W miarę, jak wchodzili wyżej, narastał przykry zapach.
Wood z czymś się kojarzył, ale nie mogła sobie przypomnieć z czym.
W pewnym momencie światło różdżek, po które musieli sięgnąć, by nie zabić się na tych schodach, padło na tył ramy lustra: zapewne tego, które wisiało w bawialni na piętrze, wiodąc do tajnego korytarza. Nie to jednak powinno zwrócić ich uwagę, a nagły ruch gdzieś przed nimi.
Z ciemności wypadła niewysoka sylwetka i rzuciła się na Heather, próbując zbić ją z nóg. Zdołała wytrącić jej z ręki różdżkę, ale już nie przewrócić: zaczęły się szarpać w wąskim korytarzu. Rosły Jonathan miałby pewne problemy, by dołączyć do tej walki, bo brak przestrzeni ograniczał mu ruchy. Miał jednak szansę dostrzec to, czego walczącą Heather nie mogłaby wyłapać: mieli do czynienia z dziewczyną, może młodą kobietą, o bardzo splątanych, brudnych włosach, odzianą w elegancką, ale podniszczoną i od dawna niemodną sukienkę. Z furią atakował Heather i spróbowała ugryźć ją w ramię: chociaż z pewnością nie była tak sprawna fizycznie, jak była zawodniczka quidditcha.