—18/08/1972—
Anglia, Little Hangleton
Philip Nott & Anthony Shafiq
![[Obrazek: 0zLKHs2.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0zLKHs2.png)
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dna
Alkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strach
![[Obrazek: 0zLKHs2.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=0zLKHs2.png)
Dobra wódka nie jest zła
Człowiek z niej pociechę ma
Trąbi trunek na frasunek
Z buteleczki aż do dna
Alkoholik, alkoholik
Proszę wierzyć, rozkoszny to fakt
Gdy się człowiek ubzdryngoli
Nie wie, co to jest smutek i strach
Dlatego gdy Nott pojawił się wieczorową porą, ubrany w elegancki strój lokaja dostosowany do rozmiarów skrzata domowego Wergiliusz zaprowadził go od razu ku ogrodom. Sierpniowy wieczór nie był najcieplejszy, odrobina magii kształtowania utrzymywała jednak odpowiednią temperaturę w pawilonie w którym gospodarz zdecydował się podjąć gościa. Pod kolumnową arkadą znajdowały się obszerne marmurowe tarasy, ale Anthony czekał w sali wspólnej utrzymanej w stylizacji na przestrzenie starożytnego Rzymu. Nie była to dla Philipa nowość, pawilon został hucznie otworzony przed kilku laty, kiedy na zewnątrz jeszcze nie szalała wojna, a największym zmartwieniem był Minister Magii mugolak.
Anthony siedział na jednym z obszernych puffów w centralnej części tuż pod pomnikiem bohaterskiego legionisty, czy może mitycznego herosa, wypuszczając z ust kółka z dymu, ćmiąc shishę, wypełniając przestrzeń zapachem tytoniu i brzoskwini. Źródłem światła były porozstawiane kamienne misy wypełnione wonnym olejem, które płonęły niczym olimpijskie znicze, dając wrażenie przytulności pomimo przestrzeni przewidzianej na kilkanaście, kilkadziesiąt nawet osób. Zmyślnie ustawione parawany, ciężkie kotary zdobiące ściany, to wszystko tłumiło wrażenie zbyt dużej ilości miejsca, na rzecz ułudy przytulności. Anthony przywitał się skinieniem głowy i wskazał miejsce po stronie swojej głowy, drugą puffę, choć stał tam też szezlong dla tych, którzy woleli bardziej formalne siedzisko. Shafiq w gronie swoich gości i sąsiadów i tak uchodził za ekscentryka, ostentacyjnie więc mógł pokazywać jak nie dba o to by jego legowisko miało drewniane nóżki. Ubrany był w czerń indyjskiego churidar, swobodnych spodni o szerokich biodrach i nogawkach zwężających się przy kostkach. Wygodna kurta wyszywana była w połyskującego błękitem wijącego się azjatyckiego smoka, a stopy okryte miał srebrnymi alladynkami z zakrzywionymi ku górze dziubkami.
Na stoliczku czekał dzbam palmowego wina, butelka francuskiego słodkiego, ale też ognista, na wypadek gdyby gusta, tudzież problemy z którymi przyszedł Nott wymagały zintensyfikowanej uwagi. Po wymianie uprzejmości i zainicjowaniu alkoholizowanego spotkania, Anthony wsparł się na ramieniu przypatrując się Nothowi zza przymrużonych oczu. Z uwagą, z oceną ukrywaną pod maską życzliwości.
– Cóż więc Cię do mnie sprowadza przyjacielu. Dawno nie miałem od ciebie wieści, a dziś proszę, pijesz ze mną, palisz... Masz ochotę? Każe przynieść drugą dla Ciebie – zaciągnął się, a woda w zbiorniku głośno zagulgotała, gdy powietrze rozżarzyło do czerwoności mały węgielek podgrzewający tytoń.