• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [10.08.72] gwiazd naszych wina | laurent x perseus

[10.08.72] gwiazd naszych wina | laurent x perseus
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#1
13.09.2024, 23:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 02:39 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Perseus Black - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Skończyło się tak w ten sam sposób, w jaki się zaczęło; na drewnianych schodkach domku letniskowego w różowo szarym świetle zapadającego zmierzchu. Nad migoczącą w ostatnich promieniach dnia taflą wody zbierała się cienka warstwa mgły; jeszcze wczoraj uznałby ten widok za co najmniej czarujący, lecz po kilku godzinach spędzonych w zimnej wodzie przerażała go sama myśl o tym, co kryło się na dnie jeziora. Wspomnienia wydawały się zatarte, jakby od wydarzeń w królestwie trytonów minęły lata; pamiętał powrót na brzeg i mokry piasek na swoim policzku, kiedy opadł bez sił na plaży. Obrazy nakładały się na siebie; popielatość foczego futra i onyks włosów Victorii, smukła sylwetka kaletnika i rodzeństwo łowców - nie ufał tym ostatnim, przynajmniej nie mężczyznom. Przez cały czas bał się, że pokusa jaką stanowiła skóra selkie stanie się dla nich zbyt silna, a on nie będzie w stanie obronić swojego Laurenta. Swojego Laurenta, cóż za bezecna myśl zakołatała w jego głowie! Laurent przecież w żaden sposób nie należał do Perseusa i nie wiedział już, czy czuje z tego powodu dojmujący smutek, czy też ulgę. Nie miał zresztą czasu o tym myśleć, kiedy czyjeś ręce poderwały go do góry, obce palce musnęły jego poraniony nadgarstek i zatamowały wypływającą z nań truciznę miękkością bandaża.
Przyglądał się teraz temu opatrunkowi, dochodząc do wniosku, że musiała go założyć osoba znająca się na rzeczy. Mnóstwo ludzi zresztą kręciło się wokół nich, zadając przy tym pytania, na które Perseusowi trudno było znaleźć odpowiedź. Głos mu drżał, a w gardle zasychało, kiedy kolejny raz opowiadał o martwych rybach i rannej selkie, o wodzie zamykającej się nad jego głową i konfliktem trytonów, w który przypadkiem zostali wciągnięci. Wreszcie pozostawiono go w spokoju, narzucono na drżące z zimna ramiona (naturalną reakcją na spadek adrenaliny, która towarzyszyła mu od rana) wełniany koc, a w skostniałe dłonie wciśnięto kubek gorącej herbaty. Ktoś wyłowił z jeziora jego laskę, która teraz ociekała wodą oparta o jeden ze schodków. Nie chciał jej dotykać, brzydził się jej, jakby była pokryta obmierzłym szlamem, którego faktura przyprawiała o mdłości. Miejscami wilgotne ubranie lepiło się do jego ciała; wiedział, że powinien się przebrać, ale nie potrafił się ruszyć.
Jego uwagę przykuł jakiś ruch w kącie pola widzenia i chrzęst żwirowej ścieżki pod czyimiś nogami. Nieśpiesznie odwrócił głowę w tamtym kierunku, a serce zatrzepotało gwałtownie, gdy jego wzrok spoczął na sylwetce Laurenta. Posłał mu słaby uśmiech, a oczy miał przy tym smutne i zmęczone.
— Jak się czujesz? — zapytał ochryple, przesuwając się nieznacznie na schodach, by zrobić mu miejsce obok siebie.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
15.09.2024, 11:34  ✶  

Moment wyjścia z wody był zaledwie momentem pośrednim do tego, by do niej powrócić. Przejściowym. Kilka pytań, rozejrzenie się po okolicy, by upewnić się, że nie chcesz się po niej rozglądać, upewnienie, że Perseusowi "nic nie jest", wielkimi słowy mówiąc. On go ugryzł. Fakt, rzecz, która się wydarzyła, nie da się temu zaprzeczyć, a mimo to do jego głowy jakoś nie do końca docierało. Mogło nie docierać.

Mogło, ponieważ ten akt pośredni wypełznięcia na brzeg miał swój akt końcowy w powrocie do jeziora. W popłynięciu do Cirila, żeby go znaleźć i zaciągnąć do szpitala, a potem żeby znaleźć pod tą wodą Astarotha i sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku i czy się wyniósł z podziemnego królestwa. Nie wyniósł. Nie mógł się nadal teleportować, nie chciał - nie wiedział, gdzie trwała prawidłowa odpowiedź na to pytanie, ale zostawianie go samego nie było wcale odpowiednie. Albo może było łatwiejsze niż spoglądanie na śmierć, którą Windermere wpisało się w historię czarodziei.

Mogło, ponieważ myśli były kruche, a umysł niekiedy kiepsko znosił rzeczywistość. Umykanie w przestrzeń boczną było rozwiązaniem koła ratunkowego - nie myślisz i nie analizujesz tego, co może cię zniszczyć, więc odkładasz to na bok. Brak myślenia niekiedy nie zabijał, a czasem wręcz ratował pojedyncze jednostki. Dla niego to był ratunek. Dziś, tu, teraz - ratunek, do którego chętnie przylegał, bo takie było jego prawo - przecież nikt z nich tu nie był ideałem, który tylko mądrością wykrojoną z boskich prawideł rzeczywistości żył.

Niewiele było więc różnicy między tym Laurentem, który wyszedł z wody po tragicznych wydarzeniach, jakie miały tu miejsce i tym, który właśnie wracał do wody w tym momencie - jeszcze nim zajdzie słońce, żeby upewnić się, że Astaroth będzie miał siłę wrócić do domu. Poza nim wszyscy byli w dobrach rękach - wśród osób, które mogły im pomóc w każdym momencie. Ale wampir nie. Ten wampir tam utknął i wpadł w jakiś marazm. W dziwaczne zawieszenie, jakby odłączył się od rzeczywistości. Więc niewiele było różnicy - był tak samo mokry, tylko teraz bardziej spokojny. Lepszym słowem było "zblazowany". Zmęczenie mocniej poznaczyło ich obu - jego jak i Perseusa - żłobiąc się cieniami pod oczami, pudrując policzki bardziej szarymi kolorami. Blondyn poprawiał swoje mokre włosy w odruchu niż rzeczywistej potrzebie - przecież jego fryzura dawno została zrujnowana, a wystarczy wrócić do wody, żeby wszystko zostało zepsute podwójnie skutecznie. Odruchy ponoć zabijały - ten (na całe szczęście) był jedynie pustym ruchem ręki, gdy Laurent wychwycił spojrzenie Perseusa. Druga ręka podtrzymywała białą skórę na ramionach - równie morką, co on sam.

