adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Kwiecień tego roku bywał kapryśny, jak to często zdarza się wiosną, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Jednego dnia słońce przyświecało, kusząc uczniów, by porzucili naukę do egzaminów i wylegli na błonia, a kolejnego o szyby uderzały krople deszczu, i na lekcje eliksirów co bardziej zapobiegliwe dzieciaki wyciągały zimowe szaty. Tego dnia mieli pełny pakiet – poranną wichurę, potem popołudniowy deszcz, który uczynił mecz Hufflepuff contra Slytherin z pewnością niezapomnianym doświadczeniem dla zawodników, i zniechęcił niektórych do kibicowania, a wreszcie zza chmur wyjrzało słońce – mniej więcej wtedy, gdy trybuny już opustoszały, jedna drużyna została wyniesiona przez współdomowników ku zamkowi w akompaniamencie radosnych okrzyków, a druga odeszła z opuszczonymi głowami.
– Sądzisz, że w hogwarckim jeziorze mogą mieszkać topielice? – zastanowiła się Brenna na głos, kiedy usłyszała czyjeś kroki, trudne do zamaskowania, kiedy ziemia wciąż pozostawała wilgotna po niedawnym deszczu. Piątoroczna Gryfonka kucała pochylona nad brzegiem jeziora, w tym jego miejscu, gdzie woda nie obmywała brzegu ładnie, a od razu przechodziła na większą głębokość. Na ramionach miała niedbale zarzucony czerwono - złoty szalik, wyciągnięty z kufra specjalnie z okazji pogody, a wilgoć wisząca w powietrzu sprawiła, że jej fryzura jeszcze bardziej niż zwykle wymknęła się spod kontroli. Uniosła głowę zaledwie na moment, potrzebny do sprawdzenia, czy podchodzi ktoś, kto jej nie lubi i do tej wody wepchnie – a miała w kieszeniach sporo rzeczy i nie chciała, żeby zamokły – czy raczej jakiś znajomy. Ale to był tylko Enzo. – Stadion prawie zamienił się dziś w jezioro, współczuję, jak tam musieli stać przed meczem i podawać sobie dłonie, w wodzie prawie po kolana. Jakby ktoś z tej miotły zleciał, to by się nie połamał, za to mógłby utonąć, tak sobie myślę. W sumie w dwudziestej minucie to mało brakowało, jak Ślizgoni jebnęli biednego ścigającego Puchonów dwoma tłuczkami pod rząd. Quidditch wzbudza w nich taką agresję, czy pozwalają im grać w quidditcha, żeby wyżyli się na boisku? Swoją drogą, czy oni próbowali walnąć kaflem w ciebie po tym, jak skomentowałeś gola Puchonów? – plotła sobie radośnie, jak to ona, znowu kierując spojrzenie na wodę, o tej porze roku ciemną i nieprzeniknioną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.