Miał szczęście, że w Hogwarcie spotkali się tylko podczas jednego roku nauki. Gdyby mieli spędzić tam więcej czasu razem na pewno jeszcze bardziej by się przekonał o tym, jaka potrafiła być wkurzająca. Musiała się skupić jednak na innych osobnikach, bo jej brat opuścił szkolne mury tuż po zakończeniu jej pierwszego roku nauki.
- To dobrze, bardzo dobrze, wspaniale, że będziesz tutaj, na miejscu. - Z minuty na minutę stawała się coraz bardziej wylewna, pierwszy szok spowodowany jego pojawieniem się mijał. Może faktycznie wrócił na dobre, może faktycznie będzie go miała tuż obok siebie. Trochę nie potrafiła sobie tego wyobrazić, bo przecież jakoś ułożyła sobie swoje życie, jakoś ogarniała Artemis, rodzinną firmę, Astarotha, Thorana, wszystko. Wszystko robiła sama, czyżby teraz mogła się pozbyć chociaż częściowo niektórych obowiązków, czy był to moment, w którym odetchnie? Miała taką nadzieję, zdecydowanie potrzebowała odpoczynku, czuła, że dłużej nie da rady ciągnąć tego wszystkiego sama. Mimo, że była silna, to każdy przecież miał swoje granice, ona właśnie zbliżała się do tych jej. Wydawało jej się, że znajdowała się bardzo blisko pęknięcia i zatracenia w tym, co złe. Może był to jakiś cud, że postanowił wrócić właśnie teraz? Na pewno, to musiał być cud.
- Astaroth wyszedł, na pewno by się ucieszył, gdyby cię zobaczył, ale nie ma go. - Szybko zmieniła temat, bo nie znosiła mówić o swoich uczuciach, jakoś tak wyszło, że od razu przeszła do młodszego brata. - On tu ze mną mieszka wiesz, od jakiegoś czasu. - Dodała jeszcze, aby zacząć to wyjaśniać. James wiedział o tym, że ich młodszy brat cierpiał na pewną przypadłość, tak właściwie to poinformowali go o tym, że umarł i teraz już nie żył tak do końca, bo był wampirem. Chujowa sprawa, szczególnie kiedy jesteś członkiem rodziny łowców, ale poniekąd było to też ryzyko zawodowe. - Jak chcesz, to sobie dolej, mam dużo alkoholu. - Dodała jeszcze, bo szybko mu poszła ta pierwsza szklanka, a głupio, żeby ona piła sama. Nie zaproponowała mu nic do jedzenia, bo w przeciwieństwie do alkoholu, to o jedzenie raczej trudno było w jej kuchni, jak przystało na chujową panią domu.