- Dobrze, dziękuję, że pytasz... - Równie odruchowa odpowiedź, co poprawianie włosów. Zamiast jednak wejść do wody - skierował swoje kroki ku Perseusowi. - To nie ja zostałem ugryziony przez napastliwą fokę. - Czy to jeszcze nie był czas na takie żarty? Nie wiedział, brakowało mu wyczucia chwili, ale uśmiechnął się smętnie, próbując podkreślić, że to miał być... malutki żarcik z jednego z tych FAKTÓW, o których myśleć nie chciał. Żart pozwalał łatwiej przekazywać i odbierać rzeczywistość, w której żyjemy. - Co tu jeszcze robisz, Perseuszu? Nie powinieneś wracać do domu? - Wyciągnął różdżkę, żeby przeciągnąć nią w powietrzu i osuszyć się - bo z tego zimna aż drżał. Temperatura pod wodą była znacznie przyjemniejsza.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#3
15.09.2024, 18:25  ✶  
Starał się nie patrzeć na niego w ten sposób; nie tyle bezpruderyjnie sugestywny, co pełen bezradnej tęsknoty. W sposób, w jaki znający swoje miejsce ludzie spoglądali na to, czego pragnęli, a czego mieć nie mogli - z rozmarzeniem tłumionym stopniowo przez bezradność samoświadomości. Laurent wyglądał pięknie z mokrym ubraniem lepiącym się do ciała, niewiele miejsca pozostawiając wyobraźni, z kroplami spływające przy każdym ruchu po jego skórze i wilgotnymi włosami opadającymi na jego czoło, raz za razem pieczołowicie odgarnianymi smukłymi palcami. Och, gdyby tylko to jego dłoń mogła wsuwać się w pszeniczne złoto kosmyków, gdyby ramiona otoczyć mogły jego drżącą sylwetkę i przygarnąć do siebie, dać mu całe ciepło, choć niewiele go się w nim jeszcze tliło a potem...
Poczuł, jak policzki mu pąsowieją. Odwrócił więc wzrok, czekając aż Laurent się wysuszył i wdzięczny był mu za to. Dbając o swój komfort nieświadomie uwolnił Perseusa od tych wszystkich myśli, wzburzonych niczym morze podczas sztormu. Dopiero po chwili mógł znów na niego spojrzeć i przeląkł się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionych godzin odznaczyły swe piętno na jasnym licu młodego Prewetta. Gdyby tylko mógł rozpruć woal zmartwienia przykrywający jego twarz...
Mimowolnie podążył wzrokiem na opatrunek na swoim nadgarstku. Podejrzewał, że po ugryzieniu zostanie mu blizna, charakterystyczny półksiężyc bladych wypukłości odznaczających się na przegubie ręki. W żaden sposób mu to jednak nie przeszkadzało; przeciwnie, Perseus postanowił nosić ten ślad jak ozdobę, niczym najpiękniejszą biżuterię.
— To nie ja przypadkiem połknąłem truciznę — odbił piłeczkę i znów się uśmiechnął, tym razem przepraszająco. Na wzmiankę o domu przez jego twarz przebiegł grymas bólu; szybko, prawie niezauważalnie. Boję się do niego wracać, cały jestem roztrzęsiony, nie mam sił na konfrontację z Vesperą, chciał powiedzieć i nawet rozchylił wargi, by to zrobić, ale w ostatniej chwili się powtrzymał. — Mógłbym zapytać cię o to samo. Pomagasz jeszcze trytonom? Co z ranną selkie?


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
18.09.2024, 16:40  ✶  

W zmroczeniu wydarzeniami, niespełnej zdolności do trzeźwego myślenia (albo myślenia w ogóle) zagadnienie opisywane trudami wyglądu było ponad jego wyobraźnię. Nieeleganckość - nie możemy wszak mówić o czymkolwiek innym. Niegodność pokazywania się przed drugim człowiekiem - przecież ta koszula wyglądała jak psu z gardła wyjęta, przecież sam wyglądał jak kura, którą za bardzo zlał deszcz, bo nie zdążyła się przed nim schować. Powinien siedzieć w czterech ścianach, malutkich, bez okienka na ten świat, żeby czasem nie razić czyjegokolwiek spojrzenia! Tak powinien zrobić, a jednak właśnie podchodził do Perseusa, który trzymał ten ciepły kubek (musiał być ciepły, unosiła się znad jego para) i robił mu miejsce obok siebie, żeby móc usiąść. I choć domena pięknego wyglądu była jego drogocenna drogą życia (oglądał ją przez płotek swego ogrodu) to dzisiaj dostrzegał tylko przestrzeń przed sobą. A tam pusto. Drzewa, jezioro, droga żwirowana - kamyki chrzęściły pod jego krokiem, tego też nie słyszał. Za to słyszał głos Perseusa. Słaby. Cichy. Niewiele brakowało, żeby gdzieś tam chrząkał, żeby się gdzieś łamał - i o tym również nie pomyślał. Świat potrafił być klarownie czysty, kiedy niebo było pokryte jednolitym dywanem chmur. Potrafił być tak samo czysty, kiedy już myśli było za dużo, żeby mówić o ich klarowności. Paradoks? Albo boskie przesłanie. Nie musisz wybierać. Jedno z drugim potrafiło się zadziwiająco dobrze łączyć.

- Wkraczamy moment wspólnego przerzucania się winami. Dobrze. Ustąpię więc pola - niczyja to wina, gdy magia pochłania zdrowy rozsądek. - Kąciki ust uniosły się nieco, ale jeszcze nie usiadł. Stał te dwa kroki przed Perseusem - z tego poziomu, z tej pozycji, mógł mu się lepiej przyglądać. Nie nachalnie, pewnie, że nie. Za to mógł z nim szukać kontaktu wzrokowego bez... przypadkowego zetknięcia się ramionami. Chociażby. I to nie dlatego, że się tego człowieka bał. Nawet nie dlatego, że go ugryzł. Dlatego, że było mu wstyd za te obrzydliwie nieufne myśli, jakie w sobie nosił. I cóż, do tego też odnosiło się to, co powiedział na głos, ale Laurent zwykł mówić różne rzeczy i wiele rzeczy. Pomijać te niewygodne i mówić to, co druga strona chciała usłyszeć. Nie czuł się zupełnie winny tego ugryzienia - nie wiedział, co go opętało, chociaż jednocześnie wiedział doskonale. To magia Adrii. Nie mógł z tym zrobić niczego, a wydozowane zmęczenie i brak ochoty zatrzymywania się nad problematyką wszystkiego, co z Windermere związane, ułatwiały czystkę sumienia. Przynajmniej w tym jednym zagadnieniu. Jakże dziwnie potrafił ludzki umysł działać, że gorzej się czuł przez to, jaką nieufność Perseusa obdarzył niż przez to, że go skrzywdził. Fizycznie skrzywdził.

- Pomagam znajomemu, który nie do końca jest w stanie samodzielnie się wydostać. - W ogóle nie był w stanie się wydostać za dnia, a teraz chyba był tak zagubiony i zmęczony, że dopłynięcie do brzegu mogłoby stanowić wyzwanie. Ale może przesadzał. Astarothowi siły nie brakowało - przynajmniej tej fizycznej. - I tak, kręciłem się koło trytonów i byłem dopilnować, żeby Ciril trafił pod odpowiednią opiekę. - Odetchnął. Głos miał spokojny, tak jak i spokojnie właśnie przeczesywał te włosy, żeby je ułożyć. Znów - automatyczny ruch. - A potem Astaroth zabierze mnie do domu. Widzisz, mam taką wspaniałą przypadłość, że nie mogę się teleportować. - Och, to wręcz zabrzmiało jak delikatny żarcik, ale było faktem.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#5
21.09.2024, 01:17  ✶  
Unikał patrzenia mu w oczy, bowiem kiedy tylko ich spojrzenia się krzyżowały, zdawało mu się jakoby cały świat wokół nich zamierał, podczas gdy jego własne serce boleśnie obija się o żebra niebezpiecznie blisko tachykardii, pierś gwałtownie unosi się i opada w rytm przyśpieszonego oddechu, a szum własnej krwi pulsującej w skroniach przytępia dźwięk własnego głosu. Słodycz pomieszana z goryczą, rozkosz z cierpieniem, lekkość z ociężałością. I choć były to uczucia niewątpliwie piękne, tak Perseus zdawał sobie sprawę z tego, że jako mężczyzna żonaty powinien zdusić je w zarodku, zanim ta mała iskierka zamieni się w pożogę, bezlitośnie trawiącą wszystko na swojej drodze.
Ale te oczy, te osjaniczne błękitne oczy, jak niebo odbijające się w tafli oceanu; oczy, które nawiedzały go w snach i dręczyły na jawie, pod których spojrzeniem miękł niczym woskowa świeca. Nawet teraz, kiedy odmawiał lub też opóźniał dołączenie do niego na drewnianych schodkach, jawił mu się jako bożek, udzielający mu błogosławieństwa swoją uwagą. Wrażenie to potęgował fakt, że Perseus przyglądał się Laurentowi od dołu.
— To jest kompromis, na który mogę przystać — odparł z wyraźnym ukontentowaniem na twarzy, choć całej sytuacji daleko było do błogości. Było bowiem tak wiele rzeczy, o które chciał zapytać i które sam chciał wyjaśnić. Magia Adrii mieszała im w głowach? On nie czuł się szczególnie inaczej. Być może jego uczucia względem Laurenta straciły na intensywności, nie czuł aż tak silnej potrzeby ich wyrażania jak jeszcze przed kilkoma godzinami, ale kładł to karb zmęczenia. Zarówno tego fizycznego, przez które nie był w stanie unieść do ust kubka wciśniętego w jego dłonie przez młodą brygadzistkę, jak i psychicznego, które sprawiało, że czuł się tą sytuacją niesamowicie przygnieciony.
— Komu? — poruszył się niespokojnie, a koc zsunął się z jego ramion — Jeśli ktoś tam jest jeszcze pod wodą... — urwał. Jeśli jest, to co? Osobiście po niego popłynie? Niech nie będzie śmieszny i nawet nie wchodzi do jeziora. Dlaczego w ogóle przeszło mu przez głowę, by strugać bohatera? Ach tak, wiedział doskonale - atawistyczna chęć zaimponowania Laurentowi. Pokazania mu, że jest silny i może czuć się przy nim bezpiecznie — Laurent, jeśli ktoś nadal tam jest... Nie powinieneś marnować czasu na rozmowę ze mną, tylko mu pomóc. Widziałem gdzieś tutaj ludzi z Brygady Uderzeniowej, może będą w stanie...
Nie odpowiedział na jego kolejne słowa, zaaferowany człowiekiem, którego pozostawili w królestwie trytonów. Był pewien, że wszystkim udało się dotrzeć na brzeg. Czy ktoś pozostał w wodzie? Kolega... Kto? Ten kaletnik, wodzący spojrzeniem za Geraldine? Jej brat, który zjawił się w jeziorze Merlin-wie-skąd? Na wieść o Cirilu pokiwał głową z uznaniem i wdzięcznością. To dobrze, że udało mu się go przekonać, aby dał sobie pomóc. Wzmiankę o osobliwej przypadłości skomentował tylko delikatnym uniesieniem brwi, choć trudno powiedzieć, czy bardziej zaskoczyła go niemożliwość teleportacji, czy zażyłość pomiędzy Laurentem, a Yaxleyem. Masz taki delikatny kark, najmilszy; nie boisz się, że ten olbrzym z łatwością go zwichnie, a potem wypcha Twoją skórę i powiesi sobie nad kominkiem?
— Czy to Astaroth jest w wodzie? — zapytał drżącym głosem. Słabo go znał, ale był pewien jednej rzeczy; nie lubił go. Zazdrość przez pana przemawia, panie Black.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
24.09.2024, 13:32  ✶  

Jakie to uczucie błąkało się między komórkami ciała Perseusa Blacka i wprawiało je w taką rytmikę? Czy to wina? Ale przecież nie nasza to, lecz gwiazd naszych wina. Nie ma winnych tam, gdzie występek błąkał się na granicy ludzkiego pojęcia. Czy to wstyd? Niech się wstydzi ten, kto widzi, a żadnej tu widowni nie mieliśmy. Przejdziemy do czegoś pozytywnego, czy superlatywy negatywów były zbyt nęcące, żeby oddalać się od kopanego grobowca? Patrz, to już sześć stóp pod ziemią, a zejść się dało jeszcze niżej. Mógł być głębszy, mógł być szerszy, żeby ciało obok ciała spoczywało. Więc w tym grobie się ułożysz, zaczekasz na mnie. Świeże stokrotki sypną nam ze wzgardą, bo nie godziło się tak - nie w tych czasach. Nie będzie chryzantem, które nakryłyby świeżo skopaną ziemię w imieniu tradycji. Girlandy kwiatów były jednak tak samo ładne - przynajmniej je przynosili. Przynajmniej Laurent dostałby ich więcej, niż za swojego życia.

Więc co to za emocja tam tańczyła? Blondyn widział już tę jedną drogę - że to wina, tak, to wina, ale nie wina Perseusa. To wina, którą Perseus dostrzegał w Laurencie, że ten miał zachowanie takie, a nie inne. Czy wiedział? Widział? Dostrzegał? W przebłyskach mimetycznych obrazów z pamięci tych wydarzeń pamiętał, że go już przepraszał. Powiedział wtedy, za co przeprasza? Wysłowił się odpowiednio, czy rzucił może tylko takim teaserem, by widz czekał z niecierpliwością na to, co będzie dalej? Lub wcale nie powiedział - to tylko obraz w jego głowie. Tak, ten ochronny. To bezpieczne wyjście, gdzie tylko wyobrażasz sobie, że coś drugiej osobie powiedziałeś.

Uśmiech na uśmiech, bo taki był takt tego spotkania. Chciał uspokoić te zmęczone, ciemne oczy, ale wyciąganie dłoni po szlachetne kamienie było zgubne dla kogoś, kto tak ukochał klejnoty. Piękne. Diamenty chowały się ze swym błyskiem tęczy przy onyksie z jadeitowym blaskiem. Nie było droższego kamienia ponad jadeit, a ten wszak tak doskonale komponował się z falami jego oczu. Pasowałyby jak ulał - takie kolczyki zrobione z perskich ocząt. Równie egzotyczne co ich właściciel, choć egzotyki samej urody nie było w Perseuszu. Nie było jej powierzchownie - bo Laurent dostrzegał całą górę Garizim do eksploracji. Na dole mogły płynąć rzeki krwi, lecz na górze ciągle brzmiały kojące modlitwy.

- Spokojnie... jest bezpieczny. Nic mu nie będzie przez tych parę chwil. - Słowo "spokojnie" czasami miało odwrotny efekt do zamierzonego i rozpadało się w swoim sensie na czynniki pierwsze, jeśli tylko próbowałeś je chwycić. Laurent w końcu chciał go uspokoić, ale czy to słowo naprawdę działało? Było słabym nośnikiem tej intencji, bo zazwyczaj działało wręcz drażniąco na ludzi. O tym blondyn teraz nie myślał. Zamiast tego ruszył się w końcu, żeby przestać górować nad Blackiem i usiadł obok niego. Akurat, żeby poprawić czułym gestem koc na jego ramionach. - Tak, to Astaroth Yaxley. Brat Geraldine. Nie czuje się najlepiej, a wszyscy byli zajęci... wszystkimi tymi sprawami. - Jeśli zapytasz, czemu Geraldine z nim nie została odpowiem - nie wiem. Nie chciał tak odpowiadać, bo nie chciał budować negatywnego obrazu wokół tego rodzeństwa. - Powinieneś teraz siedzieć przed kominkiem i się wygrzewać. - Żona się nie będzie martwiła, kiedy dowie się, co się stało w Windermere..? Wieści się przecież rozchodzą jak szalone. - Czemu więc siedzisz tutaj?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#7
02.10.2024, 20:04  ✶  
Nawet różdżkarze popełniali błędy; raz na kilkaset lub nawet kilkadziesiąt różdżek, które wychodziły spod ich dłoni, pojawiał się on - model wadliwy, nieudane dzieło, dziecko, do którego się nie przyznawali. Wstyd ukrywany w zamykanych na klucz szufladach. Nawet w Szlachetnym i Starożytnym Rodzie Blacków musiały zdarzyć się pomyłki - i Perseus właśnie nią był. Obarczony chorobą, niezdolny do wpasowania się w ciasno określone przez przodków ramy.
Laurent usiadł obok niego i Perseus poczuł się tak, jakby słońce przedarło się miękkim snopem przez burzowe chmury. Pozwolił mu poprawić koc na swoich ramionach i przez chwilę zapragnął przytulić oprzeć czoło o jego ciepły bark, tak samo jak wtedy na łodzi, kiedy go obejmował.
— Nie uspokoisz mnie tak łatwo — pokręcił głową z łagodnym uśmiechem migoczącym w kącikach ust - niemym przecież żartuję  wypisane w grymasie - lecz spojrzenie miał poważne, a ramiona ugięły się nieznacznie, jakby właśnie spoczął na nich kolejny ciężar — Astaroth jest silny — silniejszy niż sam Perseus, musiał przyznać ku własnej rozpaczy; taki ktoś mógłby z łatwością obronić Laurenta przed wszelkimi niebezpieczeństwami świata — Ale nawet on nie powinien tak długo zostawać pod wodą. To jezioro mąci zmysły.
Delikatne vibrato wybrzmiewało w głosie Blacka, a jego ton stał się subtelnie podniesiony - to zazdrość chwyciła go za gardło i utrudniała mu swobodną wypowiedź. Wreszcie opanował się na tyle, by odszukać dłonią rękę Laurenta, przyjemnie ciepłej pomimo czasu spędzonego w wodzie i spleść palce z jego własnymi. Nadziwić się przy tym nie mógł miękkiemu aksamitowi jego skóry delikatnie zaróżowionym na knykciach. Uniósł jego dłoń do swoich ust i pocałował każdy z osobna, powoli; ze strachem, że Prewett zaraz się wycofa oraz z zuchwałym pragnieniem przedłużenia tej chwili. Walczył, by
— Powinienem? — dopiero teraz odważył się ponownie skrzyżować z nim spojrzenie, a jego oczy płonęły jadeitem; dzikim i nienasyconym. Przekrzywił głowę, a potem uśmiechnął się z czułością majaczącą na granicy obscenicznej wręcz paternalistyczności, obnażając przy tym równy rząd białych zębów. Zwykłych, ludzkich, niepodobnych do drapieżnika, którym musiał być w oczach Laurenta przez ostatnie dni. I choć było to na pewien sposób okrutne, tak Perseus nie chciał myśleć o Vesperze; teraz, gdy niebezpieczeństwo minęło, celowo odwracał wzrok od jej obrazu majaczącego w jego głowie, rozwiewał go machnięciem ręki w taki sam sposób, w jaki odgania się natrętnego owada. Zmieni się, poprawi, stanie przed jej obliczem skruszonym - ale jeszcze nie teraz, kiedy jeszcze nie pojął dlaczego jego serce tak uparcie wyrywa się ku temu młodzieńcowi. — Być może by mi to nie zaszkodziło. Nie mogłem jednak odejść, zanim nie upewnię się, że wszystko z wami w porządku — że wszystko z tobą w porządku — I... Chciałem z tobą porozmawiać.
O tym, że to nie nasza, lecz gwiazd naszych wina.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
10.10.2024, 18:11  ✶  

Wadliwy produkt był produktem skreślonym. Wyrzucałeś go na śmieci, albo oddawałeś za 1/4 ceny, za którą powinien być sprzedany. Nikt nie chciał półproduktów - wszyscy chcieli ideały. Piękno tego świata szukało waz w całości, nie tych złączonych złotem. Japończycy musieli obejść się smakiem w kulturze angielskiej, ale i po co byłoby im tu tłumnie przybywać? Mieli swoje problemy i swoją bajkę. To, jaką bajkę urządzaliśmy tutaj i czy na pewno było bajką to już drugorzędna sprawa. Laurent sam nie mógł być produktem niedoskonałym, ale inni wokół już mogli. Zabawne, bo przecież gdyby przyszedł stolarz i zaprezentował mu stolik, którego symetryczne ryciny okazałyby się nierówne to zażądałby zrobienie nowego. Albo wcale nie zabawne..? Człowiek to nie przedmiot, nie da się go polepszyć, wypucować, nie da się go podmienić. Ludzie byli wymiennym zasobem, relacje udowadniały nam to cały czas, ale jednocześnie nie było drugiej identycznej istoty. Nawet jeśli ktoś próbuje cię skopiować to zawsze pojawi się jakiś mały twist.

- Nauczyłem się już, że kiedy ktoś jest silny fizycznie, często jest słabszy, niż na to wygląda. - Uśmiechnął się delikatnie. Powiedzieć, że nie odczuwał strachu przed wampirami? Ha... powiedzieć, jak kuszący wydawał się mrok i osunięcie w niego? Ha! Ile wiedział Perseus o Astarothcie i czy się w ogóle znali - tego nie wiedział. Nie był nawet pewien, czy chce zadawać to pytanie, a gdy tak się nad tym zastanawiał to dochodził do wniosku, że wcale nie chce. Dziwne to było zresztą - siedzieć tutaj i rozmawiać o... właściwie trochę o niczym, kiedy przed paroma dniami ta sytuacja na weselu tak niefortunnie się potoczyła. Jeden z gorszych dni jego życia, choć z całą pewnością nie najgorszy. Przynajmniej tamtego dnia nikt i nic nie próbowało go zabić. - Nadal? - Zapytał z lekkim niepokojem, spoglądając na Perseusa z przebłyskiem czujności. Jego oczy dostrzegały więcej - może więc widział to, czego on dostrzec nie mógł.

Prąd przeszył jego ciało, kiedy poczuł dotyk na swojej dłoni. Spiął się, spoglądając na ten gest ze zdziwieniem, a w końcu lekkim zatrwożeniem, jakby to echo dzisiejszych doznań posyłało swoje echo wzdłuż jego ciała i prosto do serca. To wychodziło poza przyjacielski gest. Mijało się nawet z niewinnie-czułym. Nie kiedy był wykonywany pomiędzy dwójką mężczyzn. W pierwszym odruchu chciał rękę zabrać, cofnąć, ale nie mógł się ku temu przemóc. Zraniłby go? Wyznaczył przez to granicę? Powinien tę granicę postawić - już drugi raz niepokojąco się między nimi rozmywała. Jednak kiedy już palce się lekko rozluźniły od strony Perseusa to blondyn rękę cofnął. Nieco zmieszany. Trochę skołowany. Szkoda, że życie nie wybierało nigdy prostych scenariuszy i zawsze musiało być tak pogięte.

- Jeśli to dłuższa rozmowa to może przełożymy ją na powrót z Windermere. - Przesunął kciukiem po miękkim, białym futrze w swoich garściach. - Muszę wracać do jeziora... a nie chciałbym temu poświęcać połowicznego czasu. - Może to był po prostu pretekst do kolejnego spotkania? Ale to był też fakt - musiał wracać, bo uciekały cenne minuty, a jeśli ktoś zaczyna, że musi porozmawiać to nie brzmi jak pytanie, jaką lubisz herbatę.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#9
07.11.2024, 00:54  ✶  
Chciał odpowiedzieć mu czymś błyskotliwym, być może rzucić jakąś interesującą anegdotą na temat omylności pozorów, ale zazdrość kotłowała się nieprzyjemnie w jego żołądku i jedyną myślą kołatającą w głowie Perseusa było pytanie "czy on jest jedną z tych osób, które leczą twoją samotność, Laurencie", dlatego zachowując resztki instynktu samozachowawczego wolał milczeć, niż powiedzieć coś, co mogłoby położyć się cieniem na ich relacji. Wbił więc spojrzenie w ziemię pod jego stopami i niby od niechcenia potrącił końcówką buta zakurzony kamyczek. Herbata w kubku zakołysała się niebezpiecznie blisko jego krawędzi, kiedy drżące dłonie zacisnęły się wokół niego mocniej, z desperacją niemalże, jakby liczył na to, że ciepły napar ogrzeje jego skostniałe sumienie i stopi lód zobojętnienia, który powoli okalał jego psyche.
— Nie jestem do końca pewien — pokręcił głową, nadal bojąc się podnieść na niego wzrok — Odkąd tutaj przybyłem, nie mogę wyzbyć się myśli, że... że.... jesteś mi droższy, niż mógłbyś przypuszczać.
A może jednak Laurent się domyślał i to właśnie go tak przerażało w Perseusie? Czy to nie strach czaił się w jego błękitnych oczach, gdy całował jego dłoń? Nie cofnął jej, to prawda, ale też w żaden sposób nie dał mu odczuć, że ten gest był dla niego miły i Black poczuł się ze sobą bardzo źle. Puścił więc go i odwrócił się od niego zawstydzony i zawiedziony sobą; przecież obiecał mu, że nie będzie jak ci wszyscy zaślepieni przez chuć mężczyźni, którzy wyciągali po niego swoje brudne łapska, by skalać jego eteryczną sylwetkę w chłodnej pościeli, a tymczasem sam nie mógł się powstrzymać, wymuszał dotyk, który w ostatecznym rozrachunku wcale nie sprawił mu przyjemności. Nie, kiedy zobaczył jego skonfundowane oczy. Och, jakże bardzo sobą w tamtym momencie wzgardzał.
— Przepraszam, ja... — urwał, szukając najlepszych słów, by jakoś wytłumaczyć swoje postępowanie, ale przychodziło mu to z wielkim trudem — Chciałem tylko... Żebyś wiedział, że ja.... Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.
Przestraszyłem cię?, smutno zapytały jego szkliste oczy, w momencie, w którym zaproponował przełożenie tej rozmowy. Zaraz jednak pojawiło się w nich zmatowienie charakterystyczne dla bezsilnej akceptacji, a ramiona opadły w dół.
— Za cztery dni wypływam do Brazylii i wracam we wrześniu. Jeśli znalazłbyś dla mnie czas przed wyjazdem... Byłbym ci ogromnie wdzięczny, Laurencie.

Koniec sesji


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (2103), Perseus Black (2069)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa