• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[21.07 Jessie & Anthony] The harmless phantoms on their errands glide

[21.07 Jessie & Anthony] The harmless phantoms on their errands glide
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
25.07.2024, 11:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:44 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - osiągnięcie Piszę więc jestem - Jessie Kelly
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I

—21/07/1972—
Anglia, Little Hangleton
Jessie Kelly & Anthony Shafiq
[Obrazek: 0uboDbm.png]

All houses wherein men have lived and died
Are haunted houses. Through the open doors
The harmless phantoms on their errands glide,
With feet that make no sound upon the floors.



Domostwo wyglądało na mocno zaniedbane. Anthony nigdy nie miał ani czasu, ani ochoty ingerować w podupadający stan zameczku, który ponad 20 lat temu upatrzył dla swojego drogiego przyjaciela. Po szkole, gdy obaj szukali sobie miejsca w świecie, te dwa domy na skraju Little Hangletone, tak różne od siebie, a jednak posiadające wspólne korzenie, splecione ze sobą fundamenty... To brzmiało idealnie, zwłaszcza, gdy ojciec Morpheusa jednoznacznie naznaczył Shafiq'a mianem niemile widzianego gościa w progach Warowni.

Morpheus nie zmienił woli swojego ojca, nie zająknął się nawet, nie sprzeciwił. Morpheus odmówił też kupna tego domu, co w pewnym tylko sensie było dla Anthony'ego zrozumiałe. Morpheus podążał swoją ścieżką, a Anthony musiał podążać inną, nawet jeśli fizycznie dzieliło ich tylko kilka pięter w ministerialnych podziemiach. Dorosłość niosła ze sobą gorycz, która sprawiała, że podniebienie lepiej przyjmowało wytrawne niż słodkie wina.

Teraz, gdy stalowe oczy lustrowały brudne ściany, walające się tu i ówdzie śmieci, gdy ześlizgiwały się po zdziczałych pnączach, kolczastych krzakach, ogrodzie, który od dekad nie poczuł ręki ogrodnika... Tylko podjazd był w miarę odczyszczony, wynajęci ludzie musieli jakoś tu dotrzeć i przygotować wewnątrz scenę pod przedstawienie. Teraz jeszcze tylko próba generalna..

– Różni ludzie różnie podchodzą do rozrywek. Sądzę, że w Departamencie Tajemnic, gdy dotykasz nieznanego, dotykasz czegoś co może przynieść zgubę Tobie i Twoim bliskim... myślę, że upośledzasz się na śmiech, ale i na ulgę. – Anthony nie znał do końca okoliczności, powodów dla których Morpheus rozpaczliwie zmuszał trzecie oko do otworzenia się tak długo, aż w końcu jego fizyczne oczy zaczęły krwawić i zgasły. Nie pytał. Nie było to istotne w tym równaniu.

– Kiedy jednak doświadczasz strachu w kontrolowanych warunkach, kiedy czujesz strach, chociaż tak na prawdę nic Ci nie grozi... Łatwiej wtedy o oczyszczenie duszy i ulgę. Tak jak w sztuce mój drogi, kiedy płaczesz nad śmiercią bohatera, kiedy przejmujesz się jego losem i nieszczęściem, ulga przychodzi, albo w empatii uporządkowania swoich własnych emocji, albo z tego prostego, samolubnego punktu, w którym oddychasz z ulgą, że Twoje życie nie jest aż tak złe – opowiadał mu swobodnie, pozostawiając za sobą sprawę wilkołaków i brudnego ogrodu, skupiając się na zadaniu. Z kieszeni wyciągnął pęk kluczy przeróżnych rozmiarów i sięgnął po ten jeden największy, najbardziej zardzewiały. – W końcu to tylko zabawa, a finalnie żadne z nas nie musi iść do wesołego miasteczka, by odwiedzić dom strachów, by coś poczuć. Zobacz jak ładnie postarzyli klucz. Jest co prawda przez to brudny, ale czego nie robi się dla przyjaciela. – Zanotował w pamięci, by jutro koniecznie ubrać rękawiczki do tego procederu.

