinki, suche fakty. I co miałby mu teraz powiedzieć? Hej, wiesz może, że statystycznie pioruny pięć razy częściej uderzają w mężczyzn? Debilne. Bo nieważne co odwróciłoby jego uwagę, on i tak by pamiętał. Coś niepojętego. Może przynajmniej by się z tego kiedyś zaśmiał. Nawet otworzył usta, żeby spróbować, ale miał taki mały, maleńki problem - nie mógł się odezwać. Został więc przy tym, co robił zawsze, chociaż tym razem bardzo panicznie otworzył zamek od drzwi zaklęciem, nie potrafiąc jednocześnie trzymać go ręką i szukać kluczy w tak obcisłych spodniach. Wprowadził go do środka, zanim lunie tutaj deszcz, albo co gorsza - będą jednymi z nieszczęśników, dzięki którym można było opracowywać takie dane.

Nacisnął palcami na włącznik światła, ale ten nie zadziałał. Zrozumiałe w sumie, nawet nie pomyślał o tym, że głupio to światło włączać w burzę, a poza tym - tak, nie potrafił spoglądać na to co się działo bez przepuszczania tego przez własny filtr - przenoszenie się do innych czasów, do innego miejsca, czyli... Jak przebodźcowanie, tak? To było coś, czego sam doświadczał, od czego zwijał się w kłębek i miał wszystkiego dość.

Miał taki pomysł, jeden z tych z kategorii zajebistych, żeby wsadzić go do wanny, miałby przynajmniej coś do roboty, grzejąc mu wodę, albo próbując go rozebrać, ale kompletnie nie miał na to siły. Przy okazji zbyt długo był narkomanem, żeby to nie budziło w nim złych przeczuć - od razu generował obrazy twarzy zanurzonej pod linię wody, bał utopienia się, kiedy on leżał na podłodze obok i z wycieńczenia zasnął, zamiast go pilnować. Miejscem docelowym, do którego ich skierował, była więc sypialnia na parterze. Nie mieli w niej spać, ale nie zamierzał ciągnąć go na górę po schodach, a tutaj mógł zamknąć go w swoich ramionach i skupić się na dźwięku deszczu uderzającego o okna.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#17
04.06.2024, 16:06  ✶  

Był na wpół świadomy tego, co się z nim dzieje. Świadomy na tyle, że w pierwszej chwili się nawet wyrywał Flynnowi i kazał zostawić. To dobrze, że nie był sam, czy może wręcz przeciwnie? Teraz brak samotności pisany był piórem najgorszych scenariuszy - takim, w którym nie możesz wycofać się całkowicie do swojej muszli, bo jesteś od kogoś zależny. Kręcisz się jak ten robal przy zapalonej lampie i nawet zapominasz, że mógłbyś na kimś usiąść i pozaczepiać, podrażnić. Wybić się z trajektorii prostego lotu, o które opierasz swoje skrzydła.

To była tylko chwila, zanim poddał się ramionom Flynna i jego gestom, ale wcale przy tym nie rozluźnił. Nie było kontaktu w jego spojrzeniu. Jeśli chaos miał jakiś wyraz i mógł spojrzeć na ludzi poprzez czyjeś oczy, to obrałby sobie okna duszy Caina. W Biblijnym scenariuszu spoglądał też przed tysiącami lat jak krew zdobi palce imiennego poprzednika i dziś mógł widzieć to samo - prawie też zabarwiły się dłonie krwią bliźniego. Tego, który sam chciał odebrać sobie życie. Nie było tu dobrej drogi ani przez myśli, ani tej fizycznej. Bletchley przykładał jedną dłoń do swojego czoła, to wciskał palce w swoją skroń, przyjmując pozycję człowieka, którego coś bardzo bolało. Ból nie był fizyczny, ale przecież ten niefizyczny potrafił być dużo gorszy. Patrzył jednocześnie w twarz Crowa i czekał. Na co? Aż jednak z tych rozchylonych warg popłyną słowa? Widział go i nie widział jednocześnie, a jego głos byłby słyszalny i zatonął między wszystkimi innymi słowami, które rozszarpywały go teraz na kawałki. Tego się już nie zmieni - tej linii czasowej, w której musiał go wprowadzić do domu jak niepełnosprawnego człowieka bez powiedzenia tego głupkowatego... żartu? Faktu? Czymkolwiek by to nie było. Nie będzie już też takiej rzeczywistości, w której ten ślub zakończył się wesołym śpiewaniem piosenek w samochodzie, albo dopasowaniem się do pogody i klimatyczne nucenie Riders on the storm, jakby byli sami na scenie razem z The Doors. W tym świecie otworzone zostały w ciemnościach drzwi do sypialni i popłakało się zamiast ludzkich oczu - niebo.

Tamta dziewczyna na plaży wystarczająco już płakała i będzie jeszcze płakać.

Ludzie umierają, Cain. Łapał się Flynna i zaciskał na nim palce bezwiednie, w nerwowym tiku chwytania się czegoś (kogoś) fizycznego bez większych hamulców, bo tylko ten dotyk sprawiał, że nie tonął. Ciągle pochłaniały go fale, więc musiał poprawić chwyt i podciągnąć się w górę mocniej. Zabijają ich Śmierciożercy, zabijają ich znajomi, zabijają ich własne dzieci. On tam leżał i drżał spazmatycznie na tym tarasie, a biała sukienka była już czerwona od krwi. I biały welon opadł z jej głowy, a teraz powinien być całunem dla umierającego. Mężczyzna, który się chyba tam nawet wstydził bawić, bo to nie jego bajka, ale pokochał dziewczynę i w tę bajkę wszedł. I drugi mężczyzna, który tkwił w bajce, której nie można zakończyć. On umrze. Było tyle krwi. A może już umarł i sam tego nie zanotowałeś? Nie chcę wiedzieć. Zabójca chciał się zabić, a sam chciałeś go skazać na zabójstwo. Nie chcę wiedzieć! Coś, co wcale nie trwało tak długo zdawało się agonią trwającą godziny. Kiedy w końcu przestał się niespokojnie ruszać, napinać i ściskać Flynna z całych sił to skończył prawie w pozycji embrionalnej. Chowając twarz w brzuchu mężczyzny, z podkulonymi nogami splecionymi z nogami czarnowłosego. Już ze spokojnym oddechem. Już z rozluźnionymi mięśniami. Teraz już, kiedy się poprawił i przesunął nieco wyżej głową, żeby objąć Fleamonta, zrobił to czule.

- Już w porządku. - Zapewnił go, chociaż... chyba obaj wiedzieli, że wcale nie będzie tak szybko w porządku. To już na zawsze zostanie wpisane w ich wspólny wyjazd.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#18
05.06.2024, 00:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.06.2024, 00:40 przez The Edge.)  
Bardzo szybko pożałował tego, że się nie odezwał. Tak samo jak żałował tego, że nic wtedy nie zrobił, tylko schował się i próbował wyciszyć. Tyle się nasłuchał mądrości z serii - Flynn, przecież zawsze jest szansa, żeby coś zmienić, żeby naprawić sytuację, doprowadzić wszystko do porządku i może to miałoby jakąś siłę przebicia, gdyby człowiek miotający się tu teraz w bólu i chaosie potrafił zapominać. Chować gorsze wspomnienia za lepszymi, przesuwać myśli w inne miejsce, odpalać w głowie ten tryb pozwalający mu przetrwać nawet najgorsze rzeczy. Nie bądź smutny, całe to gówno kiedyś minie - nawet gdyby w to wierzył lub był w stanie go okłamać, to wciąż - z nim miało zostać już na zawsze. Kurwa mać, tak bardzo chciał spróbować wyrwać go z tego stanu, ale kiedy próbował wydusić cokolwiek z na wpół otwartych ust, jedynym, na co było go stać, było stęknięcie, które przerodziło się w krótki szloch. To przecież było zbyt wiele - dobrych i złych chwil - wszystkie tak intensywne, żeby teraz rozsadzać mu serce.

On go już nie obejmował - on się wokół niego owinął, zaraz po szczelniejszym opatuleniu go kocem. Drżące od emocji dłonie przesuwał po jego włosach, karku i plecach. Oczywiście, że kiedy ktoś z całych sił zaciska na tobie palce, to cię boli, ale to nie miało dla niego znaczenia. Bo jeżeli czuł ten ból, to Bletchley trzymał się miękkiego ciała i materiału, a nie ostrego narzędzia - to przynosiło mu spokój. Nie widział już tego deszczu walącego sztormem o okna, nie wszystko przed nim było ciemne i rozmazane, pewnie nie dojrzałby w tej ciemności nic, gdyby nie jasne, ostre światło przecinające bezkresną czerń co kilka-kilkanaście sekund, kiedy burza znajdowała się bezpośrednio nad nimi, grzmiąc głośno i przytłaczająco, przypominając mu, że nie tylko ludzie potrafili być rozgniewani, nie tylko oni przeżywali momentami zbyt wiele, aby to udźwignąć. Natura, którą rozumiał tylko pobieżnie, robiła to samo. Błyski w tej chwili go męczyły. Przez ułamek sekundy chciał nawet wstać i zakryć okno zakurzoną kotarą, ale rozmyślił się. Pociągnął nosem, odsunął się delikatnie i odsunął palcami kawałek jego grzywki od oczu. Chciałby mieć mu coś więcej do zaoferowania, niż pokruszonego siebie, potrafić uczynić takie momenty zaskakująco łatwymi, być kimś, kto potrafił to udźwignąć, zamiast jeszcze bardziej pogrążać się w rozpaczy i wylewać nad nim łzy.

Kiedy emocje cudem się w nim wypaliły, przyszły myśli. Ich powrót był zawsze najbardziej upierdliwą rzeczą, jaka musiała istnieć, bo on uwielbiał gnębić się różnymi wyobrażeniami. Na przykład: jak Cain musiał zwijać się w agonii, a obok nie było nikogo. Jeżeli to nie było wystarczające, żeby ryczeć mocniej, wystarczyło wcisnąć mu do ręki kartkę. Nie, nie chciał dla niego takich wspomnień, a jednocześnie jak inaczej miało się to potoczyć? Na balkonie, w chłodną jesień, paląc papierosy i opierając się o barierkę. „Wiedziałem, że nie spiszesz mnie na straty, ja też nigdy nie spisałbym cię na straty”, a później błysk zielonego światła i cisza.

Absolutnie nic nigdy nie było, nie jest i nie będzie w porządku. Nic w jego życiu nie było w porządku. Ale była w nim taka jedna rzecz potrafiąca czasami rozrzedzić smołę, jaka gromadziła mu się w głowie. Nic w jego życiu nie było w porządku ani nie było proste, ale nie był jedynym człowiekiem z problemami.

Wspomnienia się ze sobą łączyły. Mózg wiązał je nićmi skojarzeń, musiała tam istnieć cała sieć sprawiająca, że gryz konkretnego jabłka potrafił przywołać w umyśle człowieka poemat znany mu z czasów dzieciństwa i... Flynn był pewien jednego - te dni były zbyt dobre, zbyt piękne i zbyt ciepłe, to były zbyt cudowne wspomnienia, żeby połączyć je tymi nićmi z koszmarami, żeby pozwolić im stać się wspomnieniami przywołującymi masę złych myśli. Ta poranna kawa miała wciąż smakować słodko. „Kocham cię” miało wciąż rozpalać go jak piec. Ciało Bletchleya przyciskające go do materaca miało wciąż sprawiać, że będzie się czerwienił i zasłaniał ręką usta. To jezioro miało mu przypominać o tym, jak jeden człowiek potrafił wnieść do jego duszy światło. Światło, którego nie odczuwał jako czegoś, co próbowano wcisnąć mu na siłę.

Zabrał dłoń z jego pleców, żeby otrzeć wilgotne rzęsy.

- Mhm - mruknął wpierw, po czym ta dłoń wróciła pod koc, żeby znów go objąć. Odkrywszy, że faktycznie może się już odezwać, odetchnął wpierw. - Myślałem sobie o czymś i... - zacisnął oczy z poczucia żenady, ostatnia łza skryta gdzieś w kąciku ust spłynęła mu po policzku - nie, nie na to zbierałem myśli, ja... - odetchnął jeszcze raz, zawzięciej, jakby był naprawdę mocno zdecydowany, żeby się uspokoić i wymuszał to na swoim ciele - chciałem powiedzieć, że zapomnij, ale... kurwa mać... - jak to w ogóle było możliwe, tyle czasu zbierać się w sobie, żeby coś powiedzieć, a później i tak zrobić z siebie kompletnego idiotę. Zapłakał gdzieś w środku, bo ten jeden raz opatrzność mogłaby zesłać na tę scenę odrobinę patosu, nadać temu jakiejś wzniosłości, ale nie. Wykuto go z materiału czyniącego go momentami aż za prostym człowiekiem. Spojrzał w dół, na tę jego sylwetkę, ale póki ostatni z dzisiejszych piorunów nie przeciął nieba, widział tylko czerń. Przesunął się w dół, nieco nachalnie, bo znowu chciał spojrzeć mu w oczy, z pełną świadomością, że żeby zobaczyć wyraz jego twarzy, kolejny z piorunów musiał zaznaczyć obecność mknącej już w inne miejsce burzy. Grzmot. Kilka kolejnych sekund. I znów błysk światła, który otulił ich na krótki moment, wystarczający.

- Wiesz, z jakich rzeczy zapamiętam ten wyjazd? - Gładził go dłonią po skroni i włosach, nie pozwalając mu zasnąć, ale tak cholernie chciał, żeby chłopak to usłyszał. - Widziałem aż dwie krowy jednego dnia. Nikt nie uważa mnie za swój talizman szczęścia. Ktoś, kto da mi klucze do swojego mieszkania, nie będzie musiał martwić się o dekoracje, bo wszystko ze mną jest piękne. Obrzydliwa ze mnie dziwka. Oh i byłem tak szczęśliwy skacząc z kimś jak koza, bardzo chciałem mu coś powiedzieć, ale nie miałem wtedy odwagi, więc mam nadzieję, że jego głowa zbuduje mu most do tej chwili tu i teraz. - Cmoknął go w usta, cudem trafiając w górną wargę. - Jesteś skrzypcami, skarbie. I nigdy nie słyszałem w głowie piękniejszej melodii niż twoja.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#19
06.06.2024, 13:21  ✶  

Burza grzmiała za oknem, ale tutaj było tak spokojnie. Minuty cierpiętniczego gniewu i bezradności wymierzone w siebie samego i wycelowane w ogrom świata jednocześnie już ostygły jak rozgrzane żelazo. Pozostawał tylko zapach dymu. Kłębił się gdzieś w nozdrzach, a miał bardzo specyficzną woń - świeżej pościeli, którą ktoś wymienił przed wyjazdem. Już było w porządku, bo żelazo nie jarzyło się czerwonym blaskiem. Pręt nie był dociskany do skóry, nie ryli nim obrazów, by sakryfikantami opowiedzieć historię. Nikt nie oferował tutaj znieczulenia, mogłeś tylko trzymać kochanka za rękę z całych sił licząc na to, że będzie boleć mniej. W tych nieświadomych odruchach, które szukały miejsca przelania bólu na coś fizycznego. Hipokryzja przelewała się przez słowa, bo przecież sam tak czule przesuwał palcami po bliznach, jakie zostały Flynnowi, podczas gdy sam się ich nabawiał nie ruszając się nawet z domu. Siedząc. Patrząc na głupią paczkę papierosów, która jednego dnia pociągnie za dobrą nitkę i na jej końcu będzie koszyczek ciastek i dobrych wspomnień, a drugiego za tę czarną, gdzie baraszkują larwy much i karaluchy, a syf wylewał się na boki i pochłaniał całe światło. Całe. Najmniejsze światełko znikało w ciemnościach i nawet błyski zza okna, gdy szalała burza, nie były w stanie się wślizgnąć w tę czerń. Wtedy się bał. Był przerażony i płakał, bo tak bardzo nie chciał, żeby ostatnie światełko, ostatnią nadzieję i płomyk miłości pochłonął mrok.

Tego wieczoru ten płomień nie zgasł. Trzymał go w swojej dłoni i kiedy mijały chwile, w których go czuł, słyszał jego oddech, chociaż nierówny i zmęczony płaczem, to czuł się lepiej. Każdy człowiek tego potrzebował - dotyku, czułości. Poczucia bezpieczeństwa w czyichś ramionach. Chwilowo wystarczyło mu to, że on tutaj jest, nie musiał go widzieć, chociaż wydawało mu się, że powinien właśnie spoglądać w jego twarz po tym dotyku na twarzy, który odgarnął z czoła włosy. Jak teraz wyglądał? Pewnie był smutny. Zasmucił go swoją reakcją, ale nie bardzo mógł cokolwiek na to poradzić. Nie chciał, żeby Flynn oglądał go w tym stanie, żeby ktokolwiek go w tym stanie oglądał, ale przy nim się nie wstydził. Jego biedny, delikatny płomyk, który potrafił być ogniem w kominku grzejącym całą noc i pożarem, który pochłaniał twoje ciało. Każde z tych wydań jego lubił.

- Dobrze. - Odparł słabym, łagodnym głosem, w którym pobrzmiewało ciepło. Chciałby się zaśmiać cicho z tych słów, zamienić je w żart, ale na śmiech nie było siły w jego płucach. - Postaram się zapomnieć. - Wyciągnął rękę wzdłuż ciała Flynna, żeby odszukać jego głowę - przez biceps, poprzez szyję, wędrując palcami po linii jego szczęki i karku, aż do potylicy. Pogładził go uspakajająco kciukiem. - Postaram się zapomnieć tylko o tych ostatnich minutach. - Tak, tylko tego śmiechu brakowało tutaj, kiedy powtórzył te słowa precyzując je, bo o niczym innym zapominać nie chciał. Nie miał i tak przecież wyboru. Chciał czy nie chciał - wynik był taki sam, zaklęty w jego głowie. - Z jakich? - Cain miał zawsze spokojny głos, ale teraz wydawało się, że oddech mógłby go zagłuszyć. Zapytał, chociaż docierało do niego, że to ledwo wstęp do wypowiedzi, pytanie retoryczne. Ale tym swoim małym, prostym pytaniem, jak często, chciał dać znać Flynnowi, że tutaj jest, że nie zasnął, że słucha i że bardzo go interesuje, co ma do powiedzenia. Zawsze go interesowało. Nawet jak się wkurzał ze swoim jąkaniem, a on go zapewnił, że jemu to nie przeszkadza, nawet jakby miał dukać to przez 15 minut i ciągle się cofać, że nie to chciał powiedzieć, nie tak chciał powiedzieć i że chodzi mu o to, że... Słuchałby go dalej. Podpowiedziałby może w końcu, że może chciał nawiązać do tego? Albo tamtego? Teraz nie musiał podpowiadać wcale. Jakby miał idealnie ułożone w głowie wszystko, co chciał powiedzieć.

Czuły blask rozlał się po jego wnętrzu i zatańczył wraz z tymi światełkami i znów brzmiała muzyka, znów wszyscy tańczyli i znowu trwała kolorowa, choć chmurna noc. Było ciepło. Przy Flynnie zawsze było ciepło.

- ... już rozumiem, czym jest czucie muzyki. - Wyszeptał ciepło zamykając oczy i wtulając się z uśmiechem w tego wspaniałego człowieka.

Czuł całym sobą muzykę jego serca.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#20
08.06.2024, 02:52  ✶  
- Uff, ale mam szczęście - odetchnął z udawaną ulgą - przecież bym pękł jak balonik, gdyby mnie taki słodziak miał za frajera. - Pogłaskał go po włosach i pocałował w czubek głowy jeszcze raz.

Zdał sobie sprawę z tego, że to ciepło przeradzało się w gorąco. Sunąc dłonią po odsłoniętym karku czuł jak oboje byli rozgrzani. Nie pierwszy raz, tak? Potrafił doliczyć się wielu takich sytuacji, ale tak rzadko skupiał się na tym aż tak intensywnie jak teraz. To ciepło nie dochodziło z podbrzusza. Jego źródłem nie był zbyt cienki jak na aktualną pogodę koc. Jemu topiło się serce.

Miał już dosyć złych i smutnych zakończeń, a może... zakończeń w ogóle. I tak... nic nie trwa wiecznie, człowiek musiał się z tym pogodzić - nawet najpiękniej skonstruowana historia musiała mieć swoje złe momenty i ostatni rozdział. Nikt nie pchał się na ten świat, nie chciał istnieć, a jednak zaistniał. Skoro zaistniał, to musiał przestać istnieć. Skoro istniał, to myślał, doświadczał i czuł - a to wiązało się dla Crowa z wiecznym lękiem przed tym, co miało nadejść jutro. Dzisiaj trzymał go w swoich rękach i nie zamierzał wypuszczać, dzisiaj Bletchley miał spać z głową wtuloną w jego klatkę piersiową i słuchać jak uspokaja mu się oddech. Jutro jeszcze tu będzie. A pojutrze? Pojutrze będzie już tylko rozmyte wspomnienie. Pojutrze może ich już nie być.

- Zostałbym tu dłużej - przyznał. Tak długo, żeby zaczęło im się naprawdę mocno nudzić. Mogliby przetestować, jak długo wytrzymają, leżąc w ogrodzie i przekazując sobie na zmianę kostkę Rubika, bo przecież o wiele lepiej się ją układało, kiedy pomieszał ci ją ktoś inny. - Zawsze wydawało mi się, że lubię ciszę - po samym tonie głosu dało się wyczuć, że zaczyna odpływać - ale bez ciebie świat jest jakiś za cichy.

To był ten moment? Ten na powiedzenie „kocham cię”? Jeżeli nie na „kocham cię”, to może na któryś z odpowiedników - Flynn miał ich przecież cały arsenał, włączając w to te najbardziej dramatyczne - od umarłbym dla ciebie do zabiłbym dla ciebie. Zniszczę każdego, kto spróbuje cię skrzywdzić. Zrobię wszystko, czego chcesz. Oczywiście, że się tym zajmę. Spełnię wszystkie twoje oczekiwania, nawet jeżeli polecenia przyjmuję krzyżując palce za plecami (czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal!). A... a dla niego co by zrobił? I czego od niego chciał? Niewiele w sumie, głównie to żeby się na niego gapił tymi swoimi oczami pełnymi uczucia i żył. I może czasami śmiał się z jego głupich żartów. Czasami tylko. I żeby dalej znajdował radość w malutkich rzeczach. I żeby dla niego przetrwał. I żeby w momentach, w których dopisze mu humor, chwycił się z nim czegoś, czego się bał. Niekoniecznie nurkował na główkę w nieznane i przerażające rzeczy. Tak powoli, kęs za kęsem...

Niech korzysta z tego, że istnieje?

Czy można było budować relację na tym, żeby po prostu dla siebie być?

- Pamiętaj, żeby tu nie zasypiać, bo mieliśmy spać na górze.

Nie pamiętał kiedy zasnął.

Koniec sesji


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (6163), The Edge (6734)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa