To w takim razie Nikolai mógłby powiedzieć, że to czarodzieje mieli lepiej i byli lepsi, bo to wśród nich się urodził, wśród nich dorastał, edukował się i teraz również żył. Świat mugoli był mu wciąż obcy, chociaż były rzeczy, które zaczynał pojmować, bo ktoś mu wytłumaczył. Mimo to mógłby się kłócić o to, kto ma lepiej. W końcu, gdyby nie był czarodziejem, nie musiałby wyruszyć na obowiązkową wyprawę w szkole. Możliwe, że nigdy nie spotkałby tamtych dwóch pięknych, walczących ze sobą niedźwiedzi. Nie miałby możliwości nauczenia się transmutowania swojego ciała w ciało zwierzęcia, a gdyby nie to, nie nawiązałby ten więzi z Samuelem, która w jakiś sposób zaiskrzyła przy ich pierwszym spotkaniu w Kniei, gdzie uciekła mu przestraszona Suzie, a potem umocniła przy ich drugim spotkaniu, gdy w swoich niedźwiedzich skórach, nie znając swoich możliwości i zapachów, skoczyli sobie do gardeł. Gdyby nie urodził się czarodziejem, nie miałby szans na przeżycie tych wszystkich magicznych chwil, które przeżył w swoim krótkim życiu. Z pewnością ominęłaby go niejedna przykrość, niejedna rana, ale czy przez to zrezygnowałby z magii? Nigdy!
Dopił swoją kawę, szklanki zostały w salonie, i mogli ruszać.
Skoro czerwone to szybkie, zielone to hipisi, to co oznaczały kolory niebieskie, żółte, białe? Pomarańczowe? Też miały swoje znaczenia?
-Ale dlaczego akurat czerwone? - nie mogło być, na przykład, fioletowe?
Nie miał problemu z prowadzeniem, w końcu to nie było tak, że zapuszczali się w jakieś ciemne, nieznane tereny, w których w którąkolwiek stronę się nie odwrócisz, wszystko wygląda tak samo.
Brzoza? Brzoza... Brzozabrzozabrzozabrzoza... Zawiesił się na chwilę, pomyślał, otworzył usta, zamknął je, znowu otworzył i znowu zamknął.
-Wybacz, ale w tym ci nie pomogę. Mogę ci powiedzieć co najwyżej, gdzie są drzewa, ale brzoza? Nigdzie dotąd nie rzuciła mi się w oczy.
A raczej mała była szansa, by ją przeoczyć, gdyby już pojawiła się w zasięgu wzroku.