– Trochę dodałem, trochę upiększyłem atrakcje, które już tu były. Rury w kuchni plują jakąś rdzawą glinką przypominającą krew, jest to straszliwie obrzydliwe i śmierdzące, tam na pewno nie będziemy wkładali rośliny od Ciebie. – Wpuścił go do przestronnego holu. Z rozbitej kopuły wpadało światło na brudne kafle, które gdzieniegdzie poprzerastane były roślinnością walczącą o przestrzeń do życia. – Jakby tu spadł deszcz... kałuża byłaby bardzo dojmująca nie sądzisz? Ten Macmillan będzie doskonałym dodatkiem. I jeszcze poproszę go o kilka gromów, niech bogowie sprzyjają by wyczuły dramaturgię. – Trochę to był ratunek dla Morpheusa, ale też trochę Anthony zajmował sobie tym całym przedsięwzięciem myśli. Mimo wszystko jednak, choć się uśmiechał, choć krzesał energicznie iskry, jego stalowe oczy zdawały się lekko zamglone. Nieobecne w tym wszystkim.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#2
25.07.2024, 20:58  ✶  

Domostwo wyglądało na mocno zaniedbane i Jessie pozwolił sobie przez jedynie cztery sekundy zastanowić się, czy był to zamierzony efekt aranżacji, czy wuj Anthony był zbyt zajęty, może pracą, może innymi sprawunkami, żeby zaopiekować się wyglądem posiadłości. Nie wszystko można było zostawić opiece zastępcy, czy nawet przyjaciela albo brata, a wynajętą ekipę również należało przypilnować, ponieważ ile to spraw mogło wydawać się omówionych w najdrobniejszych szczegółach, żeby w trakcie pracy okazało się, że obie strony miały zupełnie inną wizję? Istniała również możliwość, że w trakcie pracy ekipy, właścicielowi mógł wpaść do głowy genialny pomysł, który mógłby uświetnić całość, i ekipa mogła wprowadzić poprawki od razu, zamiast potem przyjeżdżać drugi raz, poprawiać wszystko i drugi raz brać pieniądze.

Tak na dobrą sprawę, powód tego zaniedbania nie był ani trochę istotny i wyciąganie go na światło dzienne mogłoby jedynie zabić nastrój, bo sam wygląd zamczyska mógł wywoływać pierwsze dreszcze, zwiastujące niezapomniany zastrzyk adrenaliny i strachu, gdy tylko usłyszy się przeciągłe skrzypienie nieruchomych od wielu lat drzwi, przekroczy się próg i zostawi ślady butów na pokrytych grubymi warstwami kurzu podłogach. Oczywiście, gdyby pozbyć się niektórych śmieci, zameczek z pewnością wyglądałby bardziej "niepokojąco", ale na ten jeden szczegół można było przymknąć oko, ponieważ brudne ściany, dzikie bluszcze i oddane opiece Matki Natury krzaki wystarczyły, by w głowie zaczęły rodzić się niepokojące obrazy, które z jednej strony wręcz błagały, by odejść jak najdalej tego przeklętego miejsca, a z drugiej tak bardzo przyciągały ludzi, zwłaszcza tych młodych, którzy na złość mamie odmrażają sobie uszy.

Temat wilkołaków, jak również bałagan w ogrodzie Anthony'ego, może i zostały gdzieś w tyle, zepchnięte na drugi, albo nawet i trzeci lub czwarty, plan, ale przekaz pozostał bardzo wyraźny. Jessie sam zasugerował, że był jakiś ktoś, o kim Anthony mógł myśleć w swojej złości nie tyle o to, że ktoś ośmielił się utopić jego ogród w ulotkach, ale o to, że wilkołaki były traktowane, jak zwierzęta. W międzyczasie przyszła refleksja, że może za daleko wybiegł myślami, że może nie było żadnego kogoś. Było jednak coś, i właśnie to coś nie pozwalało Jessiemu w pełni skupić się na samym zamczysku. To coś sprawiało, że Jessie słuchał Anthony'ego tak uważnie, jak nigdy dotąd, i w każdym jego słowie doszukiwał się drugiego dna.

...Czas to trudny dla mnie...

-Myślisz, że to pomoże wujkowi Morpheusowi? - spytał, spoglądając na klucz, którym Anthony otworzył drzwi.

Faktycznie, klucz prezentował się efektywnie, mimo tego, że był przez to trochę brudny.

Wszedł do holu, powoli stawiając kroki i rozglądając się.

-To robiłoby wrażenie w czasie pełni - powiedział, wskazując palcem na rozbitą kopułę. -Kiedy księżyc byłby dokładnie nad dachem i wilki zaczęłyby wyć. Mogłoby się nawet zerwać kilka nietoperzy, jak w mugolskich opowieściach o wampirach. Co prawda byłoby to tylko chwilowy efekt, ale gwarantowałby ciarki. A jeśli chcesz usłyszeć moją opinię, uważam, że duża kałuża byłaby tu zbędna. Sądzę, że pojedyncze krople, spadające ci na ramię albo na głowę, kiedy się tego nie spodziewasz, dałyby o wiele lepszy efekt - powiedział, patrząc na wuja znad ramienia. -Wyobraź sobie, że stojąc tu, krople skapują na twoje czoło i spływając po twarzy i słyszysz organy.

Zamknął usta i zamilkł, wpatrując się intensywnie w Anthony'ego. Milczał i patrzył na niego, czekając, kiedy zniknie ta mgiełka z jego oczu.

Zastanawiając się, czy i kiedy powinien zacząć zadawać pytania, które kłębiły się w jego głowie..

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
01.08.2024, 14:20  ✶  
– Zdecydowanie pomoże. Znam go dłużej niż Ty żyjesz Jasper, więc możesz mi w tej materii zaufać. – Anthony uśmiechnął się łagodnie, po trochę zastanawiając się skąd w chłopaku tylko łagodności i empatii. Być może odziedziczył je po ojcu, bo po matce na pewno nie. Charlotte raczej punktowałaby niedociągnięcia ekipy, krytycznym okiem udzielała informacji zwrotnej jak słabo zamek jest przystosowany na straszenie Morpheusa. – Jest kilka dróg, aby odnaleźć równowagę duszy. Do katharsis można podejść dwojako. Kiedy jest Ci smutno, możesz albo próbować się rozweselić. Stłumić emocję, której sobie nie życzysz poprzez przednią zabawę, alkohol czy inne używki. Wymuszając wesołość dopędzasz od siebie melancholię i ból. Z drugiej strony jednak czasem zło należy potraktowac złem, a smutek smutkiem. Starożytni idąc tym tropem lubowali się w tragediach, które nie przynosiły ukojenia inaczej niż przez dojmujący determinizm losu. Historie minionych herosów były zwykle z góry skazane na porażkę, ich walka stawała się żałosną próbą odwrócenia monety, która już dawno się nie toczyła. Dzięki temu dusza pogrążona w smutku zatapia się w większy smutek, a przez to sięgając dna odbija się od niego i powraca na powierzchnię oczyszczona. – Opowiadał spokojnie głosem swojego dawnego guwernera, pomstując w cichości na to, że najmłodsze lata dzieci jej ukochanej przyjaciółki spędziły poza wyspami. Szanował oczywiście zainteresowania młodego Kellly'ego mechanizmami, uważał to za przydatne w ewentualnej późniejszej karierze, niemniej upatrywał w gruntownym humanistycznym wykształceniu podstawę do tego by kogoś szanować, a bardzo chciałby obdarzać szacunkiem swojego ciotecznego siostrzeńca. Skorupka za młodu nasiąknęła czym innym, trzeba było ratować co się dało, inspirować jak tylko można było. – Dom strachu do zwalczenia strachu wydał mi się doskonałym rozwiązaniem, bo bez względu na to, czy Twój wuj, a mój przyjaciel przejrzy szaradę, czy też realnie pogrąży się w odczuciu zagrożenia, może to być impuls by wypchnąć go z marazmu, w którym trwa od powrotu z Grecji. – Trudno się dziwić. "Przegapił" w ten sposób Beltane. Jako jasnowidz z kompleksem boga, był to grzech śmiertelny, nawet jeśli to jego brat poniósł za niego karę śmierci.

Tymczasem wspomnienie o pełni, zdawało się przez moment pogłębić stan z którego Jessie tak bardzo chciał swojego krewniaka wyciągnąć. Anthony zwiesił głowę i przez moment zapatrzył się na trzymany w rękach klucz tak jakby rozważał wieczorne zwiedzanie.
– Nie. Nie będziemy czekać do 26, żeby uzyskać efekt, który da równie mocno dobrze zorganizowana burza. – Podniósł głowę i uśmiechnął się ciepło, choć wspomniana melancholia nie opuszczała jego oczu – ... ale nietoperze to równie dobry pomysł co śmierdząca roślina. Dopiszę do listy. A teraz chodźmy do piwnicy, z niej i z drugiej wieży jestem najbardziej dumny. – to mówiąc, pociągnął swojego testera w kuchni przy wejściu do której stały niepozorne stalowe drzwi. – Kazałem je wymienić, by przypominały te z legendy o Sinobrodym, jakby za ich progiem każdy miał znaleźć ciała wszystkich martwych żon poprzedniego właściciela. Zdaje się, że w domkumentach zawarłem nawet wzmiankę o tym wielokrotnym wdowieństwie... Białą damę wrzuciłem po przekątnej – z lekceważeniem wskazał na kierunek, gdzie stała druga wieża. – Ale piwnica myślę pozwoli Ci zrozumieć przedstawione przeze mnie idee. – Znów klucz z pęku, a potem kamienne schody ginące w mroku. – Idź pierwszy – Zachęcił chłopaka, przepuszczając go w przejściu.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#4
01.08.2024, 20:39  ✶  

Najwidoczniej istniało jeszcze dobro na tym świecie, bo klona Charlotte Kelly, kiedy oryginał stąpał jeszcze dumnie po tym świecie, ludzkość mogłaby nie znieść. I tak jak kochał swoją matulę, choć na głos raczej by tego jej ot, tak nie powiedział, tak czuł ulgę, że nie odziedziczył po niej pełnego zestawu cech. Raczej by się wtedy w domu nie dogadali. Więc może faktycznie była to łagodność, którą Ned przekazał w genach starszemu z bliźniąt, a może była to świadomość, że Anthony znał Morpheusa dłużej, niż Jasper żył, więc wiedział o wiele lepiej, co poprawiłoby humor wuja Longbottoma.

I kiedy tak się zastanawiał i słuchał Anthony'ego, pojawiła się myśl, że Anthony w sumie miał rację. Każdy inaczej radził sobie ze smutkiem, bólem i rozpaczą. Jednym pomagały rozmowy z przyjacielem, drudzy potrzebowali profesjonalnej terapii, inni woleli utopić smutki w alkoholu, mieszkańcach burdeli albo innych używkach. Byli też tacy, którzy woleli zapomnieć, zamknąć ten rozdział na trzeźwo, albo powrócić do niego po pewnym czasie, gdy emocje już opadną, i chłód rozsądku pozwoli zmierzyć się z demonami tragedii.

Byli również tacy, którzy w czyjejś tragedii potrafili dojrzeć swoje cierpienie, a wtedy wspólna walka dodawała sił, by walczyć w swoim interesie i wyjść na prostą.

Jasper jeszcze raz przesunął oczami po całym pomieszczeniu, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na rozbitej kopule. Dom strachu, by zwalczyć strach. Odpowiednio wyważony impuls, by wyrwać z rozpaczy, ale nie pchnąć za mocno, by wuj nie spadł do drugiej dziury. Dom strachu, który odwróciłby uwagę, a potem może nawet mogliby się z tego śmiać? Któregoś wieczoru, już po odwiedzeniu Domu strachu, może rozweselony Morpheus mógłby rozsiąść się wygodnie na kanapie (albo w wannie) i śmiać się do swoich przyjaciół, jak się przestraszył jakiegoś rekwizytu, i mógłby chwalić geniusz Anthony'ego?

A co jeśli moneta przebije dno?, pomyślał, ale nie zadał pytania, zaraz je od siebie odpychając.

Anthony wiedział, co robił - i to było najważniejsze i niepodważalne.

Wspominanie o pełni najwidoczniej nie było dobrym pomysłem i Jasper nieświadomie zacisnął usta, wciąż przyglądając się twarzy wuja. A skoro wspominanie pełni nie było dobrym pomysłem, to następne pytania o wilkołaki (bo wilkołaki musiały mieć coś wspólnego z humorem Anthony'ego i to nie tylko przez bałagan w ogródku) mogły jedynie wszystko pogorszyć. Może kiedyś, kiedy wuj będzie miał lepszy humor i jeśli będzie chciał o tym porozmawiać.

A może nie będzie chciał rozmawiać o tym z nim...

Posłusznie pozwolił się pociągnąć do "niepozornych" drzwi, do których klucz Anthony znalazł całkiem szybko.

-Martwe żony brzmią niepokojąco. Zorganizował wuj jakieś zdjęcia, szczotkę do włosów, albo puszek do pudru, że faktycznie żyła tu wcześniej jakaś kobieta? Suknia ślubna w gablocie też mogłaby być niepokojąca - chyba trochę za bardzo się wczuł.

Czy chciał iść pierwszy? Niekoniecznie, ale w końcu był "testerem", więc... Westchnął w myślach i niby swobodnym krokiem zszedł do jamy.

Schody wprowadziły ich do długiego, nieoświetlonego korytarza i Jessie z ciekawości uniósł rękę, ale jego palce nie sięgały kamiennego sklepienia. Powietrze śmierdziało stęchlizną i wilgocią i na twarzy Jessiego pojawił się grymas, bo zaraz zaczną mu się puszyć włosy, ale czego się nie robi dla rodziny, nie?

Lumos oświetlał im drogę przez korytarz, w którym nie było nic, poza pajęczynami i szczątkami pająków i kłębkami kurzu. Żołądek mu się powoli zaciskał i całe szczęście, że był z nim Anthony, bo jego klaustrofobia by go pewnie już rozłożyła na łopatki, a im bardziej zbliżali się do końca korytarza, tym mocniejszy stawał się zapach, marszczący nosy.

Korytarz zakończył się kolejnymi drzwiami. Starymi już i próchniejącymi, drewnianymi, zbitymi w jedno zardzewiałymi już blachami. Jessie powoli wyciągnął dłoń, sięgnął do pokrytej patyną klamki, nacisnął ją i pchnął. Drzwi za pierwszym razem jedynie drgnęły, za drugim już się ruszyły, szurając o betonową podłogę i trzeszcząc niemiłosiernie. Posypało się więcej kurz.

Główny pokój piwnicy był, najpewniej, w kształcie okręgu, raczej przestronny i zagracony, ale sam Lumos nie zdołał w pełni odsłonić jego zawartości, tkwiącej w zamknięciu od nie wiadomo ilu lat.

-A-Anthony?

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
03.08.2024, 18:03  ✶  
Jessie szedł, piękny w swojej niewinności, w ciekawości badacza tajemnic, schodzącego krok po kroku w ciemną, przepastną piwnicę, krok za krokiem niczym do własnej nieświadomości skrywające najgłębsze sekrety, największe potwory i lęki. Anthony uśmiechnął się gdy chłopak wyminął go i spróbował rozświetlić przestrzeń swoim i tylko swoim lumosem. Przestrzeń była dlań podobnie czarnobiała jak dla Shafiqa, zadbał o to by nie było tam cienia błękitu, sugestii żółci. Tylko szarość i przydymiona czerwień, jakby to miejsce miało też straszyć i jego. Przypadkiem, straszyć i jego ciotecznego siostrzeńca.

Wyciągnął za nim swoją cisową różdżkę, czując przez palce przyjemny pomruk smoczego serca. Ono pragnęło destrukcji, czynów wielkich i godnych zapamiętania. Anthony już dawno spacyfikował swoją ambicję, woląc znaleźć sobie miejsce w panteonie, o które nie trzeba było walczyć pazurami i zębami. Bezgłośne zaklęcie rozproszenia stłumiło rozchodzące się światło dając młodzieńcowi tylko słabe światło. Anthony trzymał się z tyłu, tuż za granicą widzenia, kontrolując zaklęcie, by przemieszczało się wraz z jego gościem. Z jego testerem. Z młodym umysłem potrzebującym wciąż właściwego ukierunkowania. Credendo vides. Shafiq głęboko wierzył w profity płynące z empirycznego poznawania świata.

Plask

Plaśnięcie choć ciche, trafiło wprost do młodego umysłu. I drugie. Powolny krok istoty wilgotnej, ociekającej wodą, wyłaniającej się z zagraconej części, spomiędzy czarno białych kufrów i skrzyń. W nozdrza nagle z całą mocą uderzył zapach rozkładu i wilgoci, jeziornego mułu i wodnistej śmierci. Cichy terkot zbutwiałego języka, strzyknięcie stawów, gdy głowa topielca gwałtownie przekrzywiła się, a zalane białkiem oczy, osadzone w paskudnie napuchniętej twarzy, utkwione były bezsprzecznie w smakowitym posiłku. Kałuża na kamiennej posadzce rozlewała się coraz bardziej i lada moment mogła dotknąć buta chłopaka.

Plask

Potwór dawał sobie czas, rozkoszując się jego strachem.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#6
03.08.2024, 23:39  ✶  

W uczuciu strachu interesujące, ale również niepokojące było to, że nigdy nie było się pewnym reakcji osoby, która ten strach odczuwała. Póki nie zobaczy się owej reakcji na własne oczy po raz pierwszy, ciężko było stwierdzić, czy w strachu ta osoba zdziera swoje gardło w krzyku, czy ucieka, a może jej mięśnie reagują szybciej, niż umysł, i pięści zaczynają bić na oślep, byleby uchronić się przed agresorem. Czy strach ją sparaliżuje? Czy zacznie płakać? A może zemdleje?

I nie wiesz, czy po tym wszystkim, kiedy emocje już opadną, usiądziecie na miękkiej kanapie z kubkami parującego kakao (albo lampką wina) i będziecie się śmiać, czy może twoja sowa przyniesie ci rachunek za psychiatrę, leczącego twojego towarzysza z traumy.

Jessie nie wiedział, czego powinien spodziewać się po nieprzyjemnej, pozbawionej kolorów nawet w świetle zaklęcia Lumos, piwnicy. Nie wiedział, czy wyskoczy na niego gnom, może zaatakują ich chochliki kornwalijskie. A może pod ciemnymi płachtami materiału skryte były manekiny? Albo zniszczone czasem i brakiem szacunku człowieka lalki, które Anthony zaczarował?


Serce zabiło mu szybciej w piersi, gdy światło, wydobywające się z końca jego cyprysowej różdżki, w jednej chwili przygasło, ograniczając jego i tak już małe pole widzenia. Gdzieś tam na granicy widzenia majaczył mu kształt Anthony'ego, serce znowu zadudniło.


Plask


Światełko z końcówki różdżki przemieściło się wraz ze skrętem ciała. Wargi rozchyliły się, by krtań mogła wypuścić głos, ale dźwięk nie wydobywał się z jego gardła, nie rozproszył ciszy, przerywanej coraz to nowszymi dźwiękami.


Plask


Odór gnijącego ciała i zmętniałej wody uderzył w niego i wykrzywił mu twarz. Żołądek ścisnął się nieprzyjemnie, grożąc wyrzuceniem jego zawartości na brudną podłogę.


Mokrą podłogę.


Kałuża rozlewała się coraz bardziej i sięgnęła jego butów, wywołując na jego twarzy kolejny grymas. A gdy podniósł wreszcie głowę, zjawa była tuż przed nim.


Obrzydliwa i wysoka. W podartych, ociekających wodą ubraniach. Z zabielonymi oczami, zgniłymi zębami i wodą, wylewającą się z jego ust. Z przetrąconym karkiem, pomarszczonymi policzkami i plątaniną włosów.


Zabrakło mu tchu. Jak wtedy, gdy był jeszcze dzieckiem, i nie potrafił sam wydostać się spod tafli wody. Jak wtedy, gdy topielec zbliżał się do niego, gdy był najbardziej bezbronny. Bez różdżki... Bez kontroli nad magią... Bez powietrza...


Plask


Sztywne ramię uniosło się, strzykając niemiłosiernie, i sięgnęło do jego ramienia.


Sięgnęło do jego policzka.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
06.08.2024, 14:48  ✶  
–[Font=Fondamento]Depulso! – Na sekundy przed splugawieniem skóry przez kontakt z lepką mazią pokrywającą utopca, na wieczność w zastygłym przerażeniu, którym tak na prawdę sycił się potwór z jakim przyszło się Jessie'emu zmierzyć, rozbrzmiał głos zza pleców chłopaka, wyrzucający potwora prosto w miejsce z którego wypełzł.

– No nie wierzę, czego Was w tym Hogwarcie uczą, będę musiał poważnie porozmawiać z Twoją matką, to nie może tak być... – w lekkiej irytacji wyrzucił z siebie Anthony, który objął Jaspera opiekuńczo, otaczając zapachem kadzidła, dymu i rozgrzanego piasku w absolutnej opozycji, do duszącej wodnistej toni. Różdżkę miał cały czas uniesioną, zdobiony biały cis lśnił rozbłyskiem niedawnej magii. Mężczyzna otarł bark chłopaka, jakby chciał go rozgrzać, a potem płynnym ruchem przeniósł ramię przed niego i odepchnął go trochę za siebie, czekając na charakterystyczne skrzypienie wózka.

– Strach to potężne narzędzie. Znaj swój strach, wiedz jak go ośmieszyć. Jak przejść ponad nim. To może być narzędzie do tego, by Cię zmanipulować, nie możesz dać mu się zdominować – instruował go cicho, a następnie uśmiechnął się ponuro patrząc w ciemny kąt, w którym teraz poczwara kotłowała się, by przyjąć nową formę. W końcu przestrzeń zaskrzypiała. Na drewnianym wózku, zniszczonym i biednym wyjechał skarłowaciały chorobą człowiek, a raczej to co z niego pozostało. Biała podarta koszula przytułku, wisiała na kościach obciągniętych skórą, przydługie spłowiałe włosy okalały nienaturalnie pochudłą, wykrzywioną twarz. Z rozchylonych bladych warg wyciekała ślina, ale oczy... stalowe oczy utkwione były oskarżycielsko w Anthonym, nawet jeśli sparaliżowany język nie był w stanie powiedzieć nic.

Anthony napiął się, choć twarz zachowała maskę lekceważenia. Bogin był rzeczywisty, aura wokół niego zdawała się uprzejmie informować zainteresowanego, jak będzie wyglądać jego przyszłość. Zasuszone ciało, sprawny umysł pozostający w klatce, pogrążający się w odmętach szaleństwa więzienia z którego nie da się uciec.

– Co mam z nim zrobić Jasper? Jak nas może dziś rozbawić ta kukła? – był ciekaw inwencji chłopaka, teraz, gdy przerażenie nie dotykało jego największych lęków. – Musisz się pospieszyć, wózek podąża wolno, ale nieuchronnie. – jak czas, tykające wskazówki tnące osnowę rzeczywistości plasterek po plasterku... tik tak tik tak czas ucieka, a Ty jesteś coraz słabszy...
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#8
06.08.2024, 18:04  ✶  

Znajomy głos i świst magii, przelatującej obok jego ucha, uderzającej w topielca przed nim, wybudziły go z transu strachu, i przywróciły jego świadomość do odpowiedniego miejsca, do odpowiedniego czasu.

Był w piwnicy domu, do którego zabrał go Anthony. Był z Anthonym. Był w Anglii. To nie była Ameryka. To nie byli ci chłopcy, z którymi wpierw chciał się bawić. To nie byli ci chuligani, których zaczął unikać, gdy okrył, jak okrutni bywali w swoich "zabawach". To nie byli ci chuligani, którzy wepchnęli go do wody. To nie był prawdziwy topielec.

Bogin.

To był Bogin. Do świadomości dotarło to w momencie, gdy Anthony pchnął go za siebie, a zjawa, która go sparaliżowała, morfowała się właśnie w nowy strach.

-P-prze... Przepraszam... Wuju - wydukał, prostując się powoli i pocierając swoje własne ramię.

Strach był okropnym uczuciem, do którego wielu nawet dorosłych ludzi wstydziło się przyznać. Ten konkretny strach paraliżował Jaspera, przypominając mu najgorszy moment jego życia, które mogło zakończyć się w dziecięcym jeszcze wieku, gdyby nie dobre serce pewnego Amerykanina.

Zdarzały się dni, szczególnie kiedy był jeszcze dzieckiem, że zastanawiał się, czego mogli się bać jego wujowie. W jego oczach zawsze byli dzielni, potężnie i tak bardzo kochani, a uczucia te nabrały jeszcze mocy, gdy Jessie i jego rodzeństwo stracili ojca. W jego oczach byli nieustraszeni, ale to przekonanie słabło stopniowo z kolejnymi przeżytymi latami, gdy powoli docierało do niego, że każdy czegoś się boi. Każdy nosi w swoim sercu jakiś lęk, z którym potrafi sobie poradzić, albo i nie. I nie było od tego wyjątku. Jego boginem był topielec. Rita również czegoś się bała. Podobnie Charlotte i Morpheus. Podobnie jak Jonathan.

Podobnie jak Anthony.

W tym momencie, gdy owiał go znajomy, kojący zapach, przez myśl przewinęło mu się pytanie, jaką postać przyjmie bogin jego wuja? Martwego smoka? Konkretnej osoby? A może przyjmie zupełnie inną formę?

Na widok postaci, wyłaniającej się z cienia, wstrzymał oddech. Wysuszone ciało, skóra naciągnięta jedynie na szkielet. Wózek.

-Wuju?

Wszystko w tym człowieku wołało, by przynieść mu zbawienie śmierci, ale te oczy...

Te oczy...

-Mógłbyś... Mógłbyś zmienić go w moją babcię? - to była pierwsza rzecz, która przyszła mu do głowy. -W różowych śpioszkach... Niech zacznie płakać, jak dziecko, ale niech brzmi, jak lokomotywa.

Anthony'emu pewnie łatwiej byłoby wyobrazić sobie Perspehone Parkinson w takim wydaniu.

the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#9
13.08.2024, 10:15  ✶  
Było coś ryzykownego w geście, który zrobił, bo przecież miał świadomość, że boginy zmieniają się z czasem. Mogło nieoczekiwanie okazać się, że oczom obu mężczyzn ukaże się coś innego. Ktoś inny. Taki, który wcale nie jest martwy, ale chłodny, zdystansowany, pozbawiony serca i radosnych iskier w złocistych z perspektywy Shafiqa oczach. Czy to był jego strach? Największy strach? Była pewna przewrotność w tej obawie, bowiem w koszmarach, które nawiedzały Anthony'ego, postać odchodziła bez słowa, a przecież bogin musiał się przybliżać. Jak mógłby pokazać odejście? Zniknięcie? Odrzucenie?

Postać na wózku - sparaliżowana, niedołężna, na wskroś zależna była jak stary dobry znajomy. Oczywiście bał się jej, czuł to w kręgosłupie, czuł w zimnym pocie mimowolnie pojawiającym się na dłoniach. Ale nie przykładał do tego aż takiej uwagi - to tylko reakcja ciała.

– Mm... – niby się zastanawiał, ale szybko zmarszczył nos i pokręcił głową zaprzeczając. Jego babcia Parkinson w żaden sposób by nie rozbawiła. Miał lepszy sposób. Własny. – Wiesz, w zdrowym ciele zdrowy duch, a skoro temu tam nie chciało się ćwiczyć, to chociaż niech zostanie kibicem. – zwrócił się w kierunku kaleki, po czym machnięciem różdżki obłożył go nagle toną merdżu. Do wózka przyczepiona została miotła, stara koszula zamieniła się w... czarną obszytą złocistymi pasami. W podobnej kolorystyce była kołatka, mnóstwo serpentyn i lew. Ogromna czapka imitująca głowę lwa zakrywająca wściekłe stalowe oczy, które absolutnie nie chciały zostać kibicem... Gryffindoru? Kolejne machnięcie różdżką wprawiło wózek w ruch kołowy, rozbijając go o walizki i kufry, paczki i pakuneczki. Wkoło zaczęły śmigać świetliste piłki, aż nagle w bogina wpadł złocisty znicz i rozbryzgnął się iskrami.

Anthony śmiał się serdecznie, śmiechem niewymuszonym i zaraźliwym. Zdało się, że nawet torturuje nim stworzenie chwilę dłużej niż powinien, nim w końcu padło wyczekiwane:
– Riddikulus! – zgniatające bogina i odsyłające go do jego skrytki.

Mężczyzna wyprostował się i odwrócił do siostrzeńca z szerokim uśmiechem na twarzy.
– O to właśnie mi chodziło. Bezpieczne dotykanie krańcowych emocji zawsze poprawia humor – mówił z przekonaniem, choć mina Jaspera wskazywała na coś innego. Oblicze Anthony'ego momentalnie złagodniało, dłonią zmierzwił włosy chłopaka. – Chodź, wracajmy do ogrodów, zapraszam Cię na śniadanie. Odkryłem ostatnio bardzo interesującą cukiernię sygnowaną co prawda kocim rodem, ale szczęśliwie w produktach, które od nich dostaję nie ma sierści. Zjemy w ogrodzie, żeby nie nękać wuja, dobrze? I opowiem Ci o Kambodży... bo chcesz jechać do Azji, prawda? – zapytał tonem, który sugerował, że żart o Kambodży leżącej w Afryce troszkę już mu się przejadł.

Objął chłopaka i wrócili z piwnicy i z opuszczonego zameczku, do jasnego przyjemnego ogrodu, gdzie nawet rozległy basen zdecydowanie nie mógł być mieszkaniem dla żadnego utopca. Na szczęście!

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2195), Jessie Kelly (1952)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa