Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Początkowo wydawało się, że winę za wypadek ponoszą nieuwaga oraz grawitacja.
Dwie miotły, w tym jedna z dwoma pasażerami, oraz latający dywan, zderzyły się nad ulicą Horyzontalną. Huk i pokrzykiwania były słyszalne już z daleka i ściągnęły na miejsce Brennę oraz Heather. Gdy dotarły, jeden miotlarz kłócił się właśnie głośno z tym, który sterował latającym dywanem, dwóch pasażerów dywanu rozmawiało między sobą w jakimś obcym języku, a ten, który kierował drugą miotłą, tulił do siebie rozbity środek lokomocji i gorzko płakał. Może z rozpaczy nad utraconą miotłą, może z bólu, bo na jego czole pojawił się paskudny guz, a jedną dłoń miał pokrwawioną.
– Brygada Uderzeniowa – oświadczyła Brenna głośno, przepychając się pomiędzy gapiami, którzy jak zwykle ustawiali się w pobliżu, by poobserwować sobie darmowe przedstawienie. – Heath, sprawdź, co z tym płaczącym i czy ktoś z tłumu nie widział kraksy – rzuciła do Wood, szybko lustrując spojrzeniem obraz tej niewielkiej katastrofy w ruchu lotnicznym. Nikt nie krzyczał z bólu, a co najwyżej z wkurwu, poza panem klęczącym na bruku i tulącym do serca uszkodzoną miotłę nikt nie wyglądał na poważnie rannego, nie wydawało się też, by poza tą nieszczęsną miotłą i dywanem coś uległo uszkodzeniu. Bren skierowała się więc prosto w stronę kłócących się, bo patrząc po postawie ciał, napiętych mięśniach i tym, że jeden z nich już uniósł pięść, zaraz mogło dojść do rękoczynów.
– Dzień dobry, panowie, chciałabym wiedzieć, co tu się stało.
– Co tu się stało?! Co tu się stało?!!! – wydarł się właściciel latającego dywanu, po czym dramatycznym gestem wskazał najpierw na miotlarza, potem na swój dywan, teraz częściowo porwany. – Walnął we mnie!
– Zatrzymał się pod oknami i wypakowywał pasażerów na samym zakręcie! – obruszył się miotlarz, a jego głos brzmiał cokolwiek bełkotliwie. Brenna obrzuciła go podejrzliwym spojrzeniem i podeszła nieco bliżej, a potem pociągnęła nosem. Nie potrzebowała nawet wilczego węchu, aby wyczuć charakterystyczną woń alkoholu.
– Pił pan?
Miotlarz zawahał się nieco, być może dopiero teraz uświadamiając sobie, że niekoniecznie powinien wsiadać na środek transportu po kilku głębszych.
– Brat wylał na mnie niechcący kieliszek – oświadczył w końcu z pewnością siebie.
No to się jeszcze okaże, pomyślała Brenna.
– Ha, widzicie?! To jego wina! Prowadził po pijanemu i zniszczył mi dywan!
Tymczasem trzeci uczestnik wypadku, ku któremu posłano Heather, wciąż łkał, jakby reszta świata nie istniała…