27.06.2024, 02:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 03:01 przez Basilius Prewett.)
Jeśli było coś o czym Basilius zdecydowanie nie chciał teraz rozmawiać, to było to jego życie miłosne. Głównie dlatego, że obecnie nie było nawet jednej dobrej rzeczy, którą można by było o nim powiedzieć.
– Może po prostu skupmy się na klątwie, dobrze? – zasugerował, obawiając się dalszych rozmów na temat jego spotkań z kobietami, które wychodziły, jak wychodziły, tak że czasem wolałby, aby Millie miała rację odnośnie jego preferencji. – Co nie działa w ten sposób? I tak, szanse, że to chwilowe są naprawdę duże – To ostatnie zdanie, wypowiedział tonem, którego używał zawsze, gdy chciał zapewnić zaniepokojonych pacjentów, że wszystko będzie dobrze. A że nie miaĺ w zwyczaju ifh okłamywać, to naprawdę tak sądził.
– Piwo jest na dolnej półce, ale proszę nie grzeb mi w kuchni Millie. I nie przestawiaj nic w lodówce – dodał jeszcze, posyłając MBrennie, pocieszające spojrzenie i sam ruszył w głąb kamienicy, mając szczerą nadzieję, że to była jedynie chwilowa, łatwa do złamania klątwą, nawet jeśli miała w niej swój udział Brenna.
– Wiesz... – zaczął nieco ciszej, patrząc na Longbottom, której Cerber nie opuszczał, ani na krok. – Przynajmniej tym razem nie wykrwawiasz się na moim progu. – Jak Millie bsrdzo słusznie zauważyła, trwała wojna, a klątwa dziwnych dat w połączeniu z wojną i zawodem Brenny mogła skończyć się bardzo źle o co naprawdę się martwił. Uśmiechnął się słabo i skinął głową, dodając już głośniej. – Usiądźcie w salonie. Zaraz przyjdę.
Szybko skierował kroki do swojego gabinetu i po chwili wrócił z dwiema niewielkimi fiolkami z pomarańczowym płynem w środku.
– Proszę, najpierw to wypijcie, a potem zacznę przyglądać się tej klątwie – powiedział, podając obu kobietą fiolki z profesjonalnym wyrazem twarzy poważnego magimedyka, chociaż błysk w jego oku zdecydowanie bardziej pasował do profesji, którą pałała się jego rodzina, a nie on sam.
– Może po prostu skupmy się na klątwie, dobrze? – zasugerował, obawiając się dalszych rozmów na temat jego spotkań z kobietami, które wychodziły, jak wychodziły, tak że czasem wolałby, aby Millie miała rację odnośnie jego preferencji. – Co nie działa w ten sposób? I tak, szanse, że to chwilowe są naprawdę duże – To ostatnie zdanie, wypowiedział tonem, którego używał zawsze, gdy chciał zapewnić zaniepokojonych pacjentów, że wszystko będzie dobrze. A że nie miaĺ w zwyczaju ifh okłamywać, to naprawdę tak sądził.
– Piwo jest na dolnej półce, ale proszę nie grzeb mi w kuchni Millie. I nie przestawiaj nic w lodówce – dodał jeszcze, posyłając MBrennie, pocieszające spojrzenie i sam ruszył w głąb kamienicy, mając szczerą nadzieję, że to była jedynie chwilowa, łatwa do złamania klątwą, nawet jeśli miała w niej swój udział Brenna.
– Wiesz... – zaczął nieco ciszej, patrząc na Longbottom, której Cerber nie opuszczał, ani na krok. – Przynajmniej tym razem nie wykrwawiasz się na moim progu. – Jak Millie bsrdzo słusznie zauważyła, trwała wojna, a klątwa dziwnych dat w połączeniu z wojną i zawodem Brenny mogła skończyć się bardzo źle o co naprawdę się martwił. Uśmiechnął się słabo i skinął głową, dodając już głośniej. – Usiądźcie w salonie. Zaraz przyjdę.
Szybko skierował kroki do swojego gabinetu i po chwili wrócił z dwiema niewielkimi fiolkami z pomarańczowym płynem w środku.
– Proszę, najpierw to wypijcie, a potem zacznę przyglądać się tej klątwie – powiedział, podając obu kobietą fiolki z profesjonalnym wyrazem twarzy poważnego magimedyka, chociaż błysk w jego oku zdecydowanie bardziej pasował do profesji, którą pałała się jego rodzina, a nie on sam.