• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[lato 1972] Zlecenie | Stella & Brenna

[lato 1972] Zlecenie | Stella & Brenna
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#1
21.07.2024, 20:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:33 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

W życiu Stelli Avery nie działo się ostatnio zbyt wiele. Grała od czasu do czasu na różnych przyjęciach, poza tym głównie malowała. Było spokojnie, aż nad wyraz spokojnie. Nadal nie udało jej się do końca pozbierać po śmierci swojej siostry, niechętnie wychodziła z domu, sporo czasu spędzała malując. To było chyba jej ulubione zajęcie. Dostawała zlecenia od znajomych czarodziejów, nie szukała nowych klientów, niespecjalnie miała chęci. Ostatnio właściwie nic jej się nie chciało, trochę gasła, chociaż starała się udawać, że wcale tak nie jest. Strata siostry okazała się być ogromnym ciosem, który miał mieć wpływ na jej całe życie. Nie sądziła, że to wszystko tak mocno będzie na nią oddziaływać.

Jednym ze zleceń które ostatnio dostała było to od Brenny Longbottom. Nie spodziewała się, że jest jakąś pasjonatką sztuki, nigdy nie widziała jej na swoich wernisażach, ale to nic. Bardzo chętnie przyjęła to zlecenie.

Stała właśnie na środku swojego salonu, który robił jej za pracownię. Panował w nim raczej nieład. Wszędzie stały płótna, czy farby, ale też dosyć sporo butelek po winie i papierków po czekoladzie. Przyglądała się dwóm obrazom, które ostatnio namalowała. Skorzystała przy tym z rodowej umiejętności, bo Longbottomównie zależało na tym, aby można było w nie wejść. Wyglądały całkiem ładnie, ale nie była pewna, czy idealnie, za chwilę powinna przyjść ich nowa właścicielka, to będzie mogła skonsultować z nią, czy o to jej chodziło. Miała nadzieję, że jej nie zawiedzie, bo wolała, aby mówiono o niej dobrze w towarzystwie, dzięki temu nie zwracała uwagi na swoją średnią dyspozycję.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
21.07.2024, 21:25  ✶  
Brenna nie mogła powiedzieć, że dobrze zna Stellę Avery, ale stykały się w przeszłości wielokrotnie. Może nie na jej wernisażach – bo Brenna lubiła sztukę, owszem, nie była jednak wielkim jej znawcą – ale bywała na jakichś większych wystawach Galerii Averych, mijały się niekiedy na salach balowych, czy nawet zetknęły ze sobą przy okazji wydarzenia charytatywnego.
Wybrała Stellę nie ze względu na bliskie więzy towarzyskie, ani nawet nie ze względu na talent (choć ten był niewątpliwy, ale Brenny nie interesowały tutaj zbytnio walory estetyczne: prawda była taka, choć nie przyznałaby się do tego Stelli, że kupiłaby od niej nawet brzydkie obrazy, wyrosowane byle jak, na kolanie). Nie chodziło nawet o to, o czym wspomniał swego czasu Stanley Borgin: że uratował ją w snach, a to oznaczało osobiste więzi, które być może… warto było wybadać. Kluczowa była umiejętność Stelli Avery, która potrafiła swoje obrazy zaklinać. A i pomocne było to, że ostatnio kobieta przyjmowała sporo zleceń – co wśród Averych wcale nie było takie oczywiste, nawet jeżeli miałeś pieniądze.
Obrazy same w sobie nie były może najlepszym zabezpieczeniem, ale na pewno nie zaszkodzą, a miały stać się częścią całej sieci, którą Brenną dopiero zaczynała tkać. (Wiedziała, że działa za wolno: frustrowało ją to. Żałowała nieraz, że nie w jej rodzinie stawiano na pojedynki lub na transmutację. Że Longbottomowie nie umieli jak Slughornowie tworzyć zmieniaczy czasu – że jedyny taki, jaki widziała, znajdował się w rękach Morpheusa Longbottoma. Doba miała za mało godzin, a ona nie potrafiła jej wydłużyć ani być skuteczniejsza, nieważne, jak się starała.)
– Dzień dobry – przywitała się, gdy wprowadzano ją już do pomieszczenia, w którym czekała panna Avery oraz dwa zamówione obrazy. Brenna tego dnia założyła jasną koszulę, marynarkę i garniturowe spodnie, strój, jaki dość często wybierała na biznesowe spotkania: mogła uchodzić za nieco dzikie dziecko, dziewczynę, która nie pasowało do czystokrwistych, ale nigdy nie pragnęła szokować i umiała dostosować się do okazji. Nie tyle nie mogła, ile nie chciała wkraczać do domu Stelli w znoszonych spodniach i wyblakłych bluzach. Nawet włosy, chociaż nie były uwięzione w jakiejś skomplikowanej fryzurze, dziś nie sterczały na wszystkie strony. – Miło cię widzieć. Obrazy już gotowe, czy mamy omówić ostatnie szczegóły? – spytała, posyłając Stelli swój zwykły, przyjazny uśmiech: nie była pewna, czy zlecenie jest już ukończone, czy też Avery chciała omówić jakieś ostatnie szczegóły.
Prosiła o pejzaże po prostu: zależało jej na czymś, co nie będzie szczególnie abstrakcyjne, nie przyciągnie uwagi. Ot typowa ozdoba, często spotykana w domach arystokratycznych rodzin, której obecność nikogo nie zdziwi, ale i nie sprawi, że ludzie staną i będą ją kontemplować przez długie godziny. Jakiś las, dolina, dom… bo oczywiście, musiały się tam znaleźć drzwi, które poprowadziłyby na drugą stronę zabezpieczonego przejścia. Zdała się na Stellę, wspominając, że wierzy w jej wyobraźnię – chociaż w istocie, choć Brenna nie wątpiła, że ta zdoła wybrać coś właściwego, to Longbottom po prostu nie zależało specjalnie na wyborze czegokolwiek.
Obraz, który można powiesić w salonie przy kominku.
Nie kłamała składając takie zamówienie – w końcu naprawdę miały prawdopodobnie wisieć w salonie…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#3
21.07.2024, 22:28  ✶  

Pejzaże zawsze były jej konikiem. Uwielbiała przenosić na płótno to, co udało jej się zobaczyć. Bywała w różnych pięknych miejscach, natura zawsze najbardziej ją inspirowała. Nie miała pojęcia jak to możliwe, że świat jest taki piękny, sam z siebie, bez żadnej, ludzkiej interwencji. Wręcz przeciwnie, kiedy ludzie za bardzo interesowali się przyrodą to zaczynali ją psuć. Popularyzowali te najpiękniejsze miejsca, a później niszczyli, jakby były nic nie warte. Nie umiała tego zrozumieć, jakby nie można było zostawić natury samej sobie, tylko trzeba było ją niszczyć.

Często spacerowała w różne, dziwne miejsca, aby nieco się zainspirować. Uwielbiała morze, miała jedną swoją ukochaną plażę, którą zdążyła nawet pokazać Stanley'owi. O nim również myślała, kiedy malowała. Właściwie ostatnio stał się jej jedyną bliską osobą, to on o nią dbał, doglądał jej. Wiedziała, że ostatnio nie ma dla niej zbyt wiele czasu, bo był bardzo zapracowany, jednak trochę brakowało jej jego obecności. Oczywiście nie zamierzała go o tym informować, nie chciała niepotrzebnie zabiegać o jego uwagę, miała świadomość, że pojawiły się inne priorytety, praca też była bardzo ważna, szczególnie kiedy chciał się wspinać po ścieżkach kariery. Wspominał o tym kursie aurorskim od lat, już był przecież bliski ukończenia go, tylko, że zmarła jego matka. Wreszcie miał czas, aby ponownie się tym zająć. Była z niego dumna, że chciał się rozwijać i wspinać po szczeblach kariery, szkoda tylko, że kosztowało to ich wspólny czas. Kiedyś na pewno się to zmieni.

Stella wprowadziła Brennę, bo mieszkała tutaj sama. Wyglądała zwyczajnie, ubrana jak zawsze w pastelową sukienkę, można było zauważyć na jej twarzy zmęczenie. Zapewne pracowała nad swoimi dziełami całą noc. Tak to już z nią bywało kiedy wpadała w swój twórczy ciąg. Wprowadziła pannę Longbottom do swojego salonu, który był całkiem spory, ale mocno zagracony. Wszędzie stały obrazy, a na środku znajdowała się sztaluga na której można było zauważyć kolejne dzieło, które tworzyła.

- Są gotowe, oczywiście jeśli je zaakceptujesz. - Jeśli cokolwiek nie spodoba się Brennie to weźmie się za poprawki. Zależało jej na tym, aby klienci wychodzili od niej zadowoleni. Wiedziała, że jej obrazy są wyjątkowe, dzięki temu, co nauczył ją ojciec. Mało kto potrafił tworzyć takie dzieła, w które można było wejść. Miała świadomość, że mogą się przydawać w różnych sytuacjach, chętnie więc tworzyła je dla innych.

- Te dwa, są dla ciebie, chodź. - Zachęciła Brennę ruchem ręki, aby udała się za nią. W kącie mogła dostrzec dwa obrazy, jeden z nich przypominał Dolinę Godryka, na jego środku znajdował się dom z drzwiami, które można było otworzyć, leśna chatka, nic nadzwyczajnego, nie rzucał się specjalnie w oczy i nie był za bardzo kontrowersyjny. Drugim dziełem, które przygotowała dla Longbottom była chatka na plaży, w tle znajdowało się może, domek znajdował się z prawej strony obrazu, jego drzwi również można było otworzyć. - Co myślisz, czy są odpowiednie? - Spoglądała na kobietę z zaciekawieniem, miała nadzieję, że te obrazy będą tym, czego potrzebowała.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
21.07.2024, 23:53  ✶  
Stella myślała o Stanleyu – i Brenna, wchodząc do domu panny Avery, również, bo z jego ust kiedyś usłyszała jej imię. Zastanawiała się, co ich łączyło, czy Stella wie, że Borgin nie pracuje już w Departamencie, i czy powiadomił ją, co się z nim działo. Nie wspominała o nim jednak teraz, a jeżeli cokolwiek knuła, to na razie nijak tego po sobie nie dawała poznać.
Dostrzegała oznaki zmęczenia, ale była ostatnią osobą, która mogła ganić innych za przemęczanie… nie, dobrze, tak naprawdę bywała hipokrytką i zachęcała do odpoczynku innych dość często, takiego Cedricka na przykład. O ile jednak Brenna bywała bezczelna, to nie miała już siedemnastu lat, i przez lata nauczyła się do pewnego stopnia wyczuwać sytuację, i wiedziała, że to jest jedna z tych, w których mogła komuś doradzić, by więcej sypiał i odpoczywał. Stella nie miała powodu posłuchać, a mogłaby poczuć się urażona.
Brenna idąc za kobietą rozglądała się, ciekawie, choć nie ostentacyjnie. Praca w Departamencie Przestrzegania Prawa uczyła, że wnętrza bardzo wiele mówią o tych, które ich zamieszkują – nie tylko o statusie majątkowym czy upodobaniach, ale też charakterze, historii i o tym, co jest dla danej osoby ważne. Zawieszała wzrok dłużej na wszelkich obrazach, ciekawa trochę, co zwykle maluje Stella, i chyba świadomie lub nie szukała także fotografii.
Zastanawiała się, czy z jednej z nich spojrzą oczy Stanleya.
– Jestem pewna, że je zaakceptuję, może nie znam się na sztuce jakoś szczególnie, ale mam oczy. Twoje obrazy są wspaniałe – powiedziała, szczerze, bo chociaż nie umiała ocenić dzieł Stelli Avery jak profesjonalny krytyk, ani orzec, na ile wyróżniały się w porównaniu do prac innych artystów, to wiedziała tyle: były ładne. Podobały się jej. Owszem, nie potrzebowała ich po to, aby zdobiły, ale na pewno nie zamierzała narzekać, że cieszyły oko, zwłaszcza że gdyby któryś miał faktycznie zawisnąć w Warowni, to matka bez wątpienia narzekałaby okropnie, gdyby Brenna przyniosła jakiegoś bohomaza.
Zbliżyła się do obrazów i przystanęła, przyglądając się im uważnie: trochę dlatego, że pomyślała, że Stella będzie tego oczekiwała, trochę, bo naprawdę były ładne, a i Brenna mogła domyślać się, ile pracy kosztowały wszystkie drobne szczegóły.
– Można prawie uwierzyć, że jeśli się dotknie tego obrazu, człowiek przeniesie się wprost nad morze – stwierdziła, odrywając na moment wzrok od pejzażu, by posłać Stelli uśmiech. Wiedziała, że to akurat niemożliwe: że obraz tworzył po prostu ukryty tunel, ale że ten nie poprowadzi nad żadne morze. – Zaklęłaś je także dodatkową magią emocji? – spytała zaciekawiona, niepewna, czy to, że niemal słyszała szum morza, i czuła zapach nadmorskiego wiatru, to po prostu wyjątkowo udatne połączenie barw i oddanie całego klimatu za pomocą rysunku, czy też Stella zaklęła w obrazie magię tworzenia dzieł sztuki, poza wykorzystaniem z tej… bardzo specjalnej umiejętności, właściwej rodowi Avery’ch. – Moim zdaniem oba są doskonałe, jeśli będę kiedyś chciała podarować komuś obraz, wiem już do kogo się zwrócić – powiedziała, tym razem skupiając spojrzenie na tym drugim pejzażu. Nie była to może Dolina Godryka, ale miejsce bardzo je przypominające… nie tylko widokiem, ale też czymś bardziej, czymś nieuchwytnym. A kolejny uśmiech zaigrał na ustach Brenny, gdy pomyślała, że ta leśna chatka bardzo przypomina przypadkiem dom Mildred Found, który kupiła nie tak dawno, porzucony budynek, leżący na obrzeżach Kniei. – Jestem tutaj okropną ignorantką, więc nie mam pojęcia, czy wymagają jakiegoś specjalnego opakowania albo transportu? Mam zabrać je ze sobą od razu teleportując się, przyślesz je do mnie…?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#5
22.07.2024, 11:05  ✶  

Nie miała pojęcia, że Brenna może wiedzieć coś o tym, że Stella zna Stanley'a. W zasadzie starali się nikomu nie mówić o tym, że są dosyć mocno zżyci. Mało kto zdawał sobie sprawę o tym, że coś ich łączyło. Nie miała pojęcia dlaczego to ukrywali, chociaż w sumie to mieli swoje powody. Borgin jeszcze niedawno nie znał swego ojca, uznali, że lepiej będzie nie pokazywać się oficjalnie, by nie wzbudzić kontrowersji, ostatnio jednak wreszcie dowiedział się o tym, że jest synem Roberta Mulcibera, co trochę ją zaskoczyło, w końcu był to jej wuj. Może nieszczególnie bliski, jednak na samym początku trochę ją to zaskoczyło. Bardzo szybko oswoiła się z tą myślą, bo nie należeli do tej najbliższej rodziny. Mogła więc nadal trwać w tej relacji, zawsze mogło być gorzej, Stanley mógł się przecież okazać synem jej ojca, wtedy mieliby lekki problem, chociaż właściwie ojciec raczej nie wykazywał tendencji do interesowania się innymi kobietami niż jej matka, chociaż kto go tam wiedział. Mężczyźni byli różni, każdy miewał czasem momenty słabości, czy coś.

Gdy Brenna rozglądała się po jej mieszkaniu mogła zauważyć na jednej z szafek obraz, na którym znalazłaby znajomą twarz. Stanley na plaży, Stella narysowała to dawno temu po jednym z ich wspólnych wypadów. Postanowiła sobie go zostawić w mieszkaniu.

Stella zaczerwieniła się, kiedy Brenna zaczęła mówić jej miłe słowa. Niby była przyzwyczajona do pochwał, jednak zawsze reagowała tak samo. To niesamowicie miłe słyszeć od kogoś, że podoba mu się to, co tworzysz.

- Dziękuję, twoje słowa to miód na moje serce. - Wcale nie udawała, naprawdę doceniała te komplementy, bo zawsze wydawało jej się, że artystów na jej poziomie jest wielu, że niczym się nie wyróżnia.

- Właśnie o to mi chodziło, aby wyglądały jak miejsca, które istnieją, właściwie może o to chodzi, one naprawdę istnieją, to nie jest tylko wytwór mojej wyobraźni. - Najprościej było jej malować właśnie takie rzeczy, przenosić na płótno to, co już widziała. Może nie było to szczególnie kreatywne, jednak nie uważała, że przez to była gorsza.

- Tak, zaklęłam. Mam nadzieję, że to nie problem? - Miała świadomość, że ludzie różnie reagują na takie sztuczki malarskie, wolałaby jednak nie przedobrzyć, mogła dodać od siebie zbyt wiele, oczywiście, jeśli będzie to przeszkadzało pannie Longbottom to to zniweluje.

- Zapraszam, jeśli tylko będziesz czegoś potrzebować to pisz, chętnie wykonam coś jeszcze. - Brenna okazała się być idealną klientką - w ogóle nie narzekała, wszystko jej się podobała, to ułatwiało współpracę. Stella chętnie powtórzy zlecenie.

- Mogę je zapakować, i zlecić wysyłkę, może mi się uda to zorganizować tak, że jutro rano dotrą tam, gdzie będziesz chciała. - Znała kilku kurierów, którzy dosyć często przyjmowali od niej zlecenia, nie powinni mieć problemu z tym, aby dostarczyć te obrazy w miarę szybko.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
22.07.2024, 16:44  ✶  
Brenna nie była pewna, co dokładnie łączyło Stellę i Stanleya, jak głęboko sięgała ich zażyłość. Podejrzewała, że mogliby być ostrożni, gdyby było w tym coś więcej, bo z racji na „ojca nieznanego” Avery na pewno nie byliby szczęśliwi, że jakiś potencjalnie półkrwi kręci się w pobliżu Stelli… na pewno jednak ten ojciec nie był jakimś mugolakiem, bo wtedy to Stanleya zabito by w tej rodzinie w kołysce. Wiedziała jednak, że mężczyzna ją znał i że byli na tyle blisko, by pojawił się w jej snach, gdy została napadnięta.
Zatrzymała na nieco dłużej wzrok na portrecie. Uśmiechała się dalej, ale teraz to by ten fałszywy uśmiech, który miała zarezerwowany dla zaledwie paru osób na tej planecie: i byli to przede wszystkim Boginowie. Ludzie, których nienawidziła, którzy zagrażali jej siostrze, jej bratu i Victorowi, a wobec których nie mogła tej nienawiści okazać. Wkradł się na jej twarz na sam widok wymalowanej postaci.
– Bardzo ładny obraz. Chyba go rozpoznaję, pracowaliśmy kiedyś razem, to syn Borginów, prawda? – powiedziała gładko, bo nie mogła nie skorzystać z okazji, by poznać reakcję na wzmiankę o Stanleyu, ale na pewno nie zamierzała naciskać i wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. Zaraz potem skupiła się na portretach, jakby widok Stanleya uśmiechającego się do niej z obrazu wcale nie wzbudził w niej bardzo gorących uczuć. O tak, bardzo gorących, jak ten ogień, w który bardzo chętnie by tego gościa wepchnęła…
– Nie, oczywiście, że nie – zapewniła Stellę, tym razem już z uśmiechem znacznie bardziej szczerym. Nie zależało jej, by obrazy były zaklęte, ale nie zamierzała też narzekać, że artystka postanowiła umieścić w nich odrobinę magii. Mogło to zwracać uwagę, z drugiej strony jednak – w domostwach czarodziejów tego typu ozdoby były czymś normalnym. Naprawdę pod tym względem Brenna była klientką mało problematyczną, co po części wynikało z charakteru, ale i po części z tego, co kupowała i w jakich celach. Gdyby to miał być prezent, prawdopodobnie stałaby się bardziej wybredna. – Będę o tobie pamiętała i na pewno się zgłoszę, jeśli gdzieś jeszcze przydadzą się takie obrazy. Może pomyślę o trzecim? – stwierdziła, szczerze, bo w końcu Dumbledore chciał całej sieci lokacji, nie jednego mieszkania. W samej Warowni na taką ilość obrazów nie byłoby miejsca, tam w końcu pełno było rzeczy cennych i obdarzonych długą historią lub ważnych ze względów sentymentalnych.
– Świetnie, tak będzie idealnie, nie chciałabym ich jakoś uszkodzić podczas transportu. Nie musisz się spieszyć, jeśli dotrą w najbliższych dniach, to będzie już dobrze. Prześlij je proszę na adres Warowni w Dolinie. – Gdzie najpierw zostaną sprawdzone, tak na wszelki wypadek, bo kto wie, czy Stanley nie bywał w tym domu. – Wydam dyspozycję przesłania drugiej części zapłaty, rozumiem, że na to samo konto, co pierwszą? – spytała jeszcze Brenna, zwracając spojrzenie na pannę Avery.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#7
22.07.2024, 18:01  ✶  

Stella nie wyczuła, że uśmiech Brenny był fałszywy. Była bardzo nawiną osobą, trochę zdziwiło ją, że wspomniała o tym, że kiedyś pracowali razem ze Stanleyem, może panna Longbottom była już aurorem? Nie miała pojęcia, czy awansowała czy nie, zresztą nie był to jej interes. - Dziękuję, Stanley to mój bliski znajomy, kiedyś go narysowałam i postanowiłam sobie zostawić to dzieło, żeby mógł być tutaj zawsze. - Nawet, gdy nie miał dla niej czasu. Nie ukrywała wcale, że jej na nim nie zależy, powoli chyba oswajała się z tym, że już niedługo będą mogli opowiedzieć o swojej relacji, szczególnie, że już znalazł swojego ojca, okazało się, że nie jest półkrwi, więc nie wróżyło to niczego złego. Gdyby tylko Avery wiedziała, że Stanley jest poszukiwany, na całe szczęście nadal żyła w błogiej nieświadomości, inaczej pewnie bardzo mocno by to wszystko przeżyła, kto wie, czy poradziłaby sobie z kolejnym ciosem. Może czasem niewiedza była lepszym wyborem.

- Cieszę się, że jest w porządku, naprawdę zależy mi na tym, aby trafić w gust swoich klientów. - Brenna wydawała się być faktycznie zadowolona z tego, co dla niej stworzyła, co naprawdę cieszyło Stellę, w końcu malowała po to, aby uszczęśliwiać innych, no i trochę siebie, ale chodziło przede wszystkim o zadowolonych odbiorców.

- Wyślij mi proszę sowę, jeśli się namyślisz, na pewno z przyjemnością namaluję dla ciebie coś więcej. - Zawsze dobrą opcją było znalezienie sobie dla siebie stałych klientów, wtedy nie będzie mogła narzekać na brak zleceń. Jeśli Brenna faktycznie potrzebowała więcej obrazów to Stella na pewno stworzy dla niej odpowiednią ilość. W zasadzie to nie robiła w życiu nic więcej, malowała i od czasu do czasu grała w różnych miejscach na wiolonczeli. Wiodła dosyć nudne życie, ale na nie nie narzekała.

- Rozumiem, różnie to bywa, te dzieła są bardzo delikatne, a moi dostawcy są naprawdę sprawdzeni, więc powinni sobie z tym poradzić. - Oczywiście na początku zdarzyło im się uszkodzić kilka z jej dzieł z czasem jednak nauczyli się w jaki sposób powinni je transportować.

- Tak, na to samo konto. - Dodała z uśmiechem. Później odprowadziła Brennę do drzwi i się z nią pożegnała. W zasadzie to całkiem miło się z nią robiło interesy.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1524), Stella Avery (1558)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa