Kopyta hipogryfa wyglądały, faktycznie, jak u konia - nie tylko od spodu, ale również od góry, od boku, od tyłu i przodu. W końcu hipogryfy były w połowie końmi, czyż nie?
Nikolai poczekał z czyszczeniem kopyt, aż Neil wróci do niego z wiadrem i jego wzrok znów padł na bandaże, wilgotne od wody i teraz naciskane przez drut od wiadra. Co on sobie myśli?
Żaden z hipogryfów nie rzucił się na Neila. Obserwowały go, owszem, ale siedziały grzecznie w swoich boksach i poruszały się jedynie ich głowy, gdy podążały wzrokiem za chłopakiem. Jedynie Arno nie patrzył, wciąż odcięty od świata przez swoje skrzydło. To było niepokojące.
-Dzięki - Nikolai uśmiechnął się do chłopaka, zabierając od niego wiadro i stawiając je obok siebie.
Do wiaderka przywiązany był również niewielki metalowy kubeczek i w ten właśnie kubeczek Nikolai nabrał wody z wiadra i polał nim wewnętrzną cześć kopyta, gdzie zebrał się cały bród, żeby trochę zmiękczyć to, co nie będzie chciało wyjść "po dobroci". Woda rozlała się na ziemię wraz ze źdźbłami trawy, niewielkimi grudkami piasku i kilkoma kamykami.
-Mi się to jeszcze nigdy nie zdarzyło - przyznał, gratulując sobie w myślach szczęścia. -Vlad kilka razy oberwał kopytem i wspominał, że to nic nieprzyjemnego. Zdarzyło im się mnie parę razy dziobnąć, a Suzie raz mnie podrapała. Niespecjalnie, ale jednak, ale to chyba nie ma porównania do oberwania kopytem, co?
Usiadł na skrzyżowanych nogach, kopyto Kalio ułożył sobie na udzie i zaczął je czyścić, wyciągając kopystką zalegający brud. Jego ruchy były dość szybkie i precyzyjne, jakby robił to nie od dziś - bo robił to o wiele dłużej.
-Chciałbyś dowiedzieć się czegoś więcej? - spytał, zerkając na Neila, dosłownie na chwilę przerywając czyszczenie.