adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Był piątek trzynastego.
Brenna, jak większość piątków, spędzała w pracy i chyba podświadomie czekała na jakąś katastrofę. Ta jednak nie nastąpiła rano, gdy przesłuchiwała świadków w pewnej sprawie, ani po południu, gdy grzebała w archiwach, szukając informacji do śledztwa. Tuż przed teoretycznym końcem jej dyżuru została jednak zgarnięta, by pomóc w pewnej akcji w Little Hangleton, i chociaż o dziwo, sama akcja przebiegła bez problemów, to... już dwie godziny później dwóch kolegów odprowadziło ją do Munga.
Uznali, że próbując dotrzeć tam sama, prawdopodobnie nie przeżyje.
Z dużym prawdopodobieństwem mieli rację.
Nie była ani trochę zdziwiona, kiedy weszli do poczekalni, omal nie zderzyła się w drzwiach z Basiliusem Prewettem, pewnie mającym zaraz rozpocząć własny dyżur albo wracającym po przerwie. Odkąd wzięli kierunek na klinikę, była pewna, że go tu spotka. I na jego widok odczuła pewną ulgę, bo podejrzewała, że teraz przydarzy się jakiś wypadek, albo dwa wypadki, albo trzy, ale jak już się spotkają w tę szczególną datę, to świat poczuje się tym usatysfakcjonowany, i pech piątku trzynastego wreszcie ją opuści.
Nie próbowała nawet już udawać, że nie dzieje się tutaj nic dziwnego.
- Cześć, Basilius - przywitała się, posyłając mu uśmiech. Na pierwszy rzut oka nie było żadnych podejrzanych plam, ostrych rzeczy wbitych w ciało, gnicia, braku kości ani wielkich robaków ciągniętych na noszach. Ale na drugi dało się już dostrzec, że Brenna była bardziej rozczochrana niż zwykle, że nabiła sobie jakiegoś siniaka na czole, że spodnie ma brudne na kolanach, koszulę przeciętą na ramieniu... Nic co zdawałoby się potrzebować pilnej wizyty w Mungu, ale wskazującego na to, że to był trochę ciężki dzień. - Obawiam się, że potrzebuję klątwołamacza, bo świat próbuje mnie dziś zabić. Dosłownie - powiedziała, tym samym pogodnym tonem, jakim się przywitała, zupełnie jakby to nie było nic wielkiego.
Brenna wcale nie wyolbrzymiała.
Najwyraźniej w Little Hangleton oberwała klątwą, a przynajmniej tak orzekł pewien auror, gdy był świadkiem tego, jak najpierw omal nie spada na nią drzewo, potem jak wpada do zamaskowanej zaklęciem, starej studni, później jak furtka urywa się pod jej dłonią, a wreszcie gdy dotarli z powrotem do biura, jak jeden podejrzany wyrywa się trzymającym go Brygadzistą i rzuca prosto na Brennę. Z porwanym z czyjegoś biurka nożykiem do otwierania listów. Wszystko w ciągu zaledwie dwudziestu minut.
W pechowy piątek trzynastego oberwała klątwą pecha.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.