20.07.2024, 10:38 ✶
10.08.1972 | Mieszkanie Baldwina
Instrukcje dotarcia do mieszkania Baldwina mogły być krótkie, ale z pewnością były wystarczające. Rzeczywiście wystarczyło tylko przejść na tyły teatru, otworzyć stare drzwi na klaustrofobiczną klatkę schodową. A potem tylko kilka pięter w górę wyjątkowo stromymi schodkami, aż się nie dotarło do drewnianych drzwi oznaczonych tabliczką “rekwizytornia”. Pod spodem ktoś przyczepił z kolei ręcznie wypisaną karteczkę:
Baldwin G. Malfoy
portrecista na zlecenie.
portrecista na zlecenie.
Wystarczyło dwukrotnie zastukać, żeby z wnętrza mieszkania dobiegło głośne:
- JUŻ IDĘ.
Drzwi Charliemu otworzył… No zwyczajny czarodziej. Więc jeśli Charles wyobrażał sobie tajemniczego “BM” jako wcielenie wszelkiego zła, to niestety się przeliczył. Na starą szatę, która kiedyś z pewnością była czarna, ale dziś jej kolor można było co najwyżej określić jako “pył bruku Nokturnu” miał narzucony uwalony farbami fartuch malarski.
Baldwin wyglądał jakby nie spał całą noc, co zresztą pewnie nie było dalekie od prawdy.
Potrzebował paru sekund, żeby ogarnąć kogo to wszelkie diabli przywiali. Kiedy jednak zakodował, otarł szybko wolną rękę w fartuch, wyciągając ją do gościa.
- Mulciber!- Wyszczerzył się. I chyba nawet był pod wrażeniem - pytanie tylko czego: odwagi czy głupoty. A może obu na raz? Chłopaczyna mu zaimponował.- Jeszcze cię nie dojechali za te świeczki? Wchodź, zanim Linda ucie… Kurwa.
Nie zdążył dokończyć zdania, kiedy Charliemu między nogami przebiegła gruba szczurzyca.
ŁUP, ŁUP, ŁUP. Było jedynym co usłyszeli na starych, drewnianych schodach, gdy gryzoń zeskakiwał radośnie ku wolności. Baldwin nie wydał się ucieczką szczególnie przejęty. Najwyraźniej nie była to pierwsza brawurowa ucieczka.
- Linda jest w tym szczególnym szczurzym wieku, gdzie interesuje ją tylko jedna rzecz…- prokreacja?- polowanie na kocięta. Przysięgam, nagminnie je tu znosi. Ale nie stercz tak, wchodź.
Drzwi wejściowe prowadziły wprost do pokoju dziennego. Choć łatwiej było to określić jako koszmar perfekcjonisty. Coś co kiedyś było pewnie przyzwoitym strychem na rekwizyty, aktualnie łączyło w sobie rolę aneksu kuchennego, pracowni artystycznej, salonu i (sądząc po poduszce i kocyku na kanapie) również tymczasowej sypialni. Każdy cal powierzchni zajmowały sterty prasowanych płócien, pergaminów, książek i butelek po przeróżnych alkoholach których właściciel używał najwyraźniej do składowania pędzli. Z wysokich ścian spoglądały na wpół dokończone portrety kompletnie zapewne mu nieznanych czarodziejów i czarownic. Niektóre zupełnie zwyczajne, inne pokraczne i niemal zdeformowane. Jeżeli Charlie chciał się przyjrzeć któremuś, szybko odkrył, że trudno od nich oderwać wzrok. Pod oknem zajmującym całą południową ścianę, stała rozstawiona sztaluga. Z portretu nad którym chłopak najwyraźniej pracował spoglądała nieruchoma twarz blondwłosej dziewczyny w tradycyjnych, błękitnych szatach czarodziejów. Na stoliku obok stało kilka fiolek napełnionych srebrzystą półpłynną masą - zakorkowane wspomnienia.