• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[noc 6/7.08.1972] Ciszej!

[noc 6/7.08.1972] Ciszej!
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
13.07.2024, 23:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 23:11 przez Victoria Lestrange.)  

Była pewna, że Mavelle powiedziała Brennie, dlaczego w ogóle znaleźli się w Limbo i skąd wiedzieli, którędy tam się dostać: przez Victorię i jej dziwną „wizję” w fioletowym dymie, którego nikt nie widział – tylko ona. Przez to, że zobaczyła oblicze bogini (tak przynajmniej teraz uważała), czy raczej… zobaczyła tam to, co działo się w Limbo – Śmierciożerców i Voldemorta zmierzających przez las i atakujących boginię, a Victoria poczuła, że musi ją chronić. Litha nie była więc jedynym miejscem, gdzie ludzie mieli „halucynacje”, albo „oglądali oblicze bogini”. Ale tak prawdę mówiąc, Victoria nie uważała, by ta wyglądała, jakby była niezadowolona. Ani jakby była zachwycona. Raczej wyglądała, jakby było jej to obojętne, bo była ponad tym, bytem, który będzie trwać, niezależnie od tego, co się wydarzy. Właściwie, to sporo o tym myślała, ale nie wylewała tego na ludzi, bo spotykała się raczej z dość… sceptycznym odbiorem. Była za to ciekawa, co powie jej na to Berht, bo nie odważyła się takich przemyśleń zawrzeć w liście do niego, skoro pływał cholera wie gdzie i cholera wie, kiedy wróci.

– Jak wróciłam z pracy. Półtorej godziny temu? – nie była pewna, ile dokładnie godzin minęło, ale to nie było aż tak dawno temu, bo dzisiaj nie była na rano, a na popołudnie. Celowo, bo chciała do siebie dojść po weselu u Blacków, pójście na rano byłoby jak strzelenie sobie w stopę i nie byłaby to żadna sensowna robota, dlatego już dawno poprosiła, żeby tego dnia pójść na później. Nie chciała brać wolnego ze względu na te wszystkie wyjazdy, które w ostatnim czasie miała na koncie (albo na które dopiero miała się wybrać). Odpowiedziała Brennie oczywiście równie cicho, co ona jej.

Prawdę mówiąc, to zakładała, że poszedł na jakąś nocną imprezę, bo sądząc po jego dziwacznym trybie życia, to właśnie tak się to kończyło. Bardzo wątpiła, żeby nagle się spakował i wyprowadził, bo po co miałby hałasować w południe, a potem grać na bębnach kilka godzin później? Zresztą, kto by się spakował i wypierdolił z domu o tak później godzinie? Dlatego Victoria, wchodząc bardzo ostrożnie i cicho za Brenną (pomyślała przez chwilę, że trzeba było do tego zatrudnić też Sauriela, on to dopiero potrafił się cicho poruszać…), sama była dość skonsternowana, bo póki co, to, co widziała, w ogóle nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek tu mieszkał, to trzymał tu COKOLWIEK, co mogło wydawać z siebie te wszystkie dźwięki.

Nie, nie było go na żadnej kanapie. Pomieszczenie, w jakim się znalazły, były całkowicie puste od Thorana Yaxleya, bębnów, instrumentów i kolegów punkrockowców, którzy mogliby razem z nim napierdalać w te nieistniejące instrumenty. Samo to zastanowiło Victorię, bo to musiało być w tym pomieszczeniu, bo inaczej jakby to słyszała?

Ale wtedy, gdy zaczęła nad tym myśleć, to dotarło do niej, że w zasadzie to… Ona słyszała te dźwięki w całym mieszkaniu tak samo, niezależnie od tego, gdzie się znalazła.

Co tu się u diabła działo?

Na paluszkach, ubrana w czerń, musiała wyglądać jak prawdziwy złodziej, zwłaszcza kiedy tak się skradała do drzwi, a za pomocą różdżki bardzo cicho je otworzyła, dziękując bogom, że nie zaskrzypiały. Zamarła. Nigdzie nie było słychać żadnego… żadnego chrapania, ani miarowego, głośniejszego oddechu, które by świadczyło, że Thoran był w domu – no i było też całkowicie ciemno. Była też całkiem pewna, że to mieszkanie było tylko na tym jednym piętrze – tyle zdążyła się już dowiedzieć po obserwacji tego budynku jak prawdziwy osiedlowy monitoring.

Ale na korytarzu też nic nie było. Ani w kuchni. Ani w łazience. W tej jego sypialni też nie. Nie było Thorana (na szczęście… tylko trudno powiedzieć na szczęście dla kogo, bo jakby go spotkała, to by mu wjebała w ryj za te wszystkie zwierzęta Laurenta na pewno), nie było instrumentów, nie było bębnów.

Nie było niczego.

– Kurwa – rzuciła, kiedy znalazły się znowu w ciemnym salonie Thorana. – Nic już z tego nie rozumiem. Jakim cudem tu nic nie ma? – nawet rzucała zaklęcia, by upewnić się, że nic nie jest ukryte za jakąś iluzją – ale nie. Tu naprawdę NIC NIE BYŁO. Nawet żadnych zaklęć zabezpieczających, nic. Ani niczego wskazującego na czarną magię. Gdyby nad głową mogły latać znaki zapytania, to to właśnie teraz działoby się z Victorią. – Ale… Im dłużej nad tym myślę… Tym bardziej mi się wydaje, że ja te wszystkie dźwięki słyszę niezależnie od tego, w jakiej części mojego mieszkania jestem. I słyszę je ciągle tak samo. Tylko jakim cudem to mieszkanie w ogóle jest takie… takie puste? Nie spakował się przecież w moment i nie wyjechał, mówiłaś, że kiepsko wyglądał. A wszystkie dzisiejsze dźwięki brzmiały standardowo, a nie jakby się pakował – o to było w tym najdziwniejsze. – Wracamy? Czy chcesz coś jeszcze sprawdzić? – tylko co, skoro to mieszkanie było puste?

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
15.07.2024, 07:46  ✶  
Mavelle owszem, wspomniała o tym Brennie - i ta wolała za wiele o tym nie rozmyślać, bo sugerowało to, że po pierwsze, może popełnili błąd słuchając Dumbledore'a, po drugie, oklumencja wbrew temu, co sądziła Brenna albo nie stanowiła ochrony, albo Lestrange została z jakiegoś powodu wybrana, po trzecie wreszcie: bogini naprawdę szukała kogoś, kto ją obroni.
I nie udało się tego zrobić. Voldemort ją dorwał. A co za świat, w którym czarnoksiężnik może zabić boginię?
Kolejna sprawa nie na brennowy rozum. A naprawdę była już na siebie dostatecznie wściekła za popełnione podczas sabatu błędy.
- Wątpię, by zwinął się w tym czasie... - mruknęła Brenna, przechodząc pomiędzy pokojami i zaglądając w każdy kąt. Początkowo bardzo cicho, ostrożnie, potem, gdy już było jasne, że są same, coraz śmielej. Zapaliła nawet wreszcie światło za pomocą lumos, by nie przeoczyć czegoś dziwnego: skrytki, rzeźby, pamiętniczka, w którym Thoran zapisywałby plany obalenia rządu... niczego takiego jednak nie dostrzegła. W ogóle nie zauważyła niczego. Yaxley mógł się teleportować, użyć świstoklika, sieci fiuu, ale przecież nie spakował nagle tych afrykańskich bębnów do kieszeni, skoro wcześniej tak długo męczył nimi Victorię. Poza tym nie było tu widać niczego, co wskazywałoby na to, że mężczyzna w ogóle częściej tu przebywał, nie mówiąc już o mieszkaniu! Gdyby nie to, że Brenna sama ledwo tego ranka była świadkiem dziwnego zachowania Yaxleya, być może zaczęłaby się zastanawiać, czy ktos nie trzasnął Victorii jakimś zaklęciem albo te bębny nke były kolejnym, dziwnym objawem po Beltane... - Może to nigdy nie były instrumenty? Tylko od początku jakieś zaklęcie? Ale to by oznaczało, że... od początku chodziło mu... o ciebie? - powiedziała, oglądając się ma Victorię. Bo skoro tylko ona ie słyszała, czy czar nie byłby wycelowany w nią? Ale po co? Wkurwiała go samym swoim istnieniem i chciał jej zrobić na złość? Tak jak uwziął się na Laurenta i jego podopiecznych, jak postanowił zakpić z Brenny, gdy pojawiła się okazja? A może liczył, że do czegoś ją sprowokuje? Albo znowu powracało to Beltane, naprawdę jego przemiana miała jakiś związek ze świętem i chodziło o zimną?
- Daj mi chwilkę - poprosiła i po sekundzie na podłodze nie stała już kobieta, a wilczyca. Obiegła wszystkie kąty, zajrzala nawet do łazienki, nim wreszcie wróciła do Victorii i zmieniła się spowrotem. - W ogóle nie czuję, żeby ktoś tu był - powiedziała skonsternowana. - Napiszę do Geraldine. Musi być jakiś sposób, żeby dorwać tego gada - stwierdziła, walcząc z irytacją, wywołaną zarówno tym, że nic nie osiągnęły, jak i całokształtem. Bo sprawa Thorana Yaxleya stawała się... coraz dziwniejsza. - Drzwiami tym razem?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
15.07.2024, 08:40  ✶  

W świetle różdżki Brenny, Victoria stała całkowicie skonsternowana. Naprawdę już jej na głowę całkiem padło? Jednak była szalona? W którymś momencie pokręciła gwałtownie głową, jak pies, który chce się trochę wysuszyć. Rzecz jasna nic to nie pomogło, a w końcu bezradna spojrzała w sufit. Nie, to nie mogła być tylko ona, przecież na własne oczy widziała czarne jak smoła zęby Stanleya, widziała jak skończył feniks Laurenta i nie miała powodu nie wierzyć we wszystkie inne rzeczy, jakie jej napisał, plus Brenna też dołożyła do tego swoje. Nie była szalona.

– Nie wiem nawet kiedy miałby to rzucić… nie kojarzę żebym go nawet widziała na oczy. Wiem kto tu mieszka, bo zapytałam właściciela tamtego budynku – a nie dlatego, że widziała jak Thoran Yaxley włazi przez drzwi albo wygląda przez balkon.

Kiwnęła do Brenny, i grzecznie poczekała, aż ona jako wilczyca przepatrzy mieszkanie drugi raz, a w tym czasie Victoria zastanawiała się tym bardziej nad tym, co tu się w ogóle działo.

– Nie wiem czy to zaklęcie – powiedziała, kiedy Brenna już się odmieniła i oznajmiła jej, że nic tu nie ma. – Utrzymywałby się bardzo długo, bo to się dzieje odkąd się przeprowadziłam na stałe. Chyba że to jakieś jego dziwaczne moce? – zapatrzyła się na pusty salon jeszcze raz. – Wczesniej tego nie bylo… – dodała i głośniej wypuściła powietrze przez nos. – Taa… teraz to już wszystko jedno – i oczywiście że wolałaby wyjść drzwiami i schodami, a nie znowu paradować pomiędzy balkonami.

Rzuciła więc ostatnie spojrzenie na mieszkanie i za pomocą zaklęcia otworzyła drzwi wejściowe, a gdy wylazły na korytarz, to tak samo je zamknęła i udały się do wyjścia z budynku, by zaraz przemaszerować kawałek i tym razem otworzyć drzwi do kamienicy Victorii. Miały szczęście, że było tak późno i na nikogo się nie natknęły; pewnie by coś zmyśliły, ale przynajmniej nie musiały.

– Jak ten gnój to zrobił? – mruknęła pod nosem, kiedy już były na parterze i Victoria prowadziła je na piętro z powrotem do salonu, w którym zaczęły te całą szaleńczą przygodę, w której dwójka stróżów prawa włamuje się do mieszkania (wcale nie takiego) prawego obywatela. Luna od razu zamiauczała i podbiegła do nich, i teraz zaczęła się ocierać o nogi Victorii, nim ta nie wzięła jej na ręce, przytulając malca do siebie.


Perceprcja
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
15.07.2024, 08:59  ✶  
– Mógł nie rzucić czaru na ciebie konkretnie, a na mieszkanie. To… albo nawet twoje.
Jeśli one zdołały przedostać się z balkonu na balkon i dokonać włamania, to Thoran, dzieciak z rodziny Yaxleyów, potomków olbrzymów, też był na pewno na tyle sprawny fizycznie, aby to zrobić. A prawdopodobnie założenie odpowiednich zabezpieczeń trochę trwało… a on, jak już ustaliły, najwyraźniej stał się jakimś cudem dziwnie potężnym czarodziejem.
- Wydaje mi się to bardziej prawdopodobnie niż że te wszystkie bębny i jego rzeczy wyparowały akurat w ciągu ostatniej godziny. No chyba że ma u ciebie jakiś podsłuch, zorientował się, że wpadłam i uciekł stąd w popłochu, ale czemu miałby to robić?
I podsłuchiwanie mieszkania Victorii chyba nie byłoby takie łatwe, i Thoran nie wydawał się kimś, kto po prostu by przed nimi uciekł. On ewidentnie szukał kłopotów. Prowokował. Siał chaos. Zachowywał się już nie jak ktoś, kto po prostu był psychopatą, bo tacy zwykle próbowali się choć trochę maskować, a jakby w ogóle nie obawiał się żadnych konsekwencji.
Jakby doszczętnie oszalał.
Odetchnęła i zaklęciem zamknęła balkon, tak jak go zastały.
– Może więc pora wrócić tutaj z ekipą? Sprawdzę ostatnie zgłoszenia, może ktoś jeszcze skarżył się na tego drania, jak dołożę do tego notatkę służbową o podejrzeniu użycia czarnej magii, ty zawiadomienie o naruszaniu ciszy nocnej, a Laurent się poskarży… to zdobędziemy nakaz.
Brenna wbrew pozorom nie wiedziała o każdym przestępstwie, jakie zgłoszono do Brygady, bo i sama zajmowała się jednak w pierwszej kolejności tymi trochę poważniejszymi – nawet nie dlatego, że była szczególnie utalentowana, ale że szkoda widmowidza na drobne próby oszustwa. Ale mogła dość łatwo sprawdzić ostatnie zgłoszenia. I nie, nie miało znaczenia, że to był brat Geraldine. Owszem, mogła machnąć ze względu na nią ręką na tę głupią akcję w zaułku Pokątnej, ale sprawa stawała się zbyt poważna, aby kryć ją, bo ktoś należał do wpływowej rodziny. Czystokrwiści nie byli nietykalni. Nawet przyjaciele nie, chociaż tutaj Brenna była skłonna przymykać oka na naprawdę wiele, a i sama przecież włamywała się właśnie do cudzego mieszkania, bo poprosiła o to Victoria – ale wszystko się zmieniało, gdy cierpieli niewinni ludzie.
Ktoś, kto w ten sposób znęcał się nad zwierzętami, na pewno mógł skrzywdzić i człowieka.
– Może specjaliści od wytwórstwa coś znajdą albo mając nakaz wyciągniemy z właściciela, kiedy on ma się pojawić, by zapłacić za mieszkanie… – mruknęła, wchodząc za Lestrange do jej mieszkania.

Rzut Z 1d100 - 97
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
19.07.2024, 09:04  ✶  

No tak – mógł to zrobić. Mógł zrobić tak naprawdę cokolwiek, w tym momencie wszystkie teorie się rozpierzchły, ale jasne stało się, że była to sprawka magii.

– Hmm… Musiałoby być na moje, bo sąsiedzi nic nie słyszą – odpowiedziała powoli, zastanawiając się nad tym jednocześnie, ostrożnie ważąc wszystkie za i przeciw. Nie, to musiało mieć coś wspólnego z jej mieszkaniem, tylko… – Tylko, że moje koty nie zachowują się, jakby coś im przeszkadzalo. Ale może im nie przeszkadza? I hmm… Rozmawiam z Saurielem, wiesz? – może nawet widziała ich razem na Lammas, albo słyszała od kogoś, że bawili się razem na weselu. – I wpada tu czasami w dzień popilnować małą. Nie chcę jej zostawiać samą na zbyt długo, bo ma dopiero dwa miesiące. W każdym razie nie skarżył się na żadne hałasy – to co tu się działo?

Może w czasie tego małego remontu jej mieszkania w lipcu Thoran niepostrzeżenie wszedł do niego i zostawił tam, co dotknęła Victoria i się do niej jakoś… przykleiło? Im dłużej nad tym myślała, tym bardziej sądziła, że to musiało być to: moment krótkiego remontu.

– Tak… może… wiesz co, im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że musiał coś zrobić z moim mieszkaniem i to mogło być jak się dopiero tu przenosilam. W lipcu tu był krótki remont, może wtedy? Mógł mi coś nawet wcisnąć udając jedna z osób które tu krótko pracowały? – przekrzywia głowę, patrząc tępo na salon, nadal przytulając do siebie małego koteczka, któremu zdawało się nie przeszkadzać jej zimno. – Może coś tu jest? Może to nie jego mieszkanie trzeba było sprawdzać, a moje… – ale to małe włamanie na pewno w czymś pomogło: w spojrzeniu na sprawę inaczej.


!mieszkanieVictorii
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#16
19.07.2024, 09:04  ✶  
Usłyszałeś nagle jakiś irytujący dźwięk... Jakby coś, może szczury (?) biegło przez metalową konstrukcję. Kiedy zadarłeś głowę, zauważyłeś małą kratkę wentylacyjną, w której... ukrył się poltergeist! Ukrył się?! Nie, on się tam wcale nie ukrył. Złośliwa istota była obwiązana sznurami i unieruchomiona, odwrócona głową do mieszkania Victorii, której najpewniej płatała figle z czystej nudy. Nieumiejętnie uwolniony poltergeist zdemoluje Victorii mieszkanie i będzie krzyczał, że to wszystko wina tego cholernego Thorana, a facet słono za to zapłaci, po czym spróbuje uciec. Może się go jednak bezpiecznie pozbyć egzorcysta lub pracownik Biura Post-Istot.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
19.07.2024, 16:16  ✶  
Brenna niechcący zbliżyła się do prawdy. Nie chodziło o czar – ale faktycznie Thoran zostawił drobną pamiątkę przy kamienicy Victorii.
Chociaż gdy rozmawiały o tym, że może tutaj coś zostawił, rzucił zaklęcie czy coś zrobił, Brenna nie spodziewała się, że to „coś” może być właśnie poltergeistem.
– Wydaje mi się, że to całkiem dobry pomysł. Możemy się rozejrzeć… a jeśli nic nie znajdziemy, to mam wrażenie, że warto byłoby pogadać z klątwołamaczami, znam kilku całkiem niezłych… – odparła, idąc za Victorią. I już, już otwierała usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, po swojemu zacząć pleść, chociaż tym razem nie dla samego gadania, a by wyliczać, co warto sprawdzić i z kim się skontaktować…
…gdy jej uszu dobiegł jakiś dźwięk. Szelest. Nic wielkiego. Nie zwróciłoby pewnie jej uwagi, gdyby po pierwsze nie była przeczulona, po drugie nie przyszła tutaj właśnie z powodu tych wszystkich hałasów, które doskwierały Victorii.
Zamarła, zmarszczyła brwi. Była gotowa zawrócić, biec do mieszkania Yaxleya i jeśli trzeba, wyważyć te cholerne drzwi, jakoś to później wyjaśni, ojej słyszałyśmy podejrzane odgłosy, a on rano został napadnięty, ale niemal natychmiast uświadomiła sobie, że to żadne bębny.
– Tori? Eee… wiem, że to dziwnie brzmi, ale zdaje mi się, jakby… coś było w ścianach. Albo nie w ścianach. W suficie? Słyszysz to? – powiedziała, zaczynając się rozglądając, szukać źródła tego bardzo cichego, ale przedziwnego hałasu. Brzmiało trochę jak szczury, ale przecież nie spodziewałaby się szczurów w domu Victorii: nie wspominając już o tym, że koty nie powinny wtedy siedzieć tak spokojnie, nawet jeżeli nie były chętne do samego polowania na szkodniki, to szczurze harce chyba powinny kociaki zainteresować…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
20.07.2024, 21:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 21:16 przez Victoria Lestrange.)  

Och, jak bardzo obie nie miały pojęcia co do tego, jak wygląda sytuacja! Zaklęcia rzucane na umysł człowieka, na mieszkanie, znikające instrumenty, jakieś teleportacje w popłochu, chuje muje dzikie węże – teorii tyle, co palców na ręce, ale żadna z nich nie podejrzewała tego, co tu się naprawdę dzieje.

– Z jakimiś tam mam kontakt, ale jak kogoś polecasz, to tez nie pogardzę poleceniem – był taki czas, że Victoria sama rozważała kurs klątwołamania, ale jednak skusiły ją inne rzeczy. Niemniej miała jakiś tam kontakt w klątwołamaczami, złapała kilku, gdy polepszała też swoje umiejętności z rozpraszania magii, no i była też kuzynka Laurenta, która łamała „klątwę” pomiędzy nią i Saurielem. Ach, króliczki doświadczalne. W każdym razie była za tym, żeby we dwie się tu rozejrzały, bo może Brenna zauważy coś, co jej tyle czasu umykało?
[a]Najpierw Brenna poderwała głowę, a za chwilę i Victoria dosłyszała ten dziwny dźwięk. Aż zmrużyła oczy gapiąc się w sufit salonu – no jeszcze tego brakowało. Szczury? W konstrukcji budynku? SZCZURY?! Aż zgrzytnęła zębami, ale nie, żaden z jej kiciusiów nie był nawet zainteresowany tematem.

– Nosz kurwa mać – warknęła w odpowiedzi na pytanie Brenny, bo tak, niestety też to słyszała. Nie bębny. Nie napierdalanie w instrumenty. Nie darcie mordy. Teraz szczur, tak?! Dopiero po chwili dotarło do niej, że Brenna też to słyszała i w końcu nieco bezmyślnie spojrzała na przyjaciółkę, po czym bardzo, ale to bardzo ciężko westchnęła i schyliła się, żeby odstawić Lunę na fotel. A potem zaczęła się rozglądać po salonie, z tą głową zadartą i dłońmi ułożonymi na biodrach, aż w końcu prawie przegapiłaby tę małą kratkę wentylacyjną, ale nie. Zauważyła ją, a potem przekrzywiła głowę w stronę prawego ramienia. Koty nadal nie reagowały, bardziej po prostu przyglądały się Victorii i Brennie o co ten cały ambaras.

Lestrange wcale nie tak powoli jak to na co dzień miała w zwyczaju podeszła do ściany, która graniczyła też z mieszkaniem Thorana i stanęła centralnie pod tą kratką, na którą wcześniej nie zwróciła żadnej uwagi (ot… no kratka) i wpatrzyła się w nią oburzonym wzrokiem, ciągle trzymając się pod boki. A potem nadstawiła ucha, przybliżając się do ściany jeszcze bardziej.

Szur szur szur szur.

Tu na pewno było to słychać głośniej. Victoria odsunęła się gwałtownie od ściany i odwróciła do Brenny,

– Ki chuj… – tak, natężenie przekleństw tej nocy było spore, ale Tori miała już zwyczajnie dość, była nabuzowana i zdenerwowana tym cyrkiem. Sufit, jak to w kamienicy, był wysoko, więc nie dosięgłaby tam rękoma, Brenna zresztą też nie. Mogła tę kratkę ściągnąć magią, ale i tak musiałaby tam zajrzeć, więc… – Podsadzisz mnie? Zobaczę, co tam jest.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
21.07.2024, 14:48  ✶  
– Jasne, w razie czego wypiszę ci adresy – przytaknęła. Był Thomas Figg, wprawiony nie tylko w klątwołamaniu, ale i w pieczętowaniu, była Alethea Crouch, która łamała starożytne klątwy, był Basilius Prewett, który ściągnął z niej przekleństwo, które zasadniczo w Anglii nie miało prawa zaistnieć. O Florence zaledwie słyszała, chociaż raczej ich drogi nie stykały się ze sobą. Ktoś z nich musiał poradzić sobie, jeśli faktycznie pozostałaby tutaj jakaś magia. Równie dobrze mógł to być jednak jakiś przedmiot, albo coś jeszcze innego. Zaraz jednak myśl o tych wszystkich nazwiskach pierzchła z jej głowy, bo Brenna skupiła się za podążaniem za źródłem hałasu.
– Tori… tam chyba coś się rusza – mruknęła, kiedy zatrzymały się przy klatce wentylacyjnej. – Rzuć może na wszelki wypadek wcześniej tarczę? – poprosiła.
Jak na kogoś, kto lubił nagle zaciągnąć kogoś na spacer do Zakazanego Lasu i pchał się na główkę w różne sytuacje, miała skłonności do nieomal paranoicznego dbania o bezpieczeństwo, gdy tylko było to możliwe. Mogło to równie dobrze być jednym z tych dziwniejszych elementów jej osobowości, jak i towarzyszącą od dawna myślą, że bardzo łatwo nieostrożność może doprowadzić do śmierci ludzi, których kochała.
Thoran Yaxley udowodnił już, że jest popierdolony i wszystko, co w ciągu ostatniej doby zobaczyła oraz usłyszała, zaczęło pchać ją ku myśli, że wpadł albo w jakieś wielkie kłopoty, albo sięgał po czarną magię. W tej klatce wentylacyjnej mogło tkwić… właściwie wszystko. Bardzo nie chciała, by coś jebnęło Vice prosto w twarz.
A potem pochyliła się, by zgodnie z prośbą posadzić Lestrange. Na całe szczęście Victoria nie ważyła za wiele, a z kolei Brenna nie tylko była wysoka, ale też jak przystało na kogoś, kto nie umiał usiedzieć dłużej w miejscu, siły miała całkiem sporo, zdołała więc pomóc aurorce dostać się na odpowiednią wysokość. Tak, by mogła zajrzeć do środka.
I dostrzec, że coś tam było…
…a może ktoś?
Victoria spojrzała wprost w okrągłe, rozszalałe, przepełnione nienawiścią oczy. Można my pomyśleć w pierwszej sekundzie, że to człowiek, ale zaraz pojęła, że ludzie tak nie wyglądają – ukrył się tu cholerny poltergeist!
Chociaż czy na pewno się ukrył…?
Sznury, prawdopodobnie zaklęte, skoro utrzymały go w miejscu, oplatały istotę niczym sznurki wędzone mięso. W ustach też coś tkwiło, zapewne miało powstrzymać go przed odezwaniem się i powiadomieniem Victorii, że tutaj tkwi. Ktoś zamknął w jej mieszkaniu poltergeista?
– I? – spytała Brenna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
21.07.2024, 23:00  ✶  

Victoria kiwnęła do Brenny, po czym machnęła różdżkę, żeby wyczarować tarczę. Jeśli to była jakaś niespodzianka od Thorana, to wolała być gotowa na wszystko, ale i tak… No musiała tam zajrzeć, żeby zorientować się co jest grane. Więc tarcza, potem magią odczepiła kratkę i opuściła ją na podłogę. Nic się nie stało, nie było żadnego wybuchu, żadnego niczego, więc przy pomocy Brenny, starając się za bardzo nie ruszać, by nie utrudniać panie Longbottom tego zajęcia, zajrzała w tę kratkę…

By spotkać się oko w oko z parą wściekłych (na szczęście nie żółtych) oczu.

– O kur- – wyrwało jej się i lekko zachwiała się w zaskoczeniu, bo była gotowa na wiele, ale nie na TO! – Nie wierzę…

Dopiero po chwili dojrzała, że twarz patrząca wściekle miała w buzi knebel obwiązany sznurem, a gdy Lestrange uniosła różdżkę, którą rozjarzyło światło, by poświecić sobie i obrócić głowę, żeby dojrzeć resztę tego, co miało miejsce we wlocie wentylacyjnym to zrobiła jeszcze dziwniejsza minę. Bo poltergeist (była pewna, ze to poltergeist, znacznie różniły się wszak od duchów, ale od ludzi też!) był obwiązany jak baleron gotowy na sprzedaż. Aż wytrzeszczyła swoje oczy. Zaraz zresztą zlazła i już na ziemi patrzyła nieprzytomnie na Brennę, a potem znowu na kratkę, aż usta jej się otworzył i kopara jej opadła, próbując przetworzyć to, co właśnie zobaczyła.

Poltergeist. Pieprzony poltergeist jakimś cudem ZWIĄZANY i wciśnięty w kanał wentylacyjny od… od cholera wie jak długo. Normalnie nieruchoma, niemal pozbawiona emocji twarz Victorii dzisiaj pokazywała ich naprawdę wiele. W końcu bardzo głośno wypuściła powietrze.

– Tam jest poltergeist. Związany sznurami, zakneblowany poltergeist, Brenna! Skąd ja mam w domu, w kanale wentylacyjnym, związanego poltergeista?! – Thoran. Jebany w dupę Thoran Yaxley. Niech ona go tylko dorwie, niech złapie gnoja… – Ja pierdole. No zabije go! – wyrzuciła z siebie w końcu i znowu spojrzała w górę. Był… Była noc. I bardzo, ale to BARDZO potrzebowała egzorcysty. Przecież sama go nie wypuści, nie znała się na tym, i to skończyłoby się na pewno bardzo źle. Rzecz jasna wcale nie myślała o faktycznym zabijaniu Thorana, po prostu była bardzo, ale to bardzo zła. No bo serio, kto inny jak nie Thoran? Dopiero co były w jego chacie, dziwnie pustej, wszystko co zrobił u Laurenta, dziwne zachowanie… KTO INNY ZŁAPAŁBY I ZWIĄZAŁ POLTERGEISTA?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (4528), Pan Losu (91), Victoria Lestrange (5987)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa