adnotacja moderatora
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
2 czerwca 1972
Z niecierpliwością czekała na powrót brata do domu. Ojciec gdzieś wyjechał, matka pojechała do przyjaciółki "w pewnej sprawie" a Rose tylko mogła się domyślać, w jakiej. Została sama, nie licząc skrzatów które krzątały się to tu, to tam, sprzątając i układając wszystko na swoim miejscu. Nawet nie starała się ukryć ekscytacji - nad tym projektem spędziła naprawdę dużo czasu. Nie chciała jednak, by jej odkrycie zostało niemal natychmiast zawłaszczone przez ojca. Co więcej: nie chciała, by Thomas się wtrącał w jej eksperyment, dlatego postanowiła spróbować sił we własnej, prywatnej szklarni. Nie było to łatwym zadaniem - lawirowanie między pracą i podsłuchiwaniem własnych rodziców (bo przecież nie wystarczały jej te ochłapy informacji, które jej rzucali na temat Kniei) sprawiało, że miała naprawdę mało czasu na cokolwiek innego.
Nie dosypiała - nie miała problemu z bezsennością, lecz ostatnie tygodnie były dla Roselyn naprawdę intensywne. Dlatego też pod jej oczami widniały kiepsko zamaskowane ciemne półksiężyce, świadczące o tym, że zdecydowanie przekraczała granicę bycia przytomną w ostatnim czasie. Ciemne włosy miała związane byle jak, w kok z którego zdążyło wypaść kilka kosmyków. Znalazł się tam nawet zielony listek, którego dziewczyna nie zauważyła, bo zapewne wcześniej by się go pozbyła. Teraz jednak zerkała z ciekawością na okolicę, bo nie była pewna, czy brat da radę się dzisiaj pojawić. Była dumna z tego, że pracował w Mungu - zazdrościła mu też odrobinę, ale przede wszystkim go podziwiała. I mimo że nie mieli tej samej matki, to darzyła go prawdziwą, siostrzaną miłością. Dlatego też gdy on sam rzucał się w wir pracy, po prostu za nim tęskniła. Nie żeby sama nie robiła tego samego: ale hej, ona mogła przecież, prawda? Poza tym to ona lubiła mieć ludzi pod ręką, a zdecydowanie nie lubiła być po czyjąś ręką.
Roselyn sięgnęła po dzbanek. Siedziała na ładnym ganku, ozdobionym kwitnącymi, kolorowymi kwiatami. Herbata już się zaparzyła, więc nie zamierzała dłużej czekać, żeby ta nie straciła swojego smaku. Na razie nalała tylko sobie, a potem sięgnęła po papierosa, tak by zająć czymś ręce w oczekiwaniu.