Akurat wychodził ze sklepu, w ktorym kupił kilka składników na potrzebne mu eliksiry, przy nieco bardziej opustoszałej części ulicy, gdy kilka metrów dalej zobaczył doskonale mu znaną jasną czuprynę.
Uśmiechnął się i ruszył w tamtym kierunku, ciesząc się, że w końcu widzi w te lato kuzyna w stanie innym niż ranny, lub umierający.
Prewett szybko jednak zobaczył też czemu przed sklepem było jakoś mniej ludzi – w pobliżu stała grupka starych czarodziejów, wszyscy ubrani w podobne czerwone szaty, które swoją barwą korespondowały z emocjami w okół toczącej się dyskusji. Zdecydowanie nie było ich tu jeszcze dziesięć minut temu. Prewett jeszcze nie do końca wiedział o czym dokładnie rozmawiali, ale udało mu się wychwycić nazwisko ich obecnej Ministry Magii i ozdobionych kilkoma obelgami.
Nie, nie będzie się w to angażował.
Szybko podszedł do kuzyna, próbując ignorować coraz to bardziej poirytowanych czarodziejów.
– Hej. Wszystko dobrze? – zadał to pytanie niemal odruchowo, chociaż przecież Laurent nie wyglądał, jakby miał zaraz umrzeć.