• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[05.08.1972r.] Bardzo mnie zawiodłeś. | Richard, Charles, Robert

[05.08.1972r.] Bardzo mnie zawiodłeś. | Richard, Charles, Robert
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#11
20.07.2024, 15:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 16:04 przez Richard Mulciber.)  

Ile razy można przepraszać? Ile razy jeszcze Charles popełni te same lub gorsze błędy? Słusznie zauważył, że to już nie pomoże.

- Nie dadzą. Musisz ponieść konsekwencje. Już o tym wspomniałem Ci na Lammas.
Potwierdził jego przypuszczenia. Przypomniał także to, co było zapowiedziane po tym całym zamieszaniu.
Potwierdził też słowa dotyczące propozycji wywiadu, że był to pomysł Isaaca. Zamieszanie jakie także wywołał na kiermaszu, również należało do jego dzieł.
- Bardzo możliwe. Łatwo Cię przekonał do siebie. Zrobił to z korzyścią dla siebie.
Odparł zdecydowanie. Tutaj nie trzeba było się zastanawiać, aby te wszystkie zdarzenia ze sobą połączyć. Nie potrzeba było żadnej głębszej filozofii, aby się zastanawiać. To było widać.

Przeczytał mu fragment z wywiadu, który był zapoczątkowaniem całości. Obserwował i słuchał Charlesa, niepotrafiącego się odpowiednio wysłowić. Wyjaśnić. Przedstawić przekonujące argumenty.

- Wystarczy.
Zażądał, aby już przestał pierdolić. Widział, że nie radził sobie chłopak z wymową. Erotyki mu się chciało. Od świeczek durnowatych w głowie poprzestawiało. I to ma być jego syn?
- Zdjęcia.
Poruszył teraz ich temat.
- Patrząc na nie, widać, że chętnie pozowałeś. Wyraziłeś na to zgodę? Na pozowanie i publikację?
Zapytał poważnie na niego patrząc, pokazując mu strony z jego wizerunkami. Chciał usłyszeć, czy chociaż był świadom ich robienia. Że był przy tym. Nie odurzono go czymś, nie użyto czarów, nikt nie podszył się pod niego.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#12
20.07.2024, 16:08  ✶  
- Tato, ja się wyprowadzę, jeszcze dzisiaj. - Postanowił. - Spodziewam się, że wuj nie chce nawet na mnie patrzeć. Zejdę wam z oczu i odetnę się. - Obiecał, choć widać było, że niełatwo mu to przychodziło. Rozejrzał się, jakby chcąc chłonąć ostatnie wspomnienia tego wnętrza, nawet jeśli nie był w nim wcześniej. - Pożyczysz mi parę sykli na opłacenie pierwszego tygodnia jakiegoś pokoju? - Poprosił całkiem szczerze. Bez większego wahania, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. W razie problemów miał przecież udać się do ojca. - Dostałem... dostałem duże zamówienie na te świeczki, opłacone z góry, zaraz po Lammas, ale oddałem wszystko wujowi, za składniki i za problem. - Przyznał się bez wahania. Przynajmniej pieniędzmi mógł załagodzić sytuację zanim ta w pełni rozgorzała.

Nie chciało mu się wierzyć w winę Isaaca, lecz ojciec przekonał go całkiem skutecznie. Ten miły reporter, ten miły Bagshot… czy rzeczywiście był aż taki parszywy? Westchnął lekko.

Zdjęcia. Zdjęcia były kolejnym problemem.

- Nie pozowałem chętnie. Zakryłem się, bo nie sądziłem, żeby to był dobry pomysł. I dlatego tak wygląda. - Powiedział, wskazując na półnagie zdjęcie, na którym szczęśliwie zakrył swoją nagość ramionami. - A te to normalne zdjęcia. Isaac je zrobił.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#13
21.07.2024, 17:02  ✶  

Charles zdał sobie sprawę (po raz kolejny) z konsekwencji do takiego stopnia, że sam chciał odejść z kamienicy? Godne podziwu. Ale czy sobie poradzi sam w obcej dzielnicy? Nie wiadomo. Richard uważnie się mu przyglądał. Jeszcze wcześniej chłopak sam go pytał, co powinien zrobić, a teraz wysnuwa propozycje, jedną z nich.  Niezbyt zdecydowaną? Przemyślaną? Z drugiej strony, Richard miał wątpliwości, czy jeżeli Charles się wyprowadzi, skończą się jego wyskoki, narażające dobro nazwiska ich rodziny.

- Owszem. Robert nie chce Cię widzieć w pracowni, w sklepie i tutaj. Nie pracujesz już dla niego i nie będziesz zajmował się interesem rodzinnym. Również w Skandynawii. Rejestrowałeś już działalność? Masz dokumenty?
Zaznaczył, żeby nie myślał czasem, że nie wolno mu tylko w Anglii. Tyczyło się to także kontaktów w Norwegii. Tym samym pozwolił sobie od razu w tym temacie zapytać o działalność syna. Skoro już ma zlecenia, to czy miał jak zapłacić należność na założenie działalności? Brak pieniędzy na wyrób świeczek, nie był problemem Richarda. Do kwestii pożyczkowej odniesie się później.
- W kwestii Twojego mieszkania tutaj, nie padło, że masz się wyprowadzić. Ja jednak wolałbym Cię mieć na oku.
Dodał informacyjnie, że Charles może tutaj jeszcze pomieszkać. Jak długo? To się okaże. Może do czasu, aż się odpowiednio ustatkuje, tak jakby to widział Richard. Bez niepotrzebnego kompromitowania siebie i rodziny.

Kwestii zdjęć Richard już nie poruszał. Zamknął czasopismo i odłożył na blat biurka. Chwilę jeszcze patrząc na magazyn.

- Odkąd z Leonardem zdecydowaliście się zamieszkać ze mną w Aglii, mam wrażenie że coś się w Tobie zmieniło.
Wrócił poważnym spojrzeniem na syna.
- Próbujesz ratować sytuację, ale nie wychodzi Ci to. Nie omawiasz ze mną problemów. Choć wielokrotnie o to prosiłem. Nie słuchałeś mnie.
Dłońmi sięgnął do swojego paska w spodniach, który zaczął odpinać klamrę i powoli go wyjmować. Nie chciał posuwać się do przemocy, ale został do tego jakby zmuszony? Skoro nie słowami, to może czynami dotrze do syna?
- Gdyby mój ojciec żył, od razu by kazał Cię wydziedziczyć.
Zwrócił uwagę na istotną zasadę w rodzinie. Przez którą on sam był zastraszany. Niczego na razie nie zakładał. Niczego takiego nie powiedział w stronę Charlesa. Sprawdzał jego reakcję. Jakby może chciał mieć obraz samego siebie w przeszłości? Jak ojciec patrzył na niego, gdy czuł się zawiedziony? Nie powiedział, że to była propozycja Lorien. Nie mieszał jej do tego.

Wyjęty pasek ze spodni, złożył i na razie trzymał w dłoni. Czy naprawdę, musi się do tego posuwać? Czy musiał karać w tej sposób swojego syna?

- Co ja powinienem z Tobą zrobić?
Zapytał.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#14
21.07.2024, 17:28  ✶  
Informacje o decyzjach Roberta sprawiły, że Charles nieco bardziej zapadł się w sobie. Mógł się tego spodziewać, lecz konsekwencje dopiero miały przynieść większy ból.

- Rozumiem... - Zgodził się i nie próbował nawet ratować sytuacji. Nie miał argumentów dość silnych, by przeważyły decyzje wuja i ojca. Stracił pracę i możliwości zanim w ogóle zdołał rozwinąć skrzydła i to przez własną głupotę. - Ja złożyłem potrzebne dokumenty do zalegalizowania tego wszystkiego. Sophie mi pomogła. - Podkreślił. Ojciec musiał wiedzieć o problemach kuzynki, nie było innej możliwości. Dziewczyna nauczyła się na swojej własnej skórze aż za dobrze, co znaczy działanie bez pozwolenia.

Myśli Charlesa goniły zbyt szybko. Szukał wyjścia z sytuacji, lecz kolejne pomysły nie wydawały się ani lepsze, ani mądrzejsze od poprzednich. Najłatwiejsza byłaby ucieczka - z daleka od konsekwencji, z daleka od rodziny, a przede wszystkim - od wuja, którego zawiódł najbardziej.

- Co postanowisz, tato, tak zrobię. - Ukorzył się, znów strzelając spojrzeniem to na swoje dłonie na kolanach, to na ojca, to na kotarę. Okno. Droga ucieczki! - Jeśli wyniosę się stąd, mogę ci się meldować. Pisać listy, nawet codziennie, żebyś się nie martwił. - Dodał i coś w jego środku spięło się, gdy wiedział, że ojciec nie będzie martwił się o niego, a o kolejne rzeczy, które mógłby zepsuć i narazić rodzinę na kolejne problemy.

Jego oddech na nowo przyspieszył.

- Wiem, że masz w Anglii dużo na głowie, tato. Z wujem, ze wszystkim innym. Nie chciałem... nie chciałem cię kłopotać. Myślałem, że będę robił dobrze, ale się myliłem. - Przyznał bez bicia.

Do bicia miało jednak miało dojść. Rozbiegany wzrok Charlesa spoczął w końcu na dłoniach ojca, które powoli wyciągały pasek ze spodni. Młody Mulciber nie był zastraszany w ten sposób, ale mimo to wiedział, z czym wiąże się ten cienki pasek skóry w dłoniach ojca.

- ...uderzysz mnie, tato? - Zapytał, podnosząc wzrok na twarz Richarda. Nie dowierzał w to, co widzi. Nie był już dzieckiem, takie sposoby wychowawcze zresztą nie miały sensu ani skuteczności. Były tylko beznadziejną przemocą, która bardziej zrażała syna do ojca aniżeli pomagała wyciągnąć lekcję. Druga z gróźb była poważniejsza. - Chcesz... chcesz mnie wydziedziczyć? Jeśli chcesz, to ja... to ja...

Charlesowi zabrakło słów. Nie miał pojęcia, co dalej robić, ze swoją przyszłością, z ojcem, z rodziną. Nachylił się i schował twarz w dłoniach.

- Tylko na to zasłużyłem, tato. Bogowie... byłoby łatwiej, gdybym... - Urwał. Ojciec nie musiał wiedzieć o wczorajszym wybryku na klifie. Ale czy nie tak byłoby lepiej? Gdyby zniknął ze świata? - Pozwól mi odejść, tato. Jestem dla was tylko ciężarem. Zniknę, tego chcesz?
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#15
24.07.2024, 13:28  ✶  

Rozdzielenie interesów Charlesa i Roberta poszło widocznie zbyt gwałtownie. Chłopak dostał to, czego w sumie chciał, nawet jeżeli to było poleceniem Richarda. Nawet sam wywiad nie był do tego potrzebny. Był on jedynie definitywnym gwoździem do zakończenia wszelkiej współpracy z młodym Mulciberem. Nie mogli pozwolić na to, aby swoje kontrowersyjne pomysły na świeczki łączył z biznesem rodzinnym.

- Przynajmniej tutaj postąpiłeś odpowiednio.
W głosie dało się odczuć pewnego rodzaju ulgę. Jeszcze by brakowało, że zacząłby popełniać błędy Sophie. Ta przynajmniej na błędach się nauczyła i kuzynowi pomogła. Nie należało jednak zbyt szybko się cieszyć z tej jednej bardo drobnej pochwały, gdyż cały czas w powietrzu wisiał ten duży główny problem.

"Co postanowisz, tato, tak zrobię." – padło z ust jego syna. Richard widział, że chłopak jest nerwowy. Zapewniał nawet o meldowaniu się, informowaniu o swoich działaniach, postępach. Tylko Richard nie martwił się o niego. To nie był jego mały synek, o którego bezpieczeństwo musiał dbać na każdym kroku. On był już na etapie mężczyzny, który powinien umieć sam o siebie zadbać. Patrząc na niego, wciąż wydawał się być tym dzieckiem, które potrzebuje ojcowskiego wsparcia.

Richard niestety musiał mu to powiedzieć wprost, że go rozczarował. Zawiódł kolejny raz. Jak mógł być z niego dumny, kiedy porządnie naraził się jego bratu? Słuchał odpowiedzi, wyjaśnień syna, zdejmując pasek od spodni. Reakcja była przewidująca. Richard podobnie reagował na widok skóry w dłoni ojca, kiedy ten wyrażał otwarcie swoje niezadowolenie jego zachowaniem, działaniami. Richard z doświadczenia własnego wiedział, że to nie wzmocni relacji na linii ojciec-syn, a wręcz przeciwnie. Niezależnie od wieku.

Nigdy nie uderzył swoich dzieci. Nawet, jeżeli przekraczały granice jego cierpliwości, podnosił głos, zaciskając pięści aby nie unieść na nich ręki. Czy teraz miało się to zmienić?

"...uderzysz mnie, tato?", jego słowa odbiły mu się w głowie. Nie zmieniły jednak jego nastawienia. Jednocześnie uświadomił syna, co jeszcze mu grozi.
- Nie chciałbym tego robić. Ale Twoje działania do tego naprowadzają. Nie mogę do Ciebie dotrzeć słowami. Zmuszasz mnie do podjęcia czynów.
Wyjaśnił. Wciąż patrząc na niego dość poważnie. Charles zaczął się jąkać. Schował twarz. Poddawał się? Uważał się za ciężar w rodzinie? O jakim zniknięciu mówił?
- Czy Ty masz jakieś problemy Charles?
Zapytał wprost. Kto wie, czy od innych problemów, z jakimi się zmaga, nie kontrolował tego co robił? Czekał na wyjaśnienia. Na szczerą rozmowę, aby chłopak mu się przyznał do wszystkiego.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#16
24.07.2024, 16:26  ✶  
Nic nie poszło tak, jak powinno, ale Charlie był sam sobie winien - nie miał planu. Nie był w stanie przewidzieć tego, co mogło stać się ze świeczkami na Lammas. Mógł wcale ich nie przynosić. Mógł wcale ich nie produkować. Po czasie, wszelki żal nie przynosił jednak żadnych korzyści. Mógł jedynie dać nauczkę na przyszłość.

Pokiwał głową na odpowiedź ojca. Odpowiednio nie było właściwym słowem. Nauczył się na błędach kuzynki, lecz i w tym przypadku niewiele to dawało. Musiał się z czegoś utrzymać, a tworzenie świeczek było jedynym, miał wrażenie, co potrafił. We wszystkim innym wciąż zawodził, wciąż przynosił ojcu wstyd. Nie był aurorem, nie potrafił pracować w biurze, nie potrafił być nawet porządnym synem.

- Jeśli poczujesz się lepiej, spuszczając mi lanie, to to zrób. - Powiedział ze zrezygnowaniem. Dalej wierzył, że ojciec nie podniesie na niego ręki. Kto jak kto, ale Richard Mulciber nie mógłby zniżyć się do tego poziomu. Przesunął dłonie wyżej, wplatając palce we własne włosy.

Problemy. Ojciec pytał o problemy, a Charles nie śmiał przyznać się do żadnego. Miał co jeść, miał dach nad głową i wsparcie, którego potrzebował, a mimo to, nie potrafił się zachować. Kolejny raz pożałował, że dziewczyna z klifu wyratowała go ze spotkania z przeznaczeniem. Co prawda jego nastrój zmienił się znacząco i gdy samotniczki wywietrzały z głowy, nie miał już ochoty targnąć się na swoje życie, ale myśli, które poprzedniego dnia pojawiły się pod wpływem magii kwiatów, wciąż kołatały się w mózgu.

- Nie chciałem, żeby to miało na was wpływ. - Odpowiedział więc wymijająco, podkreślając po raz kolejny swoje wcześniejsze zamiary. - Miałem dużo planów, tato, przez moment wiedziałem, co chcę robić. Ale teraz widzę, że każdy błędny krok przynosi konsekwencje nie tylko dla mnie. A żart, który miał być niewinny, może być wykorzystany dla zysku kogoś innego, kto nie zważa na cenę, jaką ja płacę. Ja... ja chyba już nie chcę, tato. Nie potrafię ocenić ryzyka. Skoro zapoczątkowałem taką aferę przez głupie świeczki, jak bardzo zawiódłbym jako auror? Nigdy nie wierzyłeś, że mógłbym zostać aurorem, tak jak ty.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#17
24.07.2024, 21:46  ✶  

Nim Charles rozkręci swój biznes w odpowiednim kierunku minie sporo czasu. Nie od razu zostaje się czarodziejem sukcesu. Z samych durnowatych świeczek nie wyżyje. Richard to wiedział. Trzeba pierw zarobić, aby swoje tworzyć.
Czy poczuje się lepiej, jeżeli uderzy pasem swojego syna?

Richard rozłożył ręce, gdzie w jednej dłoni trzymał złożony pasek. Rozłożył go, aby trzymać dwa jego końce w lewej dłoni. Odszedł na krok od biurka i z całej siły zamachnął się na tylną zabudowę obszernego mebla, uderzeniem robiąc hałas w pomieszczeniu. Chciał tym samym pokazać synowi siłę takiego przedmiotu. Wyżywając się na ojcowskim meblu. Biurko nie ucierpiało, ale Charles mógłby, gdyby otrzymał taki cios.

- Wiesz jaką to ma siłę? Tygodniami dochodziłbyś do siebie. Czy poczuję się lepiej? Nie.
Odpowiedział zdecydowanie. Jakby z doświadczenia wiedział, w jakim kierunku to pójdzie. Zlanie syna paskiem nie naprawi całej zjebanej sytuacji. Wywiadu nie cofną. Uświadomił jednak Charlesa, że do czynów jest zdolny i nie żartował z niczym. Być może tym co zaprezentował, mógł chłopaka wystraszyć.

Wysłuchał jego odpowiedzi na swoje pytanie, dotyczące problemów, z jakimi zmierza się Charles. Nie potrafił ocenić skali ryzyka, jakie wywołał jego żart ze świeczkami. Wciąż zadręczał się tym, że nie może spełnić jego oczekiwań i zostać aurorem.

- Charles. Oboje wiemy, że fizycznie i zdrowotnie nie podołasz spełnienia kryteriów zostania aurorem, czy samym brygadzistą. Nie wymagam od Ciebie abyś szedł w moje ślady, jeżeli chodzi o karierę zawodową.
Westchnął ciężko. Wsunął prawą dłoń do kieszeni spodni. W drugiej trzymał pasek i stojąc, patrzył na syna z góry.
- Spójrz na mnie.
Wydał polecenie. Chciał, aby Charles patrzył mu w oczy, kiedy będzie mu przedstawiał wytyczne, co ma zrobić. Skoro zapewniał, że zrobi wszystko co Richard postanowi.
- Podejmiesz się stałej pracy. Świece i kadzidła będziesz robił po godzinach. Przy czym, zrezygnujesz z tworzenia kontrowersyjnych świec. Zerwiesz wszelkie kontakty z Isaaciem Bagshotem. Jeżeli chcesz się wyprowadzić, w porządku. Opłacę ci mieszkanie, za które będziesz mi co miesiąc zwracał ustaloną kwotę. Będziesz się meldował listownie o swoich poczynaniach. Jeżeli nie dostanę choć jednego listu w tygodniu, skontroluję Cię. Czy to jest zrozumiałe?
Wyrażał się dość stanowczo. Licząc, że chłopak dostosuje się do poleceń. Cały czas utrzymywał z synem komunikację w języku norweskim. Czekał na jego reakcję, odpowiedź czy zamierza się go tym razem posłuchać. Jeżeli miał pytania, mógł je zadawać.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#18
24.07.2024, 23:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2024, 23:37 przez Charles Mulciber.)  
Charlie nie dopuszczał do siebie, że do ataku może dojść na swoje własne plecy albo i na pozornie niewinny mebel. Nie znał jego historii i nie wiedział, że fotel może kojarzyć się tacie z jego własnym brutalnym ojcem. Młody Mulciber drgnął, odruchowo osłaniając głowę bardziej. Ruch nie był zbyt obszerny, gdy przecież już miał palce wplecione we włosy.

- Tato! - Zawołał, zupełnie jakby zwracając uwagę ojcu na takie zachowanie. Zupełnie, jakby użycie paska było zupełnie nie na miejscu. - Tato, to nie ma sensu... to bicie.

Nie uśmiechało mu się spędzać tygodni na dochodzeniu do zdrowia po skatowaniu pasem. Szczęśliwie, ojciec podzielał to zdanie i chociaż groźba wisiała w powietrzu, musiałoby dojść do większej tragedii, by obietnica manta została spełniona.

- Zawsze chciałem być taki, jak ty. - Dziecięca naiwność przebiła się w głosie Charlesa, gdy upomniany, podnosił wzrok na Richarda. Gdy ojciec stał, znów górował, znów był wyższy, potężniejszy, znów był postrachem, ale też przykładem. Był aurorem, obrońcą tych, którzy nie mogli bronić się sami. Charlie chciał być dokładnie taki, jak on.

Nawet nie mrugał, gdy słuchał przykazań ojca.

- Tak, ojcze. Znajdę pracę. Jaką... jaką sugerujesz? Chciałbym pracować w czymś, co nie przyniesie mnie i tobie wstydu. - Podkreślił. Potrzebował sugestii, by nie wpaść w kolejne bagno. I choć nie chciał znów wracać do żadnego biura, to jeśli to będzie wybór ojca, do niego się dostosuje. - Te kontrowersyjne świece... są dochodowe, ojcze. Pozwolą mi zacząć. Jeśli będę dyskretny, czy pozwolisz mi dalej je sprzedawać? Tylko tym, którzy bezpośrednio o nie zapytają? - Spróbował negocjować warunki umowy. Te parę zamówień, które dotąd dostał, pozwoliło mu nie tylko na zakup składników, ale też odłożenie paru sykli na bok. Wciąż niezbyt wielu, ale ilość dawała perspektywy na przyszłość. - Isaac Bagshot już dla mnie nie istnieje, ojcze. I ja... ja zbytnio się wstydzę, żeby zostać pod dachem wuja. Chciałbym się wyprowadzić. - Powiedział wprost, opuszczając znów wzrok. - Nie musi być mieszkanie, wystarczy pokój. Oddam ci wszystko, tato, i będę informował, co robię. Dziękuję, tato.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#19
25.07.2024, 12:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2024, 16:33 przez Richard Mulciber.)  

Charles najwyraźniej nie wiedział, jaką siłę bólu potrafi mieć sam jeden pasek od spodni. I choć sam chciał zachęcać ojca do tego czynu, bał się. Zademonstrowanie siły paska uderzając o tył zabudowy biurka pokazał, że chłopak nie tylko schował głowę, ale i wołał zwracając na siebie uwagę. Uważając ostatecznie, że ten czyn nie ma sensu. Oczywiście nie miał. Ten pokaz był jednorazowy.

Richard doświadczył dni i tygodni męczarni, po skatowaniu przez ojca. Pamiętał jak bolało, jak nie mógł normalnie funkcjonować, a co dopiero spać. Jego rany leczyła maściami Selar. Nigdy nie cieszył z powrotów ze szkoły do domu.

- Ja nigdy nie chciałem być taki jak mój ojciec.
Odpowiedział w drugą stronę, ale podobnie na wyznanie Charlesa. Richard zawsze zastanawiał się, co w nim takiego jest, że własny syn chce go naśladować. Nawet jeżeli wie, że fizycznie nie podoła szkoleniom aby zostać tak jak on aurorem. Uparcie się tego trzymał. Z jednej strony miłe, że pomimo braku wzoru do naśladowania, jakimś cudem wychował swoją gromadkę dzieci, tyle że... z pewnymi nieplanowanymi konsekwencjami w tych czasach. Być może gdzieś popełnił jakieś błędy wychowawcze?

Richard przeszedł do sedna sprawy, przedstawiając kolejno, co powinien Charles zrobić, bo widocznie puszczenie go na samowolkę, to był zły pomysł. I niestety musi mieć jego życie pod kontrolą. Przynajmniej do czasu aż Charles ustabilizuje swoje życie.

- Przejrzyj gazety, czy nie ma ogłoszeń, że poszukują kogoś do pracy. Rozejrzyj się po lokalach na pokątnej, popytaj. Londyn to nie Oslo, więc nawet, jeżeli wpadnie Ci praca biurowa, może będzie Ci tutaj bardziej odpowiadać niż tam. Przy czym popytam znajomych czy nie mają gdzieś u siebie wolnego stażu. I zaczynasz szukać od razu od poniedziałku. W ciągu tygodnia masz coś znaleźć. Jeżeli Ci się nie uda, zgłoś się do mnie.
Wyjaśnił. Dwa kraje rządzą się innymi zasadami, prawem i funkcjonowaniem, więc jeżeli Charles nie dawał rady w Norwegii, powinien poradzić sobie w Anglii. Liczył, że uda mu się samodzielnie coś znaleźć, jeżeli dostanie taki przykaz. Tydzień to nawet wystarczający okres czasu, aby się rozejrzeć i gdzieś zapisać, bez pośpiechu.

W przypadku tematu kontrowersyjnych świec, Richard westchnął i spojrzał na ten nieszczęsny magazyn Czarownica.

- Wolałbym, abyś się z tym co najmniej miesiąc wstrzymał, aż sprawa z tym wywiadem ucichnie.
Wrócił poważnym spojrzeniem na syna. Dla Charlesa były dochodowe. To jego interes. Tak jak cytrynówka Sophie. Choćby chciał, aby syn ich nie produkował, nie odwiedzie go widocznie od tego. O tyle dobrze, że ten interes został już odcięty od głównego interesu rodzinnego.
- Nie unikniemy pytań czy komentarzy, jeżeli ktoś zwróci się do nas w tej sprawie. Jak masz jakieś zlecenia i obiecałeś je wykonać, zrób to abyś nie poniósł kary. Ale kolejnych zleceń na razie nie przyjmuj, na ten typ świeczek.
Nie chętnie ale poszedł z nim na taki kompromis. Przez ten miesiąc Charles powinien mieć wystarczająco czasu aby ogarnąć odpowiednio swoje życie. Poukładać odpowiednio. Nie robić wszystkiego na raz.
"Nie musi być mieszkanie, wystarczy pokój." Charles chciał zaczynać tak jak on w przeszłości w obcym kraju? Gdyby ogarnął mu jakieś mieszkanie, chłopak miałby już swoje własne na dalszą przyszłość, jeżeli przyjdzie mu mieć żonę a później własne dzieci.
- W porządku. Niech będzie pokój. Zaczniesz od początku.
Zgodził się. Przyjął do wiadomości jego słowa, ale nie usłyszał chyba obietnicy. Charles znów uciekł wzrokiem. Richard podszedł do niego bliżej i niezależnie od tego czy chłopak na niego spojrzał czy zaś nie, z otwartej wolnej prawej dłoni uderzył go w policzek. Nie głaskał go, ani też nie przywalił solidnie, aby przez fotel przeleciał. Zwyczajne uderzenie, jakby chciał go obudzić i przywrócić mu trzeźwe myślenie.
- Niech to będzie solidnym ostrzeżeniem dla Ciebie, abyś zapamiętał dzisiejszą rozmowę i co mi obiecujesz. Jeszcze jeden taki numer wywiniesz i naprawdę będę musiał Cię wydziedziczyć, a tego przecież nie chcemy.
Rzekł już surowszym tonem, licząc, że tym razem wszystko dotarło do Charlesa o czym dzisiaj rozmawiali i to w języku norweskim, aby łatwiej Charles sobie wszystko przyswoił.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#20
25.07.2024, 14:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.07.2024, 23:20 przez Charles Mulciber.)  
Charlie nie znał siły paska, więc ta go zdziwiła, gdy dźwięk poniósł się po gabinecie. I chociaż temat dziadka Francisa był dalekim od ulubionych poruszanych przez dzieci w domu, Charles wiedział co nieco o sposobach wychowawczych przodka z różnych rozmów członków rodziny. Tym bardziej było mu wstyd, gdy zmusił ojca do wstąpienia do ścieżkę tej przebrzydłej istoty. Do niczego takiego nigdy nie powinno dojść. Syn był jak ułożony piesek, który stał się zbyt pewny siebie po spuszczeniu ze smyczy. Teraz należało wrócić do pana.

- Nie jesteś taki, tato. - Zaprzeczył natychmiast, gdy ojciec podzielił się swoim spojrzeniem na sprawę. - Dbasz o nas, sam! Jesteś dobrą osobą. - Zapewnił, bo nigdy nie miał na ojca innego spojrzenia. W oczach Charlesa Richard nie był idealny, ale blisko mu było do tego poziomu. - Przygotuję życiorys i pójdę poszukać pracy z samego rana w poniedziałek. - Obiecał. Nie przychodziło mu to łatwo, z czasem zdał sobie sprawę z faktu, że woli pracę manualną, czy nawet w terenie, wszystko, by nie ugrząźć za biurkiem! Jeśli jednak miał się męczyć dla odpokutowania win, zrobi to. - Dziękuję, tato. Ja zapytam cioci Lorien, czy nie wie o jakiejś posadzie dla początkującego, może w Ministerstwie? O ile będzie chciała mnie polecić. - Dodał. Nad tym się nie zastanawiał, bo choć był pewny, że Robert musi nim gardzić, co czuła cioteczka? Czy też była zawstydzona jego wybrykami? Zagryzł wargę.

Czarownica leżała na biurku jak smutny dowód niesubordynacji. Charlie nie odważył się spojrzeć w kierunku magazynu, najchętniej wrzuciłby go do ognia!

- Wstrzymam się tak długo, jak będzie to potrzebne. Albo całkowicie porzucę ten styl, gdy zainteresowanie ucichnie. - Snuł, bo i nie wiedział, na jak długo szał fallusowy zagościł wśród czarodziejów. Niewykluczonym było, że wkrótce kurz opadnie i nikt już nie będzie pamiętał o mandżurskich ostrygach.

Nie było mu potrzebne mieszkanie. Nie dopuszczał nawet do siebie możliwości rychłego ożenku i dzieci. Nie czuł się dość dorosły, nie sądził, by był to dobry okres na zakładanie rodziny. Zresztą, Leonard miał zająć się tym pierwszy, a wciąż jeszcze nie miał nawet narzeczonej. Pokój wydawał się aż nadto odpowiedni, do tego był przecież tańszy. Nie należało obarczać ojca, a następnie siebie, niepotrzebnymi kosztami. Zgodził się skinieniem głowy. Rozmowa uspokajała się i chyba zbliżała ku końcowi, więc ostatnie, czego Charlie się spodziewał, to użycie siły. Choć nie był to pas ani nie cios, który ojciec z pewnością mógłby wymierzyć z pełną siłą, policzek sprawił, że Charles musiał w moment otrzeźwieć i wyrwać się z marazmu i żalu skierowanego ku swojej osobie. Uniósł dłoń do policzka, a oczy na ojca. I chociaż chciał coś powiedzieć, zamiast tego poderwał się z miejsca i w dość sztywnym, zupełnie niezręcznym ruchu objął ojca. Richard był wyższy o całe dziesięć centymetrów, więc bez przeszkód mógł oprzeć głowę o jego ramię.

- Obiecuję ci, tato, że tym razem cię nie zawiodę. Zrobię wszystko, żebyś był ze mnie dumny. - Oświadczył. - Przepraszam, że zapomniałem, że to rodzina jest najważniejsza. Więcej o tym nie zapomnę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (3389), Richard Mulciber (6570), Robert Mulciber (1539)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa