No cóż, rodziny były różne. Coś, co dla jednych było czymś bardzo dziwnym, a może nawet i oburzającym, dla innych było normalnością, niepodlegającą żadnym dyskusjom. Matka Nikolaia nie mogła przyjechać z nim. Musiała zostać u boku męża i miała jeszcze dwójkę ośmiolatków pod opieką. Rodzina Petrovych należała do tych, których zwyczaje zdziwiłyby niejedną osobę.
-Nie jest aż taka duża - wzruszył lekko ramionami. -Mam trójkę rodzeństwa. Mama jest jedynaczką, a Vlad nie związał się z nimi po... Ekhem - o tym już raczej nie powinien mówić.
Przyjechał do Anglii, kiedy miał dziesięć lat? Hm, to już wychodziło trochę dłużej, niż "trochę", nawet gdyby odliczyć czas, spędzony w Akademii, bo jeśli spędzał wakacje w Anglii, to nadal uzbierałoby się kilka lat.
-Nieźle...
On też lubił swój pokój. Lubił to, że nie był przesadnie wielki. Lubił to, że nie był tak pedantycznie wysprzątany przez skrzaty domowe i mógł wieszać na ścianach, albo stawiać na meblach, co tylko chciał, i nikt nie patrzył na niego krzywo, nie wyrzucał jego rzeczy, bo "to nie przystoi". To było JEGO pokój, to były JEGO rzeczy. Jego bezpieczne miejsce, w którym mógł się schować, jeśli tego potrzebował, i odpocząć od wszystkiego, co go tłamsiło. No i nie musiał niczego w nim ukrywać - czy to były skrzypce, czy George, jego aloes i pierwsza roślina, którą miał pod opieką.
Czy chciał mu pokazać resztę domu? A czy było coś jeszcze do pokazania? Tak naprawdę, wchodząc po schodach, można zobaczyć większość domu, bo z dołu salon i kuchnia były widoczne, oba pomieszczenia otwarte, łazienka zaraz naprzeciw kuchni, a na piętrze trzy pokoje, z których dwa były sypialniami - jedna Nikolaia, a druga Vlada - a trzecim była niewielka biblioteczka, w której Vlad upychał wszystkie swoje książki, zakupione płyty wiolinowe, których miał nadzieję kiedyś odsłuchać.
-Jeżeli chcesz go obejrzeć - odpowiedział pogodnie i wychodząc z pokoju, poprowadził Neila do końca korytarza.
-Tutaj jest sypialnia mojego stryja, ale wybacz, nie będziemy tam zaglądać - powiedział, wskazując na zamknięte drzwi od drugiego pokoju.
Swoją sypialnię można było pokazywać, komu tylko się chciało, ale czyjąś... Nie, trzeba było zachować pewne granice.
-Tutaj Vlad urządził się... biblioteczkę... Przynajmniej z początku miała to być biblioteczka - otworzył drzwi i wpuścił Neila do małego pokoiku, również utrzymanego w jasnych kolorach, w którym dwa fotele, wyglądające na bardzo wygodne, a pomiędzy nimi okrągły stolik.
Oprócz nich w pokoiku stał jeszcze regał z książkami, poustawianymi na każdym możliwym milimetrze. Były tam różne książki - historyczne, podróżnicze, o zwierzętach, a nawet bajki i dłuższe opowieści. Część tytułów zapisana była cyrylicą. Przy drugiej ścianie stała niższa szafa ze szklanymi drzwiami, i tam właśnie zamknięte były wszystkie winyle, które posiadał Vlad. Było tego sporo, ale w biblioteczce panował porządek.
Nikolai poczekał, aż Neil obejrzy sobie pomieszczenie, zanim poprowadził go schodami w dół. Nie pośpieszał go. Pokazał mu jeszcze łazienkę, by Neil nie musiał się krępować z pytaniami, gdyby potrzebował z tego pomieszczenia skorzystać, i ostatnim miejscem do pokazania była kuchnia. Nieduża, idealna dla dwóch osób, z kilkoma szafkami wiszącymi i stojącymi, piecykiem i stolikiem roboczym, ustawionym na środku pomieszczenia. Na blatach przy ścianach stało kilka słoiczków z przyprawami, herbatą i kawą. Tak samo, jak z salonu, z kuchennego okna świetnie było widać zagrodę. W tym momencie Suzie i hipogryf o czarnym upierzeniu czyściły sobie nawzajem skrzydła.
-Ten dom nie jest duży, ale to Dom.
On czuł się w nim, jak w Domu.